W czasie studiów cały czas z Michałem trzymaliśmy się razem. Podczas inauguracji roku akademickiego, kiedy sprawdzaliśmy w sekretariacie do jakiej grupy należymy, okazało się, że jesteśmy w tej samej. Nie potrafiłam przestać się w niego wpatrywać, a on też nie odrywał ode mnie wzroku. Moje serce przepełniała coraz większa błogość i ciepło.

Kto z nas jako pierwszy wyznał miłość tej drugiej osobie? Kto jako pierwszy zainicjował przytulenie ukochanej osoby? W sumie, czy to istotne… ja go kochałam, a on odwzajemniał moją miłość. Miałam wtedy 21 lat na karku i chodziłam z najwspanialszym facetem pod słońcem. O czym innym mogłam marzyć?!

Był jak bogaty książkę z bajki

Mimo to, pewnego feralnego dnia, los postanowił spłatać mi prawdziwego figla, całkowicie mieszając i zmieniając bieg mojego życia. Gdy byłam na ostatnim roku, do naszej paczki dołączył niejaki Edward. Dopiero co wrócił z rodzicami z Paryża, po tym jak skończyli swoją misję dyplomatyczną, a on zdecydował, że dokończy naukę, którą rozpoczął we Francji, na polskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Nie miało to żadnego znaczenia, że wyleciał z paryskiej uczelni przez kiepskie wyniki w nauce. Otaczała go aura popularności znad Sekwany, chwalił się sporą gotówką i świeżo kupionym autem. Któregoś razu zaproponował, że podwiezie mnie tym autem pod sam dom. Jaka ja byłam głupia, że z entuzjazmem przystałam na tę propozycję.

Późnij wydarzyło się coś, co do dziś pozostaje dla mnie zagadką. Edward praktycznie mnie uprowadził, nie dając mi nawet chwili na przemyślenie wszystkiego i dojście do siebie po tylu nowych doznaniach... Oczarował mnie forsą, która daje złudne poczucie niezależności. Nie jestem z tego powodu z siebie zadowolona. Ale teraz uważam, że poniosłam już wystarczającą karę.

Zdradzał mnie od początku

Moja historia małżeńska z pozoru przypominała opowieść rodem z bajki. Zwyczajna dziewczyna poznała swojego księcia z bajki i odtąd wiedli długie życie w szczęściu i radości… Jednak rzeczywistość okazała się zgoła odmienna. Już wkrótce po ślubie, Edward zaczął romansować z innymi kobietami. Swoje miłosne przygody trzymał jednak w ścisłej tajemnicy, dzięki czemu zyskał opinię idealnego małżonka i tatusia.

Sielanka trwała do momentu, gdy jedna z jego przelotnych kobiet stwierdziła, że zaproponowane jej kasa za milczenie jest stanowczo za niska w porównaniu z wcześniejszymi ustaleniami. Nie owijając w bawełnę, opowiedziała wszystkim dookoła o swoim kochanku, nie przebierając przy tym w słowach. No i klops, sprawa wyszła na jaw.

Chciałam rozwodu

Postanowiłam, że to koniec mojego małżeństwa. Mąż mi na to odpowiedział:

– W porządku, odzyskasz wolność. Tylko wiedz jedno – moi adwokaci pozbawią cię wszystkiego, co masz: domu, auta, pomocy domowej. No i zapomnij o karcie z nieograniczonym limitem – oznajmił Edek, uśmiechając się złośliwie. – Po studiach na ASP, mając czterdziestkę na karku, w najlepszym wypadku załapiesz się na etat sprzątaczki. Przecież ty nic nie potrafisz! Całe życie spędziłaś na obijaniu się, więc posłuchaj dobrej rady: siedź cicho na tyłku i udawaj, że ta durna baba gadała o kimś innym.

Przykro mi to mówić, ale właśnie wtedy, w tamtej chwili, w pełni zrozumiałam, kim tak naprawdę okazał się być mój małżonek – oziębłym, okrutnym typem, dla którego liczy się tylko to, co na zewnątrz, a nie to, co w środku. Do tej pory miałam go za nieco rozpieszczonego jedynaka, który mimo wszystko jest przywiązany do domu, wspólnych posiłków przy niedzielnym stole, a te jego częste wyjazdy służbowe traktowałam jako zło konieczne, dzięki któremu stać nas na wygodne życie. Ależ się myliłam. 

Zostałam z niczym

Choć istniała spora szansa, że będę zmuszona poznać co to bieda, a moje życie zmieni się o 180 stopni, zdecydowałam się zakończyć małżeństwo z Edwardem. Prawdę mówiąc, po od razu po studiach wyszłam za mąż i tylko zajmowałam się domem, nie podejmując żadnej pracy. W związku z tym, po tych kilkunastu wspólnie spędzonych latach, nie miałam zbyt wiele umiejętności i mogłam naprawdę dużo stracić.

Mój małżonek wywiązał się z obietnicy i zostawił mnie z niczym. Wyszło na jaw, że podczas ślubu, składając podpisy na dokumentach, nie byłam świadoma, co podpisuję. Wśród sterty papierów znajdowała się też intercyza. W najtrudniejszych chwilach z pomocą pospieszyli mi bliscy, zapewniając wsparcie finansowe i dach nad głową na jakiś czas.

Mimo to, wbrew złowieszczym przepowiedniom Edka, nie pogrążyłam się w rozpaczy. Tak oto kobieta, która prawie przez całe dotychczasowe życie dbała wyłącznie o dom, niespodziewanie odnalazła w sobie smykałkę do interesów. Dałam radę.

To był impuls

W upalny dzień, wracając z pracy busem, nagle poczułam silną potrzebę, by natychmiast wysiąść. Teraz! W tej chwili! Gdy tylko autobus zatrzymał się na kolejnym przystanku, wyskoczyłam z niego i skierowałam swoje kroki w kierunku pobliskiego parku. Zapragnęłam spaceru wzdłuż zacienionej alei, usiadłam na jednej z ławek i obserwowałam wiewiórki hasające w trawie. Schowałam się pod konarami rozłożystego klona i odpłynęłam myślami w przeszłość.

W tamtym miejscu, pod rozłożystym drzewem, mój ukochany Michał wyjawił mi wiele lat temu swoje uczucia. Nie mam pojęcia dlaczego, ale to wspomnienie uderzyło we mnie z ogromną mocą. Od tamtej pory stale odwiedzałam ten zakątek parku. Siadywałam pod naszym ulubionym klonem, a moje oczy bezwiednie wędrowały ku opuszczonej ławeczce znajdującej się naprzeciwko. Zastanawiałam się, co w niej tak mnie intrygowało. Kompletnie nie wiedziałam, aż do momentu, kiedy ujrzałam na niej... Michała. Od razu go rozpoznałam. Nadal miał te swoje cudne, kruczoczarne loki, czarujący uśmiech i spojrzenie, które latami pojawiało się w moich snach.

Wystarczyło tylko jedno spojrzenie

Nasze oczy się spotkały i momentalnie poczułam, jak serce zaczyna mi walić jak oszalałe. Zupełnie jak podczas naszego pierwszego roku na uczelni. Albo jak rok przed tym, zanim wzięłam rozwód… Trudno powiedzieć, które z nas pierwsze podniosło się z ławki. W mojej pamięci widzę tylko obraz, jak stoimy naprzeciw siebie, uśmiechając się. Zupełnie jak tamtego dnia na korytarzu. Jakby czas nagle zaczął biec wstecz. Tyle że, jak to się mówi, nigdy nie da się po raz drugi wejść do tej samej rzeki. Ja miałam za sobą przeszłość, z której nie byłam dumna. No i on też...

– Bywa, że okropnie się tego wstydzę – wyznał, kiedy bladym świtem wylegiwaliśmy się w moim łóżku. – Gdy zniknęłaś, byłem wkurzony na cały świat. Załamany. Wydawało mi się, że moje życie dobiegło już końca.

– Wybacz mi – wyszeptałam z głębi duszy. – Gdybym tylko mogła naprawdę cofnąć czas, zrobiłabym to bez wahania. Skusiły mnie pieniądze i zapłaciłam za to...

Każdy miał swoją przeszłość

– Wiesz, Aniu – odrzekł Michał, całując mnie czule w czoło. – Ja też poniosłem karę za moje decyzje… Rozumiesz, wyjechałem, związałem się z pierwszą napotkaną dziewczyną i ożeniłem się. Bez uczucia, w tej codziennej rutynie – służbowe obowiązki, cztery ściany, dwójka dzieci, niekochana kobieta – starałem się wyrzucić cię z pamięci. Przez pewien czas myślałem nawet, że mi się udało. Moja żona nigdy nie poznała prawdy o tym, że przed nią liczyła się dla mnie inna kobieta. Grałem. Ale troszczyłem się o nią, przez te długie lata byłem przykładnym mężem. Być może nawet lepszym od innych, bo wyrzuty sumienia to najlepszy strażnik. Ale jej to nie wystarczało.

– Rozumiem, co masz na myśli – odparłam ze współczuciem. – Czuła od ciebie jedynie poczucie obowiązku, a nie prawdziwą miłość.

– Tak mi się wydaje. Kiedyś oznajmiła mi, że ma dość tej nudnej, powtarzającej się codzienności, ciągłego zabiegania o pieniądze, kupowania nowych mebli i odliczania dni do kolejnej wymiany auta. Wyznała, że związała się z kimś, kto daje jej więcej miłości i chce się ze mną rozwieść. Oczywiście przystałem na to z ulgą. Nawet nie wiesz, jaki byłem wtedy szczęśliwy! Nareszcie poczułem, że jestem wolny… Z dziećmi widuję się, kiedy tylko mam na to ochotę, najważniejsze jest jednak to że nie muszę już nikogo udawać.

– Rozumiem cię doskonale, kochanie…

To co było kiedyś, nie ma już znaczenia. Teraz, kiedy los ponownie nas połączył, moje serce wypełnia błoga radość, ukojenie oraz ciepło.

Anna, 42 lata