„Cieszyłam się, że córka polubiła mojego partnera. Moja radość wyparowała, gdy odkryłam, jakie miała wobec niego zamiary”
„Pewnego wieczoru wróciłam wcześniej z pracy. Bolała mnie głowa, marzyłam tylko o gorącej kąpieli. Weszłam do mieszkania cicho. Z głębi korytarza dobiegała muzyka – jakiś ciężki, zmysłowy rock”.

Przez pięć lat po rozwodzie moje życie przypominało luksusową poczekalnię. Miałam wszystko, czego teoretycznie pragnie niezależna kobieta po czterdziestce: dobrze prosperującą firmę, przestronny apartament i córkę Dagmarę, która była moim oczkiem w głowie. Ale wieczorami, kiedy Daga wychodziła na imprezy albo zamykała się w swoim pokoju, cisza w salonie stawała się nie do zniesienia.
Marzyłam o miłości
Dagmara była piękna w ten bezczelny, młody sposób – burza ciemnych loków, figura tancerki i energia, która sprawiała, że powietrze wokół niej wibrowało. Studiowała kulturoznawstwo, malowała obrazy i zmieniała chłopaków jak rękawiczki. Kochałam ją nad życie, ale nasza relacja była trudna. Byłyśmy jak dwie przyjaciółki, które rywalizują o to, która ma rację, a jednocześnie nie mogą bez siebie żyć.
Brakowało mi kogoś, kto nie byłby tylko przelotną znajomością z aplikacji randkowej. Brakowało mi stałości. I wtedy, na wernisażu znajomego, poznałam Andrzeja. Miał czterdzieści osiem lat, lekki zarost poprzetykany siwizną i oczy, które zdawały się widzieć więcej niż inni. Kiedy na mnie patrzył, czułam się znowu jak dwudziestolatka, a nie jak matka dorosłej córki i szefowa wymagającego zespołu.
Po trzech miesiącach intensywnych randek, weekendowych wyjazdów i nocnych rozmów zaproponowałam, żeby się do nas wprowadził. To była decyzja podyktowana impulsem, sercem, a nie rozumem. Chciałam go mieć przy sobie, chciałam budzić się obok niego każdego dnia.
Spadł mi z nieba
Początki były wręcz idylliczne. Dagmara, na przekór moim obawom, nie zareagowała buntem. Przyjęła Andrzeja z chłodną, ale uprzejmą rezerwą.
– Spoko, mamo – powiedziała. – Przynajmniej nie próbuje być moim tatusiem na siłę.
Odetchnęłam z ulgą. Andrzej starał się nie wchodzić jej w drogę. Naprawił cieknący kran, kupił bilety na koncert alternatywnego zespołu, o którym Daga wspominała i dał je jej w prezencie. Złapał ją na haczyk. Nie autorytetem, ale luzem.
To była niedziela. Siedzieliśmy przy stole, jedząc kaczkę, którą przygotował Andrzej. Atmosfera była luźna, wino lało się do kieliszków. Dagmara opowiadała o jakimś pretensjonalnym wykładowcy. Andrzej słuchał jej z uwagą, której ja czasem nie miałam, zmęczona jej ciągłymi dramatami.
– Masz niesamowity sposób opowiadania – powiedział. – Powinnaś pisać, a nie tylko marnować energię na gadanie.
Dagmara zarumieniła się. Nie widziałam jej takiej od dawna. To nie był rumieniec wstydu, tylko satysfakcji. Przeczesała włosy palcami, odrzucając je na plecy, i uśmiechnęła się do niego. To był uśmiech kobiety do mężczyzny, który właśnie połechtał jej ego.
– Dzięki. Mama zwykle mówi, że za dużo gadam – rzuciła.
Dogadywali się
Andrzej mieszkał z nami od dwóch miesięcy. Mieszkanie było duże, ale nagle zaczęło wydawać się mniejsze. Dagmara zmieniła swoje domowe przyzwyczajenia. Kiedyś, gdy była sama lub tylko ze mną, chodziła po domu w wyciągniętych dresach i z maseczką na twarzy. Teraz zaczęła nosić satynowe szlafroki, krótkie spodenki, topy odsłaniające brzuch. Zwróciłam jej na to uwagę delikatnie.
– Kochanie, może narzuć coś na siebie, Andrzej tu jest.
– Mamo, błagam cię – prychnęła, przewracając oczami. – Jest lato, gorąco. Poza tym Andrzej to nie jakiś obcy facet z ulicy, tylko twój facet. Nie bądź pruderyjna.
Czułam się skarcona. Może faktycznie przesadzałam? Może byłam starzejącą się matką, zazdrosną o młodość córki? Ale Andrzej też się zmienił. Stał się… młodszy, zaczął używać słów, których używała Daga. Zaczęli mieć swoje wewnętrzne żarty.
– O co chodzi? – pytałam czasem, nie rozumiejąc ich dowcipów.
– A, nic, taki mem, który Daga mi pokazała. Nie zrozumiesz – odpowiadał Andrzej, a Dagmara chichotała, patrząc w telefon.
To bolało. Spychali mnie do roli tej starszej, poważnej, podczas gdy oni tworzyli sojusz oparty na luzie i zabawie. Pewnego wieczoru wróciłam wcześniej z pracy. Bolała mnie głowa, marzyłam tylko o gorącej kąpieli. Weszłam do mieszkania cicho. Z głębi korytarza dobiegała muzyka – jakiś ciężki, zmysłowy rock, którego słuchała Dagmara.
Dosłownie oniemiałam
Drzwi do łazienki były uchylone. Zobaczyłam światło. Podeszłam bliżej, myśląc, że Daga zapomniała zgasić lampę. W środku Andrzej naprawiał szafkę pod umywalką. Klęczał na podłodze z narzędziami, a na brzegu wanny siedziała Dagmara. Miała na sobie tylko ręcznik owinięty wokół ciała i mokre włosy. Dyndała nogami, tuż obok jego twarzy.
Zamarłam. Nie dotykali się, ale napięcie w tym małym pomieszczeniu było tak gęste, że można je było kroić nożem. Andrzej coś mówił cicho, nie patrząc na nią, skupiony na śrubokręcie, ale był spięty. Dagmara patrzyła na jego dłonie.
– Podaj mi ten klucz, mała – powiedział chropowatym głosem.
Dagmara schyliła się powoli. Ręcznik się poluzował. Widziałam jej dekolt, gładką skórę. Podała mu klucz, a ich palce zetknęły się na ułamek sekundy dłużej niż to konieczne.
– Proszę bardzo – szepnęła.
Cofnęłam się. Serce waliło mi jak młotem. Wycofałam się do przedpokoju i trzasnęłam drzwiami wejściowymi, udając, że dopiero wchodzę.
– Halo! Jestem w domu! – krzyknęłam nienaturalnie głośno.
Obserwowałam ich
Andrzej wyszedł z łazienki po minucie, wycierając ręce w szmatkę. Był spokojny. Dagmara zniknęła w swoim pokoju.
– Cześć kochanie – pocałował mnie w policzek. – Daga zalała łazienkę, musiałem interweniować przy syfonie.
– W ręczniku? – zapytałam ostro.
– Wzięła prysznic, a potem woda wybiła. Co miałem zrobić, kazać jej się ubierać, jak woda lała się na parkiet?
Przez kolejne tygodnie żyłam w stanie ciągłego niepokoju. Andrzej i Dagmara zaczęli spędzać ze sobą wieczory na balkonie. Oboje palili – Andrzej nałogowo, Dagmara popalała towarzysko. Ja nie paliłam, więc ten czas był wyłączony z mojego udziału.
Widziałam ich przez szybę salonu. Dwie sylwetki w mroku, rozświetlane tylko żarem papierosów. Stali blisko siebie. Czasem Dagmara opierała się o barierkę, wyginając plecy, a on stał obok, oparty łokciem, patrząc na nią. Czasami śmiali się głośno. Czasami panowała cisza, która wydawała mi się jeszcze bardziej intymna niż rozmowa. Kiedy wychodziłam do nich, rozmowa nagle schodziła na banalne tory.
– Mówiłem właśnie Dagmarze, że powinna zmienić ten stary samochód – rzucał Andrzej.
– Tak, mamo, Andrzej zna się na autach – dodawała ona, zaciągając się dymem w sposób, który wydawał mi się prowokacyjny.
Coś mnie niepokoiło
Czułam się stara i nudna. Moje rozmowy z Andrzejem dotyczyły rachunków, planów wakacyjnych, pracy. Ich rozmowy dotyczyły marzeń, sztuki, muzyki, emocji. Moja własna córka kradła mi emocjonalną intymność z moim partnerem, a ja nie wiedziałam, jak to nazwać, żeby nie wyjść na histeryczkę.
Punkt krytyczny nadszedł w moje urodziny. Wyprawiliśmy małą imprezę w domu. Było sporo alkoholu, muzyka, znajomi. Czułam się szczęśliwa, bo Andrzej podarował mi piękny naszyjnik i przez większość wieczoru trzymał mnie za rękę. Dagmara też była urocza, pomagała w kuchni, była duszą towarzystwa. Około drugiej w nocy goście wyszli. Została tylko góra naczyń i my troje. Byłam zmęczona i lekko wstawiona.
– Idę spać – powiedziałam, ziewając. – Posprzątamy rano.
– Ja jeszcze dopiję drinka – powiedział Andrzej. – Muszę ochłonąć.
– Ja też posiedzę, nie chce mi się spać – rzuciła Dagmara.
Poszłam do sypialni. Położyłam się, ale sen nie nadchodził. Czułam niepokój. Wstałam, żeby napić się wody. Nie zapalałam światła w korytarzu. Moje bose stopy bezszelestnie stąpały po parkiecie.
Wszystko widziałam
Z kuchni dobiegał szept. Zatrzymałam się tuż przed wejściem.
– …nie powinieneś tak na mnie patrzeć, kiedy ona jest obok – to był głos Dagmary.
– A jak na ciebie patrzę? – głos Andrzeja był mroczny.
– Jakbyś chciał mnie zjeść. To niebezpieczne.
– Lubisz niebezpieczeństwo, widzę to. Prowokujesz mnie od dnia, w którym się wprowadziłem. Te szlafroczki, te spojrzenia… Myślisz, że jestem ślepy?
– Może sprawdzam, ile wytrzymasz?
– Jesteś zepsuta, wiesz?
– A ty jesteś starym facetem, który marzy o czymś, czego nie może mieć.
Usłyszałam szuranie krzesła, a potem długą, dławiącą ciszę. Wychyliłam się milimetr. Jego dłonie spoczywały na jej kolanach. Ich twarze dzieliły centymetry. Nie całowali się, ale to było gorsze. Patrzyli sobie w oczy z pożądaniem i intensywnością. To była zdrada fizyczna, ale emocjonalna eksplozja, która zmiotła mnie z powierzchni ziemi. W tej kuchni, wśród brudnych talerzy po moim torcie urodzinowym, mój partner i moja córka tworzyli świat, w którym ja byłam tylko przeszkodą.
Byłam zdruzgotana
Chciałam tam wpaść, wyrzucić go, uderzyć ją w twarz, ale nie mogłam się ruszyć. Paraliż był całkowity. Czułam, jak łzy spływają mi po policzkach. Wycofałam się do sypialni. Położyłam się do łóżka i udawałam, że śpię. Kiedy Andrzej przyszedł pół godziny później, pachniał jej perfumami i winem. Przytulił się do moich pleców.
– Śpisz? – szepnął.
Nie odpowiedziałam. Czułam obrzydzenie, ale też paraliżujący strach. Następnego dnia nie zrobiłam awantury, bo bałam się, że jeśli to nazwę, to stanie się prawdziwe. Bałam się, że Dagmara zaprzeczy i zrobi ze mnie wariatkę, a ja stracę jedyną rodzinę, jaką mam.
Nadal mieszkamy we troje. Pozornie nic się nie zmieniło – nadal jemy wspólne obiady, ale teraz widzę wszystko. Każde spojrzenie, każde przypadkowe dotknięcie ręki przy podawaniu soli. Widzę, jak Andrzej szuka jej wzrokiem, gdy wchodzi do pokoju, jak Dagmara czerpie perwersyjną satysfakcję z tego, że ma władzę nad facetem swojej matki.
Żyję w trójkącie, na który nie wyraziłam zgody, a którego nie mam odwagi rozerwać. Czekam na moment, w którym przekroczą ostatnią granicę. Wiem, że powinnam to skończyć, wyrzucić jego, a z nią odbyć najtrudniejszą rozmowę w życiu, ale każdego ranka, gdy on robi mi kawę i uśmiecha się ciepło, łudzę się, że to tylko moja wyobraźnia.
Kamila, 45 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W Dzień Babci spodziewałam się laurki i kwiatów, a wnuki zabrały mnie na lodowisko. Dawno się tak nie bałam”
- „W Dzień Dziadka wnuk przyszedł z bombonierą, ale nie spojrzał mi nawet w oczy. Po chwili cwaniak spytał o mieszkanie”
- „Natrętna kobiecina z górskiego schroniska chciała ukraść mi męża. Biedaczka nie wiedziała, w co się pakuje”