Reklama

Zawsze miałam wrażenie, że mój brat patrzy na mnie z góry. Starszy o trzy lata, pewny siebie, wygadany. Kiedy wychodziłam za mąż za Michała, uśmiechał się tak, jakby oglądał przedstawienie, którego finał znał tylko on. Nie przypuszczałam wtedy, że los z niego zadrwi w sposób, którego nikt z nas się nie spodziewał.

Znosiłam jego docinki

Kolacja u mamy miała być zwyczajnym, niedzielnym spotkaniem. Pachniało pieczonym kurczakiem, a w kuchni brzęczały talerze. Siedzieliśmy przy stole: ja, Michał, mój brat Paweł i jego żona Sandra. Mama krążyła między nami, jakby próbowała zagłuszyć napięcie, które wisiało w powietrzu.

– No i jak tam, młodzi? – Paweł oparł się wygodnie o krzesło. – Dalej ta wasza sielanka?

Spojrzałam na niego, niepewna, czy to żart.

– Normalnie – odpowiedział Michał spokojnie. – Pracujemy, planujemy wakacje.

Paweł parsknął śmiechem.

– Wakacje? Najpierw przetrwajcie pierwszy rok. Statystyki są bezlitosne.

Poczułam, jak policzki mi płoną.

– Co ty wygadujesz? – zapytałam ciszej, niż zamierzałam.

– Daj spokój – machnął ręką. – Znam życie. Tyle wielkich słów przed ślubem, a potem rachunki, obowiązki i czar pryska.

Sandra milczała, bawiąc się obrączką. Zauważyłam, że unika mojego wzroku.

– Nie wszyscy patrzą na małżeństwo jak na transakcję – wtrącił Michał. – Dla niektórych to coś więcej.

Brat uśmiechnął się krzywo.

– Oczywiście. Miłość na zawsze. Jeszcze zobaczymy, kto będzie miał rację.

Mama próbowała zmienić temat, ale atmosfera już zgęstniała. Przez resztę wieczoru Paweł co chwilę rzucał drobne uwagi.

– Michał, nauczyłeś się już składać pranie? – zapytał z udawaną troską. – Bo u nas to ja ogarniam wszystko, inaczej byłby chaos.

Sandra podniosła głowę.

– Przestań – powiedziała cicho.

– No co? Mówię prawdę.

W drodze do domu siedziałam w ciszy. Michał prowadził, a światła ulic odbijały się w szybie.

– Przepraszam za niego – odezwałam się w końcu. – On zawsze musi być najmądrzejszy.

– Nie przejmuj się – odpowiedział. – Bardziej mi go szkoda.

– Szkoda? – spojrzałam na niego zaskoczona.

– Ktoś, kto tak bardzo podkreśla, że u niego jest idealnie, zwykle próbuje coś przykryć.

Te słowa utkwiły mi w głowie. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo były trafne. Kilka dni później Sandra zadzwoniła do mnie wieczorem. Jej głos drżał.

– Możemy się spotkać? – zapytała bez wstępów. – Tylko ty i ja.

Zgodziłam się, a serce zaczęło mi bić szybciej. Czułam, że to nie będzie zwykła kawa i plotki. I miałam rację.

Serce zabiło mi szybciej

Spotkałyśmy się w małej kawiarni. Sandra siedziała już przy stoliku pod oknem. Z daleka widziałam, że coś jest nie tak – miała zaczerwienione oczy i nerwowo przesuwała palcem po krawędzi filiżanki.

Dziękuję, że przyszłaś – powiedziała, kiedy usiadłam naprzeciwko.

– Co się stało? – zapytałam wprost.

Przez chwilę milczała. Wpatrywała się w herbatę, jakby szukała w niej odwagi.

– Twój brat… – zaczęła i urwała. – On nie jest taki, za jakiego chce uchodzić.

Poczułam ukłucie w żołądku.

– To znaczy?

– W domu jest zupełnie inny. Wszystko musi być po jego myśli. Każda decyzja, każdy wydatek, nawet to, z kim się spotykam. Jeśli mam inne zdanie, słyszę, że się nie znam.

Zaskoczyło mnie to. Paweł bywał złośliwy, ale nigdy nie pomyślałabym, że aż tak.

– Może po prostu chce mieć kontrolę – próbowałam go tłumaczyć, choć sama nie wiedziałam, dlaczego to robię.

Sandra pokręciła głową.

– To nie jest normalne. On ciągle mi powtarza, że beze mnie poradziłby sobie lepiej. Że powinnam być wdzięczna, że mnie wybrał.

Zamilkłam. Przypomniały mi się jego słowa przy stole, ten ton wyższości.

– Dlaczego mi to mówisz? – zapytałam w końcu.

Sandra podniosła na mnie wzrok.

– Bo kiedy śmieje się z twojego małżeństwa, ja mam ochotę krzyczeć. Wy naprawdę się słuchacie. Widać to. A on… on nie znosi, gdy ktoś jest szczęśliwy bez jego udziału.

Siedziałyśmy chwilę w ciszy. Czułam mieszaninę złości i niedowierzania.

– Myślisz, że on… że zazdrości? – spytałam.

– On uważa, że tylko jego sposób życia jest właściwy – odpowiedziała. – A prawda jest taka, że to ja ciągle coś naprawiam. Jego błędy, jego decyzje.

– Jakie błędy? – dopytałam.

Sandra zawahała się, jakby ważyła każde słowo.

– Zainwestował spore pieniądze w coś, o czym mi nawet nie powiedział. Okazało się, że to był kompletny niewypał. Teraz spłacamy zobowiązania, a on udaje przed rodziną, że wszystko jest wspaniale.

Serce zabiło mi szybciej.

– Mama nic nie wie?

– Nikt nie wie – odparła. – A ja mam się uśmiechać i przytakiwać, gdy poucza was, jak budować stabilny związek.

Zrozumiałam wtedy, że jego śmiech przy stole był maską. Przypomniałam sobie, jak Sandra nerwowo obracała obrączkę.

– Dlaczego nie powiesz mu, żeby przestał nas oceniać? – zapytałam.

– Bo wtedy będzie jeszcze gorzej. On nie znosi sprzeciwu.

W jej głosie była bezradność, której wcześniej nie dostrzegałam.

– A ty? – spojrzała na mnie nagle. – Naprawdę jesteście z Michałem szczęśliwi?

Nie musiałam się zastanawiać.

– Tak. Kłócimy się, różnimy, ale rozmawiamy. I nikt nikogo nie upokarza przy ludziach.

Sandra zamknęła oczy, jakby te słowa bolały.

– Właśnie dlatego chciałam z tobą porozmawiać. Bo kiedy Paweł śmieje się z was, ja wiem, że to jego własny strach. Tylko że ta gra zaczyna mnie przerastać.

Wyszłam z kawiarni z ciężarem w piersi. Miałam wrażenie, że świat, który znałam, zmienił się diametralnie. Mój brat, zawsze pewny siebie, okazał się kimś zupełnie innym. Nie wiedziałam jeszcze, że prawdziwy zwrot dopiero miał nadejść.

Powiedziałam, co myślę

Po rozmowie z Sandrą nie potrafiłam patrzeć na Pawła tak jak wcześniej. Każde jego słowo brzmiało inaczej, jakby spod żartów przebijało napięcie, którego wcześniej nie zauważałam. Przez kilka dni biłam się z myślami, czy powinnam coś zrobić. W końcu zdecydowałam, że nie będę udawać, że nic się nie dzieje. Okazja nadarzyła się szybciej, niż przypuszczałam. Paweł wpadł do nas w środę wieczorem, niby pożyczyć wiertarkę.

– O, proszę, jak tu przytulnie – rozejrzał się po salonie. – Jeszcze wam się chce starać.

– Co masz na myśli? – zapytałam chłodno.

– No wiesz, świeczki, wspólne zdjęcia… Na początku każdy się stara.

Michał spojrzał na mnie znacząco, jakby pytał, czy reagować. Pokręciłam głową.

Po co to robisz? – zapytałam wprost.

Zatrzymał się w pół kroku.

– Co takiego?

– Te komentarze. Ciągłe wróżenie nam końca.

Zaśmiał się krótko.

– Bo jestem realistą.

– A może po prostu nie jest ci wygodnie patrzeć, że komuś się układa?

W jego oczach zobaczyłam strach.

– U mnie też się układa – odpowiedział szybko. – Nie projektuj na mnie swoich lęków.

– To nie moje lęki – odparłam spokojnie. – Sandra była u mnie.

Zapadła cisza. Michał odłożył wiertarkę na stół, jakby przeczuwał, że rozmowa nie skończy się na żartach.

– I co niby powiedziała? – zapytał Paweł, starając się brzmieć obojętnie.

– Że jesteś zmęczony udawaniem, że wszystko jest idealnie.

Twarz brata stężała.

Nie wtrącaj się w moje małżeństwo – powiedział twardo. – Skoro tak bardzo chcesz bronić swojego, to zajmij się swoim małżeństwem.

– Właśnie to robię – odpowiedziałam. – Bronię go przed twoimi złośliwościami.

Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Po raz pierwszy nie widziałam w nim pewnego siebie starszego brata, tylko człowieka, który się boi.

– Nic nie rozumiesz – rzucił w końcu. – Świat nie jest taki prosty.

– Wiem. Dlatego warto mieć obok kogoś, kto stoi po twojej stronie, a nie przeciwko tobie.

Drzwi zamknęły się za nim z impetem. Wieczorem zadzwoniła Sandra.

– Był w domu wściekły – powiedziała cicho. – Pytał, co ci nagadałam.

– Nie zdradziłam szczegółów – zapewniłam ją. – Ale nie pozwolę, żeby dalej nas poniżał.

Westchnęła.

– Może to dobrze, że ktoś w końcu mu się sprzeciwił. Dzisiaj pierwszy raz przyznał, że nie panuje nad wszystkim.

Kilka tygodni później sprawy przyspieszyły. Paweł sam zorganizował spotkanie rodzinne. Siedzieliśmy przy tym samym stole co wcześniej, ale atmosfera była zupełnie inna.

– Muszę wam coś powiedzieć – zaczął bez wstępów. – Popełniłem kilka błędnych decyzji finansowych. Udawałem, że wszystko jest w porządku, bo nie chciałem wyjść na nieudacznika.

Mama ścisnęła jego dłoń.

Każdy popełnia błędy – powiedziała łagodnie.

Paweł spojrzał na mnie.

– A wy… – zawahał się. – Może rzeczywiście wam się uda. Może to ja nie umiem przyznać, że czegoś zazdroszczę.

Nie były to wielkie przeprosiny, ale wystarczające, by poczuć, że maska opadła. Po kolacji Sandra podeszła do mnie w przedpokoju.

– Dziękuję – szepnęła. – Bez tej rozmowy nic by się nie zmieniło.

Patrzyłam na nich później, jak razem wychodzili. Nie wiedziałam, czy ich małżeństwo przetrwa, ale przynajmniej przestali udawać. A ja zrozumiałam coś jeszcze: czasem najgłośniej śmieje się ten, kto najbardziej boi się ciszy we własnym domu.

Doceniłam to, co miałam

Przez kolejne miesiące wszystko jakby stanęło na nowo do przemyślenia. U nas z Michałem życie toczyło się zwyczajnie – praca, zakupy, wspólne gotowanie w niedzielę. Czasem sprzeczaliśmy się o drobiazgi.

– Znowu zostawiłeś kubek na parapecie – mruknęłam któregoś wieczoru.

– Bo czekałem, aż wystygnie – odpowiedział z uśmiechem. – Nie wszystko jest symbolem końca małżeństwa.

Roześmiałam się, bo oboje wiedzieliśmy, do czego pije. Te małe spięcia nie były groźne. U Pawła i Sandry było inaczej, ale już nie tak, jak wcześniej. Przestali grać przed rodziną. Brat nie rzucał uszczypliwych uwag. Kiedy spotkaliśmy się u mamy na imieninach, sam zagaił rozmowę.

– Michał, jak radzisz sobie z planowaniem budżetu? – zapytał bez cienia ironii. – Chciałbym coś zmienić.

To był moment, w którym zrozumiałam, że coś w nim naprawdę pękło. Nie duma – ona wciąż tam była – ale mur, którym się otaczał. Kilka tygodni później Sandra zaprosiła mnie na spacer. Szłyśmy wolno wzdłuż rzeki, a ona wyglądała spokojniej niż kiedykolwiek wcześniej.

– Rozmawiamy – powiedziała nagle. – Czasem długo, czasem trudno, ale już nie udajemy.

– A ty? – zapytałam. – Czego chcesz?

Zatrzymała się i spojrzała na wodę.

– Chcę wiedzieć, że jestem partnerką, a nie dodatkiem. I pierwszy raz mam wrażenie, że on zaczyna to rozumieć.

Nie było wielkich deklaracji ani dramatycznych scen. Była praca nad sobą, krok po kroku. Paweł kilka razy próbował jeszcze wrócić do dawnych żartów, ale szybko się z nich wycofywał.

Stare przyzwyczajenia – tłumaczył z zakłopotaniem. – Uczę się.

Najbardziej zaskoczył mnie pewnego wieczoru. Zadzwonił po osiemnastej.

– Przepraszam, że wyśmiewałem twoje małżeństwo. To było… nie fair – powiedział spokojnie

Słowo „przepraszam” w jego ustach brzmiało obco, ale szczerze.

– Wiem – odpowiedziałam. – Najważniejsze, że już tego nie robisz.

– Chyba bałem się, że skoro wam się udaje, to znaczy, że ja coś robię źle – dodał ciszej.

– Każdy robi coś źle – odparłam. – Różnica polega na tym, czy chcemy to zobaczyć.

Kiedy się rozłączyłam, długo siedziałam w ciszy. Zrozumiałam, że przez lata widziałam w nim tylko pewnego siebie brata, który zawsze musi mieć rację. Nie dostrzegałam, jak bardzo boi się porażki.

Minął rok od tamtej kolacji z kurczakiem i kpinami. Spotkaliśmy się znów w tym samym gronie. Tym razem Paweł wzniósł toast kompotem i spojrzał na nas poważnie.

– Za to, żebyśmy umieli przyznać się do błędu – powiedział. – I żebyśmy nie podkładali sobie nóg, tylko dlatego, że sami się potykamy.

Patrzyłam na Michała, który ścisnął moją dłoń pod stołem. Nasze małżeństwo nie było bajką. Miewaliśmy gorsze dni, zmęczenie, nieporozumienia. Jednak już nie bałam się cudzych prognoz ani złośliwych uwag. Wiedziałam, że siłą naszego związku była gotowość do rozmowy. Paweł przestał wróżyć nam szybki koniec. Zajął się naprawianiem własnych spraw. A ja przestałam czuć wobec niego żal. Zrozumiałam, że czasem ktoś śmieje się z cudzego szczęścia tylko dlatego, że nie umie jeszcze zadbać o swoje. I to była lekcja, którą wszyscy musieliśmy odrobić.

Magdalena, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama