Reklama

Pamiętam dzień, w którym ją poznałem, jakby to było wczoraj. Byłem po dość bolesnym rozwodzie i miałem dość kobiet. Wszędzie widziałem te same schematy: roszczenia, fochy, gierki. I wtedy w moim dziale marketingu pojawiła się Klaudia.

Zakochałem się

Była o dziesięć lat młodsza, ale miała w sobie dojrzałość, która mnie onieśmielała. Na pierwszej firmowej imprezie, kiedy inni już ledwo trzymali pion, ona siedziała obok mnie, słuchając moich nudnych wywodów o wędkarstwie. Patrzyła mi w oczy z taką intensywnością, że czułem się, jakbym był jedynym facetem na sali.

– Jesteś inny – powiedziała wtedy. – Masz w sobie spokój. Męczy mnie to pokolenie chłopców w rurkach.

Wpadłem jak śliwka w kompot. Przez kolejne dwa lata byłem najszczęśliwszym facetem na ziemi. Moi kumple Jacek i Paweł nie mogli wyjść z podziwu.

– Stary, ona cię w ogóle nie kontroluje? – pytał Jacek, kiedy wychodziliśmy na męski wieczór.

– Nie – odpowiadałem z dumą. – Klaudia mówi, że każdy potrzebuje przestrzeni, że zaufanie to podstawa.

To było niesamowite. Żadnych telefonów z pytaniami „gdzie jesteś?”, żadnego zaglądania przez ramię, gdy pisałem SMS-y. Była niesamowicie wyluzowana. Gotowała, dbała o dom, a moje życie intymne przeżywało renesans. Czułem, że złapałem Pana Boga za nogi. Oświadczyłem się w jej, będąc pewnym, że to najlepsza decyzja w moim życiu.

Czułem się szczęśliwy

Wszystko zaczęło się sypać szybciej, niż byłem w stanie to zauważyć. To były drobne gesty, które wtedy zignorowałem. Mieliśmy piękne wesele. W pewnym momencie tańczyłem z moją kuzynką Anią. To była niewinna zabawa, znamy się od pieluch, traktuję ją jak siostrę. Śmialiśmy się, Ania poprawiła mi muszkę, która się przekrzywiła. Kiedy wróciłem do naszego stolika, Klaudia siedziała sztywno. W oczach miała coś, co zmroziło mi krew w żyłach. To nie była złość, to była lodowata nienawiść.

– Dobrze się bawiłeś? – zapytała.

– Oczywiście, kochanie. Ania to świetna tancerka – odparłem beztrosko.

– Widziałam, jak cię dotykała.

– Kto? Ania? Przecież to moja kuzynka!

– Kuzynka czy nie, kobieta to kobieta. Widziałam, jak na ciebie patrzyła i jak ty patrzyłeś w jej dekolt, kiedy poprawiała ci muszkę.

Myślałem, że żartuje, ale ona nie żartowała. Przez resztę nocy była wzorową panną młodą dla gości, uśmiechała się do zdjęć, ale ilekroć nikt nie patrzył, wbijała mi paznokcie w dłoń tak mocno, że zostawiała ślady. „Jesteś teraz mój” – szepnęła mi do ucha podczas oczepin. Wtedy zabrzmiało to romantycznie.

Była zazdrosna

Miesiąc miodowy w Grecji zamienił się w obóz szkoleniowy.

– Kochanie, po co ci hasło w telefonie? Przecież nie mamy przed sobą tajemnic – powiedziała drugiego dnia.

Wyglądała jak bogini, więc oczywiście, jak idiota, podałem jej kod. Tego samego wieczoru, kiedy wyszedłem spod prysznica, Klaudia siedziała na łóżku, trzymając mój telefon jak dowód w sprawie o morderstwo.

– Kto to jest Ewelina HR? – zapytała głosem, który mógłby ciąć szkło.

– To Ewelina z kadr. Wysyłała nam potwierdzenie ubezpieczenia na wyjazd. O co ci chodzi?

– Odpisałeś jej „Dzięki, słońce”.

– To zwrot grzecznościowy, mówię tak do połowy biura!

– Nie będziesz tak mówił do żadnej kobiety poza mną – wrzasnęła. – Jesteś moim mężem! Rozumiesz?! Moim!

To był pierwszy raz, kiedy zobaczyłem ten szał. Płakała, krzyczała, potem nagle zaczęła mnie przepraszać, całować, zaciągnęła mnie do łóżka. Pomyślałem: „Okej, ma temperament. Jest po prostu bardzo zakochana”. Wytłumaczyłem sobie, że to urocze, że jest o mnie zazdrosna.

Tłumaczyłem to sobie

Po powrocie do rzeczywistości pętla zaczęła się zaciskać. Najpierw sugerowała, żebym usunął z mediów społecznościowych wszystkie koleżanki ze studiów. Dla świętego spokoju usunąłem. Potem przyszła kolej na moich znajomych.

– Jacek to prostak – mówiła, krzywiąc się, gdy wspominałem o wyjściu na piwo. – On cię ciągnie w dół. Chcesz być taki jak on?

Stopniowo, miesiąc po miesiącu, odcinała mnie od ludzi. Przestałem wychodzić na piwo, bo nie miałem siły na trzygodzinne kłótnie przed wyjściem i ciche dni po powrocie. Najgorsze jednak przyszło, gdy zmieniła taktykę. Pewnego dnia, jadąc do pracy, złapałem gumę. Zadzwoniłem po pomoc drogową, spóźniłem się do biura o godzinę. Kiedy dotarłem na miejsce, mój telefon eksplodował od powiadomień. Czterdzieści nieodebranych połączeń. Oddzwoniłem przerażony, myśląc, że stało się coś złego.

– Gdzie byłeś? – odebrała po pierwszym sygnale. Jej głos był nienaturalnie spokojny.

– Złapałem gumę, mówiłem ci…

– Kłamiesz. Stałeś przez czterdzieści pięć minut na poboczu przy ulicy Leśnej. Obok jest motel. Byłeś tam z nią?

– Z kim?! Klaudia, zmieniałem koło!

Śledziła mnie

– Zainstalowałam ci lokalizator – powiedziała to tak swobodnie, jakby mówiła, że kupiła mleko. – Dla twojego bezpieczeństwa. I wiesz co? GPS pokazał, że twój samochód stał w miejscu. Nie wierzę ci. Wyślij mi zdjęcie opony. Teraz.

Stałem na środku open space, ludzie patrzyli, a ja, czterdziestodwuletni dyrektor regionalny biegałem na parking robić zdjęcia brudnej opony, żeby udowodnić żonie, że nie mam romansu w podrzędnym motelu. Czułem się upokorzony. Gdy wróciłem do domu, myślałem, że będzie jej głupio, ale ona już to sobie zracjonalizowała.

– Może i złapałeś gumę – powiedziała, powiększając każdy piksel. – Ale to nie znaczy, że kogoś tam nie miałeś. Może specjalnie to zaaranżowałeś. Od teraz będziemy mieć włączoną geolokalizację. Jeśli nie masz nic do ukrycia, to nie problem, prawda?

Zgodziłem się, bo bałem się jej reakcji. Bałem się, że jeśli odmówię, ona uzna to za przyznanie się do winy. Życie z Klaudią stało się ciągłym testem, którego nie dało się zdać. Jeśli wróciłem punktualnie – pewnie spieszyłem się, żeby zatrzeć ślady. Jeśli wróciłem spóźniony – na pewno byłem z kochanką.

Miałem dosyć

Apogeum nastąpiło trzy tygodnie później. To był moment, w którym zrozumiałem, że to nie jest zazdrość, tylko choroba. Mieliśmy w firmie nową asystentkę prezesa, Agnieszkę. Młoda dziewczyna, zaraz po studiach. Klaudia oczywiście o niej wiedziała, bo sprawdzała stronę internetową mojej firmy częściej niż ja sam.

Tego dnia musiałem zostać po godzinach, żeby dokończyć raport kwartalny. Agnieszka też została, porządkując dokumenty. Byliśmy w biurze sami, ale na oddzielnych piętrach. Nagle drzwi do mojego gabinetu otworzyły się z hukiem. Stanęła w nich Klaudia. Jej oczy biegały po pokoju jak u dzikiego zwierzęcia.

– Gdzie ona jest?! – wrzasnęła.

– Kto? I co ty tu robisz? Ochrona cię wpuściła?

– Nie udawaj głupiego! Wiem, że tu jest! Widziałam jej samochód pod budynkiem!

– Agnieszka jest na trzecim piętrze, ja jestem na piątym! Pracujemy!

Klaudia nie słuchała. Zaczęła otwierać szafy, zajrzała pod biurko. Potem podbiegła do mojego kosza na śmieci i wysypała jego zawartość na dywan.

– Czego szukasz?

Urządziła scenę

Podniosła z podłogi jednorazowy kubek po kawie. Na brzegu był czerwony ślad.

– Ha! – triumfowała, trzęsąc kubkiem przed moim nosem. – Co to jest?! Szminka! Piła z twojego kubka?!

– To mój kubek z ze stacji, a to nie jest szminka, tylko zaschnięta krew, bo mi pękła warga na mrozie.

Zapanowała cisza. Klaudia przyjrzała się kubkowi. Rzeczywiście, to był brązowy, zaschnięty ślad, a nie różowa szminka. Przez chwilę widziałem w jej oczach błysk wahania, może nawet wstydu, ale narcyz nigdy nie przyznaje się do błędu.

– Pękła ci warga? – zapytała cicho, mrużąc oczy. – A może ktoś cię ugryzł?

Usiadłem ciężko na fotelu i schowałem twarz w dłoniach. Zrozumiałem, że nie wygram. Nieważne, jakie dowody przedstawię, dla niej moja wina była stuprocentowa. Klaudia zrobiła mi w domu awanturę, która trwała do czwartej rano. Oskarżyła mnie o to, że prowokuję ją swoim zachowaniem, że gdybym był lepszym mężem, ona nie musiałaby się tak denerwować.

Nie mam wyjścia

To jest najgorsze w tym wszystkim – ona potrafi odwrócić kota ogonem tak mistrzowsko, że zaczynam wątpić we własną poczytalność. Zacząłem się bać tego, do czego jest zdolna. Znalazłem w historii przeglądarki na naszym wspólnym tablecie wyszukiwania typu: „jak zainstalować podsłuch w biurze”, „czy można odzyskać usunięte SMS-y rok temu”.

Ostatnio, gdy spała, sprawdziłem jej torebkę. Znalazłem tam drugi telefon, jakiś stary model. Kiedy go włączyłem, zobaczyłem, że jest sparowany z pluskwą GPS. Nie tą w telefonie, ale z fizycznym urządzeniem. Przeszukałem samochód. Znalazłem małe czarne pudełko przyczepione magnesem pod fotelem pasażera.

Powinienem się spakować i uciec, ale to nie jest takie proste. Klaudia jest w ciąży. Powiedziała mi to tydzień po aferze w biurze. Płakała ze szczęścia. Czuję się, jakbym był w pułapce. Jeśli odejdę, ona zrobi z mojego życia piekło. Ograniczy mi kontakty z dzieckiem, nastawi je przeciwko mnie, zniszczy mnie w sądzie. Jej ojciec jest prawnikiem. Jeśli zostanę, zwariuję. Moje życie to więzienie o wysokim standardzie, gdzie strażnikiem jest kobieta, którą kiedyś kochałem nad życie.

Karol, 46 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama