„Brat robił ze mnie złodziejkę, a ojciec wyzywał od dziwadeł. Nie da się żyć w rodzinie, która pluje ci prosto w twarz”
„Moja rodzina to układanka, do której nigdy nie pasuję. Tomasz opowiada coś przy obiedzie, to wszyscy się śmieją. Ja coś powiem? Mama od razu patrzy, czy nie powiedziałam za ostro. Albo mnie ignoruje. Najbardziej boli zachowanie ojca. Nigdy nie przytulił, nie zapytał, co czuję. Jakby mnie nie było”.

- Redakcja
Nie wiem, w którym momencie przestałam być córką, a stałam się... jakimś intruzem we własnym domu. Może to zawsze we mnie było – ta niepewność, to wrażenie, że coś ze mną nie tak. Ale teraz, mając dwadzieścia cztery lata, widzę jasno, że nigdy nie miałam szans. Mieszkamy razem: ja, rodzice i Tomasz – mój starszy brat. On zawsze był „tym lepszym”. Dobrze się uczył, ładnie mówił, miał „głowę na karku”, jak mawiała mama. A ja? Zawsze cicha, trochę zamyślona, z książką w kącie. Ojciec mówił na mnie, bardzo milutko, „dziwadło”, mama najczęściej wzdychała:
– No weź się w końcu ogarnij, Natalia...
Codzienne życie to układanka, do której nigdy nie pasuję. Tomasz opowiada coś przy obiedzie – wszyscy się śmieją. Ja coś powiem? Mama od razu patrzy, czy nie powiedziałam „za ostro”. Albo mnie ignoruje. Najbardziej boli mnie zachowanie ojca. Zawsze trzymał dystans. Nigdy nie przytulił, nie zapytał, co czuję. Jakby mnie nie było. A mama? Mama patrzyła tylko na Tomasza – z uwielbieniem, jakby był słońcem. A ja? Jego cieniem.
Z babcią Wandą jeszcze jakoś się trzymam. Czasem do mnie zadzwoni, czasem pogłaszcze po głowie, kiedy przychodzę. Ale od jakiegoś czasu i ona jakoś tak... mniej mnie słucha. A Tomasz – Tomasz jest wszędzie. Zawsze w centrum. A kiedy coś się psuje? Natalia. Kiedy zginą pieniądze? Natalia. Kiedy ktoś się spóźni z obowiązkami? Natalia. Ale dopiero teraz, kiedy zaczęły znikać przedmioty z domu, zobaczyłam, jak łatwo można zmanipulować ludzi. I jak szybko człowiek zostaje sam, gdy ktoś inny zadba o odpowiednią narrację.
Miałam ochotę uciec
– Babciu, a gdzie ten twój pierścionek? Ten złoty z zielonym oczkiem? – zapytała mama, stawiając ciasto na stół.
– No właśnie, sama nie wiem... – mruknęła babcia Wanda, siadając powoli na krześle. – Zawsze trzymałam go w szkatułce w kredensie. A dziś patrzę – nie ma.
W kuchni nagle zapadła cisza. Ojciec spojrzał znad talerza. Mama zastygła z łyżką do kawy. Tomasz uniósł brwi i uśmiechnął się półgębkiem.
– Natalia ostatnio coś tam grzebała – rzucił niby od niechcenia.
Zamarłam. Nawet nie zdążyłam przełknąć kęsa.
– Słucham? Co ty właśnie powiedziałeś?
– No nic. Po prostu pamiętam, że ostatnio babcia mówiła, że Natalia oglądała te pierścionki, jak była sama w domu. Może coś się zawieruszyło?
– Tomasz, przestań! – wybuchłam, podnosząc się z krzesła. – Wiesz dobrze, że tylko wyjmowałam ten srebrny łańcuszek dla babci, bo mnie poprosiła! Nawet nie dotykałam pierścionka!
– Nie mówię, że ukradłaś – wzruszył ramionami – tylko że byłaś ostatnia, która miała dostęp.
– Natalia... – zaczęła mama ostrożnie. – Nie denerwuj się. Po prostu pytamy.
– Nie denerwuj się?! – krzyknęłam. – Przecież on mnie oskarża! A wy, zamiast go uciszyć, słuchacie jakby mówił coś rozsądnego!
– Dziwne tylko, że zawsze te afery dzieją się, kiedy jesteś w pobliżu – dorzucił ojciec, patrząc chłodno.
Stałam tam pośrodku, a ich spojrzenia paliły mnie jak laser. Miałam ochotę uciec. Ale jeszcze bardziej – walnąć pięścią w stół.
– To chore... – wyszeptałam. – Co się z wami stało?
Nikt nie odpowiedział. A Tomasz siedział spokojnie, sącząc herbatę. Jakby właśnie wygrał jakąś grę.
Nie mogłam już wytrzymać
– Mamo, mogę z tobą porozmawiać? – zapytałam wieczorem, wchodząc do kuchni. Siedziała przy stole, przeglądając jakiś katalog, w okularach na czubku nosa.
– Teraz? Może rano, jestem zmęczona... – westchnęła.
– Teraz – powiedziałam twardo i usiadłam naprzeciwko. – O tym, co się dziś wydarzyło.
Mama spojrzała na mnie, nie zdejmując okularów.
– Natalia, przecież nikt cię wprost nie oskarżył...
– Serio? Tomasz rzucił aluzję, ojciec dołożył swoje, a ty udawałaś, że nic się nie dzieje. Jakbym była jakimś przypadkowym gościem, nie twoją córką!
Zamilkła. Przełknęła ślinę i odłożyła katalog.
– Po prostu... próbujemy ustalić, co się mogło stać. Babcia jest roztrzęsiona. A ty masz... no wiesz, różne nastroje. I czasem się zamykasz w sobie. Czasem zachowujesz się jakbyś... coś ukrywała.
– Co ja mam ukrywać?! – wrzasnęłam. – Całe życie milczałam, a teraz się odzywam i nagle jestem podejrzana?!
– Cicho! Nie krzycz, ojciec śpi.
– Nie! Nie będę cicho! Boję się własnego domu. Ty wierzysz Tomaszowi, nawet gdy nie ma żadnych dowodów!
– Tomasz nigdy mnie nie okłamał – rzuciła z zimną pewnością, która mnie zmroziła.
Wbiłam w nią wzrok. Naprawdę to powiedziała. Bez chwili zawahania.
– Ale ja jestem twoją córką – wyszeptałam. – Czy to już się nie liczy?
Nie odpowiedziała. Patrzyła gdzieś obok, jakby nagle pojawiło się coś bardzo ciekawego na ścianie. Czułam, jak we mnie wszystko pęka. Jakby ten dom, w którym dorastałam, zaczął się zapadać pod moimi stopami. Wstałam i odwróciłam się do wyjścia. Jej głos dogonił mnie w drzwiach:
– Natalia... Uspokój się. Może to tylko nieporozumienie.
Nie odwróciłam się. Już wiedziałam, że to nie tylko nieporozumienie. Tomasz robi to celowo. I właśnie przestałam być tylko jego siostrą. Stałam się jego ofiarą.
Podsłuchana rozmowa
Wróciłam wcześniej z pracy, bo klient odwołał spotkanie. W domu było cicho – zbyt cicho. Zdjęłam buty i już miałam iść do swojego pokoju, kiedy usłyszałam głosy dochodzące z salonu.
– Musimy to pociągnąć do końca. Niech myśli, że to ona – szeptał Tomasz.
Zamarłam. Serce zaczęło mi walić jak młot.
– Tomasz, uważaj... – mruknął ojciec. – Jak się wyda, będziemy mieli problem.
– Nic się nie wyda. Ona jest za słaba. Tylko się rzuca, krzyczy, ale i tak nikt jej nie słucha. Po prostu... nie pasuje do tej rodziny. Zrobię wszystko, żeby się wyprowadziła. W końcu.
Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Nie przesłyszałam się. To była zaplanowana nagonka. Czysta manipulacja. I mój ojciec – on to słyszał, wiedział i... jeszcze brał w tym udział!
– Nie wierzę... – szepnęłam, a drzwi do salonu nagle skrzypnęły.
Tomasz zerwał się z fotela.
– Co ty tu robisz?! – warknął.
– Wszystko słyszałam. Słyszałam, że chcecie mnie zniszczyć i wydziedziczyć! – krzyknęłam z taką siłą, że aż echo odbiło się od ścian.
Ojciec wstał powoli, spojrzał na mnie bez słowa. Bez choćby jednej oznaki wyrzutów sumienia. Tomasz uniósł ręce, jakby miał zaraz zażartować.
– Natalia, no błagam... Serio, podsłuchujesz? Przecież to była tylko taka rozmowa, taka... no, figura retoryczna.
– Figura retoryczna?! Ty chcesz mnie wymazać z życia rodziny, a mówisz, że to tylko gadka-szmatka?! – byłam już cała roztrzęsiona. – Tyle lat siedziałam cicho, ale koniec. Mam dość! Nikt nie będzie mnie więcej poniżał!
– Natalia... – zaczął ojciec, ale umilkł, widząc moją twarz. Z jego wzroku zniknęło wszystko – i troska, i wątpliwości. Została tylko pustka.
Wybiegłam. Bo wiedziałam, że jeśli zostanę choć chwilę dłużej, stanie się coś strasznego.
Prawda wychodzi na jaw
– Chcecie wiedzieć, kto ukradł ten cholerny pierścionek? To posłuchajcie mnie teraz uważnie! – powiedziałam, stając w progu salonu.
Była niedziela, znowu zjechała się cała rodzina. Babcia siedziała owinięta w swój wełniany szal, ciocia Jadzia z kubkiem herbaty, a mama próbowała układać serwetki na stole, jakby mogły coś zasłonić. Tomasz, oczywiście, zajął centralne miejsce. Wygodnie, nonszalancko.
– Natalia, co ty znowu zaczynasz? – westchnęła mama, nie podnosząc wzroku.
– Chcę tylko, żebyście posłuchali. Raz. Bez przerywania.
Cisza. Wszyscy czekali na mój wybuch. I się doczekali.
– Podsłuchałam rozmowę Tomasza z ojcem. Mówili jasno, że mają zamiar mnie „usunąć”. Żebym „zniknęła”. Tomasz przyznał, że to on wmówił wam, że jestem zdolna do kradzieży. Że kłamię. Że jestem problemem.
Tomasz się roześmiał.
– Serio? Podsłuchiwanie? Może jeszcze zainstalujesz podsłuch pod stołem? Wszyscy wiemy, że masz skłonności do... przesady.
– A ja myślę, że Natalia mówi prawdę – odezwała się ciocia Jadzia. – Zbyt dużo rzeczy się nie klei. I zbyt często to ty, Tomaszu, stoisz w samym środku zamieszania, udając, że to przypadek.
– Jadzia, błagam cię... – zaczęła mama, ale ciotka podniosła rękę.
– Nie. Teraz ja mówię. Tomasz, przyznaj się. Ukradłeś ten pierścionek?
Tomasz się zawahał. I to wystarczyło. W tym zawahaniu było wszystko.
– A jeśli tak? – powiedział w końcu cicho. – Co mi zrobicie?
W pokoju zapanowała martwa cisza. Babcia zadrżała. Mama opadła na krzesło. Ojciec wyszedł bez słowa, jakby ktoś wyłączył mu baterię. Stałam pośrodku tego wszystkiego, czując, że wygrałam bitwę. Ale wojna? Wojna mnie wypaliła.
Nie wiedziałam, co dalej będzie
Spakowałam się w jedną noc. Stara walizka z szafy, kilka swetrów, książki, parę zdjęć. Reszta mogła zostać – i tak nic tu nie było już moje. Zeszłam na dół po cichu, ale w kuchni siedziała babcia Wanda. W płaszczu, z zawiniętą chustką na głowie, jakby też wybierała się w podróż.
– Wiedziałam, że nie wytrzymasz. – Jej głos był cichy, ale pewny. – I... dobrze. Już dość cię wymęczyli.
– Babciu, czemu nic nie powiedziałaś wcześniej?
– Bo się bałam. Tomasz zawsze umiał mówić tak, że człowiek zaczynał wątpić w siebie. Nawet ja. Ale nigdy mu nie uwierzyłam. Nigdy.
Łzy napłynęły mi do oczu.
– Chciałam tylko, żeby ktoś w końcu uwierzył, że jestem kimś więcej niż chodzącym problemem...
Babcia podeszła i chwyciła moje dłonie.
– Zawsze byłaś silniejsza, niż myślisz. Nie czekaj na ich przebudzenie. Idź, zanim znowu cię zatrują. A jakbyś kiedyś potrzebowała herbaty i spokoju, drzwi u mnie zawsze otwarte.
Objęłam ją mocno. To pożegnanie bolało najbardziej. Bo chociaż w tym domu doznałam głównie chłodu, to jej ciepło przypominało, że mogłam mieć rodzinę. Gdyby tylko chcieli. Odeszłam. Bez scen, bez krzyku. Cicho zamknęłam za sobą drzwi. Nie wiedziałam, co mnie czeka. Ale przynajmniej wiedziałam, że od teraz to ja wybieram, dokąd pójdę.
Natalia, 24 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na polach winogron, wplątałam się w miłosne grono, które zebrało gorzkie owoce. Byłam tylko pionkiem w cudzej grze”
- „Pojechałam zbierać brzoskwinie i wylądowałam na sianie w stodole. Bałam się, że wrócę z owocem tej słodkiej chwili”
- „Na polu malin przystojny Stefan zasiał we mnie nasionko. Czułam się wyjątkowo, bo nie wiedziałam, że chętnych ma na pęczki”