„Chciałam miło spędzić czas w gronie znajomych, ale kolegę poniosła fantazja. To, co zrobił było karygodne”
„Muzyka zachęcała do tańca, a stół był wystarczająco zastawiony, żeby nikt nie zaczął podejrzewać, że gospodarz oszczędzał na serze. Karol pojawił się znów po jakichś trzydziestu minutach, z dziwnym błyskiem w oku i kopertą w dłoni”.

- Redakcja
Sylwester to mój ulubiony dzień w roku. Może i człowiek nie ma fortuny, ale raz w roku mógł ubrać się elegancko i przez kilka godzin udawać, że żyje jak ludzie na poziomie. Tym razem domówkę urządzał Karol. Zaprosił nas już w listopadzie, żeby każdy zarezerwował sobie termin. Obiecywał, że będzie inaczej niż zwykle. Miało być „bardziej klimatycznie”, jak to ujął. Trochę dziwne określenie jak na imprezę sylwestrową, ale nie dopytywałam. I w sumie dobrze – bo żadna odpowiedź nie przygotowałaby mnie na to, co wydarzyło się tej nocy. A zaczęło się całkiem zwyczajnie. Stół uginał się od jedzenia, muzyka była dobrze dobrana, a ludzie uśmiechnięci i gotowi na nowy rok. A potem, dokładnie w połowie wieczoru, Karol zrobił coś, po czym nikt z nas nie mógł już patrzeć mu w oczy tak jak dawniej.
Liczyłam na miły wieczór
Przyszłam chwilę po dziewiętnastej, ale prawda była taka, że stałam pod blokiem dobre dziesięć minut, poprawiając grzywkę w aparacie telefonu. Karol mieszkał na siódmym piętrze w wieżowcu. Gdy stanęłam przed drzwiami, otworzył je od razu, ubrany w ciemny golf i eleganckie spodnie.
– No proszę, kto się tak wystroił? – uśmiechnął się do mnie. – Prawie cię nie poznałem.
– Też dobrze wyglądasz – powiedziałam, wchodząc do środka. – Tylko gdzie twój klasyczny T-shirt z Batmanem?
– W tym roku stawiam na elegancję – odpowiedział z miną, jakby był właścicielem galerii sztuki.
W salonie już było kilka osób. Beata i Jarek kłócili się przy misce z sałatką, chyba o to, kto miał przynieść kukurydzę, a kto zapomniał.
– Czyli co, to oficjalnie najlepsza impreza tego roku? – zagadnęłam Marka, który nalewał sobie coli do szklanki.
– Na razie jest spokojnie. Karol się postarał, nawet oliwki są – mruknął, zerkając w stronę kuchni. – Ale nie wiem, czy znowu nie zacznie filozofować jak ostatnio.
– O, daj spokój, tamto było jedno zdanie – wtrąciła się Natalia. – A i tak nie pamiętam, co powiedział.
– Że „czas jest iluzją, a Nowy Rok to tylko umowna granica” – przypomniałam. – I zgasił świeczki na torcie o dwudziestej drugiej.
– No właśnie – westchnął Marek. – On chyba nie wie, że ludzie spotykają się po to, żeby się pośmiać, nie słuchać wykładów z filozofii.
Tymczasem Karol zniknął gdzieś za kotarą w korytarzu. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że szykuje coś znacznie gorszego.
Myślałam, że żartuje
Muzyka zachęcała do tańca, a stół był wystarczająco zastawiony, żeby nikt nie zaczął podejrzewać, że gospodarz oszczędzał na serze. Karol pojawił się znów po jakichś trzydziestu minutach, z dziwnym błyskiem w oku i kopertą w dłoni.
– Uwaga, uwaga! – zawołał, klaszcząc w dłonie. – Zanim zaczniemy tańce, mam dla was niespodziankę.
Zrobiło się cicho. Beata włożyła sobie winogrono do ust, ale nawet nie przełknęła. Marek przestał smarkać nos w kuchenną serwetkę. Karol wszedł na stołek.
– Otóż... przygotowałem dla was coś specjalnego – powiedział z teatralnym tonem. – Nie będzie fajerwerków ani zimnych ogni. Będzie... prawda.
– Co? – mruknęła Natalia. – Czy on znowu...?
– Mam tu koperty – kontynuował Karol, wyciągając kilka białych, grubych kopert. – Dla każdego coś od serca. Rzeczy, które zawsze chciałem wam powiedzieć, ale nigdy nie miałem odwagi.
– Karol, czy to żart? – zapytałem, próbując się nie zaśmiać.
– Ani trochę – odparł, z powagą, jakby zaraz miał odczytać testament. – Zaczniemy od Beaty.
Podał jej kopertę. Wszyscy zamarli.
– Serio? – Beata spojrzała niepewnie. – Co to za akcja?
– Otwórz. To list szczerości. Niektórych może zaboleć. Mnie bolało przez lata – dodał z miną męczennika.
– O nie, ja tego nie czytam – Beata spojrzała na nas z przestrachem. – Karol, co ty odwalasz?
– Nowy Rok to czas prawdy. Oczyszczenia – powiedział z westchnieniem. – Czas skończyć z grą pozorów.
Spojrzeliśmy po sobie z niedowierzaniem. Karol naprawdę chyba postanowił zrobić z sylwestra psychodramę.
Zaskoczył mnie
Beata wyglądała, jakby trzymała w dłoni wezwanie do sądu. W końcu powoli zaczęła rozdzierać kopertę. Zajrzała do środka, po czym natychmiast ją złożyła i rzuciła na stół.
– Nie. Po prostu nie – powiedziała stanowczo.
– No co tam napisał? – dopytywał Jarek. – Przeczytaj. Wszyscy chcemy wiedzieć.
– Nie życzę sobie takich zagrywek – warknęła, wstając.
– Nie przesadzaj – odezwał się Karol z nutą obrażonej godności. – To nic osobistego. Po prostu... zawsze uważałem cię za manipulantkę. I wiesz, uważam, że wykorzystujesz Jarka. Tam jest wszystko wyjaśnione.
– Co?! – Jarek zerwał się z kanapy. – Ty ją nazwałeś manipulantką? W liście?!
– Nie tylko ją – dodał Karol. – Spokojnie, każdy dostał swoją prawdę.
– A co mi napisałeś? – zapytała Natalia, krzyżując ręce na piersi. – Że jestem toksyczna, bo zjadłam ci czekoladkę w 2018?
– Że wiecznie udajesz miłą, a tak naprawdę gardzisz każdym – odpowiedział Karol bez mrugnięcia okiem.
– Ty jesteś nienormalny – stwierdziła Natalia. – I jeszcze zrobiłeś to w sylwestra?
– To jest moment szczerości! – uniósł głos Karol. – Oczyszczenia! Nie da się wejść w nowy rok z takim bagażem! Ja już nie mogłem z wami dłużej funkcjonować w fałszu.
– To trzeba było nie zapraszać ludzi, tylko iść na terapię – mruknął Marek. – I najlepiej w pojedynkę.
Miałam dość
Atmosfera zgęstniała. Karol był dumny ze swojego „aktu odwagi”. Unosił głowę jak bohater, podczas gdy większość z nas miała ochotę wylać mu na głowę zawartość kieliszka.
– A ja? – zapytałam z ironią, sięgając po swoją kopertę. – Czym sobie zasłużyłam? Że przychodzę na twoje imprezy z lepszym winem niż ty?
– Ty jesteś największą zagadką – odparł spokojnie Karol. – W twoim liście są pytania. Na przykład: czemu robisz z siebie cyniczną obserwatorkę, a nie powiesz wprost, że czujesz się lepsza?
– Ty... ty robisz z siebie domorosłego psychologa?! – parsknęła Natalia. – Myślisz, że jesteś jakiś guru od emocji?
– Ja po prostu... chcę nas oczyścić – odparł Karol, wzdychając teatralnie. – Jeśli mamy dalej być paczką, to bez tych masek.
– Nikt z nas nie chce być w żadnej paczce po tej akcji – prychnął Marek.
– Chciałem dobrze – powiedział Karol, siadając na fotelu. – Wiecie, w zeszłym roku nie zaprosiłem nikogo i wiecie, co zrobiłem? Czytałem swoje stare pamiętniki.
– I pewnie płakałeś do lustra, że nikt cię nie rozumie – mruknęłam. – Karol, ty masz problem, ale nie jesteśmy nim my.
– Dokładnie – Beata wzięła kurtkę z oparcia krzesła. – Dziękuję za tę psychodramę. W przyszłym roku zrobimy Sylwestra u mnie. Bez kopert.
Reszta już się zbierała. Karol został sam z listami i ze swoją wielką wizją relacji opartych na „prawdzie”. Problem w tym, że nikt tej prawdy nie zamawiał.
Powiedziałam, co myślę
Nie wiem, czego Karol się spodziewał. Że po przeczytaniu tych jego objawień rzucimy się sobie w ramiona? No cóż – zamiast katharsis, było trzaskanie drzwiami. Zostałam jeszcze chwilę. Z czystej ciekawości. I może odrobiny masochizmu.
– Dlaczego to zrobiłeś? – zapytałam, gdy zostaliśmy sami. – I nie gadaj mi znowu o „oczyszczeniu”.
Karol westchnął, przetarł dłonią twarz i na moment zsunął się z tej swojej świętej pozycji duchowego przewodnika.
– Bo mam wrażenie, że nie ma już prawdziwych relacji – powiedział ciszej. – Tylko zdjęcia, uprzejmości i śmiechy z obowiązku. Nikt nie mówi tego, co naprawdę myśli. I ja... miałem tego dość.
– To może trzeba było porozmawiać, a nie rozdawać ludziom listy w sylwestrowy wieczór – odparłam. – Chciałeś szczerości? To proszę: robisz się nie do zniesienia. W kółko analizujesz wszystko, każdy gest, każde słowo. Wiesz, że czasem człowiek po prostu chce się pośmiać z głupiego mema, a nie słuchać, jak go to rzekomo „dehumanizuje”?
– A ty? Ty też się ciągle dystansujesz. Jakbyś zawsze musiała być ponad wszystkich.
– A może po prostu próbuję nie dać się wciągnąć w twoje egzystencjalne bagno? – zapytałam ostro.
Milczał chwilę. W końcu powiedział:
– Może rzeczywiście... przesadziłem.
– Może? – spojrzałam na stół pełen nietkniętych sałatek i plastikowych talerzy.
– To nie miało tak wyjść – mruknął. – Chciałem... żebyście mnie zobaczyli.
– Zobaczyliśmy. I uwierz, już nigdy nie zapomnimy.
Wstałam. Kopertę zostawiłam na stole.
Zrobiłam to
Wyszłam od Karola grubo przed północą. Na klatce mijałam Beatę i Jarka, którzy już zdążyli zamówić taksówkę. Chwilę później szłam sama przez osiedle w butach, które po trzech godzinach okazały się narzędziem tortur.
– No i znowu wchodzę w kolejny rok bez planu – mruknęłam do siebie, wyciągając telefon.
Chciałam zadzwonić do kogoś, kto nie wręczył mi koperty z dziwną diagnozą. Zamiast tego, odpaliłam czat grupowy „Sylwestra u Karola” i wysłałam jedno zdanie:
„Jeśli chcecie się spotkać jeszcze dzisiaj – zapraszam do siebie”.
Nie minęło dziesięć minut, a pod moim blokiem pojawiła się Natalia z plastikowymi kieliszkami. Marek podjechał na hulajnodze, owinięty szalikiem jak afgański pasterz. Zjawiła się także Beata z Jarkiem.
– To co? – zapytałam, otwierając butelkę. – Robimy noworoczne reset party?
– Pod jednym warunkiem – powiedziała Beata, uśmiechając się złośliwie. – Żadnych kopert. Chyba że z gotówką.
– Albo z losami na loterię – dorzucił Marek. – Albo z przepisami na sałatkę, która nie smakuje jak karma dla chomika.
– A ja myślę, że Karol… chciał dobrze – powiedziałam. – Tylko pomylił imprezę z egzaminem.
Chwilę później rozbłysły fajerwerki. Kolory odbijały się w oknach bloku. I przez chwilę było tak, jak miało być od początku: trochę ciepła, śmiechu i obecność ludzi, którzy nie muszą udawać. Nawet jeśli nic więcej z tej nocy nie zostanie – to wystarczy.
Lena, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Chciałam wysłać mamę do sanatorium, więc wzięłam kredyt. Zamiast słów wdzięczności, dostałam od niej same pretensje”
- „Karnawałowe harce to nie zabawy dla emerytki. Córka mnie jednak przekonała, że warto jeszcze zabłysnąć na parkiecie”
- „Nie sądziłem, że ktoś mnie przyłapie na niewinnym romansie. Za swoją bezmyślność zapłaciłem naprawdę wysoką cenę”