„Chciałam sylwestra w Szczyrku tylko we 2, ale mój facet przyprowadził nieznajomą. Odstawił żałosny noworoczny kabaret”
„Marzyłam o tym od miesięcy. Chciałam zamknąć trudne sprawy z przeszłości, wziąć głęboki oddech i z nową nadzieją wkroczyć w kolejny rok. Mój chłopak, Łukasz, obiecywał, że to będzie magiczny wyjazd, pełen bliskości, szczerych rozmów i wspólnych planów. Szykowałam się jak na randkę życia”.

- Redakcja
Góry, śnieg, zapach grzanego wina i wizja sylwestrowej nocy spędzonej przy kominku z ukochanym – taki był mój plan na idealne zakończenie roku. Marzyłam o tym od miesięcy. Chciałam zamknąć trudne sprawy z przeszłości, wziąć głęboki oddech i z nową nadzieją wkroczyć w kolejny rok. Mój chłopak, Łukasz, obiecywał, że to będzie magiczny wyjazd, pełen bliskości, szczerych rozmów i wspólnych planów. Szykowałam się jak na randkę życia. W rzeczywistości ten wyjazd okazał się jednym wielkim rozczarowaniem. Straciłam zaufanie, spokój i coś jeszcze – złudzenia.
Chciałam odrobinę magii
Zarezerwowałam ten domek już we wrześniu. Drewniany, przytulny, z widokiem na góry. Miałam obsesję na punkcie detali – szukałam miejsca, gdzie będzie wanna z widokiem na las, kominek i duże łóżko z białą pościelą. Taki romantyczny azyl, gdzie odetniemy się od świata. Łukasz niby był zadowolony, ale jakby bez entuzjazmu.
– Serio, aż tak ci zależało na górach? – mruknął, gdy pokazywałam mu zdjęcia domku.
– Chciałam, żebyśmy mieli coś tylko dla siebie. Trochę magii – odpowiedziałam.
– No dobra, jak już zapłaciłaś, to niech będzie – rzucił i wrócił do scrollowania telefonu.
Zignorowałam to. Przecież mężczyźni rzadko okazują emocje tak jak my, prawda? Może nie potrafił się cieszyć na zapas. Poza tym, ostatnio mieliśmy trochę spięć, więc tym bardziej chciałam, żeby ten wyjazd nas zbliżył. Kupiłam specjalną bieliznę, wzięłam książki, które planowaliśmy razem przeczytać, nawet jego ulubione przekąski włożyłam do walizki. Wierzyłam, że wystarczy kilka dni razem z dala od wszystkiego, żeby przypomnieć sobie, za co się kochamy.
Udawałam, że jest okej
Wyruszyliśmy 30 grudnia. Łukasz prowadził, ja przeglądałam mapę i podśpiewywałam pod nosem. Śnieg prószył delikatnie, a ja miałam wrażenie, że to początek czegoś dobrego. Nie podejrzewałam, że ten samochód wiezie mnie nie w stronę romantycznej przygody, tylko ku jednej z najbardziej upokarzających historii mojego życia. Domek był dokładnie taki, jak na zdjęciach – pachniał drewnem, z kuchni roztaczał się widok na ośnieżony las, a w salonie stała choinka z zapalonymi lampkami. Mimo to, gdy tylko weszliśmy do środka, Łukasz zajął się... rozstawianiem konsoli do gry. Nawet nie obejrzał ze mną domku.
– Serio przywiozłeś ze sobą konsolę? – zapytałam z lekkim rozbawieniem, ale i rozczarowaniem.
– No, jak będzie nudno, to sobie pogramy, nie? – odpowiedział, jakby to było najoczywistsze na świecie.
Chciałam to zignorować. Postanowiłam nie robić dramatu. Zrobiłam kolację – zapiekankę ziemniaczaną, którą lubił – i nalałam kompotu z suszu. Siedliśmy przy stole, ale jego wzrok był przyklejony do telefonu. Pisał z kimś. Gdy zapytałam, z kim tak intensywnie rozmawia, rzucił:
– Z Przemkiem. Chce wiedzieć, czy wziąłem jego ładowarkę. No weź, nie przesadzaj.
Zrobiło mi się głupio. Może faktycznie się czepiam? Może to ja mam za duże oczekiwania? Po kolacji włączył konsolę i grał przez dwie godziny, a ja leżałam na sofie, patrząc w ogień w kominku i udawałam, że mi to nie przeszkadza. W łóżku leżeliśmy obok siebie, ale nie rozmawialiśmy. Myślałam, że się przytuli. Zamiast tego zasnął z telefonem w dłoni. Wtedy coś mnie uderzyło – ja naprawdę jestem tutaj sama.
W sercu czułam niepokój
W Sylwestra obudziłam z ciężką głową i jeszcze cięższym sercem. Przez chwilę łudziłam się, że może to tylko wczorajszy wieczór był nietrafiony, że dziś Łukasz się postara. Przecież to nasz wieczór. Zrobiłam śniadanie, zaparzyłam kawę, ale on zszedł do kuchni dopiero, gdy zawołałam go drugi raz. Zaspany, w dresie, nawet nie spojrzał mi w oczy.
– Spałaś dobrze? – wymamrotał.
– Trochę chłodno, ale... tak. A ty?
– Ujdzie – odpowiedział, ziewając.
Zaczęłam mieć wrażenie, że coś jest nie tak. Niby był tu ze mną, ale mentalnie – jakby cały czas gdzie indziej. Chwytałam się nadziei, że może po prostu potrzebuje chwili dla siebie, że zaraz się obudzi, zrozumie, że jesteśmy tu razem. Gdy próbowałam zaproponować wspólny spacer albo lepienie bałwana, parsknął śmiechem.
– Serio? Mamy po dwadzieścia parę lat, nie siedem.
– Myślałam, że może być fajnie... romantycznie – odparłam cicho.
– Romantycznie to może być wieczorem, jak nie będziesz robić afer o każdą pierdołę – burknął i znowu sięgnął po telefon.
Zastygłam. Widziałam, jak zablokował ekran, gdy podeszłam z kubkiem. Coś we mnie się zagotowało.
– Z kim tak ciągle piszesz?
– Boże, znowu zaczynasz? Z nikim ważnym. Daj spokój, naprawdę.
Wyszłam z kuchni i poszłam na spacer sama. Wiatr był zimny, ale potrzebowałam świeżego powietrza. W sercu miałam niepokój, którego nie potrafiłam jeszcze nazwać, ale czułam, że ten wieczór nie skończy się tak, jak to sobie wymarzyłam.
Jego twarz była inna
Do wieczora starałam się pozbierać. Umalowałam się, założyłam sukienkę, którą Łukasz sam wybrał dla mnie miesiąc temu. Upięłam włosy, chociaż ręce mi drżały. Chciałam, żeby ten wieczór był inny. Żebyśmy znowu byli blisko. On założył koszulę, ale bez większego zaangażowania. Nie skomentował mojego wyglądu, nie pocałował mnie nawet w policzek.
– Możemy chociaż dziś się postarać? – zapytałam, starając się nie brzmieć rozpaczliwie.
– Jasne, przecież tu jestem, nie? – odpowiedział, znowu nie patrząc mi w oczy.
Zjedliśmy kolację w ciszy. Gdy wybiła dwudziesta trzecia, zadzwonił jego telefon. Spojrzał na ekran i wyszedł na taras. Przysłuchiwałam się tylko tonowi głosu – rozbawionemu, swobodnemu. Gdy wrócił, coś w jego twarzy było inne. Zapiął guziki koszuli i spojrzał na mnie z tym dziwnym błyskiem w oku.
– Przemek i znajomi są w schronisku kilometr stąd. Mówią, że mają fajną imprezę, DJ-a, szampana, ognisko.
– I?
– I może byśmy tam podskoczyli na chwilę? Nie chcę spędzać północy, patrząc, jak się obrażasz za wszystko.
Nie wierzyłam, że to mówi. Wstałam od stołu.
– To idź. Skoro i tak wolisz być z kimś innym, nie zatrzymuję cię.
Nie czekał. Założył kurtkę i wyszedł. Zostałam sama przy kominku, w sukience, z winem, które przestało smakować. Północ nadeszła, a ja z każdym fajerwerkiem czułam się coraz mniejsza.
Sylwester zamienił się w kabaret
Była pierwsza trzydzieści, kiedy drzwi otworzyły się z hukiem. Łukasz wrócił. Nie sam. Za nim do środka wpadła uśmiechnięta dziewczyna z rozmazanym makijażem i w krótkiej kurtce, której na pewno nie zakładałaby na górski szlak. Spojrzałam na nich, jakby ktoś mi wyłączył dźwięk.
– To jest Justyna – rzucił bez cienia zawahania. – Spotkaliśmy się przypadkiem. Była z ekipą, ale zgubiła telefon i trochę się pogubili.
– I pomyślałeś, że zabierzesz ją tutaj? – spytałam, czując jak wali mi serce.
– No przecież nie zostawię dziewczyny samej w nocy w górach – odpowiedział, jakby był bohaterem jakiejś akcji ratunkowej.
Justyna spojrzała na mnie speszona.
– Przepraszam, ja... naprawdę nie chciałam robić problemu. Powiedział, że to nie problem.
– Bo to nie problem – wtrącił Łukasz, jakby czytał mi w myślach. – Nie bądź teraz zazdrosna, serio, zachowujesz się dziecinnie.
– Nie jestem zazdrosna. Jestem wkurzona. I zawiedziona – powiedziałam, wstając z kanapy. – To miał być nasz wieczór. A ty przyprowadzasz do domku jakąś dziewczynę, bo się zgubiła? Kpisz sobie?
Łukasz wzruszył ramionami.
– Wyluzuj. Prześpi się na sofie i rano pójdzie. Przestań robić sceny.
Zamknęłam się w łazience. Siedziałam na zimnej podłodze w sukience, której nie zdążyłam zdjąć. Sylwester, na który czekałam tyle miesięcy, zamienił się w kabaret. I już wiedziałam – to koniec.
Nie było mi smutno
Rano Justyny już nie było. Podobno „znalazła znajomych” i wróciła do nich o świcie. Łukasz zrobił sobie kawę, jakby nic się nie stało. Patrzył na mnie z tą swoją zimną obojętnością, która wcześniej wydawała mi się „tajemnicza”. Teraz widziałam tylko pogardę.
– Możemy pogadać? – zapytałam, choć wiedziałam, że odpowiedź będzie mnie bolała.
– O czym? O tym, że przesadzasz? – parsknął.
– O tym, że miałeś być dla mnie kimś bliskim. A zachowałeś się jak ktoś zupełnie obcy.
Wzruszył ramionami.
– Wiesz co? Może po prostu za dużo oczekujesz. Ja nie jestem typem, co siedzi z dziewczyną przy kominku i gada o uczuciach. Może chciałaś kogoś innego, a nie mnie.
– Może tak – powiedziałam cicho, ale stanowczo. – I właśnie dlatego wyjeżdżam.
Zebrałam swoje rzeczy w godzinę. Zostawiłam mu klucze na stole i wyszłam bez pożegnania. Jechałam pociągiem do domu, patrząc przez okno na zaśnieżone pola i czułam, jak razem z każdą mijającą stacją schodzi ze mnie napięcie. Nie było mi smutno. Było mi żal tylko jednej rzeczy – że tak długo udawałam przed sobą, że jestem szczęśliwa. Nie wiem, czy wszyscy faceci to zdrajcy i kłamcy. Może nie. Ale wiem, że ten, którego kochałam, był. I to wystarczy, by znów zacząć od zera. Już nie dla kogoś. Dla siebie.
Natalia, 29 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Poznaliśmy się na parkingu, gdy nasze auta nie chciały odpalić. Za to nasze serca zapłonęły gorącym uczuciem”
- „Mąż złożył mi życzenia noworoczne i już wiedziałam, że to nasz ostatni wspólny sylwester. 2026 rok zacznę bez niego”
- „Myślałem, że w sanatorium poderwę jakąś fajną kobietę przy kasie. Jedna dała mi taką nauczkę, że nie zapomnę jej nigdy”