„Zdrada to pikuś przy tym, co zrobił mój mąż. Z naszego małżeństwa zrobił trampolinę do łóżka kochanki”
„Ekran komputera rzucał zimne światło na twarz Pawła. Uśmiechał się do monitora. Cicho zamknęłam drzwi. Czy ja naprawdę miałam jeszcze męża, czy tylko kogoś, kto mieszkał w tym samym domu?”.

- Redakcja
Paweł znowu siedział przy komputerze. Słyszałam cichy stukot klawiatury dochodzący z jego gabinetu. Było późno, Zosia dawno spała, a ja siedziałam przy kuchennym stole, przesuwając łyżeczką resztki herbaty po dnie kubka.
Kiedyś wieczory wyglądały inaczej. Oglądaliśmy filmy, rozmawialiśmy, śmialiśmy się z błahostek. Teraz nasze rozmowy ograniczały się do „kupiłeś mleko?”, „odbierzesz małą?” albo „co dziś jemy na obiad?”. Nie kłóciliśmy się, ale między nami panowała obojętność. Może to normalne po piętnastu latach małżeństwa? Może tak właśnie wygląda życie?
Westchnęłam i wstałam, zerkając w stronę uchylonych drzwi pokoju. Ekran komputera rzucał zimne światło na twarz Pawła. Uśmiechał się do monitora. Cicho zamknęłam drzwi. Czy ja naprawdę miałam jeszcze męża, czy tylko kogoś, kto mieszkał w tym samym domu?
Bolało bardziej niż mogłam przypuszczać
Przez kilka dni nie mogłam wyrzucić z głowy obrazu Pawła uśmiechającego się do monitora. Nie pamiętałam, kiedy ostatnio tak wyglądał – z zainteresowaniem, z iskrą w oczach. A przecież kiedyś patrzył tak na mnie. Wiedziałam, że przesadzam. Przecież to normalne, że człowiek szuka rozrywki, że rozmawia z ludźmi. Ale coś mnie uwierało. Coś, czego nie potrafiłam nazwać.
Kilka dni później Paweł zostawił w kuchni swój laptop. Nigdy tego nie robił – zawsze zabierał go do pokoju, gdzie pracował, zamykał na noc. Tego wieczoru jednak w pośpiechu wyszedł po coś do sklepu. Stałam nad komputerem, czując ścisk w gardle. Powinnam odejść. Powinnam uszanować jego prywatność.
Ale moje ręce i tak podniosły klapę monitora. Zobaczyłam otwartą skrzynkę mailową. Początkowo nie dostrzegłam niczego niezwykłego – reklamy, powiadomienia. A potem mój wzrok zatrzymał się na jednym imieniu. Nina. Kliknęłam. Pierwszy mail był sprzed kilku dni. Drugi – sprzed tygodnia. Kolejne sięgały miesięcy, a potem lat.
„Tęskniłem za naszymi rozmowami”.
„Z tobą mogę być sobą”.
„Gdybym cofnął czas, wszystko wyglądałoby inaczej”.
Czytałam, a serce waliło mi w piersi jak oszalałe. Nie było tam nic fizycznego, żadnych spotkań, żadnych dowodów zdrady. Ale każde słowo bolało bardziej niż jakikolwiek dowód na romans. Paweł kochał kogoś innego. I nawet nie wiedział, że właśnie się o tym dowiedziałam.
Coś we mnie umarło, gdy mówił, że nie wie
Paweł wrócił ze sklepu, jakby nic się nie stało. Postawił torbę na blacie, zerknął na mnie przelotnie i westchnął.
– Kupiłem twoją ulubioną czekoladę – wyjął ją z reklamówki i położył na stole. – Wszystko w porządku?
Nie odpowiedziałam. Patrzyłam na niego, czując wściekłość i coś jeszcze – coś o wiele gorszego. Rozczarowanie.
– Kim jest Nina? – zapytałam cicho.
Zamarł. Przez ułamek sekundy jego twarz zastygła w wyrazie paniki, ale zaraz się opanował.
– Skąd…? – zaczął, lecz zaraz przerwał.
– Czy ty ją kochasz? – Pytanie zawisło w powietrzu, ciężkie i nieuniknione.
– To tylko rozmowy – powiedział szybko. – Nigdy się nie spotkaliśmy. To nic…
Roześmiałam się gorzko.
– Nic? – powtórzyłam. – Przeczytałam wszystko. Każde słowo. Pisałeś jej rzeczy, których nie słyszałam od ciebie od lat. Opowiadałeś o swoich marzeniach, o strachu, o… miłości. To dla ciebie nic?
Paweł opuścił wzrok.
– Nie chciałem cię skrzywdzić – mruknął.
– Ale to zrobiłeś – wyszeptałam.
Milczał.
– Gdybyś mógł, zostawiłbyś mnie dla niej? – spytałam.
Cisza.
Potem powiedział najgorsze słowo, jakie mogłam usłyszeć.
– Nie wiem.
Coś we mnie umarło. Nie krzyczałam. Nie płakałam. Po prostu odwróciłam się i wyszłam z kuchni. Paweł mnie nie zatrzymał.
Nie zdradził mnie ciałem, tylko sercem
Zamknęłam się w sypialni i usiadłam na łóżku, wpatrując się w ciemność. Nie płakałam. Byłam zbyt oszołomiona, jakby moje własne życie nagle stało się obcą historią, którą oglądam z oddalenia. Nie wiem. To słowo dźwięczało mi w głowie. Gdyby powiedział „kocham cię” albo „to była pomyłka”, miałabym jakiś punkt zaczepienia. A on po prostu… nie wiedział. Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer Oli.
– Marta? – zapytała zaspanym głosem. – Coś się stało?
– On mnie zdradził – powiedziałam, a moje własne słowa brzmiały jak czyjeś inne.
– Co?! Paweł? – Nagle była całkiem rozbudzona. – Jak to?
– Pisał z jakąś Niną. Od lat. – Opowiedziałam jej wszystko, każde słowo, które przeczytałam, każdy cios, jaki zadał mi tą okrutną wymianą mailową.
Ola milczała przez chwilę.
– To, co ci zrobił, to zdrada emocjonalna – powiedziała w końcu. – Może nie spał z nią, ale czy to ma znaczenie?
Przymknęłam oczy. Właśnie to było najgorsze. To miało znaczenie. Może nawet większe niż gdyby poszedł z kimś do łóżka. Bo Paweł nie zdradził mnie ciałem – on zdradził mnie sercem.
– Co mam z tym wszystkim zrobić? – wyszeptałam.
– Musisz odpowiedzieć sobie na jedno pytanie – powiedziała Ola cicho. – Czy dasz radę żyć z kimś, kto nie wie, czy chce być z tobą?
Nie odpowiedziałam. Bo nie miałam pojęcia.
Przez lata staliśmy się sobie obcy
Przez kolejne dni unikaliśmy się nawzajem. Paweł zamykał się w swoim pokoju, ja chodziłam do pracy, spędzałam czas z Zosią, ale wszystko było mechaniczne, puste. Wieczorami leżałam w łóżku i wsłuchiwałam się w ciszę. Nie wiedziałam, co zrobić. Czwartego dnia postawiłam przed nim kubek herbaty i usiadłam naprzeciwko.
– Czy ty mnie jeszcze kochasz? – zapytałam prosto.
Paweł długo milczał. W końcu westchnął i potarł twarz dłońmi.
– Nie wiem – powiedział. – Czuję, że przez lata staliśmy się sobie obcy.
– Więc szukałeś bliskości gdzie indziej? – spytałam, choć znałam odpowiedź.
– Nie szukałem. To się po prostu stało – odparł cicho.
– A gdybym ja pisała z kimś tak, jak ty pisałeś z nią? – rzuciłam ostro.
Paweł uniósł wzrok.
– Byłbym wściekły – przyznał.
Parsknęłam gorzkim śmiechem.
– Więc dlaczego ja nie mam prawa być wściekła?
Znów cisza. Spojrzałam na niego i nagle poczułam, że już nie czekam na jego odpowiedź. Bo wszystko, co musiałam wiedzieć, było już jasne. Nie chodziło o Ninę. Chodziło o nas. I może nie było już czego ratować.
Przestałam czekać aż mnie zauważy
Miałam mętlik w głowie. Zosia nie mogła stracić stabilności, a ja nie chciałam podejmować decyzji pod wpływem emocji. Ale coś we mnie się zmieniło. Paweł próbował zachowywać się normalnie – jadł śniadanie, pracował, wieczorem siadał z komputerem, chyba oglądał filmy. Tak jakby nic się nie stało. Jakby nasza rozmowa nigdy się nie wydarzyła. Tym razem to ja przestałam walczyć. Nie pytałam, nie oczekiwałam. Przestałam czekać, aż mnie zauważy, aż sięgnie po moją dłoń, aż spojrzy na mnie jak dawniej. Przestałam gotować obiady, które lubił, przestałam interesować się jego dniem. Przestałam być kobietą, która próbuje zasłużyć na uwagę własnego męża.
Pierwszy zauważył to Paweł.
– Unikasz mnie – powiedział pewnego wieczoru.
– Nie – odparłam spokojnie. – Po prostu już nie biegnę za kimś, kto się ode mnie oddalił.
Zamilkł.
– Więc co teraz? – zapytał w końcu.
Podniosłam wzrok i spojrzałam mu w oczy.
– Teraz to ty musisz zdecydować, czy jeszcze mnie chcesz. Bo ja nie zamierzam dłużej żebrać o miłość.
Po raz pierwszy od lat zobaczyłam w jego spojrzeniu strach. Może wreszcie zrozumiał, że może mnie stracić.
Nie podjęłam decyzji od razu
Nie da się zakończyć piętnastu lat małżeństwa w jeden wieczór. Ale coś w naszej relacji się zmieniło – to ja przestałam się starać, a Paweł, chyba pierwszy raz od dawna, zaczął się zastanawiać, co właściwie się między nami stało. Nie pytałam, czy nadal pisze do Niny. Nie sprawdzałam. Może nadal ją miał. Może to tylko kwestia czasu, zanim zacznie do niej pisać częściej. Ale pewnego dnia, gdy wieczorem usiadł do komputera, zatrzymał się, spojrzał na mnie, zamknął laptop i usiadł obok.
– Nie wiem, czy potrafimy to naprawić – powiedział cicho.
Spojrzałam na niego i długo myślałam.
– Ja też nie wiem – odpowiedziałam szczerze.
Nie mieliśmy gotowego scenariusza na przyszłość. Nie było nagłego wybaczenia, nie było wielkiego pojednania. Ale była rozmowa. Pierwsza od lat.
A czas miał pokazać, czy to wystarczy.
Marta, 42 lata