„Córka wykrzyczała mi w twarz, że przynoszę jej wstyd przed znajomymi. Zamknęłam się w łazience i przepłakałam pół dnia”
„W końcu łzy same zaczęły lecieć, choć przecież nie miałam zamiaru się rozklejać. No, pięknie, czterdzieści pięć lat i zachowuję się jak nastolatka, chowając się w łazience przed własnym dzieckiem”.

- Redakcja
Kiedyś myślałam, że jestem dobrą matką. Myślałam, że się rozumiemy, nawet jeśli ostatnio coraz częściej moja córka miała inne zdanie. Jednak dorastające dzieci mogą mieć o wszystko pretensje – tak to sobie tłumaczyłam, choć z każdym kolejnym dniem czułam, że coraz trudniej nam się dogadać. Niby codzienność wyglądała normalnie. Tylko ostatnio jakby wszystko stało się bardziej szorstkie, bardziej nerwowe, a ja coraz częściej zastanawiałam się, czy naprawdę dobrze rozumiem własną córkę. No i, jak to zwykle bywa, dzień, w którym dowiedziałam się o sobie czegoś, czego wolałabym nie wiedzieć, nadszedł zupełnie nieoczekiwanie.
Zabolało mnie to
Pamiętam dokładnie tamten sobotni poranek. Krzątałam się po kuchni, a moja córka, z nosem w telefonie, siedziała przy stole i przesuwała palcem po ekranie. Zdążyłam już przywyknąć do tego widoku. Postawiłam na stole kubek kawy, próbując mimo wszystko nawiązać rozmowę.
– Może byś oderwała się na chwilę od tego telefonu? – rzuciłam, próbując ukryć w swoim głosie nutę irytacji.
– Zaraz. Prowadzę teraz ważną rozmowę – rzuciła bez podnoszenia wzroku.
– Ważna rozmowa, a śniadanie z matką już nieważne? – mruknęłam, nalewając sobie kawy.
Westchnęła tak demonstracyjnie. Zrobiłam się złośliwa, choć przecież wiedziałam, że nie o to mi chodzi.
– Jak chcesz, to mogę wyjść – burknęła, przesuwając krzesło tak, że zaskrzypiało po podłodze.
– No jasne, najlepiej zamknąć się w pokoju i udawać, że matki nie ma – odparłam z przekąsem. – Jak ci coś trzeba, to nagle „mamo, pomożesz?”. Jak nie trzeba, to już mnie nie ma, co?
Spojrzała na mnie z takim wyrazem twarzy, jakbym właśnie zdradziła jej jakiś sekret, o którym wszyscy poza mną wiedzą od lat.
– Przestań, serio… Nie musisz robić scen, wystarczy, że będziesz… normalna – rzuciła.
Zabolało mnie to. Zanim zdążyłam coś odpowiedzieć, córka już wstała i wyszła z kuchni.
Byłam wściekła
Siedziałam jeszcze chwilę, udając, że bardzo interesuje mnie widok za oknem. W pewnym momencie usłyszałam, jak córka trzaska drzwiami swojego pokoju. Cudownie. Po godzinie, kiedy emocje już trochę opadły, postanowiłam spróbować jeszcze raz. Zapukałam do jej drzwi, bez większej wiary, że zostanę wpuszczona.
– Czego? – usłyszałam stłumiony głos zza drzwi.
– Mogę wejść? – zapytałam, starając się brzmieć spokojnie, choć w środku już się gotowałam.
– No wejdź, jak musisz – burknęła.
Weszłam do pokoju, który znowu wyglądał jak po przejściu tornada. Usiadłam na brzegu łóżka.
– Słuchaj, nie chcę się kłócić – zaczęłam ostrożnie. – Po prostu... mam wrażenie, że ostatnio żyjemy jak obce sobie osoby.
Wzruszyła ramionami, nawet na mnie nie spojrzała.
– Przecież rozmawiamy. Wczoraj gadałyśmy o tym serialu, pamiętasz?
– O serialu, ale nie o tym, co się z nami dzieje – powiedziałam i poczułam, że głos mi się lekko łamie.
Córka westchnęła, odkładając w końcu telefon.
– Co znowu chcesz usłyszeć? Że cię kocham? Proszę bardzo: kocham cię, mamo. Wystarczy?
Zatkało mnie. Przez chwilę siedziałam w ciszy, wpatrując się w ścianę.
– Nie o to mi chodzi… Po prostu czuję, że coś jest nie tak. Chciałabym wiedzieć, o co chodzi. Może się mylę, może tylko przesadzam, ale...
Przerwała mi gwałtownie:
– Wstydzę się ciebie, okej? Przy znajomych. Po prostu. Tak, powiedziałam to. Wystarczy już tego tematu?
Nie mogłam wykrztusić słowa. Nawet nie wiedziałam, kiedy łzy napłynęły mi do oczu.
Było mi siebie żal
W pierwszej chwili naprawdę nie wiedziałam, jak zareagować. Słowa córki uwierały mnie jak kamień w bucie.
– Wstydzisz się mnie? – powtórzyłam głucho, jakbym wciąż nie dowierzała. – Możesz mi to jakoś wytłumaczyć? Co ja takiego robię?
Córka spojrzała na mnie z irytacją, jakbym to ja była dzieckiem, które nie rozumie najprostszych spraw.
– Po prostu… jesteś inna, niż mamy moich koleżanek. Nie wiem, jak to wyjaśnić. Czasem mówisz coś dziwnego, czasem się dziwnie ubierasz, czasem mówisz dziwne rzeczy…
Prychnęłam z lekką złośliwością.
– Dziwnie się odzywam? To znaczy jak, proszę bardzo? Może powinnam zacząć mówić jak twoje koleżanki, „siema, ziomeczki, elo”? – rzuciłam, choć sama czułam, że wcale nie jest mi do śmiechu.
– No widzisz?! – wybuchła. – Właśnie o to mi chodzi! Robisz takie głupie żarty, potem wszyscy patrzą na mnie jak na idiotkę! Ty nie widzisz, jak się ludzie na nas patrzą? Ja się wtedy zapadam pod ziemię!
Poczułam, jak rośnie we mnie złość, chociaż dobrze wiedziałam, że nie powinnam teraz się unosić.
– Przepraszam bardzo, ale nie zamierzam przepraszać za to, że jestem sobą. Może nie jestem najmodniejsza i nie wiem, jakie są teraz trendy, ale też mam prawo do własnego stylu.
– Tak, tylko że przez twój „styl” ja jestem ciągle na językach. W szkole potrafią mi powiedzieć, że mam matkę jak z PRL-u! – niemal wykrzyczała, zaciskając dłonie na kocu.
Milczałam chwilę, próbując nie wybuchnąć.
– No to mam znikać, jak masz gości?
– Byłoby łatwiej, naprawdę – mruknęła.
Próbowałam opanować złość
Wyszłam z jej pokoju, żeby nie powiedzieć czegoś, czego bym później żałowała. Weszłam do łazienki i oparłam się o się plecami o zimne kafelki. Nie wiem, ile tam siedziałam – pół godziny, może godzinę. W końcu łzy same zaczęły lecieć, choć przecież nie miałam zamiaru się rozklejać. No, pięknie, czterdzieści pięć lat i zachowuję się jak nastolatka, chowając się w łazience przed własnym dzieckiem. Wreszcie usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Nie miałam siły na kolejną wymianę zdań, ale cóż – wytrzeć twarz i grać twardą matkę też czasem trzeba.
– Mamo…? – odezwał się cichy głos zza drzwi.
– Co? – syknęłam przez łzy, nie próbując nawet udawać, że jest w porządku.
– Możesz otworzyć? Chcę tylko… no, pogadać.
Otworzyłam drzwi i spojrzałam na córkę – stała, przygryzając wargę.
– No, słucham – mruknęłam, chowając drżące ręce w rękawy bluzy.
– Wiem, że to głupio zabrzmiało. Po prostu… czasem nie umiem ci tego wszystkiego wytłumaczyć – wyszeptała.
Pokręciłam głową, próbując opanować złość.
– To po co mówiłaś? Żeby mnie zabolało? Gratulacje, udało się.
Zrobiła dwa kroki do przodu, prawie mnie dotknęła, ale zatrzymała się w pół gestu.
– Nie chciałam. Serio. Czasem nie ogarniam siebie, a co dopiero ciebie. Czasem wszystko mnie wkurza, rozumiesz?
Przewróciłam oczami, a córka tylko uśmiechnęła się blado.
– Może trochę. Po prostu… czasem tak się boję, że odstaję od reszty przez ciebie. Że mnie wyśmieją. Że jestem inna.
Poczułam, że coś mnie ściska w środku.
– No i co ja mam z tym zrobić? Zmienić się, żeby ci nie przeszkadzać?
Wzruszyła ramionami.
– Nie wiem.
Nie chciałam się kłócić
Przez chwilę stałyśmy naprzeciwko siebie, każda po swojej stronie barykady.
– Wiesz co? – odezwałam się w końcu, starając się, żeby mój głos brzmiał choć trochę pewniej, niż się czułam. – Ty się mnie wstydzisz, a ja… czasem nie poznaję własnej córki. Odkąd zaczęłaś dorastać, masz twarz kogoś obcego.
Ona wbiła wzrok w podłogę. Słyszałam jej szybki, nerwowy oddech.
– No wiem, może jestem okropna. Może powinnam być inna, a czasem się po prostu boję się, że cię zawiodę.
Westchnęłam. Byłam już zbyt zmęczona, by dalej się kłócić.
– Czego ty się właściwie boisz? Że ktoś ci powie, że masz dziwną matkę? Że się nie wpisujesz w jakieś ich ramki? Przecież całe życie robiłam, co mogłam, żebyś nie musiała się nikogo bać. Chciałam, żebyś była odważniejsza niż ja w twoim wieku.
Podniosła na mnie wzrok. W jej oczach pojawiły się łzy.
– Wiem. Wiem, że się starasz. Ja też się staram, tylko… czasem nie wychodzi. Przepraszam, mamo.
Poczułam, jak trochę mięknę.
– Przepraszasz i co? Za tydzień znowu będę powodem twojego wstydu, co? I znowu zamkniesz się w pokoju i będziesz pisać koleżankom, jak to twoja matka odpaliła na zebraniach?
Parsknęła przez łzy.
– Trochę tak. Chyba musimy się do siebie przyzwyczaić. Może się kiedyś nauczymy żyć razem, nie tylko obok siebie.
Wyciągnęła do mnie rękę. Z wahaniem ją ujęłam.
Wciąż była moją córeczką
Jeszcze przez chwilę trwałyśmy w tej nieporadnej ciszy, trzymając się za ręce jak dwie zupełnie obce sobie kobiety, które próbują odnaleźć wspólny język. Ostatecznie to ja pierwsza się odezwałam – bo matce nie przystoi siedzieć cicho, nawet kiedy nie ma już nic mądrego do powiedzenia.
– Wiesz co… Niezła z nas para, co? Ty z telefonem, ja z moimi „żenującymi” żartami. I obie tak samo pogubione.
Córka wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się przez łzy. W jej oczach nie było już złości, tylko zwyczajne zmęczenie.
– Przynajmniej jest o czym gadać – rzuciła z przekąsem.
– O, proszę bardzo, już się szykuj na bestseller. „Moja matka i jej katastrofalne poczucie humoru”. Numer jeden na liście – dodałam, próbując udawać, że żartuję, choć dobrze wiedziałam, że i mnie ten temat uwiera.
– Mamo, nie chcę cię ranić. Może... po prostu jesteśmy inne niż wszyscy.
Westchnęłam ciężko, przygładzając jej niesforne włosy.
– Wiesz co? Pewnie tak. Może nigdy nie będziemy pasować do tych wszystkich szablonów. Ja nigdy nie zostanę „cool mamą”, a ty… no cóż, może jeszcze wyrośniesz z tego wstydu do matki. Chociaż wątpię – dodałam złośliwie.
Roześmiała się – pierwszy raz tego dnia szczerze.
– Jak już wyrosnę, to obiecuję: zaproszę cię do siebie na obiad. I będziesz mogła robić z siebie wariata do woli.
– No, ciekawe, czy będziesz wtedy taka wyrozumiała – odpowiedziałam z przekąsem, choć w środku trochę mi ulżyło.
Objęła mnie niezgrabnie.
– I tak cię kocham. Nawet jak mnie wkurzasz.
Przytuliłam ją, jakby była znowu tą małą dziewczynką, która tuliła się do mnie po nocnych koszmarach. Wiedziałam, że nie będzie łatwo. Może już zawsze będziemy tak się ścierać, gubić i odnajdywać na nowo. Może tak wygląda prawdziwa bliskość, której nie da się zamknąć w żadne ramy.
Anita, 45 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Spędziłam ferie, zajmując się córką szwagierki. Przez 14 dni żyłam w piekle, by ta mogła jeść włoską pizzę”
- „Kochałem Klarę już od liceum, ale byłem zbyt nieśmiały, by to wyznać. Dopiero gdy ze mnie zakpiła, zrozumiałem swój błąd”
- „Byłem pewien, że moja narzeczona to anioł. Po ślubie odkryłem, że skrywa drugie oblicze, którego wcale nie znałem”