„Bukiet 7 czerwonych róż na walentynki przyniósł mi pecha. Narzeczony wmawiał mi, że to kurier się pomylił”
„Walentynki miały być naszym świętem. Przygotowałam kolację, prezent i wiersz dla narzeczonego. Gdy kurier przyniósł mi siedem czerwonych róż bez podpisu, coś mnie zaniepokoiło”.

- Redakcja
Walentynki zawsze były dla mnie ważnym dniem, nawet jeśli przez większość życia spędzałam je samotnie lub z przyjaciółkami. W końcu miałam jednak kogoś, z kim mogłam świętować – Kacpra. Nasz związek nie był idealny, ale wierzyłam, że liczą się drobne gesty, a nie wyreżyserowane scenariusze z komedii romantycznych. Przygotowałam dla niego coś specjalnego: kolację, mały upominek, a nawet odważyłam się napisać kilka linijek wiersza.
Pragnęłam, by poczuł się wyjątkowo, choć czułam, że ostatnio coś jest między nami nie tak. Odrzucałam jednak swoje niepokoje, licząc, że to tylko moja wyobraźnia. Tego dnia wszystko miało się wyjaśnić. Gdy usłyszałam dzwonek do drzwi i zobaczyłam kuriera z bukietem róż, nie spodziewałam się, jak bardzo odmieni się moje życie. To był początek końca, którego nigdy bym nie przewidziała.
Od razu zadzwoniłam do Kacpra
Gdy tylko otworzyłam drzwi, poczułam charakterystyczny zapach róż. Kurier wręczył mi bukiet z uśmiechem – trochę zbyt szerokim, jakby wiedział coś, czego ja nie wiem. Podziękowałam i zamknęłam drzwi, czując w dłoniach chłód łodyg, a w sercu jakiś dziwny niepokój. Siedem krwistoczerwonych róż prezentowało się zjawiskowo, chociaż liczba wydała mi się dziwna. Przyjrzałam się dołączonej karteczce. Wbrew moim oczekiwaniom nie było na niej podpisu, żadnego „Kocham cię”, tylko lakoniczne „Dla Ciebie”. Od razu zadzwoniłam do Kacpra, żeby mu podziękować.
– Przyszły właśnie te piękne róże. Nie musiałeś... – powiedziałam z lekkim uśmiechem.
– Jakie róże? – jego głos był zdziwiony, a może nawet zaniepokojony.
– No, siedem czerwonych róż, właśnie odebrałam od kuriera. To nie od ciebie? – zapytałam, czując jak coś ściska mi gardło.
– Nie… chyba ktoś zrobił ci niespodziankę – odpowiedział Kacper, wyraźnie unikając tematu.
Odłożyłam słuchawkę. Bukiet, który miał być gestem miłości, stał się nagle powodem niepokoju i niejasności.
„Nie szukaj sensacji”
Przez resztę dnia nie mogłam przestać myśleć o tych różach. Stawiałam je na stole, potem przestawiałam na parapet, jakby miejsce miało coś zmienić w moim odbiorze tego prezentu. Czułam się dziwnie obserwowana. Kacper przez telefon był oschły i wyraźnie zmienił temat, co jeszcze bardziej podsyciło moje podejrzenia. Nie potrafiłam skupić się na przygotowaniach do kolacji – co chwilę patrzyłam na telefon, licząc, że wyjaśni się, kto przysłał kwiaty. Zamiast tego napisała do mnie przyjaciółka.
– Widziałaś zdjęcie, na którym jakaś dziewczyna oznaczyła Kacpra? – zapytała w wiadomości.
Zamarłam. Weszłam na jego profil i zobaczyłam zdjęcie zrobione dosłownie godzinę wcześniej – siedział przy kawie z nieznaną mi dziewczyną. W tle widać było ten sam bukiet róż, tylko w innym wazonie. Przetarłam oczy, próbując znaleźć racjonalne wytłumaczenie.
– Kacper, kto to jest? – napisałam do niego szybko, pokazując screena zdjęcia.
– To znajoma z pracy, nie szukaj sensacji – odpisał błyskawicznie.
– To czemu ma takie same róże jak ja? – nie odpuszczałam.
– Widocznie przypadek... Porozmawiamy, jak przyjadę.
Siedziałam przy stole, a kwiaty pachniały już zupełnie inaczej. Przestały kojarzyć się z miłością, były jak ostrzeżenie. W głowie szalały myśli, że coś przede mną ukrywał.
Śmieszne wymówki...
Kiedy w końcu Kacper zjawił się w moim mieszkaniu, udawał, że wszystko jest w porządku. Przyniósł czekoladki i ucałował mnie w policzek, jakby nic się nie stało. Usiadł na kanapie i rozejrzał się po pokoju.
– O, widzę, że róże dotarły – rzucił niby żartem, ale w jego oczach zobaczyłam cień niepokoju.
– Skoro tak bardzo cię bawi ta sytuacja, to może powiesz mi, kto jeszcze dostał taki sam bukiet? – odparłam, patrząc mu prosto w oczy.
Przez chwilę milczał, po czym westchnął ciężko.
– To głupie. Zamówiłem kwiaty przez internet dla... znajomej z pracy, miała urodziny. Przypadkowo zamówiłem dwa takie same bukiety, jeden na ten adres, drugi na jej. Kurier coś pomylił, chyba przyniósł ci ten niepodpisany. Ona z wdzięczności zaprosiła mnie na kawę. I tyle... – tłumaczył się, patrząc w podłogę.
– Kacper, przestań. To jakieś śmieszne wymówki – zapytałam, już prawie nie panując nad głosem.
Podniósł głowę i spojrzał na mnie. Jego twarz stwardniała.
– Nie rozumiesz. To tylko koleżanka.
Czułam, jak narasta we mnie złość i żal, a całe walentynki zamieniły się w scenę przesłuchania.
Zaufanie nie wróci
Nie chciałam już słuchać kolejnych wykrętów. Każde słowo Kacpra było jak cios. Wstałam z kanapy i spojrzałam na niego z góry, trzymając w dłoni telefon z otwartym zdjęciem.
– To ma być tylko koleżanka? – spytałam, pokazując mu fotografię, na której ich dłonie niemal się dotykały.
– Przeceniasz to wszystko, serio. Koleżeńsko się spotkaliśmy. Chciałem jej zrobić przyjemność, bo... bo ostatnio miała ciężki czas – odpowiedział, ale jego ton był inny niż zwykle. Zabrzmiał jak ktoś złapany na gorącym uczynku.
– I dlatego dajesz jej dokładnie taki sam bukiet jak mnie? W walentynki? To już nawet nie jest nieudolne kłamstwo, tylko kpina – powiedziałam cicho, z trudem powstrzymując łzy.
Kacper spuścił głowę, a ja poczułam, że między nami coś się definitywnie skończyło. Ta chwila nie była jak z filmów – bez krzyków, bez dramatycznych wyznań. Po prostu milczeliśmy. Słyszałam tylko swój oddech i tykanie zegara na ścianie.
– Powinnaś mi zaufać. Nic ci nie udowodnię, jeśli sama nie chcesz uwierzyć – dodał jeszcze, bardziej do siebie niż do mnie.
Nie odpowiedziałam. Róże stały w wazonie i nagle wydały mi się zupełnie obce, jakby ktoś je podłożył dla żartu. Wiedziałam już, że zaufanie nie wróci.
Przyjaciółka przyszła z odsieczą
Nocą nie spałam prawie wcale. Przewracałam się z boku na bok, myśląc o wszystkim, co wydarzyło się przez ostatnie godziny. Wiedziałam, że nie mogę tego dłużej ukrywać, więc zadzwoniłam do Alicji, mojej najbliższej przyjaciółki. Potrzebowałam kogoś, kto pomoże mi spojrzeć na sprawę z dystansem.
– Chcesz, żebym do ciebie przyszła? – zapytała natychmiast.
– Proszę, muszę pogadać, bo nie wiem, czy to ja zwariowałam, czy świat oszalał – odpowiedziałam zmęczonym głosem.
Gdy tylko Alicja weszła do mieszkania, objęła mnie mocno i przyjrzała się różom.
– Siedem? To dziwna liczba, nie? – mruknęła, kręcąc głową.
Opowiedziałam jej wszystko, pokazując zdjęcia i wiadomości od Kacpra. Przez chwilę siedziałyśmy w ciszy.
– Jeśli ktoś naprawdę cię kocha, nie kupuje identycznych prezentów dwóm kobietom, niezależnie od okazji – powiedziała w końcu, trafiając w sedno.
Wiedziałam, że miała rację. Byłam zmęczona walką o coś, co już dawno przestało być szczere. Nie płakałam już. Czułam pustkę, ale jednocześnie coś na kształt ulgi. Po raz pierwszy nie czułam się samotna ze swoim bólem – Alicja siedziała obok i to wystarczyło.
Wolę uczciwość od miliona róż
Walentynki, które miały być świętem miłości, stały się dla mnie lekcją o zdradzie i własnej wartości. Przez kilka kolejnych dni wpatrywałam się w powoli więdnące róże, jakby każda opadająca płatka przypominała mi o kolejnym kłamstwie. Kacper próbował jeszcze dzwonić, przysyłał krótkie wiadomości z przeprosinami, tłumacząc się niezręcznością sytuacji. Nie potrafiłam już jednak słuchać tych wymówek. Odpowiedziałam mu tylko raz, że nie chcę wracać do tego, co już zostało zniszczone. Nie wybuchłam, nie urządziłam awantury. Po prostu wyłączyłam telefon i po raz pierwszy od dawna zasnęłam spokojnie.
Po tygodniu wyrzuciłam kwiaty. Ich czerwone płatki stały się brązowe, a woda w wazonie pachniała nieprzyjemnie – jak wszystko, co z się psuje. Przyjaciółka przyszła jeszcze raz i zabrała mnie do kina. Przez chwilę znów czułam się sobą, bez ciężaru podejrzeń i rozczarowań. Zrozumiałam, że zasługuję na więcej niż pozory bliskości. Walentynki już nigdy nie będą dla mnie takie same. Teraz wiem, że prawdziwa miłość nie potrzebuje dowodów w postaci kwiatów – wystarcza szczerość, zaufanie i czyjaś obecność wtedy, gdy tego naprawdę potrzebuję.
Sandra, 29 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W podróż poślubną mieliśmy lecieć na narty do Szwajcarii. Przez głupi błąd zamiast w Alpach, wylądowaliśmy w Radomiu”
- „Przez lata żyłem samotnie, a zimą tulił mnie tylko ciepły koc. Na starość znalazłem kogoś, kto ogrzał moje serce”
- „Dałem synowi kasę, by rozwinął własny biznes. Teraz patrzę bezradnie, jak jego nowa panna chce go puścić w skarpetkach”