„Chłopak mnie zdradził, więc kazałam mu się wynieść. Dziś tego żałuję, bo nic tak nie boli jak samotność po rozstaniu”
„Wiedziałam, że to się stanie. Podświadomie czekałam na to. Była trzecia trzydzieści w nocy. Zbudziła mnie wibracja telefonu na szafce nocnej. Serce podeszło mi do gardła, zanim jeszcze zobaczyłam wyświetlacz”.

To miał być nowy początek. Czysta karta. Wszyscy powtarzali mi: „Jesteś silna, zasługujesz na kogoś lepszego”. Kiwałam głową, uśmiechałam się szeroko, udając, że wolność smakuje jak szampan, a nie jak popiół. Ale prawda jest taka, że kiedy drzwi się zamykają i gasną światła, zostaję sama z potworem, którego wyhodowałam we własnej głowie.
Zostałam sama
Nigdy nie sądziłam, że cisza może mieć fizyczny ciężar. Że może osiadać na barkach jak mokra wełna, dusić, wpychać się do gardła i blokować oddech. Odkąd Rafał wyprowadził się – a właściwie odkąd ja, w przypływie furii godnej greckiej tragedii, kazałam mu się wynieść – moje mieszkanie stało się obce.
Kiedyś ta przestrzeń tętniła życiem. Nawet gdy się kłóciliśmy, a kłóciliśmy się często i namiętnie, powietrze wibrowało od emocji. Pamiętam dźwięk jego kluczy w zamku, który zawsze wywoływał u mnie ten specyficzny skurcz żołądka. W jakim humorze wróci? Czy rzuci teczkę w kąt i przyciągnie mnie do siebie, czy może minie mnie bez słowa, zatapiając się w telefonie? Teraz nie ma nic. Tylko brzęczenie lodówki i dźwięk powiadomień w moim telefonie, które nigdy nie są od niego.
Wczoraj spędziłam godzinę, siedząc na podłodze w łazience. Ostatnio znalazłam jego zapomnianą maszynkę do golenia. Jednorazówka, nic wielkiego. Powinnam ją wyrzucić do kosza, to logiczne. Zamiast tego, podniosłam ją i powąchałam.
Tęsknię za nim
W tej jednej sekundzie, klęcząc na zimnych płytkach, poczułam falę tak potężnej tęsknoty, że aż zakręciło mi się w głowie. Nienawidziłam się za to. Nienawidziłam się za to, że moje ciało reaguje na wspomnienie człowieka, który potraktował mnie jak opcję zapasową. Mój mózg wiedział: Rafał to kłamca. Manipulant. Narcyz. Moje ciało krzyczało: Gdzie on jest? Chcę go z powrotem. Ludzie mówią, że czas leczy rany. Bzdura. Czas tylko uczy nas, jak lepiej maskować ból pudrem i fałszywym uśmiechem.
Wciąż odtwarzam ten moment w głowie, klatka po klatce, jak film, którego nie mogę wyłączyć. Rafał brał prysznic. Zostawił telefon na blacie kuchennym, ekranem do góry. Zawsze go odwracał. Zawsze. To był jego rytuał – kładł telefon ekranem do dołu, jakby chronił tajemnice wagi państwowej, ale tego dnia zapomniał. Może czuł się zbyt pewnie? Może myślał, że jestem tak zaślepiona miłością, że nawet nie spojrzę?
Ekran rozbłysnął. Jedno powiadomienie. Nadawca: „Adam siłownia”: „Tęsknię za twoim dotykiem. Wczoraj było niesamowicie. Kiedy powiesz jej, że wyjeżdżasz w delegację?”. Mózg próbował znaleźć racjonalne wytłumaczenie. Może to żart? Może koledzy z siłowni robią sobie jaja? Ale „Adam” używał żeńskich końcówek? Nie, treść była neutralna, ale kontekst… „Kiedy powiesz jej”. Jej, czyli mi.
Zdradzał mnie
Drżącymi palcami wpisałam kod. Data naszych zaręczyn. Kod wciąż działał. Otworzyłam konwersację. „Adam siłownia” miał zdjęcie profilowe. To nie był spocony facet podnoszący ciężary. To była blondynka. Młoda. Setki wiadomości. Zdjęcia. Niektóre tak wulgarne, że zrobiło mi się niedobrze. Ale najgorsze były te, w których on pisał o nas: „Ona mnie męczy. Jest taka bluszczowata. Nie mam czym oddychać. Jestem z nią z litości, boję się, że sobie coś zrobi, jak odejdę”.
Woda w łazience przestała szumieć. Słyszałam, jak gwiżdże pod nosem jakąś wesołą melodię. Ten dźwięk – jego beztroska w zderzeniu z moim zrujnowanym światem – był katalizatorem. Wtedy wybuchłam. Wyrzuciłam jego ubrania przez balkon. Kiedy wyszedł z łazienki, spojrzał na mnie nie ze strachem, nie ze skruchą, ale z politowaniem.
– Znowu robisz sceny? – zapytał spokojnie, jakby mówił do niegrzecznego dziecka. – Naprawdę musisz się leczyć.
Od rozstania minęły dwa miesiące. Teoretycznie powinnam być na etapie gniewu lub akceptacji. Jestem na etapie stalkingu. Mam trzy fałszywe konta w mediach społecznościowych. Jedno wygląda jak profil sklepu z suplementami, drugie jak konto fanki podróży, trzecie jest prywatne, bez zdjęcia. Dzięki nim wiem, co robi „Adam siłownia”, czyli w rzeczywistości Patrycja.
Obserwuję go
Każdego wieczora, zamiast czytać książkę czy oglądać seriale, wchodzę w ten cyfrowy rynsztok. Analizuję jej stories. Oto zdjęcie dwóch kaw w kawiarni. Poznaję ten stolik. Byliśmy tam z Rafałem na naszej rocznicy. Moje serce kurczy się boleśnie. Czy on patrzy na nią tak samo, jak patrzył na mnie na początku? Czy trzyma ją za rękę?
Patrzę na jej dłonie. Idealny manicure. Moje paznokcie są obgryzione. Od tygodni nie mogę przestać ich skubać. Widzę w odbiciu witryny sklepowej na jej zdjęciu fragment jego kurtki, którą mu wybrałam. Czuję się, jakbym patrzyła na ducha. On tam jest. Żyje. Śmieje się. Planuje przyszłość. A ja jestem w zawieszeniu.
Najbardziej przerażające w tym wszystkim jest to, że nie szukam dowodów na to, że jest szczęśliwy, żeby ostatecznie go znienawidzić. Szukam dowodów na to, że jest nieszczęśliwy. Że ona go irytuje. Że to tylko faza. Bo w głębi duszy tli się nadzieja, że on zapuka do moich drzwi i powie: „Myliłem się. Ona jest pusta. Ty byłaś tą jedyną”. I boję się odpowiedzi na pytanie: co bym wtedy zrobiła?
Nie radzę sobie
Samotność to nie tylko brak drugiej osoby. To brak lustra, w którym mogłabym się przeglądać i czuć atrakcyjna. Rafał, mimo swoich wad, sprawiał, że czułam się pożądana – przynajmniej wtedy, gdy miał na to ochotę. Teraz, w ciszy mieszkania, brakuje mi tej adrenaliny. Spokój, o którym marzyłam, okazał się przerażająco nudny.
W pracy też zaczynają zauważać, że coś jest nie tak. Kiedyś byłam duszą zespołu. Teraz siedzę w słuchawkach, odcinając się od świata. Tomek z działu IT od dawna próbuje się do mnie zbliżyć. Jest miły. Przynosi mi kawę, pyta, jak minął weekend, naprawia mi drukarkę, zanim w ogóle zdążę zgłosić awarię. Ma ciepłe, brązowe oczy i ładny uśmiech. W zeszłym tygodniu zaprosił mnie na lunch. Zgodziłam się, bo czułam, że muszę wykonać jakiś ruch. Że muszę udowodnić sobie, że jestem „na rynku”.
Siedzieliśmy w bistro. Tomek opowiadał o swojej pasji do fotografii analogowej. Był zabawny, inteligentny, szarmancki. Nie sprawdzał telefonu. Patrzył mi w oczy. Słuchał. A ja patrzyłam na jego dłonie i myślałam: „Są za delikatne”. Patrzyłam na jego usta i myślałam: „Rafał miał pełniejsze”. Słuchałam jego spokojnego głosu i myślałam: „Nudzi mnie”.
To jest moja tragedia
Rafał zepsuł mi gust. Przyzwyczaił mnie do emocjonalnego rollercoastera, do smaku chili. Tomek jest jak owsianka. Zdrowa, pożywna, ale kompletnie bez smaku. Kiedy Tomek spróbował mnie pocałować na pożegnanie, odsunęłam się gwałtownie.
– Przepraszam, ja… nie jestem gotowa – wydukałam.
To kłamstwo. Jestem gotowa, ale nie na niego. Wróciłam do domu i płakałam w poduszkę, czując się jak najgorsza osoba na świecie. Odrzuciłam dobrego faceta, bo wciąż tęsknię za kimś, kto traktował mnie jak śmiecia. Co to o mnie mówi? Że jestem zepsuta? Że trauma zmieniła strukturę mojego mózgu?
Wiedziałam, że to się stanie. Podświadomie czekałam na to. Była trzecia trzydzieści w nocy. Zbudziła mnie wibracja telefonu na szafce nocnej. Serce podeszło mi do gardła, zanim jeszcze zobaczyłam wyświetlacz. Wiedziałam. Rafał. Nie dzwonił od dnia, w którym wyrzuciłam go z domu. Żadnych SMS-ów, żadnych prób kontaktu. Patrycja-Klaudia musiała go zajmować na pełny etat. Aż do teraz.
Powinnam nie odbierać
Przesunęłam zieloną słuchawkę.
– Halo? – mój głos był chrypliwy ze snu i strachu.
Cisza. Tylko ciężki oddech. Słyszałam w tle muzykę, jakiś klubowy bit, ale stłumiony, jakby dzwonił z łazienki albo z zewnątrz.
– Ula? – jego głos był niski, lekko bełkotliwy.
– Czego chcesz? – zapytałam, próbując brzmieć twardo, ale dłoń, w której trzymałam telefon, trzęsła się tak bardzo, że musiałam podeprzeć ją drugą ręką.
– Nie mogę przestać o tobie myśleć – powiedział.
To zdanie klucz, który otwierał wszystkie zamki w mojej psychice.
– Masz nową dziewczynę. Widziałam zdjęcia – rzuciłam, nienawidząc się za to, że przyznaję się do szpiegowania.
Rafał zaśmiał się krótko, gorzko.
– Ona jest… niczym. To tylko… Ula, ona nie rozumie mnie tak jak ty. Ona jest dzieckiem. A ty… ty jesteś kobietą.
Wiedziałam, że to manipulacja. Wiedziałam, że pewnie pokłócili się albo ona nie chciała zrobić czegoś, co on chciał, więc zadzwonił do pewniaka. Do mnie. Do swojej emocjonalnej poduszki bezpieczeństwa.
Wpuściłam go
Ale moje ciało nie słuchało logiki. Czułam tę satysfakcję – a jednak, wrócił do mnie. Wygrałam. Mimo zdrady, mimo upokorzenia, to do mnie dzwoni w środku nocy.
– Gdzie jesteś? – zapytałam cicho.
– Pod twoim blokiem.
Świat zawirował. Wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Odsunęłam roletę. W dole, w świetle latarni, stał jego samochód. Opierał się o maskę, patrząc w moje okna. Zobaczył mnie. Podniósł rękę. To był moment wyboru. Mogłam zasłonić roletę, wyłączyć telefon i pójść spać, rano budząc się z poczuciem dumy. Albo mogłam zejść na dół i wpuścić chaos z powrotem do swojego życia.
– Zejdź. Albo otwórz. Proszę. Tylko na chwilę.
W jego głosie była desperacja. Albo świetnie zagrana, albo prawdziwa. Nie miało to znaczenia. Mój nałóg przejął stery.
– Zaraz otworzę – szepnęłam.
Kiedy wszedł do mieszkania, pachniał swoimi perfumami. Nie rozmawialiśmy. Nie było przeprosin, nie było wyjaśnień dotyczących Patrycji, „Adam siłownia” przestał istnieć.
To był moment
Jego usta były zimne od nocnego powietrza, ale ręce parzyły.
– Tęskniłem za tym – mruczał.
I w tym momencie, zamiast go odepchnąć, zamiast uderzyć go w twarz za te wszystkie kłamstwa, objęłam go. Czułam się brudna. Czułam, jak resztki mojej godności spływają po ścianach przedpokoju. Ale czułam się też niesamowicie żywa. Po dwóch miesiącach wegetacji, w końcu czułam cokolwiek.
Potem leżeliśmy w łóżku w ciemności. Adrenalina opadła, a na jej miejsce wlał się wstyd. Gęsty, lepki wstyd. Rafał leżał obok, oddychając miarowo. Nie przytulił mnie. Sięgnął po telefon. Zobaczyłam błysk ekranu. Odpisywał komuś. Może Patrycji?
– Zostajesz? – zapytałam cicho, choć znałam odpowiedź.
Rafał wstał i zaczął zbierać ubrania z podłogi.
– Nie mogę. To był błąd. Poniosło nas. Wiesz, że to skomplikowane.
– Skomplikowane? – usiadłam na łóżku, naciągając kołdrę pod brodę. – Przed chwilą mówiłeś, że ona jest niczym.
– Bo byłem zły. Ale jesteśmy razem. Obiecałem jej, że pojadę z nią rano do rodziców.
Czułam się z tym źle
Spojrzał na mnie, a w jego oczach znowu zobaczyłam ten chłód.
– My do siebie nie pasujemy. Sama wiesz.
Pochylił się, żeby pocałować mnie w czoło, jak trupa, ale odwróciłam głowę.
– Wyjdź – powiedziałam.
– Nie obrażaj się. Zadzwonię kiedyś.
– Wyjdź! – wrzasnęłam, rzucając w niego poduszką.
Wyszedł. Słyszałam, jak drzwi się zamykają. Potem dźwięk windy. Potem silnik samochodu odjeżdżającego spod bloku. Zostałam w łóżku. Pościel wciąż pachniała nim. Powinnam ją zmienić, wyprać w 90 stopniach, wyparzyć wspomnienia. Ale nie miałam siły.
Czułam się gorzej niż przed jego wizytą. Wtedy miałam chociaż iluzję, że jestem ofiarą. Teraz jestem współwinną. Stałam się tą drugą. Pozwoliłam mu się wykorzystać, żeby połechtać jego ego, podczas gdy jego nowa dziewczyna pewnie czekała w domu, martwiąc się, gdzie on jest. Koło się zamknęło.
Następnego ranka zablokowałam jego numer. Skasowałam też fałszywe konta. Umówiłam się na wizytę u terapeuty. Czy tęsknię za nim? W każdej sekundzie. Moje ciało wyje z bólu. Każdy przedmiot w tym mieszkaniu przypomina mi o nim. Ale tym razem wiem jedno: tamta noc nie dał mi ukojenia. Dał mi tylko gigantycznego kaca moralnego.
Popełniłam błąd
Zrozumiałam, że nie tęsknię za Rafałem-człowiekiem. Tęsknię za wersją Rafała, którą stworzyłam w swojej głowie. Za tym potencjałem, który nigdy się nie ziścił. Tęsknię za tym, jak ja się czułam, gdy on mnie „kochał”.
To długa droga. Wiem, że będą dni, kiedy będę chciała odblokować ten numer. Kiedy będę stała z telefonem w ręku, trzęsąc się, walcząc sama ze sobą. Ale dzisiaj tego nie zrobię. Może jutro też nie. I to musi mi na razie wystarczyć.
Bo kiedy on wychodził, po raz pierwszy nie płakałam dlatego, że on odchodzi. Płakałam, bo zobaczyłam, co ze mnie zostało. I to przeraziło mnie bardziej niż samotność. To jest prawdziwa ja. Połamana, uzależniona, słaba. Ale po raz pierwszy od lat – szczera sama ze sobą. Cisza boli, ale przynajmniej nie kłamie.
Urszula, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W walentynki zaprosiłem dziewczynę na wytworną kolację. Chciałem spalić się ze wstydu, gdy zobaczyłem, w czym przyszła”
- „Nie lubię walentynek, bo zawsze spędzam je sama. W tym roku chciałam odczarować fatum, ale historia lubi się powtarzać”
- „Na walentynki mąż podarował mi bilet do Brukseli. Cwaniak chciał się mnie pozbyć, ale przejrzałam jego brudną grę”