Reklama

Zawsze wyobrażałam sobie, że gdy pojawią się wnuki, to ja będę tą pierwszą do pomocy. Niestety, córka i zięć długo nie spieszyli się z dziećmi. Twierdzili, że muszą w pierwszej kolejności wszystko sobie w życiu poukładać, pobyć ze sobą i się tym nacieszyć, podróżować. Nie mogłam tego pojąć zupełnie, ale nie wtrącałam się. Gdy się pobrali, przysięgałam w duszy, że nie będę taką teściową, co się szarogęsi i we wszystko wtrąca. Podpytywać ich nie chciałam, nie ponaglałam. Po prostu czekałam. I w końcu, dzięki Bogu, się doczekałam.

Reklama

Moje modlitwy zostały wysłuchane

Dwa lata temu pojawiła się na świecie Emilka. Pamiętam, jak pierwszy raz wzięłam ją na ręce. Malutka, bezbronna istotka, pachnąca mlekiem i nowym życiem. Łzy stanęły mi w oczach. Od razu zaoferowałam Agacie swoją pomoc. Córka zawsze była mądrą kobietą, ale w przypadku spraw domowych, nie miała zbyt dużej wprawy. Mimo że całe życie próbowałam ją przyuczyć do tego, ona jakoś akurat w tej dziedzinie pojętna nie była.

Świetnie radziła sobie w pracy, miała odpowiedzialne stanowisko i niezłe zarobki, ale w domu często gubiła się w najprostszych rzeczach. Trochę się bałam, że macierzyństwo ją przerośnie. I rzeczywiście początek nie był najlepszy, było widać, że jest nieco przytłoczona. Nie mówiła nic, ale widziałam, jak ciężko jej ogarnąć wszystko naraz. Dlatego dzień w dzień, gdy kończyłam pracę, zaglądałam do nich. Pomagałam, przewijałam małą, przygotowywałam jedzenie, kąpałam. Chciałam dać Agacie chwilę oddechu. Tym bardziej że Jarek, jej mąż, całe dnie spędzał poza domem.

– Idź na spacer, spotkaj się z kimś, odpocznij – mówiłam jej. – Ja zaopiekuję się przecież Emilką.

– Naprawdę? Za ciężko dla mamy to nie jest? – dopytywała.

– Nie przesadzaj, toż to sama przyjemność! – odpowiadałam zgodnie z prawdą.

Zarzuciła mi, że ją rozpieszczam

Emilka często płakała, ale ja nie narzekałam. Szczęście mnie rozpierało, że mogę być tak blisko niej. Początkowo córka bardzo doceniała moją obecność. Nie raz słyszałam, że jestem dla niej niezastąpiona. Jednak z czasem, gdy mała już nieco urosła, dochodziło do wielu nieporozumień między mną a nią. Agata zaczęła mi zarzucać, że po prostu zbytnio Emilkę rozpieszczam.

– Pozwalasz jej na wszystko. To nie jest dobre – powiedziała któregoś dnia.

– Ależ ona jeszcze taka malutka… Dzieciństwo nie trwa wiecznie – odpowiedziałam.

Trzeba ją uczyć granic. Od najmłodszych lat – stwierdziła.

– A te mądrości to wzięłaś od jakiejś koleżanki?

– Czytam o tym. Dużo. Z dobrych źródeł.

– No proszę… Poradniki. Ja tam nie potrzebuję książek, by wiedzieć, co dobre dla mojej wnusi – burknęłam.

– Tylko że ty się nie stosujesz do naszych zasad. A to nie jest w porządku.

– No dobrze, już dobrze – rzuciłam i zakończyłam temat.

Poczułam, jak serce mi się kurczy

Od tej rozmowy, gdy mnie strofowała, zwyczajnie ją zbywałam. Słuchałam, potakiwałam, ale robiłam swoje. I naprawdę nie przyszło mi do głowy, że to się może źle skończyć. Kiedy Emilka skończyła trzy latka, Agata ogłosiła swój powrót do firmy.

– Myślałam, że zostaniesz z nią do czwartego roku życia – zdziwiłam się.

– Niestety, muszę wrócić szybciej. Sami z jednej pensji nie damy rady.

– Przykra sprawa, ale akurat dobrze się składa, bo za 8 tygodni będę już emerytką. Z radością zajmę się Emilką!

Myślałam, że się ucieszą. Teraz co druga babcia jest nowoczesna, ma inne plany na starość, a ja chciałam tylko jednego, być z wnuczką. Ale zamiast radości, zobaczyłam w ich oczach zakłopotanie. Po chwili Agata wyznała, że już zatrudnili opiekunkę. Zaniemówiłam z wrażenia. Opiekunka? I nie raczyli mi pisnąć ani słówkiem o tym?

– Co? Jak to? To było oczywiste i że odchodzę teraz z pracy wszyscy wiedzieli!

Jarek wyglądał na skrępowanego.

– No tak… Ale myśleliśmy, że chcesz się zająć sobą. Emerytura, wyjazdy, pasje…

– Jakie wyjazdy?! Ja całe serce oddałam temu dziecku!

– Ale opieka nad dzieckiem to duże obciążenie. Chcieliśmy cię oszczędzić – tłumaczył się.

– Dziękuję, ale nie trzeba mnie oszczędzać. Mam energii na trzy takie Emilki! Niech ta niania poszuka sobie innego zajęcia – uśmiechnęłam się.

– To nie o siły chodzi – wtrąciła się Agata. – Ty po prostu kompletnie mnie nie słuchasz.

– Co masz na myśli?

– Prosiłam cię tysiąc razy, żebyś nie częstowała Emilki słodyczami. A ty co? W niedzielę znów dałaś jej batonika. I co z drzemką? Kazałam jej się położyć, a ty rozłożyłaś klocki na dywanie…

– Bo ona tak słodko prosi i nie mam serca…

– No właśnie. Emilka zaczyna nami manipulować. Jak coś idzie nie po jej myśli, zaraz wrzeszczy. Bo wie, że babcia i tak wszystko jej da.

– I dlatego chcecie zostawić ją z kimś obcym?

– To nie jest „ktoś obcy”. To profesjonalna, doświadczona opiekunka, polecona przez znajomych.

– Czyli jestem nieodpowiednia?

– Nie to powiedziałam. Ale wiem, że się nie zmienisz. Zrobię wszystko, by moja córka nie wyrosła na kapryśną królewnę.

– Czyli decyzja zapadła? Zostawiacie małą na pastwę jakiejś niani, a ja idę w odstawkę?

Popatrzyłam na Jarka. Liczyłam, że mnie poprze. Płonne nadzieje.

– Wspólnie już zdecydowaliśmy – powiedział spokojnie.

Poczułam, jak serce mi się kurczy.

– Czyli nic tu po mnie – wyszeptałam resztką sił i wyszłam.

– Mamo, nie obrażaj się. Przecież nadal będziesz widywać Emilkę – zawołał Jarek, ale ja już szłam jak otępiała przed siebie.

Nawet Halina mnie nie rozumiała

Byłam wściekła i zraniona. Pojechałam do przyjaciółki, Haliny, z nadzieją, że mnie wesprze. Wysłuchała wszystkiego, nie przerywała ani razu. A potem powiedziała coś, co mnie kompletnie zbiło z tropu:

– Nie zrozum mnie źle, ale na miejscu twojej córki zrobiłabym to samo.

– Co?!

Nianię też bym zatrudniła.

– Ale… czemu?

– Bo Agata ma rację. Dziecko potrzebuje granic, zasad. Ty nie potrafiłaś się do nich zastosować.

– Uważasz, że jestem złą babcią?

– Dobrą. Ale na opiekunkę się nie nadajesz i już. Jesteś zbyt pobłażliwa.

– I co ja teraz biedna pocznę?

– Odpuść. Masz teraz czas dla siebie. Emerytura to nie koniec świata. Zacznij żyć dla siebie.

Nie mam pojęcia, czy posłucham Haliny. Nie mogę przestać myśleć o Emilce. Tęsknię. Może powinnam zadzwonić do Agaty? Może jeszcze się rozmyśli z tą całą nianią?

Elżbieta, 63 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:

Reklama

Reklama
Reklama
Reklama