atoms.adSlot.adLabel

Walentynki miały być przełomem w moim życiu. Planowałem oświadczyć się Oli, dziewczynie, którą kochałem do szaleństwa, choć ostatnie miesiące nie należały do łatwych. Coraz częściej łapałem się na tym, że jej dystans i wieczne zmęczenie nie są przypadkowe, a nasze wspólne wieczory ograniczają się do siedzenia przed telewizorem.

Mimo to wmawiałem sobie, że to tylko chwilowy kryzys. Kupiłem pierścionek, zaplanowałem uroczystą kolację i byłem pewien, że właśnie ten dzień przyniesie nam nowy początek. Nie przewidziałem tylko jednego – nie każdą historię da się wyreżyserować. Moje plany runęły w ciągu kilku godzin, a ja zostałem z pytaniem, jak długo można być ślepym na oczywiste sygnały.

Wysłała mi tylko SMS-a

Od rana czułem narastającą ekscytację. Przygotowałem śniadanie i postarałem się być jeszcze bardziej czuły niż zwykle, żeby Ola zapamiętała ten dzień. Z jej strony była jednak jakaś sztywność, którą próbowałem tłumaczyć stresem w pracy.

– Może spotkamy się po twojej zmianie? – zaproponowałem, podając jej kawę.

– Nie wiem, Kuba, mam dziś sporo roboty, szef chce, żebyśmy zostali dłużej – odpowiedziała, nie patrząc mi w oczy.

Zwykle to ja byłem tym, który zostawał w biurze po godzinach. Ola wcześniej narzekała na swojego przełożonego, ale teraz nagle jej zainteresowanie pracą było podejrzanie duże.

Po południu, gdy wszystko miałem już gotowe, napisała mi SMS: „Sorry, nie dam rady. Przełóżmy to na jutro?”. Siedziałem nad świeczkami i dwoma talerzami, zastanawiając się, jak bardzo można się pomylić co do własnej dziewczyny. Postanowiłem jej nie odpisywać, choć kłębiło się we mnie tysiąc myśli.

Coraz więcej podejrzeń

Kiedy Ola wróciła późno, udawała, że wszystko jest w porządku. Przyszła do kuchni, rzuciła torbę na podłogę i powiedziała beznamiętnie:

– Przepraszam, że tak długo. Zjemy coś?

– Już jadłem – odparłem krótko, choć wcale nie byłem głodny. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu. W jej oczach pojawił się cień zniecierpliwienia, jakby była gotowa na kolejny spór.

– Kuba, nie rób scen. Po prostu jest teraz ciężko w pracy – rzuciła, zerkając na telefon.

Chciałem jej powiedzieć, co zaplanowałem na ten wieczór, ale słowa utknęły mi w gardle. Zamiast tego zacząłem sprzątać naczynia, żeby nie widziała, jak bardzo się spinam.

– Może chociaż jutro gdzieś wyjdziemy? – zaproponowałem, próbując nie brzmieć zbyt żałośnie.

– Może. Nie wiem jeszcze, jak będzie z grafikiem – mruknęła i niemal natychmiast zamknęła się w łazience.

Słyszałem, jak rozmawia przez telefon ściszonym głosem. Słowa były urywane, niejasne, ale z tonu wyczułem, że to nie rozmowa o pracy. Przez kolejne dni jej nieobecność w domu coraz bardziej mnie irytowała. Odbierała telefony na korytarzu, nagle stała się czulsza na dźwięk wiadomości i założyła hasło w telefonie. Coś zaczęło mi śmierdzieć, choć jeszcze próbowałem wierzyć, że przesadzam.

Niespodziewany zwrot

Piątek przyniósł kulminację mojego niepokoju. Ola, wychodząc rano, nawet nie spojrzała w moją stronę. Przed wyjściem powiedziała:

– Wracam późno, mamy szkolenie. Może zostanę u koleżanki, nie czekaj na mnie.

Coś we mnie się zagotowało. Po jej wyjściu długo krążyłem po mieszkaniu, próbując zagłuszyć wątpliwości. Po południu zadzwonił Bartek, mój przyjaciel, który pracował w tej samej firmie co Ola.

– Kuba, nie chcę się wtrącać, ale twoja dziewczyna dziś dziwnie się kręciła z dyrektorem. Widziałem ich razem na parkingu, wyjeżdżali gdzieś jednym autem. Może powinieneś… pogadać z Olą?

Nie miałem siły nawet podziękować za telefon. Pół wieczoru siedziałem na kanapie, wpatrując się w drzwi i walcząc ze sobą, czy dzwonić do Oli, czy po prostu czekać. W końcu wziąłem kurtkę i wyszedłem. Pojechałem pod firmę, a później – po długim wahaniu – pod adres koleżanki, gdzie zwykle nocowała. Jej auto stało pod bramą, światła w oknach się paliły. Długo patrzyłem na to mieszkanie, aż w końcu zapukałem do drzwi. Otworzyła mi jej koleżanka, ale byłą wyraźnie zaskoczona.

– Ola? Nie, jej tu dziś nie ma… – powiedziała i natychmiast zamknęła drzwi.

Wtedy już wiedziałem, że muszę dowiedzieć się prawdy.

Kolejne kłamstwa

Następnego dnia Ola unikała mnie jak ognia. Zaczęła pakować jakieś rzeczy, tłumacząc, że jest remont w pracy i ona musi tam być. Wiedziałem już, że to kolejne kłamstwo. W końcu zebrałem się w sobie i postanowiłem dowiedzieć się, gdzie naprawdę przebywa, gdy mnie okłamuje. Pretekst pojawił się sam – zapomniała laptopa. Uznałem, że jej go zawiozę.

Podjechałem pod biuro, choć była sobota. Zobaczyłem, że w jednym z gabinetów pali się światło. Drzwi były lekko uchylone. Słyszałem śmiech Oli, potem męski głos, którego nie znałem. Zamiast zapukać, zajrzałem przez uchylone drzwi. Zobaczyłem Olę, siedzącą na biurku, z rozpuszczonymi włosami i szerokim uśmiechem. Przed nią stał jej szef, który opierał się rękoma o blat tuż obok jej bioder. Między nimi aż iskrzyło. Ola rzuciła mu coś na ucho, po czym odgarnęła mu koszulę z ramienia i położyła dłoń na jego karku.

Nie wytrzymałem. Wszedłem do środka, trzymając jej laptop w ręce.

– Przepraszam, zapomniałaś czegoś – powiedziałem, a głos mi drżał.

Ola zamarła, szef cofnął się gwałtownie.

– Kuba… Co ty tu robisz?! – wykrztusiła.

– Możesz chyba zapytać siebie, co ty tu robisz – odpowiedziałem, nie spuszczając z niej wzroku.

Czułem, że mój świat właśnie się rozpadł.

Zakończenie mogło być jedno

Po tej scenie nie było już odwrotu. Zostawiłem Oli laptopa, nie oglądając się za siebie. Wróciłem do pustego mieszkania i czekałem, aż wróci. Wróciła późno, z cichym westchnieniem otworzyła drzwi i spojrzała na mnie zmęczonym wzrokiem. Milczeliśmy przez dłuższą chwilę.

– Kuba, nie chciałam cię ranić – zaczęła niepewnie, ale nie słuchałem już żadnych tłumaczeń.

– Oszczędź mi wyjaśnień. Po prostu powiedz, kiedy się wyprowadzisz – powiedziałem, zaskakująco spokojny.

Ola skinęła głową i zaczęła pakować swoje rzeczy. Oboje wiedzieliśmy, że nie ma sensu dalej tego ciągnąć. Przez chwilę krzątała się po mieszkaniu, wrzucając ubrania do walizki. Zatrzymała się przy naszym wspólnym zdjęciu.

– Przepraszam… – powiedziała cicho, ale nie miałem już siły ani ochoty odpowiadać.

Ostatnią rzeczą, jaką spakowała, był kubek, który jej kiedyś kupiłem na imieniny. Bez słowa zamknęła za sobą drzwi. Słyszałem, jak na klatce schodowej odbija się echo jej kroków. Dopiero wtedy pozwoliłem sobie na łzy. Ta historia mogła wyglądać inaczej, gdybym tylko wcześniej słuchał własnych przeczuć i nie wypierał tego, co widziałem.

Jest trudno, ale nie jestem sam

Po odejściu Oli długo nie mogłem dojść do siebie. Każdy kąt mieszkania przypominał mi o tym, co straciłem – i o tym, jak bardzo chciałem wierzyć w nasze wspólne jutro. Najtrudniejsze były poranki. Budziłem się z nawyku po jej stronie łóżka, jakby za chwilę miała wtulić się we mnie, tak jak kiedyś po kłótni. Zamiast tego panowała cisza.

Znajomi próbowali mnie pocieszać, wysyłali wiadomości, dzwonili, zapraszali na piwo. Przez długi czas odmawiałem, nie chciałem tłumaczyć, co się stało. Nawet rodzicom nie powiedziałem wszystkiego. Wstydziłem się własnej naiwności. Powoli uczyłem się żyć na nowo – samotnie, ale uczciwie wobec siebie.

Zrozumiałem, że czasem największym błędem jest ślepe trwanie w złudzeniach. Nie można za wszelką cenę walczyć o związek, który jest już tylko fasadą. Z perspektywy czasu nie żałuję, że to ja nakryłem Olę i jej szefa. Dzięki temu mogłem zamknąć ten rozdział i zrobić miejsce na nowe.

Dziś wiem, że lepiej organizować własne życie, niż czyjąś przeprowadzkę. Nawet jeśli walentynki okazały się naszym końcem, dla mnie były początkiem czegoś prawdziwego – bycia wreszcie szczerym wobec siebie.

Kuba, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel