Reklama

Kurz zrywanej tapety wciąż unosił się w powietrzu, kiedy po raz pierwszy pomyślałam, że ten remont nie dotyczył tylko ścian. Pokój dzieci miał być symbolem naszej wspólnej troski o jutro, a stał się miejscem, w którym wyszły na jaw przemilczane oczekiwania, lęki i ambicje. Każda decyzja – od koloru farby po ustawienie łóżek – odsłaniała, jak bardzo z mężem rozeszliśmy się w myśleniu o tym, czym jest rodzina i dokąd zmierzamy.

To tylko remont?

– Myślałem o szarości – powiedział Paweł, opierając się o framugę. – Jest neutralna. Uniwersalna. Na lata.

Stałam na środku pokoju dzieci, trzymając w dłoni próbnik z ciepłymi odcieniami zieleni. Okno było uchylone, przeciąg poruszał folią zabezpieczającą podłogę, a ja miałam wrażenie, że mamy zupełnie inne wyobrażenia.

– Dla dzieci to chyba jednak trochę smutne – odpowiedziałam ostrożnie. – Chciałam czegoś jaśniejszego. Żeby było przytulnie.

Paweł westchnął i wszedł do środka. Przesunął palcem po ścianie, jakby już widział ją gotową.

– One i tak tu długo nie zostaną. Za parę lat każdy będzie chciał mieć swój pokój. Nie ma sensu inwestować w coś, co zaraz się zmieni.

Zatrzymałam się. To zdanie zabrzmiało zbyt lekko, zbyt pewnie. Jakby nie mówił o miejscu, w którym nasze dzieci miały zasypiać, budzić się, kłócić i godzić.

To nie jest inwestycja na chwilę – powiedziałam ciszej. – To jest ich przestrzeń do życia.

Spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem, jakby dopiero w tym momencie zauważył, że traktujemy ten remont zupełnie inaczej.

– Marta, nie przesadzaj. Przecież robię to dla nich. Chcę, żeby było praktycznie.

– A ja chcę, żeby było… ich – odpowiedziałam, zanim zdążyłam się zastanowić.

Zapadła cisza. Taka, która nie była chwilą spokoju, tylko zapowiedzią czegoś trudniejszego. Paweł odłożył wałek, który trzymał w ręku, i usiadł na skrzynce z narzędziami.

– Zawsze wszystko bierzesz emocjonalnie – rzucił. – Ja patrzę realnie. Musimy myśleć o przyszłości praktycznie.

– Właśnie o niej myślę – odpowiedziałam, czując, jak ściska mnie w gardle. – Tylko chyba każdemu z nas chodzi o inną.

Nie dokończyliśmy rozmowy. Paweł wyszedł, mówiąc, że musi odebrać telefon z pracy. Zostałam sama w pokoju, przy niedokończonych ścianach i rozsypanych kartonach. Patrzyłam na próbnik kolorów i nagle dotarło do mnie, że ten remont obnażył coś więcej niż różnice gustów.

Remont to nie bezduszny projekt!

Wieczorem usiedliśmy przy stole w kuchni. Między nami leżał zeszyt w kratkę, ten sam, w którym Paweł od lat zapisywał domowe wydatki. Otworzył go na czystej stronie i od razu zaczął kreślić kolumny.

– Skoro już zaczęliśmy remont, trzeba to zrobić porządnie – powiedział rzeczowym tonem. – Nowe łóżka, biurka, szafa na wymiar. Ale bez zbędnych dodatków.

Patrzyłam, jak zapisuje kolejne kwoty. Każda liczba była pewna, konkretna, zamknięta. Zupełnie nie pasowała do chaosu, który czułam w sobie.

– A regał na książki? – zapytałam. – Dzieci ciągle mają jakieś nowe. I chciałam zasłony, takie, które naprawdę zasłaniają światło.

Paweł nawet nie podniósł wzroku.

– Regał można dokupić później. Zasłony są zbędne, wystarczą rolety. Funkcjonalność, Marta. Tego się trzymajmy.

– Ty zawsze mówisz „później” – wyrwało mi się. – Jakby dzieciństwo było czymś, co można przesunąć w czasie.

Zamknął zeszyt z wyraźnym trzaskiem.

– Przestań dramatyzować. Chodzi o rozsądne decyzje. Nie możemy wydawać pieniędzy na rzeczy, które są tylko… ładne.

– Dla ciebie „ładne” znaczy niepotrzebne – odpowiedziałam. – A dla mnie to znaczy, że komuś się chciało pomyśleć o drugim człowieku.

Paweł spojrzał na mnie uważniej niż wcześniej. W jego oczach pojawiło się coś między zniecierpliwieniem a zmęczeniem.

– Ty wszystko widzisz przez emocje. Ja muszę patrzeć szerzej. Przyszłość dzieci to nie modny kolor ścian ani zasłony.

– A dla mnie przyszłość zaczyna się od tego, czy one czują się bezpiecznie tu i teraz – powiedziałam.

Z kuchni dobiegł śmiech dzieci. Bawiły się w salonie, nieświadome, że kilka metrów dalej rozmawiamy o nich jak o projekcie do zoptymalizowania. Ta myśl zabolała mnie najbardziej.

Paweł wstał, sięgnął po kubek z herbatą i odwrócił się plecami.

– Wrócimy do tego jutro – rzucił. – Teraz nie ma sensu ciągnąć tej rozmowy.

Zostałam przy stole, z zamkniętym zeszytem przed sobą. Wiedziałam już, że ten remont otworzył nie tylko ściany, ale i sprawy, które od dawna odkładaliśmy na później.

Powiedziałam mężowi prawdę

Następnego dnia wróciłam z pracy wcześniej. W domu było cicho, tylko z pokoju dzieci dobiegał szelest kartek. Zajrzałam bez pukania. Lena siedziała na podłodze z kredkami, a Kuba leżał na brzuchu, opierając się na łokciach.

– Mamo, możemy coś narysować na ścianie? – zapytała Lena, unosząc głowę. – Tylko malutkie. I potem to zamalujecie.

Uśmiechnęłam się blado.

– Jeszcze nie teraz. Najpierw skończymy remont.

Kuba zmarszczył brwi.

– A dlaczego tata powiedział, że to nie jest już nasz pokój na długo?

Zamarłam. Usiadłam obok nich, czując, jak serce zaczyna mi bić szybciej.

Co masz na myśli? – zapytałam spokojnie, choć w środku wszystko mi się ścisnęło.

– Wczoraj mówił przez telefon – odpowiedział Kuba. – Że to „tymczasowe rozwiązanie”, bo potem i tak się wszystko zmieni.

Lena odłożyła kredkę.

– Ja lubię, jak jest teraz – powiedziała cicho. – Chciałam, żeby było zielono. Jak w parku.

Te słowa uderzyły mnie mocniej niż wszystkie rozmowy z Pawłem. Bo nagle przyszłość przestała być abstrakcją. Siedziała przede mną na podłodze, z potarganymi włosami i oczekiwaniem w oczach.

A co byście chcieli w tym pokoju najbardziej? – zapytałam.

– Miejsce na nasze rzeczy – powiedział Kuba bez wahania. – Żeby nie trzeba było ich chować.

– I żeby było jasno – dodała Lena. – I żebyśmy mogli tu być razem.

Wieczorem Paweł wrócił zmęczony. Zastał mnie w pokoju dzieci, gdy zdejmowałam próbki farb ze ściany.

– Co robisz? – zapytał.

– Remont pokoju dzieci, nie... twojego – odpowiedziałam.

Opowiedziałam mu o rozmowie z dziećmi. Słuchał w milczeniu, ale po raz pierwszy nie przerwał. Usiadł na łóżku, potarł dłonią czoło.

– Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało – powiedział w końcu. – Po prostu… boję się, że nie dam rady wszystkiego udźwignąć.

To było nowe. Ten lęk, wypowiedziany na głos, zmienił ton całej rozmowy. Zrozumiałam, że za jego chłodnym planowaniem kryła się obawa, a nie obojętność.

– Ja też się boję – przyznałam. – Ale nie chcę, żeby dzieci uczyły się, że „na razie nie” znaczy „nieważne”.

Paweł spojrzał na ściany, potem na mnie.

– Może spróbujmy inaczej – powiedział wolniej. – Razem.

Nie była to obietnica gotowych rozwiązań. Ale pierwszy raz od dawna poczułam, że stoimy po tej samej stronie.

Remont skończyliśmy tydzień później

Remont nie był idealnie zaplanowany, ani tak oszczędny, jak chciał Paweł, ani tak przytulny, jak marzyłam ja. Ściany pomalowaliśmy na jasną zieleń, tę, którą Lena wybrała, przykładając próbnik do okna i mówiąc, że „tak wygląda poranek”. Zamiast szafy na wymiar stanął prosty regał, a obok niego dwie skrzynie na skarby, które dzieci same okleiły papierem.

W dniu, gdy wnosiliśmy meble, Paweł zatrzymał się w drzwiach pokoju.

– Wiesz – powiedział, rozglądając się – to chyba pierwszy raz, kiedy coś zrobiliśmy bez planu na dziesięć lat do przodu.

– I jak się z tym czujesz? – zapytałam.

Uśmiechnął się krzywo.

– Jakbym trochę odpuścił. I jakbym wreszcie był tu, a nie tam, gdzie ciągle biegnę myślami.

Dzieci wpadły do pokoju, od razu zajmując swoje miejsca. Kuba ustawił książki na półce, Lena powiesiła rysunek nad łóżkiem. Patrzyłam na nich i po raz pierwszy od dawna nie myślałam o tym, co będzie dalej. Ten pokój był skończony. Ta rozmowa między mną a Pawłem też.

Nie rozwiązaliśmy wszystkich różnic. Nadal inaczej myśleliśmy o przyszłości. Ale zrozumieliśmy, że nie można jej budować kosztem teraźniejszości. Remont nie naprawił wszystkiego, ale nauczył nas słuchać – siebie i dzieci – zanim zaczniemy działać.

Kiedy wieczorem zgasiłam światło w pokoju dzieci, Paweł objął mnie w progu.

– Dobrze, że się wtedy pokłóciliśmy – powiedział cicho. – Inaczej dalej byśmy się mijali.

Przytaknęłam. Ten pokój nie był inwestycją w ściany. Był dowodem, że jeszcze potrafimy się zatrzymać i wybrać wspólny kierunek.

Marta, 36 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama