Obserwowałam go z daleka, z przymrużonymi oczami. Był tak niesamowicie podobny do swojego ojca! Nawet gdybym nie wiedziała nic o jego ulubionym miejscu, do którego lubi przychodzić, na pewno odgadłabym, że jest synem Grzegorza. Usiadłam przy barze i przyjęłam kuszącą pozę. Popijałam drinka i udawałam, że w ogóle nie jestem zainteresowana tym przystojnym młodzieńcem. Następnie rzuciłam mu takie wymowne spojrzenie, że nie miał wyjścia i musiał do mnie podejść!

"Ta metoda jeszcze nigdy nie zawiodła!" – pomyślałam zadowolona, kiedy podniósł się z mięciutkiego fotela w kącie lokalu i stanął obok mnie.

– Podejrzewam, że pani jest tutaj sama... Czy mogę postawić pani drinka? – zapytał i gdybym zamknęła oczy, mogłabym przypuszczać, że to Grzegorz do mnie mówi: ten sam ton, ten sam głos!

– Czekam na kogoś – odpowiedziała mu z uśmiechem, przepraszając.

– Naprawdę? – podniósł brwi, uprzejmie przeprosił i wrócił na swoje miejsce, skąd ciągle na mnie patrzył, ale robił to dyskretnie.

Po pewnym czasie podniosłam się z krzesła i szybko opuściłam klub. Złapał mnie na parkingu.

– Bardzo się pani spieszy? Może jednak chciałaby pani napić się drinka ze mną?

– W porządku – zgodziłam się, jakby to nie było moim celem.

Miałam swój plan 

Dlaczego przyszłam do tego klubu? Aby poderwał mnie syn Grzegorza. Spokojnie rozmawialiśmy, sącząc drinki. Okazał się być tak inteligentny, jak przypuszczałam. Nie tak błyskotliwy jak jego tata, ale przecież jest jeszcze młody.

"Dasz radę – pomyślałam. – Na pewno go doszlifuję. Jak klejnot". Nie jestem pewna, czego oczekiwał po tym drinku, ale ja po prostu uprzejmie się pożegnałam. Znam mężczyzn na tyle dobrze, że wiem, iż potrzebują gonić za kimś, aby się zakochać.

Więc niech goni... nie musiałam na niego długo czekać. Na moim samochodzie mam specjalną tablicę rejestracyjną i właśnie dzięki niej mnie odnalazł. Muszę przyznać, że to było sprytne. Zaimponował mi tym.

– Jedno spotkanie to mało. Chciałbym cię gdzieś zabrać... – Może wyjdziemy do kina w tę sobotę?

– Odezwij się do mnie bliżej soboty – odpowiedziałam.

Potem dałam mu swój numer i odjechałam swoim błyszczącym bmw. Obserwował mnie, zauważyłam to spoglądając w lusterko samochodu. To było dobre... W domu odprężyłam się i przygotowałam sobie drinka. W końcu poczułam się zrelaksowana. Powiodło się! Miałam przeczucie, że to się uda. Przecież wiem, jak wpływam na mężczyzn.

Miałam jednak świadomość, że istniała możliwość, że nie będę w stanie go do siebie przyciągnąć i zainteresować. W końcu jestem od niego starsza o 10 lat. Co prawda nie wyglądam na tyle, ile mam lat, ale też nie jestem zbyt młoda. Posiadam swój własny, dojrzały styl kobiety z klasą. Na szczęście, to przyciąga nawet młodych chłopaków. W przypadku tego konkretnego miałam bardzo konkretne plany: chciałam go zdobyć i przywiązać do siebie tak mocno, że wszyscy oprócz mnie przestaną się dla niego liczyć!

To nie było przypadkowe spotkanie. Podstawiłam mu się, bo miałam powód. Moja złość wynikała z tego, co jego matka zrobiła z moim związkiem. Doprowadziła do upadku jedynego faceta, który naprawdę zdołał zdobyć moje serce!

Kochałam jego ojca

Poznałam Grzegorza 16 lat temu, ale to nie ja byłam przyczyną jego rozwodu. Był już wolny, kiedy zobaczyliśmy się na imprezie u moich rodziców. Dopiero rozpoczął jakieś przedsięwzięcia z moim ojcem i tamtej nocy zrobił na mnie ogromne wrażenie! Również ja mu się spodobałam, choć byłam tylko 22-letnią studentką, a on był starszy ode mnie o 18 lat...

Ta różnica wieku szybko przestała mieć znaczenie. Zakochaliśmy się w sobie jak para nastolatków. Wiktor zdobył akceptację moich rodziców, co bardzo pomogło. A jeśli chodzi o mnie, to nie widziałam świata poza nim!

Był dla mnie najważniejszy – miałam w nim partnera, towarzysza i czasem nawet zastępczego ojca, bo mój prawdziwy tata zawsze był bardzo zajęty zarabianiem pieniędzy i nie miał czasu dla mnie. Wiktor nade wszystko mnie kochał i zawsze starał się dla mnie znaleźć czas. Był w stanie po ważnym spotkaniu wrócić w nocy nawet z odległości pięciuset kilometrów, tylko żeby rano obudzić się przy mnie.

Razem z nim odkryłam Europę i inne kontynenty. Spędzaliśmy wiele godzin w muzeach, podziwiając obrazy, które poruszyły nas najbardziej. Zarówno w renomowanych salach koncertowych, jak i na ulicach podczas bezpłatnych koncertów, delektowaliśmy się muzyką, która przyciągnęła naszą uwagę. Wiktor pochłaniał te nowe doświadczenia z zainteresowaniem, a ja dzieliłam z nim te chwile. Podziwiałam go za jego inteligencję, wiedzę i szerokie horyzonty.

Była żona niszczyła nas

Jednak nasze idealne życie miało jedną wadę – jego byłą małżonkę. Z niezrozumiałym uporem stwierdziła, że to ja jestem powodem ich rozwodu, że Grzegorz musiał już wcześniej ze mną romansować i ukarała go tak, żeby zabolało go najbardziej – zniszczyła jego relację z ukochanym synem.

Zawsze robiła różne problemy w czasie spotkań, wpajała synowi niechęć do ojca i przede wszystkim do mnie – kobiety, która rzekomo pozbawiła dziecko tatusia! Wówczas Damian miał dwanaście lat. Był niesamowicie związany z matką. Wierzył w każde jej słowo, niczego nie podważał.

W ciągu czternastu lat naszej relacji, sprawa syna Grzegorza rzucała się cieniem na całe nasze życie i kosztowała nas oboje mnóstwo nerwów. Nigdy go nie spotkałam, ponieważ matka Damiana tego nie chciała, a chłopiec był jej posłuszny.

Była w stanie sprawić, że odwołał nasz wspólny urlop, tylko dlatego, że mogła wtedy wysłać Damiana na wakacje. Grzegorz na wszystko się godził, co mnie zresztą nie dziwiło. Mimo że relacja z byłą żoną była okropna, to jednak syn wciąż był dla niego niesamowicie ważny.

Później były alimenty, które rosły wraz z upływem czasu. Grzegorz pracował bardzo ciężko, aby móc zapewnić synowi wszystko, czego potrzebował, ale dla tej chciwej kobiety to zawsze było za mało. Chciała, aby płacił za szkołę, językowe obozy, wycieczki. Ona sama również korzystała z tych środków, nie pracując i twierdząc, że problemy ze zdrowiem uniemożliwiają jej życie zawodowe. Jednak to ona przetrwała.

Obwiniałam ją o śmierć Grzegorza

Mój mąż zmarł dwa lata temu na zawał serca i jestem przekonana, że to jego była żona jest za to w pełni odpowiedzialna! Na pewno to też jej wina, że nie zaszłam z nim w ciążę. Grzegorz miał pewien problem. Ciągle mówił, że już ma jednego syna, ale nie ma do niego żadnych praw. Starałam się z nim o tym rozmawiać, próbowałam nawet bez jego wiedzy zajść w ciążę, ale nic z tego nie wynikło.

Właśnie dlatego postanowiłam poczekać, aż Damian ukończy studia i zacznie samodzielne życie. Liczyłam na to, że Grzegorz wtedy „odpuści” i pozwoli mi mieć dziecko, ale nie zdążył. Odszedł niespodziewanie, krótko po tym, jak jego syn zdał egzamin magisterski. Damian, który w tamtym czasie wyjechał na wakacje, nie zjawił się nawet na pogrzebie swojego ojca. Jego matka nie raczyła go o tym poinformować.

Znałam go bardzo dobrze

Kiedy przyszło mi do głowy, że mogłabym się zemścić? Rok po śmierci Wiktora. Pomyślałam, że to jedyna szansa, aby dziecko, które pragnęłam mieć, miało chociaż trochę jego genów. Tak, planowałam nie tylko uwieść Damiana, ale także mieć z nim dziecko. On nie mógł wiedzieć, że wpadł w moją pułapkę. A wpadł w nią natychmiast!

Wiktor tyle o nim opowiadał, że znałam go na wskroś. Wiedziałam, co sprawia mu przyjemność, jak zachowuje się w różnych sytuacjach. Wykorzystując całą tę wiedzę, kompletnie owinęłam go sobie wokół palca. Celowo manipulowałam jego uczuciami, aby się we mnie zakochał. Podczas naszej pierwszej nocy razem, nie mogłam się nim nasycić.

Wiedziałam, że jego matka będzie próbować nam przeszkodzić, ale nie czułam już takiego strachu. Miałam poczucie, że jej syn potrafi stawić jej czoła i walczyć o swoje uczucia, ponieważ, w przeciwieństwie do sytuacji z Grzegorzem, w tym przypadku nie miała nic, czym mogłaby go szantażować.

Zemsta była skuteczna

Co najgorszego mogło spotkać Damiana z jej strony? To, że odwróci się od niego? Co za nonsens! Wiadomo, że w takim przypadku to ona sama by się skrzywdziła! Z tego powodu, gdy Damian zaczął opowiadać mi o tym, jak bardzo się rozzłościła, kiedy dowiedziała się, z kim się umawia, na zewnątrz okazywałam mu współczucie, ale w środku śmiałam się. Im bardziej ona dawała upust swoim emocjom, tym ja stawałam się silniejsza.

A prawdziwy dramat rozpoczął się, gdy matka Damiana, chcąc mnie wyeliminować z życia swojego dziecka, zaatakowała mnie w biały dzień w miejscu publicznym! Rzuciła się na mnie z pięściami, obrzucając mnie najgorszymi epitetami, a kiedy schroniłam się w najbliższym sklepie, zniszczyła mój samochód. Zdemolowała lusterka i zniszczyła lakier za pomocą pilnika do paznokci, który wyciągnęła z torebki. Całe zdarzenie zarejestrowała miejska kamera monitorująca parking i cały otaczający teren. Mama Damiana musiała liczyć się z poważnymi konsekwencjami prawnymi.

Ja jednak wykazałam wielkoduszność i zrezygnowałam z oskarżeń, pokazując synowi tej kobiety, że nie jestem nikim zawistnym ani mściwym. Jego wdzięczność była bezmierna, a miłość, którą można było zobaczyć w jego oczach, była nieskończona. Na tyle, że doczekaliśmy się dziecka.

Mam synka

Mały Grześ do złudzenia przypomina mi mojego Grzegorza! Mam 1,5 roku. Kiedy tylko biorę go na ręce i spoglądam w te duże, orzechowe oczy, to widzę w nich obraz mojego ukochanego mężczyzny. Jestem przekonana, że cieszyłby się, gdyby mógł razem ze mną mieć takiego cudownego malucha. Pomimo że Damian prosił mnie o rękę, nie zdecydowałam się na małżeństwo. Nie mogłabym zrobić mu tego i skomplikować mu życia w ten sposób... Nie chciałabym, aby mój synek dorastał w przekonaniu, że miłość jego rodziców była tylko pozorem.

W przeciwieństwie do matki Damiana, nie odcinam go od kontaktów z jego synem. Maluch potrzebuje swojego ojca. Spotykają się więc regularnie, ale nie daję Damianowi żadnych szans na związek. Zamiast tego pozwalam mu na całkowitą wolność. Chciałabym, żeby był szczęśliwy – na pewno tak by chciał Grzegorz.

Dopięłam swego

Tak czy inaczej, osiągnęłam to, co chciałam i teraz mam synka z genami mojego ukochanego męża. W tym maluchu tkwi również moja przewaga nad matką Damiana. Teraz to ja jestem na wygranej pozycji, ja posiadam mocne argumenty – jej ukochanego wnuczka. Teraz to ona musi dostosowywać się do mnie. Na ten moment czekałam wiele lat. Doprowadziłam ją do punktu, w którym musi mnie szanować i brać pod uwagę moje zdanie. Nawet jeśli nie robi tego z pełnym przekonaniem, to przynajmniej musi to udawać, aby nie zranić swojego syna.

Damian naprawdę uwielbia Grzesia, dlatego często zabiera go na weekendy do mieszkania swojej mamy... Myślałam, że po tym wszystkim osiągnę wewnętrzny pokój, ale to nie jest takie proste...