„Byłam pewna, że na feriach w Białce mój chłopak mi się oświadczy. To, co powiedział, bolało bardziej niż upadek na stoku”
„Wiedziałam, że on już nie cofnie tego, co powiedział i że ja nie potrafię go o to prosić. Nie powiedziałam nic. Czekałam tylko, aż wróci do środka, a ja zostanę sama – nie tylko na tarasie, ale naprawdę sama”.

Jesteśmy razem od liceum. Najpierw szkolne randki, potem wspólne studiowanie, pierwsze mieszkanie – wynajęta kawalerka z cieknącym kranem, którą i tak nazywaliśmy „naszym gniazdkiem”. Wspólne wakacje, pierwsze kłótnie, pierwszy kot, praca, kredyt. Wszystko razem. Byłam pewna, że się zaraz oświadczy. Że wyjazd w góry, który zaplanował, to tylko pretekst do tej jednej, najważniejszej chwili.
Marzyłam o tym
– Muszę ci coś powiedzieć – rzucił, kiedy siedzieliśmy przy oknie w pensjonacie. Za oknem prószył śnieg, a ja miałam w sercu wiosnę.
– No? – uśmiechnęłam się szeroko.
– Nie czuję już tego samego, co kiedyś – powiedział.
– Że co? – zmarszczyłam brwi, myśląc, że to jakiś żart.
– Próbowałem, naprawdę. Chciałem, żeby ten wyjazd coś zmienił, ale… to już nie to. – Jego głos był spokojny.
Nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy płakać. Byłam w grubym wełnianym swetrze, z kubkiem kakao w dłoni i złudzeniem, że zaraz padnę na kolana ze wzruszenia, a nie z żalu.
– Mówisz serio?
– Tak.
Milczałam. Patrzyłam na niego i nie poznawałam go. To miał być nasz moment. Nasz rozdział, nasz krok w przód. A on właśnie postawił mnie poza nawiasem wspólnej historii.
– Przecież jeszcze tydzień temu planowaliśmy, że weźmiemy psa – powiedziałam cicho, jakby to miało znaczenie.
Siedział naprzeciwko mnie. Te same oczy, ta sama ciepła bluza, którą nosił w chłodne wieczory. I kompletnie inny człowiek.
– Nie chciałem cię ranić – spuścił wzrok.
Byłam wściekła
– Więc zabrałeś mnie w góry, żeby powiedzieć, że mnie nie kochasz?! – wrzasnęłam.
– Nie chciałem, żeby to wyszło… tam, w domu. Żebyś musiała wracać po pracy i patrzeć na moje rzeczy w łazience.
– A teraz co? Mam patrzeć na twoje rzeczy w walizce i udawać, że jestem na wakacjach życia? – podniosłam głos, nie zważając na to, że ściany w pensjonacie były z cienkiej sklejki. – Przecież to nie jest normalne, co ty robisz.
Nie odpowiedział. Patrzył gdzieś ponad moją głową. Na zegar? W pustkę? Wstałam. Ręce mi się trzęsły. Szukałam kurtki, butów, czegokolwiek. Czułam, jak zaciska mi się gardło, jak całe moje ciało robi się małe, słabe. Chciałam stamtąd wyjść. Uciec.
– Nie zostawia się tak ludzi – szepnęłam.
– Przepraszam – odpowiedział, ale to słowo było takie… bez smaku.
Zamknęłam za sobą drzwi. Kiedy zeszłam po schodach na zewnątrz, sypnęło śniegiem jak w bajce. Tyle że ja byłam tą postacią, której nikt nie dopisał szczęśliwego zakończenia. Szłam bez celu. Śnieg skrzypiał pod butami, a światła pensjonatu zostawały coraz dalej za mną. Nie wiedziałam, dokąd idę. Chyba chciałam się tylko oddalić od wszystkiego, co jeszcze godzinę temu było moją przyszłością.
Mój świat runął
Miałam ochotę zadzwonić do mamy albo do Kaśki, do kogokolwiek, ale telefon został na stoliku przy kubku kakao. Jakby kawałek mnie został tam z nim. W końcu usiadłam na drewnianej ławce przy zamkniętym już barze z oscypkami. Zimno mi było nawet w środku ciała. Takie zimno, którego nie da się przykryć kocem ani przegonić herbatą.
Słyszałam swój oddech. Nierówny. Płytki. Zaczęłam się zastanawiać, co zrobiłam źle. Może za bardzo naciskałam na to wspólne życie? Może zbyt często mówiłam o zaręczynach? A może po prostu… przestałam być wystarczająca?
– O, tu jesteś – usłyszałam jego głos za plecami.
Nie odwróciłam się. Nie chciałam go widzieć.
– Wyszedłem za tobą. Bałem się, że… że się zgubisz – powiedział głupio.
– Zgubiłam się – odpowiedziałam cicho. – Tylko nie na szlaku.
Usiadł obok mnie, zachowując kilka centymetrów dystansu. Przez chwilę żadne z nas się nie odezwało.
– Wiem, że to brzmi podle, ale naprawdę nie chciałem, żeby tak wyszło – powiedział w końcu.
– A jak miało wyjść? Że zabierzesz mnie w góry, powiesz, że mnie nie kochasz i wrócimy do domu osobno, jakbyśmy byli przypadkowymi współlokatorami?
Głupio się tłumaczył
Milczenie.
– Kiedy przestałeś mnie kochać? – zapytałam już bez gniewu.
– Nie wiem. To nie był jeden moment. Raczej… kochałem cię coraz mniej.
Zacisnęłam powieki, bo wiedziałam, że łzy zaraz popłyną. A on nawet nie sięgnął do kieszeni po chusteczkę. Wróciliśmy do pensjonatu bez słowa. Każde z nas jak cień. Ja zmarznięta do szpiku kości, on nawet nie drżał albo był już przyzwyczajony do tego chłodu między nami. W pokoju panowała cisza. Zegar tykał, cicho syczał kaloryfer. Śnieg wciąż spadał za oknem, ale wewnątrz – wszystko stało w miejscu.
Usiadłam na łóżku i zaczęłam skubać nitkę wystającą z poduszki, jakby to była sprawa życia i śmierci. On krzątał się przy torbie. Pakował coś, potem wyjmował. Jakby nie mógł zdecydować się, co należy jeszcze do niego, a co już nie.
– Prześpijmy się – powiedział w końcu.
Spojrzałam na niego jak na obcego.
– W sensie… zostańmy tu do rana. Potem wrócimy. Oboje.
Kiwnęłam głową, bo nie miałam siły się sprzeciwiać. Nie chciałam spać, ale nie miałam już siły być obudzona. Położyłam się na brzegu łóżka, twarzą do ściany. Słyszałam, jak gasi światło. Potem jak kładzie się po drugiej stronie. Daleko.
Nie wiedziałam, co dalej
Kiedyś kładł się bliżej. Obejmował mnie ramieniem, całował w kark. Mruczał „dobranoc, maleńka” i czekał, aż się uśmiechnę. Tej nocy nie powiedział nic. Zasnęłam, albo raczej zapadłam się w coś, co udawało sen. Przewracałam się na boki, ale ciągle zderzałam się z pustką. Jakby jego ciało, choć obecne, było już gdzie indziej.
Rano obudziło mnie słońce i chłód po jego stronie łóżka. Zostawił mi karteczkę. „Przyjdę po ciebie o 10. Jeśli chcesz, możemy wracać razem”. Tylko sucha logistyka. A ja? Siedziałam w jego bluzie, patrząc na śnieg za oknem i próbując zrozumieć, jak to się stało, że ktoś, kto miał być na zawsze zostawił mnie tu – między łóżkiem a kaloryferem – jakbym nic nie znaczyła.
Zjadłam śniadanie sama. Właścicielka pensjonatu próbowała być miła, zaproponowała dokładkę jajecznicy i herbatę z maliną, ale czułam, że robi to, bo widzi, że jestem sama i że mam opuchnięte oczy. Wiedziała, że coś się wydarzyło.
– Wszystko w porządku? – zapytała delikatnie, stawiając kubek na stole.
– Tak – skłamałam.
Nic nas nie łączyło
Bo co miałam powiedzieć? Że mój chłopak mnie właśnie zostawił w górskiej scenerii jak z pocztówki? Że jeszcze wczoraj miałam plany, a dziś mam tylko pusty pokój i walizkę z ubraniami? Wróciłam do pokoju i spojrzałam na wszystko jakby z dystansu. Na jego kosmetyczkę, zostawioną przy umywalce. Na sweter, który rzucił niedbale na krzesło. Na nasze dwa kubki z herbatą. To wszystko było jeszcze świeże, ale już nie nasze.
Zerknęłam na zegarek. 9:47. Zastanawiałam się, czy naprawdę chcę z nim wracać w jednym aucie, w ciszy przez cztery godziny, jak dwójka nieznajomych, którzy kiedyś planowali wspólną starość.
9:58. Zeszłam z walizką na dół. On już czekał pod pensjonatem, oparty o auto. Patrzył w telefon.
Gdy mnie zobaczył, odłożył go szybko i uśmiechnął się blado. Ten sam uśmiech, który kiedyś sprawiał, że zapominałam, o co się pokłóciliśmy. Dziś już niczego nie naprawiał.
– Gotowa? – zapytał.
– Mhm – odpowiedziałam krótko.
Byliśmy jak nieznajomi
Włożył moją walizkę do bagażnika. Wsiadłam do auta. W środku pachniało jego wodą kolońską. Nie rozmawialiśmy prawie wcale. Raz zapytał, czy może włączyć muzykę. Raz zatrzymaliśmy się na stacji i zapytał, czy chcę coś słodkiego. Pokręciłam głową. Gdy dojechaliśmy, odstawił mnie pod klatkę bloku mojej mamy, jakby odwoził znajomą z BlaBlaCara. Bez dotyku, bez słowa więcej.
– Dziękuję, że wróciłaś ze mną – powiedział tylko.
– Dziękuję, że mnie nie zostawiłeś na szlaku – rzuciłam ironicznie, zanim trzasnęłam drzwiami auta.
Nie odjechał od razu. Patrzyłam, jak siedzi za kierownicą z tym swoim zamyślonym wyrazem twarzy. A potem ruszył powoli. Bez pożegnania. I wtedy zrozumiałam, że niektóre rzeczy przestają mieć sens dopiero po czasie.
Barbara, 30 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Córka zostawiła mi wnuki na całe ferie i ani razu nie zadzwoniła. I za wszystko musiałam płacić ze swojej kieszeni”
- „Moja dorosła córka woli oglądać szwedzkie seriale, niż iść do pracy. Wstyd mi, że wychowałam taką bumelantkę”
- „Wnuczka nie złożyła mi życzeń na Dzień Babci. Smarkula może zapomnieć o dodatkowym kieszonkowym”