„Byłam przekonana, że moja babcia nigdy mnie nie kochała. Jednak tego Dnia Babci nigdy nie zapomnę”
„Przez wiele lat myślałam, że tak po prostu musi być. Że nie wszystkie babcie są ciepłe, niektóre po prostu są obecne, ale obojętne. Aż do dnia, który sprawił, że całe moje dotychczasowe myślenie o niej zaczęło się kruszyć jak cienki lód pod stopami”.

- Redakcja
Zawsze mówiłam o niej „babcia”, nigdy „moja babcia”. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek zaplotła mi warkocza albo zapytała, jak minął dzień. Zamiast ciepła – chłód, zamiast opowieści o dawnych czasach – milczenie lub oschłe uwagi. Gdy inne dzieci cieszyły się na wizyty u babć, mi żołądek się ściskał na samą myśl o dźwięku jej kroków. Twarde obcasy, które stukały po parkiecie jak wyrok. Niby nie robiła mi krzywdy, ale była w niej jakaś dziwna, trudna do zidentyfikowania niechęć. Tak przynajmniej to odbierałam. A może po prostu nigdy nie próbowałyśmy się polubić?
Co roku Dzień Babci był dla mnie niezręcznym dniem. Inne dzieci recytowały wierszyki z wypiekami na twarzach, ja zawsze robiłam to z miną, jakbym odrabiała karę. I przez wiele lat myślałam, że tak po prostu musi być. Że nie wszystkie babcie są ciepłe, niektóre po prostu są obecne, ale obojętne. Aż do dnia, który sprawił, że całe moje dotychczasowe myślenie o niej zaczęło się kruszyć jak cienki lód pod stopami. I to nie był jakiś spektakularny moment. Żadna dramatyczna scena rodem z filmu. To było coś znacznie bardziej prawdziwego.
Nie spodziewałam się niczego
– Podpiszesz się, czy mam sam napisać „Kasia”? – zapytał tata, stojąc w progu mojego pokoju i machając kartką na Dzień Babci.
– Może być bez podpisu – wzruszyłam ramionami, nie odrywając wzroku od telefonu.
– Kasia... – westchnął ciężko i usiadł na brzegu łóżka. – Wiesz, babcia to nie jest taka zupełnie obca osoba.
– Wiem. Jest twoją matką – odparłam z obojętnością.
Zerknął na mnie z boku, a potem wcisnął mi kartkę do ręki.
– Jeśli nie masz już nic do nauki, to pojedziemy do niej z życzeniami. Razem. Będzie miło, zobaczysz.
– Tak, wspaniale. Posiedzę na kanapie, a ona będzie udawać, że mnie nie zauważa. Jak co roku – mruknęłam, wciskając kartkę do plecaka.
W samochodzie milczeliśmy prawie całą drogę. Tylko radio coś tam plumkało. Przed jej blokiem zaciągnęłam czapkę głębiej na czoło. Tata nacisnął domofon. Charakterystyczny trzask zamka.
– Nie zdejmuj butów – rzuciła babcia, ledwo weszliśmy.
– Dzień dobry – powiedziałam cicho.
Spojrzała na mnie przelotnie, z tą samą wiecznie zaciętą miną, i skinęła głową. Tata wręczył jej kwiaty.
– Wszystkiego najlepszego, mamo. Z okazji Dnia Babci.
– Dziękuję. Postaw tam na parapecie, tylko nie w słońcu.
Usiedliśmy. Na stole czekały herbatniki z supermarketu i gorzka herbata. Nikt nie rozmawiał. I wtedy, znienacka, babcia spojrzała na mnie.
– Chcę ci coś pokazać, Katarzyno.
Tata uniósł brwi. Ja – po prostu skinęłam głową. Nie spodziewałam się niczego. I pewnie właśnie dlatego mnie to poruszyło.
Zatkało mnie
Babcia wstała i bez słowa ruszyła do małego pokoju. Szłam za nią jak za obcą osobą. Podeszła do szafy, pochyliła się i wyciągnęła niewielkie pudełko owinięte w wyblakły papier.
– To twoje. A właściwie... było twoje. Kiedyś – powiedziała, nie patrząc mi w oczy.
– Moje? – zdziwiłam się, biorąc pudełko do rąk.
Papier pachniał stęchlizną, ale w środku… był miś. Mały, szary, z brakującym uchem. Zatkało mnie.
– Pamiętasz go? – zapytała spokojnie.
– Myślałam, że zginął w przeprowadzce, jak byłam mała... – odpowiedziałam cicho, patrząc na pluszaka, który przez kilka pierwszych lat życia był moim wszystkim.
– Nie zginął. Schowałam go – odparła. – Nie wiedziałam, czy jeszcze kiedyś przyjedziesz.
Zamilkłam. Poczułam coś dziwnego, jakby coś mnie lekko ukłuło pod żebrami. Nie była to radość. Ani wdzięczność. Raczej... konsternacja.
– Dlaczego mi nie powiedziałaś?
– Bo wtedy nie chciałaś ze mną rozmawiać. A ja... też nie umiałam. Chciałam zachować coś, co było twoje.
Usiadłam na krześle obok niej. Pudełko trzymałam na kolanach. Miś wyglądał żałośnie, ale serce zaczęło mi walić jak oszalałe.
– Babciu… – zaczęłam, ale urwałam.
– Co?
– Nigdy mnie nie lubiłaś, prawda?
Spojrzała na mnie długo. I pierwszy raz – naprawdę. Bez tej maski zaciętej twarzy.
– To nie tak. Ja po prostu... nie wiedziałam, jak się kocha. Nie nauczono mnie tego.
Przez chwilę stałyśmy w ciszy. Tylko zegar na ścianie uparcie tykał.
Czułam się dziwnie
Siedziałyśmy obie w ciasnym pokoiku. Patrzyłam na misia i czułam, jak coś mięknie we mnie, choć jednocześnie próbowałam nie dać tego po sobie poznać.
– Dlaczego oddajesz mi go właśnie dzisiaj? – zapytałam ostrożnie.
– Bo myślę, że zasłużyłaś, żeby wiedzieć. I może też… żeby zrozumieć – odparła babcia, splatając dłonie na kolanach. – Dzień Babci to nie tylko goździki i sztuczne uśmiechy.
– A ty nigdy nie chciałaś ich ode mnie. Tych goździków, tych uśmiechów – zauważyłam.
– Bo wiedziałam, że nie są prawdziwe. Tak samo, jak moje do ciebie – przyznała, zaskakująco szczerze. – Tylko że... to nie znaczy, że cię nie widziałam. Nie słyszałam, jak płaczesz w nocy, kiedy rodzice się kłócili. Nie widziałam twoich laurek, które chowałaś po kątach, bo myślałaś, że nie są dość dobre.
Zamilkłam. Próbowałam sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek zauważyłam, że ona była obok. Że coś mówiła, że reagowała.
– Czemu wtedy nic nie powiedziałaś?
– Bo bałam się, że cię zepsuję. Że moje milczenie jest lepsze niż moje słowa. Wiesz, Katarzyno... nie każda kobieta nadaje się na babcię z opowieści. Ja nie potrafiłam piec ciastek. Jednak na swój sposób próbowałam cię chronić.
– Nie czułam tego – powiedziałam sucho.
– Wiem. Dlatego teraz ci to mówię.
I wtedy po raz pierwszy usłyszałam w jej głosie coś, co brzmiało jak… skrucha.
– Chyba już na to za późno – mruknęłam, choć nie byłam pewna, czy tak naprawdę sądziłam.
– A może właśnie nie – odpowiedziała.
Próbowałam ją zrozumieć
Usiadłyśmy przy kuchennym stole.
– Nie spodziewaj się cudów – mruknęła babcia, stawiając przede mną filiżankę.
– Cud już był – odpowiedziałam, patrząc na misia, który siedział teraz obok mnie na krześle.
Spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem. Jak na nią to i tak było, jak fanfary.
– Wiesz… – zaczęła powoli – ja nie byłam czuła nawet dla twojego ojca. Taki charakter. Tak zostałam wychowana. Moja matka… no cóż, nie znała słowa „przytul”.
– A pradziadek?
– Umarł, zanim zdążyłam się nauczyć być miła – powiedziała to tak, jakby mówiła o zgubionym portfelu, ale jej oczy mówiły coś zupełnie innego.
– Czyli co, teraz postanowiłaś nadrobić stracone lata?
– Raczej… spróbować. Nie jestem pewna, czy mi się uda.
Pokręciłam głową i upiłam łyk herbaty.
– Wiesz, może nie jesteś typową babcią. Tylko że może wcale nie musi być tak, jak w książkach.
– Może nie – powiedziała, wpatrując się w parę unoszącą się znad filiżanki.
Spojrzałam na nią jeszcze raz – uważnie. I wtedy zrozumiałam, że ten dzień, który miał być jak każdy inny, zostanie ze mną na zawsze. Nie przez herbatniki. Przez nią.
Zaśmiałam się na głos
Wróciliśmy do domu późnym popołudniem. W samochodzie długo milczałam, ale tym razem nie było to niezręczne. Czułam w sobie jakąś miękkość, jakby coś, co od dawna było spięte, nagle się rozluźniło.
– I jak było? Chyba nie najgorzej, co? – zapytał w końcu, nie odrywając wzroku od drogi.
– Dziwnie. I... dobrze – odpowiedziałam.
– To przez misia?
– Nie, dlatego, że w końcu powiedziała mi prawdę – spojrzałam przez okno. – Że nie umiała kochać. Że próbowała po swojemu.
Tata milczał przez chwilę, potem pokiwał głową i westchnął.
– Wiesz, ona nigdy nie była łatwa. Jednak nigdy też nie była zła.
– Teraz już to wiem.
Kiedy wróciliśmy do domu, położyłam misia na półce. A potem wzięłam telefon i wysłałam do babci wiadomość:
„Herbata była okropna. Dzięki, babciu. Za miśka”.
Odpisała po kilku minutach.
„Następnym razem spróbuję z cytryną. Może będzie mniej tragiczna”.
Zaśmiałam się na głos. I wtedy pomyślałam, że może z babcią nie trzeba się kochać jak w filmach. Może wystarczy czasem jedna rozmowa. Jedna herbata. Jeden miś. I jedna wiadomość, która zmienia wszystko.
Katarzyna, 19 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Obiad na Dzień Babci do dziś odbija mi się czkawką. To wtedy przejrzałam na oczy, że rodzina ma mnie w nosie”
- „Nie sądziłem, że w Dzień Dziadka poznam nową babcię. Gdy stanęła w drzwiach, wszyscy przecierali oczy ze zdumienia”
- „Mąż ciągle żył pod dyktando teściowej, aż w końcu tupnęłam nogą. Dorosły chłop nie może się trzymać maminej spódnicy”