Reklama

Na ferie zimowe nie planowałam nic szczególnego, więc kiedy teściowa zaproponowała wspólny wyjazd, nawet się nie opierałam. Szczerze mówiąc, liczyłam na święty spokój – nie będę musiała sprzątać, gotować, a do tego przez tydzień będę mogła odpocząć od codziennych obowiązków. Nie byłam fanką wyjazdów z teściową, ale uznałam, że wolę spędzić z nią kilka dni, niż wysłuchiwać jej dąsy przez kolejne miesiące, gdybym odmówiła. Miałyśmy jechać do niewielkiego pensjonatu w górach. Byłam przekonana, że najgorsze, co mnie spotka, to przesadna troska o to, żebym jadła ciepły obiad i nie chodziła spać z mokrą głową. Nie miałam pojęcia, jak bardzo się myliłam. I że jeszcze tego samego pierwszego wieczoru usłyszę coś, co na długo zostanie mi w pamięci.

Żałowałam, że dałam się namówić

Przyjechałyśmy do pensjonatu późnym popołudniem, gdy słońce już chowało się za ośnieżonymi szczytami. Teściowa rozgościła się w pokoju tak, jakby planowała tu zamieszkać na stałe – natychmiast rozpakowała walizkę, powiesiła sweterki na wieszaku i zaczęła zaglądać do szafek, jakby czegoś szukała. Ja odłożyłam swoją torbę pod ścianę, planując rozpakować się dopiero po kolacji.

– No i co, ładnie tu, prawda? – rzuciła, krzątając się wokół łóżka.

– Jest całkiem przytulnie, myślałam, że będzie gorzej – przyznałam, zerkając na niewielkie okno z widokiem na las.

– Zawsze wybieram sprawdzone miejsca, nie lubię niespodzianek – odparła z dumą. – Chodź, może zjemy coś ciepłego na dole.

Na stołówce było cicho, kilka stolików zajmowały rodziny z dziećmi. Usiadłyśmy pod oknem, a ja już zaczynałam się rozluźniać. Może nie będzie tak źle, jak sobie wyobrażałam. Kelnerka przyniosła zupę i kawałek domowego ciasta. Teściowa odchrząknęła, odsunęła od siebie talerz i spojrzała na mnie tym swoim badawczym wzrokiem.

– Wiesz, muszę ci coś powiedzieć… – zaczęła, a ja w duchu przewróciłam oczami.

Czułam, jak z każdą sekundą rosło we mnie napięcie.

– Tak? – odparłam ostrożnie.

– Siedzimy tu tak razem… i pomyślałam, że to dobry moment, żeby wyznać ci coś, o czym nie wie nikt inny. Nawet mój syn.

Zawahała się. Przez chwilę miałam ochotę wstać i uciec na ten śnieg, byle nie słuchać rodzinnych rewelacji.

Co się stało? – spytałam, już zniecierpliwiona.

– Wiesz… ja przez całe życie miałam jedną tajemnicę. Taką, o której nikt nie powinien się dowiedzieć.

Zerknęła mi prosto w oczy, a ja poczułam, że jeszcze tego żałuję, że tu przyjechałam.

Zatkało mnie

Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, teściowa westchnęła ciężko, jakby ważyła każde słowo.

– Nie myśl sobie, że przyszłam tu robić jakieś wielkie wyznania. Po prostu… czasem człowiek nie daje już rady nosić tego sam – powiedziała, patrząc w okno. – Pamiętasz, jak zawsze mówiłam, że nie lubię gór? Że lepiej nad morze?

Skinęłam głową. Przecież wiedziałam, że to nie o wyjazdy chodzi.

– Chodzi o to, że kiedyś… bardzo dawno temu… miałam tu swoje życie – powiedziała cicho. – Zanim jeszcze poznałam twojego teścia, zanim założyłam rodzinę.

Zatkało mnie. Teściowa, kobieta, która nigdy nie pozwoliła sobie na nutkę sentymentu, a tu nagle zaczynała opowiadać o jakimś dawnym życiu? Pomyślałam, że zaraz usłyszę coś z rodzaju: „Byłam kelnerką” albo „pokochałam nie tego mężczyznę”.

– Miałam tu… kogoś. Takiego… no, chłopaka. Myślałam, że zostanę tu na zawsze. Byłam młoda, głupia, rozmarzona.

– I co się stało? – wypaliłam, zanim zdążyłam się powstrzymać.

– Zginął w wypadku na nartach. Wtedy po prostu uciekłam stąd. Uciekłam, bo nie mogłam znieść ani ludzi, ani tego miejsca. Przysięgłam sobie, że nigdy nie wrócę w góry. A teraz… – pokręciła głową – widzisz, minęło tyle lat, a ja ciągle to pamiętam.

Poczułam, jak coś ściska mi gardło. Nigdy nie myślałam o teściowej jako o kobiecie z przeszłością.

– I co, opowiedziałaś kiedyś o tym swojemu synowi? – spytałam.

– Nigdy. Bałam się, że mnie nie zrozumie. Ty może zrozumiesz. Ty też jesteś kobietą.

Było mi niezręcznie

Siedziałyśmy przez chwilę w milczeniu, ja gapiłam się w talerz, ona w okno. Czułam, jak z każdą chwilą atmosfera robi się coraz gęstsza. W końcu teściowa sięgnęła po filiżankę herbaty, upiła łyk i powiedziała:

– Może ci się wydawać, że to wszystko dawno minęło, ale są takie rzeczy, których człowiek nigdy nie zapomina – powiedziała cicho. – Nawet jeśli nauczy się z tym żyć, to one siedzą w człowieku jak drzazga.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Było mi niezręcznie. Przez całe życie patrzyłam na nią jak na kogoś twardego jak skała, kto wszystko robi dla innych, a teraz widziałam w niej kobietę.

– Dlatego tak cię kontroluję, wiesz? – odezwała się niespodziewanie. – Bo boję się, że kiedyś cię też coś złamie, a ja nie będę mogła pomóc. Chcę dla ciebie dobrze, chociaż czasem chyba robię to nie tak, jak trzeba.

– A myślisz, że ja tego nie widzę? – odparłam już bardziej miękko. – Myślisz, że nie zauważyłam, że ciągle się o mnie martwisz, dzwonisz, pytasz, czy ciepło się ubrałam? Czasem to doprowadza mnie do szału, ale... wiem, że ci zależy.

Teściowa uśmiechnęła się smutno.

– Ty się ze mnie śmiejesz, a ja naprawdę nie umiem inaczej – powiedziała, opuszczając wzrok. – Jak się straciło kogoś bliskiego, to człowiek potem boi się już wszystkiego.

Myślałam, że jesteś po prostu uparta. Nie przyszło mi do głowy, że za tym jest coś więcej – przyznałam cicho.

– Każdy coś ukrywa.

Przewróciłam oczami.

– Dobra, teraz twoja kolej na rewelacje?

– Może kiedyś. Na razie wystarczy mi twoja historia.

Zastygłam z bułką w ręku

Noc spędziłam, przewracając się z boku na bok. Zamiast odpocząć, głowę miałam pełną myśli. Rano zeszłam do stołówki. Teściowa już tam siedziała z kawą.

– Widzisz, ja zawsze pierwsza na nogach – rzuciła z przekąsem, a ja tylko uśmiechnęłam się krzywo.

– Zawsze musisz być o krok przede mną, co? – odparłam, siadając naprzeciwko.

Taka już jestem. A poza tym... spałaś coś w ogóle?

– Szczerze? Niewiele. Trochę mnie wczoraj rozbiłaś, przyznaję. Jakbyś nagle zamieniła się w zupełnie inną osobę.

Teściowa spojrzała na mnie uważnie.

– I dobrze. Może czasem warto przestać widzieć ludzi tylko przez jeden pryzmat. Jesteśmy bardziej skomplikowani, niż się wydaje.

Westchnęłam i sięgnęłam po bułkę.

– Zawsze się bałam, że cię rozczaruję – przyznałam, nawet nie patrząc jej w oczy. – Że uznasz, że nie nadaję się na żonę dla twojego syna, na matkę twoich wnuków.

– A dlaczego miałabym tak uważać? – zdziwiła się. – Przecież widzę, ile robisz dla wszystkich. Sama siebie najbardziej krzywdzisz, myśląc, że jesteś niewystarczająca.

Zastygłam z bułką w ręku.

– Niezła jesteś w te swoje psychologiczne analizy. Czasem mam ochotę cię udusić, wiesz?

Zaśmiała się cicho, pierwszy raz od wczorajszego wieczoru.

Nie byłabyś pierwsza. Mój własny syn czasem miał mnie dość – mrugnęła. – Ale mimo to jesteście tu, ze mną. To coś znaczy.

Przez chwilę siedziałyśmy w milczeniu.

Może dziś pójdziemy na spacer? – zaproponowałam.

– Chętnie. Pokażę ci, gdzie wtedy wszystko się zaczęło… i skończyło.

Spojrzała mi prosto w oczy

Śnieg skrzypiał nam pod butami, a powietrze było aż przesadnie czyste. Teściowa szła szybko, jakby właśnie ten spacer miał dla niej jakieś większe znaczenie. Gdy weszłyśmy na niewielką polanę, zatrzymała się i rozejrzała dookoła.

– Tutaj zawsze przychodziliśmy pojeździć na sankach – powiedziała cicho. – I tu… tutaj się wszystko skończyło. Wypadek, krzyki, a potem już tylko cisza. Przez lata unikałam tego miejsca, bo wydawało mi się, że wtedy jeszcze raz to wszystko przeżyję.

Zatrzymałam się obok, niepewna, czy powinnam ją przytulić, czy zostawić jej trochę przestrzeni. W końcu tylko zapytałam:

Po co tu przyszłaś ze mną?

Spojrzała mi prosto w oczy, pierwszy raz bez tej swojej wiecznej powłoki twardzielki.

– Bo czasem trzeba wrócić tam, gdzie człowiek się pogubił. Ja się tutaj kiedyś zgubiłam… I teraz, po tylu latach, mogę w końcu powiedzieć, że chcę iść dalej.

Przez chwilę myślałam, że zaraz się rozpłacze, ale nie – tylko pokiwała głową, jakby już wszystko zrozumiała.

– Wiesz… – zaczęła znów, głosem cichszym niż zwykle. – Czasem mnie irytujesz. Złościsz się na moje dobre rady, burczysz pod nosem, a ja przecież widzę, że bardzo przypominasz mi mnie samą. Jesteś uparta, pyskata i… cholernie odważna.

– Naprawdę tak uważasz? – nie mogłam się powstrzymać od lekkiego uśmiechu.

– Oczywiście! – parsknęła. – I dlatego cię lubię. W końcu nie każdy by wytrzymał tydzień ze mną w jednym pokoju.

Roześmiałyśmy się obie.

– Wiesz co? Może jeszcze nie jesteśmy jak matka i córka, ale chyba jesteśmy na dobrej drodze – powiedziałam, patrząc na nią zupełnie inaczej niż dotąd.

– Może i racja. Może wreszcie możemy przestać się wzajemnie oceniać, a po prostu być razem.

Uśmiechnęłam się szeroko

Wieczorem siedząc z kubkiem herbaty w rękach, spojrzałam na teściową zupełnie inaczej niż jeszcze dwa dni temu. Nie była już tą surową, wiecznie kontrolującą kobietą, ale kimś kruchym, bliskim. Może nawet przyjaciółką, choć pewnie żadna z nas głośno by się do tego nie przyznała.

– Wiesz, bałam się tego wyjazdu – przyznałam po chwili ciszy. – Myślałam, że przez tydzień będziemy sobie skakać do oczu.

Teściowa uśmiechnęła się lekko.

– A ja myślałam, że będziesz tylko siedzieć na telefonie i wzdychać, kiedy wrócimy do domu. No, trochę cię nie doceniłam.

– Bywa – wzruszyłam ramionami. – Może powinnam ci dziękować, że wyciągnęłaś mnie z domu. Pewnie, gdyby nie ty, siedziałabym sama przed telewizorem i narzekała na pogodę.

– Możesz mi dziękować, jak bardzo chcesz – zachichotała. – Ja też z tego coś mam. W końcu mam w synowej kompankę do plotek i do marudzenia. No i... chyba nie muszę już tak się martwić.

– No patrz, nawet ja mniej się teraz martwię – dodałam. – O ciebie, o siebie. Jakby trochę lżej się zrobiło.

– Bo to tak jest, dziecko. Czasem trzeba komuś coś opowiedzieć, żeby przestało ciążyć – odpowiedziała i spojrzała na mnie ciepło.

– Myślisz, że powinnam opowiedzieć mężowi, ile przeszłam przez ten tydzień?

– Lepiej nie, jeszcze pomyśli, że jestem sentymentalna – machnęła ręką, uśmiechając się figlarnie. – A poza tym, to nasza tajemnica.

Uśmiechnęłam się do niej szeroko. Po raz pierwszy poczułam, że naprawdę jestem częścią tej rodziny. Może dziwnej, może nieidealnej, ale wreszcie trochę mojej.

Sandra, 36 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama