„Było mi wstyd za znajomych, którzy bałaganili w pensjonacie. Uciekłam na wydmy i wpadłam w sieci cichego nieznajomego”
„Wspięłam się na jedną z wydm i wtedy go zobaczyłam. Siedział samotnie, z książką na kolanach, jakby właśnie zamierzał tak spędzić całą noc. Nie patrzył na mnie, ale wiedziałam, że mnie zauważył. Staliśmy się częścią tej samej ciszy. Nie uciekłam. Zbliżyłam się powoli, bałam się go spłoszyć”.

- Redakcja
Choć nie należę do osób, które przesadnie analizują swoje życie, ten wyjazd zmienił coś we mnie. Nie wiem, może bardziej mnie obudził. A może po prostu pozwolił w końcu wsłuchać się w siebie. Wyjazd nad morze ze znajomymi z uczelni miał być moim odreagowaniem, czymś w rodzaju oddechu między sesją a kolejnym rokiem. Planowaliśmy go od miesięcy: pięć osób, wynajęta kwatera przy plaży, wieczory z winem, ognisko, śmiechy do rana. Wszyscy ekscytowali się na samą myśl. Ja też... do czasu.
Już pierwszego wieczoru poczułam coś znajomego, coś, co znałam z naszych poprzednich imprez. Byłam z nimi, ale czułam się, jakby mnie tam nie było. Sandra opowiadała jakiś żart, Kacper śmiał się głośno i aż sczerwieniał od tego, Iza kręciła jakiś filmik, a Patryk rozlewał prosecco do plastikowych kubków. Nikt nie zauważył, że milczę. Dla nich wszystko było zabawnie. Mnie męczył harmider, gadanie o niczym, przerywane dźwiękiem piosenek z netu. To nie tak, że ich nie lubię, po prostu chyba coraz mniej mam z nimi wspólnego. Rano, kiedy wszyscy jeszcze dochodzili do siebie po imprezie, usiadłam z kawą na tarasie.
– Monia, idziesz dziś z nami na plażę? – zapytała Iza, przeciągając się i poprawiając włosy.
– Może później. Chyba się przejdę na spacer – odpowiedziałam, zerkając na nią z nieśmiałym uśmiechem.
– Znowu sama? Ej no, dzisiaj Patryk chce robić bitwę na balony z wodą! Będzie hit!
– Pewnie. Ale najpierw się przejdę – rzuciłam wymijająco.
Kiedy tylko Iza wróciła do środka, westchnęłam głęboko. Nie z radości. Z ulgi. Po co ja tu w ogóle przyjechałam?
Zobaczyłam go na wydmie
Wieczorem znowu się wymknęłam. Nikt mnie nie zatrzymał. Może już się przyzwyczaili. Ich śmiechy dobiegały zza drzwi, głośna muzyka tłukła się po ścianach. Szłam przez wilgotny piasek w stronę wydm, które wyglądały jak porzucone grzbiety wielorybów. Powietrze było rześkie, wypełnione solą i ciszą, która koiła. Nie chciałam wracać na plażę, gdzie grupki ludzi krzyczały do siebie nawzajem, gdzie chłopaki oblewali dziewczyny piwem, a one udawały, że je to śmieszy. Wspięłam się na jedną z wydm i wtedy go zobaczyłam. Siedział samotnie, z książką na kolanach, jakby właśnie tam zamierzał spędzić całą noc. Nie patrzył na mnie, a mimo to wiedziałam, że mnie zauważył. Przez chwilę staliśmy się częścią tej samej ciszy. Nie uciekłam. Zbliżyłam się powoli, jakby to było miejsce, które oboje znaliśmy od lat.
– Nie boisz się chodzić sama po zmroku? – zapytał, nie odrywając wzroku od morza.
– Trochę bardziej boję się tej hałaśliwej bandy z mojej kwatery – odpowiedziałam, siadając kilka kroków dalej. Nie czułam się skrępowana. Było w nim coś spokojnego, co pozwalało mi zostać.
– To brzmi jak idealna ucieczka – rzucił cicho i uśmiechnął się lekko.
Siedzieliśmy chwilę w milczeniu. Słuchałam fal, które bez pośpiechu dochodziły do brzegu. Gdzieś w oddali przelatywała mewa. Przez myśl przeszło mi, że chyba pierwszy raz od przyjazdu naprawdę oddycham.
– Michał – przedstawił się po chwili.
– Monika – odpowiedziałam.
– Przyjechałaś z paczką? – zapytał.
– Tak. Z uczelni. Oni lubią głośne imprezy, dużo śmiechu, dużo zdjęć. Ja… chyba jestem inna.
– Też przyjechałem sam – powiedział po chwili. – Potrzebowałem spokoju. Chciałem posłuchać ciszy, zanim wrócę tam, gdzie nie da się jej znaleźć.
Nie pytałam, gdzie to „tam”. Nie musiałam. Rozumiałam go bez słów. W tej jednej rozmowie było więcej zrozumienia, niż w całym ostatnim tygodniu spędzonym z moimi znajomymi.
– Zostaniesz tu jeszcze chwilę? – zapytałam.
– Zostanę, jeśli ty też.
Zostaliśmy. I pierwszy raz od dawna czułam, że jestem na swoim miejscu.
Nie musiałam nic udawać
Następnego dnia nie poszłam z nimi na plażę. Rano udawałam, że boli mnie głowa, że muszę się przespać, że może dołączę później. Iza tylko wzruszyła ramionami, Sandra spojrzała z lekką irytacją, a Kacper rzucił coś o „antyspołecznych dziwakach”. Nie skomentowałam. Gdy tylko wyszli, ubrałam się i wyszłam tylnym wyjściem.
Michał czekał w tym samym miejscu co wczoraj. Jakby wiedział, że przyjdę. Nie przywitał się słowami, tylko lekkim skinieniem głowy. Szliśmy razem wzdłuż brzegu, nie spiesząc się, nie patrząc na zegarki. Co jakiś czas któreś z nas coś mówiło, ale między tymi zdaniami było mnóstwo ciszy. I żadna nie była niezręczna.
Opowiedział mi, że pracuje zdalnie, robi projekty graficzne, nie lubi dużych miast, nie rozumie pośpiechu i ludzi, którzy wciąż muszą coś udowadniać. Ja mówiłam mniej, ale on nie naciskał. Słuchał mnie, jakby każde moje słowo miało znaczenie. Miałam wrażenie, że przy nim nie muszę nic udawać. Nie muszę być zabawna, pewna siebie, nie muszę śmiać się z żartów, których nie rozumiem.
Przez kolejne dni zaczęło to być naszym rytuałem. Oni szli na kolejną imprezę, do klubu, na piwo, robili zdjęcia, które potem wrzucali do sieci. Ja znikałam. Michał zabierał mnie na długie spacery po lesie, opowiadał o swoich książkach, o muzyce, której słuchał nocą, o ludziach, których spotkał i od których uciekał. Im więcej mówił, tym bardziej czułam, że jesteśmy z tego samego świata. Trzeciego dnia wieczorem Kacper mnie zatrzymał, kiedy wracałam po spotkaniu z Michałem.
– Znowu idziesz gdzieś sama? – zapytał z wyraźnym rozdrażnieniem. – Co, już jesteśmy dla ciebie zbyt prymitywni?
Zatrzymałam się. Spojrzałam mu w oczy.
– Po prostu potrzebuję oddechu, okej?
Prychnął, coś jeszcze burknął pod nosem, ale dał mi spokój. Poszłam do pokoju, zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku. Przez chwilę patrzyłam w sufit, próbując zrozumieć, co właściwie się dzieje. Czemu mam się tłumaczyć z tego, że szukam spokoju? Czemu każdy oczekuje ode mnie, że będę taka jak oni? Zaczęłam mieć wrażenie, że jestem coraz dalej od nich. A coraz bliżej kogoś, kto niczego ode mnie nie oczekuje.
Nie wiedziałam, co powiedzieć
To nie była jedna scena. To narastało powoli, dzień po dniu, spojrzenie po spojrzeniu. Najpierw były tylko szeptane uwagi, potem Sandra zaczęła rzucać w moją stronę kąśliwe komentarze, które udawała, że są żartami. Iza milczała, ale nie patrzyła mi w oczy. Kacper chodził obrażony, a Patryk przestał się do mnie odzywać zupełnie.
Wiedzieli, że gdzieś znikam. Nie pytali już, z kim. Michała nie widzieli, nie znali go, ale to chyba jeszcze bardziej ich drażniło. Dla nich byłam ich częścią paczki, z którą spędzali każdy wyjazd, każdą przerwę, każde wakacje. A ja… po prostu przestałam się śmiać z ich dowcipów. Tego wieczoru, kiedy Sandra zrobiła scenę, wróciłam do kwatery po kolejnym spacerze z Michałem. Weszłam do salonu, a oni już czekali. Niby przypadkiem wszyscy na raz.
– No i co? – zaczęła Sandra, stojąc na środku pokoju, ręce skrzyżowane. – Już nawet nie udajesz, że jesteś z nami?
– Przecież jestem – odpowiedziałam spokojnie, stając w progu.
– Serio? – prychnęła. – Monika, to się robi śmieszne. W ogóle nie chcesz z nami być. Całymi dniami się włóczysz. Gdzie ty się podziewasz?
– To moja sprawa.
– Aha. Czyli teraz mamy udawać, że to nie przez jakiegoś typa? – Sandra uniosła brwi. – Naprawdę? Poleciałaś z nim w krzaki i już jesteś gotowa rzucić wszystko?
Zamknęłam oczy, zacisnęłam dłonie. Otworzyłam je dopiero, gdy usłyszałam, że Iza coś szepcze do Kacpra. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Bo nie chodziło o Michała. Chodziło o to, że nie chcę być taka jak oni. Nie chcę wciąż czegoś udawać.
– Nie wstyd ci tak po prostu nas zostawić? – dodała Sandra, już ciszej, z wyrzutem.
– Nie. Bo wy już dawno zostawiliście mnie – powiedziałam i poczułam, jak głos drży mi w gardle. Nie ze złości. Ze smutku. Z rozczarowania.
Odwróciłam się i wyszłam. Wróciłam do pokoju, spakowałam rzeczy. W kilka minut. Nikomu nic nie tłumaczyłam. Byłam gotowa odejść. Wiedziałam, gdzie pójdę. Michał otworzył drzwi, jakby na mnie czekał. Nie pytał, dlaczego przyszłam. Wystarczyło jedno spojrzenie.
– Masz gdzie spać? – zapytał tylko.
– Tu – odpowiedziałam. – Jeśli nie masz nic przeciwko.
Nie miał. Przyjął mnie bez słowa, jakby to było oczywiste. I przez chwilę czułam, że dobrze zrobiłam. Ale w nocy, kiedy leżałam na obcym łóżku, słysząc jego równy oddech, coś zaczęło mnie dręczyć. Może to wszystko jest tylko ucieczką? A jeśli to nie miejsce, tylko ja jestem problemem?
Byłam tylko ja i on
Zamieszkałam u Michała. Dzielił pokój w małym pensjonacie, blisko lasu, z widokiem na wydmy. Rankiem przynosił kawę, wieczorami milczeliśmy razem przy oknie. Przez pierwsze dwa dni czułam się wolna. Nikt mnie nie oceniał, nikt nie mówił, że jestem dziwna. Byłam tylko ja i on. I morze.
Ale potem zaczęło mnie coś uwierać. Michał był obecny, ale nie do końca. Słuchał, kiwał głową, rozumiał, ale sam mówił coraz mniej. Jakby był gdzieś obok, a nie ze mną. Nie narzekałam. Nie miałam prawa. Sama tu przyszłam.
– A co jeśli za tydzień wszystko wróci do normy i znów zostanę sama? – zapytałam pewnego wieczoru.
– Nie wiem. Ale przynajmniej ten tydzień będzie nasz – odpowiedział spokojnie.
Nie wiem, czego oczekiwałam. Może jakiegoś zapewnienia, że wszystko się zmieni. Ale on był po prostu sobą. Prawdziwy. I może właśnie dlatego było mi tak trudno go zrozumieć.
Nie pocałował mnie
Ostatni dzień nad morzem. Słońce chyliło się ku horyzontowi, a my staliśmy w milczeniu, patrząc, jak światło rozlewa się po falach. Michał miał ręce w kieszeniach, ja trzymałam buty w dłoni, stopy chłodził mi piasek. Czułam spokój, taki prawdziwy, ale jednocześnie coś się we mnie kurczyło. Jutro miałam wrócić. On też. Każde do swojego świata. Nie ustaliliśmy nic. Nie planowaliśmy.
– Nie musimy wiedzieć wszystkiego teraz. Czasem warto po prostu iść – powiedział, nie odrywając wzroku od wody.
– Byle nie z powrotem do tamtych ludzi – odpowiedziałam. I miałam nadzieję, że zrozumie.
Nie pocałował mnie. Nie obiecał, że się odezwie. Ale też nie odszedł. Staliśmy razem, dopóki nie zrobiło się zupełnie ciemno.
W domu nikt nie czekał
Wróciłam do miasta pociągiem. Michał został jeszcze kilka dni. Nie pożegnaliśmy się uroczyście. Po prostu podaliśmy sobie ręce. Z jego dłonią w mojej poczułam spokój, ale też coś nieodwracalnego. Żadne z nas nie mówiło o tym, co dalej.
W domu nikt nie czekał. Iza napisała jedną wiadomość: „Fajnie, że chociaż ty się dobrze bawiłaś”. Nie odpisałam. Z Patrykiem, Kacprem i resztą nie rozmawiałam już nigdy więcej. Michał odezwał się raz, może dwa. Krótko. Ciepło, ale bez planów. I może to właśnie było najuczciwsze.
Nie wiem, czy jeszcze go spotkam. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś wrócę nad tamto morze. Ale wiem jedno, że pierwszy raz w życiu wybrałam coś dla siebie. Nie to, co wypadało, nie to, czego oczekiwali inni.
Monika, 21 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż, zamiast zdobywać szczyty, badał krągłości czekoladowej brunetki. Jego kryzys wieku średniego odebrał mi wszystko”
- „Zachwycałam się życiem siostry za granicą. Po podróży do Stanów zrozumiałam, że o wiele bardziej wolę się kisić na działce”
- „Rzuciłam piekło w korpo i uciekłam do raju na wsi. Trafiłam z deszczu pod rynnę, bo wiejskie życie to nie była bajka”