Reklama

Zaczęło się od małego flakonika postawionego na stole w kuchni. Mąż patrzył na mnie z takim napięciem w oczach, jakby czekał na werdykt w ważnej sprawie. Te perfumy miały być symbolem czegoś więcej niż prezentu. Przez chwilę naprawdę uwierzyłam, że między nami znowu pojawiła się magia. Nie wiedziałam jeszcze, jak szybko wszystko się rozsypie.

Chciałam mu wierzyć

– Zamknij oczy – powiedział, kiedy weszłam do kuchni.

– Teraz? Przecież spieszymy się do pracy – zaśmiałam się nerwowo, ale posłuchałam.

Usłyszałam ciche stukanie szkła o blat. Kiedy pozwolił mi otworzyć oczy, zobaczyłam niewielki flakonik. Prosty, elegancki, z jasną etykietą. Bez zbędnych ozdobników.

To dla ciebie – dodał szybko. – Tak po prostu.

„Tak po prostu” w naszym małżeństwie nie zdarzało się od dawna. Ostatnio wymienialiśmy się głównie listami zakupów i suchymi informacjami: kto odbierze dziecko, kto zapłaci rachunki. Wzięłam flakon do ręki, a mąż wstrzymał oddech.

– Mogę? – zapytałam, już odkręcając korek.

Zapach był delikatny, słodki, zupełnie niepodobny do tych, które sama bym wybrała. A jednak… coś mnie w nim zatrzymało.

– Jak? – zapytał.

– Inne – odpowiedziałam po chwili. – Ale ładne.

Uśmiechnął się z wyraźną ulgą. Pomyślałam wtedy, że może on naprawdę się stara. Że może zauważył, jak bardzo oddaliliśmy się od siebie. Tego dnia użyłam perfum po raz pierwszy. W pracy koleżanka pochyliła się nad moim biurkiem.

– Pachniesz jakoś… inaczej – rzuciła. – Jakbyś była w dobrym nastroju.

Byłam. Przez kilka kolejnych dni spryskiwałam się nimi oszczędnie, niemal uroczyście.

– Pasują do ciebie – powiedział pewnego ranka.

Dlaczego mi je kupiłeś? – zapytałam wtedy wprost.

Zawahał się tylko przez sekundę.

– Bo chciałem – odparł. – Nie trzeba chyba okazji.

Chciałam mu wierzyć. Bardzo chciałam. Zaczęłam nawet planować w głowie, że walentynki spędzimy inaczej niż zwykle. Bez pośpiechu, bez milczenia przy stole. Te perfumy stały się dla mnie czymś więcej niż zapachem. Były obietnicą, że jeszcze nie wszystko stracone. Nie zauważyłam, jak bardzo kurczowo się tej obietnicy trzymam.

Coś mi nie pasowało

Z każdym kolejnym dniem te perfumy zaczęły wplatać się w naszą codzienność. Spryskiwałam nimi szyję przed wyjściem, a potem patrzyłam w lustro dłużej niż zwykle, jakbym próbowała odnaleźć dawną wersję siebie. Tę kobietę, przy której mój mąż kiedyś nie potrafił przejść obojętnie. On też się zmienił. Albo chciałam tak myśleć. Częściej pytał, jak minął mi dzień. Wieczorami siadał obok mnie na kanapie, a nie na drugim jej końcu. Raz nawet zaproponował spacer.

– Tak po prostu? – zapytałam z niedowierzaniem, wkładając płaszcz.

– A czemu nie? – wzruszył ramionami.

Szliśmy obok siebie w ciszy, ale była to cisza inna niż zwykle. Miła. W pewnym momencie zatrzymał się i spojrzał na mnie uważnie.

Lubię ten zapach – powiedział. – Kojarzy mi się z tobą.

– Dopiero teraz? – próbowałam zażartować, choć w środku coś mi drgnęło.

Nie odpowiedział od razu. Tylko skinął głową, jakby coś sobie układał w myślach. Znowu poczułam nadzieję, ale i niepokój. Zawsze tak było, gdy robił krok w moją stronę. Zaczęłam odliczać dni do walentynek. Nie mówiłam mu o tym, ale w głowie układałam scenariusze. Może kolacja. Może kartka z kilkoma zdaniami, które przypomną nam, kim dla siebie byliśmy. Flakonik stał na półce w łazience jak talizman. Kilka dni przed tym świętem wrócił później niż zwykle. Siedziałam już w piżamie, kiedy wszedł do salonu.

Dużo pracy? – zapytałam, starając się brzmieć zwyczajnie.

– Tak… różne sprawy – odpowiedział wymijająco i szybko poszedł pod prysznic.

Zostałam sama, wpatrując się w drzwi łazienki. Wtedy po raz pierwszy przemknęła mi przez głowę myśl, której nie chciałam dopuścić do siebie. A jeśli ten zapach nie był tylko dla mnie?

Pozbyłam się złudzeń

Obudziłam się wcześniej niż zwykle. Za oknem było jeszcze szaro, a w domu panowała cisza. Walentynki. Przez chwilę leżałam nieruchomo, wsłuchując się w oddech męża. Spał spokojnie, odwrócony do mnie plecami. Wstałam cicho i poszłam do łazienki. Sięgnęłam po flakonik niemal odruchowo. Rozpyliłam zapach i nagle poczułam ukłucie w żołądku. Jakby to nie był już mój zapach. Jakby należał do kogoś innego. Przy śniadaniu był uprzejmy, ale zdystansowany. Żadnej kartki. Żadnego „wszystkiego dobrego”. Tylko szybkie spojrzenie na zegarek.

Dziś wrócę później – rzucił, zakładając kurtkę.

– W walentynki? – zapytałam, zanim zdążyłam się powstrzymać.

Wiesz, jak jest – odpowiedział i już zamykał drzwi.

Zostałam sama przy stole, z kubkiem herbaty, która nagle straciła smak. Próbowałam zająć się codziennymi sprawami, ale myśli krążyły wokół jednego. Po południu poszłam do sklepu. Kiedy stałam w kolejce, kobieta przede mną odwróciła się nagle i spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem.

– Przepraszam – powiedziała – czy to te perfumy z nowej serii?

– Tak… chyba tak – odpowiedziałam niepewnie.

– Też je dostałam – dodała. – Od… bliskiej osoby. Są charakterystyczne.

Serce zaczęło mi bić szybciej. Chciałam zapytać o coś więcej, ale ona już odwróciła się z powrotem. Wyszłam ze sklepu roztrzęsiona. Wieczorem mąż wrócił jeszcze później. Bez prezentu, bez słowa. Usiadł ciężko na krześle.

Musimy porozmawiać – powiedział nagle.

Nie odpowiedziałam. Patrzyłam na niego i wiedziałam, że walentynki właśnie odebrały mi resztki złudzeń. Czar naprawdę prysł.

Byłam w szoku

– Musimy porozmawiać – powtórzył, jakby bał się, że nie dosłyszałam.

Usiadłam naprzeciwko niego. Mąż nerwowo splatał palce.

Co się dzieje? – zapytałam spokojniej, niż się czułam.

Westchnął ciężko i przez dłuższą chwilę patrzył w stół.

– Ostatnio jest między nami… trudno – zaczął. – Nie umiem tego naprawić.

A te perfumy? – przerwałam mu. – To też było „trudno”?

Uniósł wzrok, wyraźnie zaskoczony.

– Co masz na myśli?

Dlaczego akurat takie? – dopytywałam. – Skąd wiedziałeś, że będą… pasować?

Zamilkł. Ta cisza była gorsza niż jakakolwiek odpowiedź. Poczułam, jak coś we mnie pęka, ale wciąż liczyłam, że powie jedno zdanie, które wszystko ustawi na właściwym miejscu.

To był błąd – powiedział w końcu cicho.

– Jaki błąd? – naciskałam. – Kupienie perfum czy wręczenie ich mnie?

Podniósł się gwałtownie i zaczął chodzić po kuchni.

– Nie chciałem, żebyś się dowiedziała w taki sposób – wyrzucił z siebie.

Słucham?

Zatrzymał się.

– To nic poważnego – powiedział szybko. – To było… chwilowe. Te perfumy miały coś zakończyć, nie zaczynać.

Zaśmiałam się krótko, nerwowo.

– Zakończyć?

Zakończyć coś, co nie miało sensu – odpowiedział, ale nie potrafił spojrzeć mi w oczy.

Wstałam i poszłam do łazienki. Wzięłam flakonik do ręki. Przez chwilę ważyłam go w dłoni, jakby był dowodem w sprawie, której nie chciałam prowadzić. Wróciłam do kuchni i postawiłam go między nami.

Zabierz to – powiedziałam. – Nie chcę już pachnieć cudzym błędem.

Nie zaprotestował. Tylko skinął głową. A ja zrozumiałam, że to dopiero początek rozmów, których oboje się baliśmy.

Zabrakło mi sił

Po tamtym wieczorze w domu zrobiło się nienaturalnie cicho. Nie było kłótni, trzaskania drzwiami ani dramatycznych deklaracji. Była za to ostrożność. Każde z nas poruszało się po mieszkaniu, jakby bało się wejść drugiemu w drogę. Rano nie popsikałam się perfumami. To był pierwszy raz od dawna. Poczułam ulgę, ale i dziwną pustkę. Jakby wraz z zapachem zniknęła też część mnie.

– Nie używasz ich? – zapytał, kiedy wkładałam buty.

– Nie – odpowiedziałam krótko. – Już nie.

Skinął głową, jakby właśnie tego się spodziewał. Nie próbował mnie zatrzymać. Przez kilka kolejnych dni funkcjonowaliśmy obok siebie. Rozmowy dotyczyły tylko spraw koniecznych. Kiedyś, przy kolacji, zebrałam się w sobie.

Jak długo to trwało? – zapytałam, nie patrząc na niego.

Zamarł z widelcem w dłoni.

Nie tak długo, jak myślisz – odpowiedział po chwili.

– To nie jest odpowiedź – zauważyłam.

Westchnął ciężko.

– Na tyle długo, żeby było mi wstyd – powiedział. – I za krótko, żeby miało sens.

Chciałam zapytać o szczegóły, ale zabrakło mi sił. Wstałam od stołu.

– Muszę to poukładać po swojemu – rzuciłam. – Daj mi czas.

Tego wieczoru długo siedziałam sama w salonie. Myślałam o tym, jak łatwo uwierzyłam, że mały flakonik może naprawić coś, co pękało latami. Że zapach zastąpi rozmowę, a gest – odpowiedzialność. Kiedy kładłam się spać, zauważyłam, że mąż położył perfumy na półce w przedpokoju, jakby chciał je wynieść z naszej przestrzeni. Nie wiedziałam, czy to coś zmienia. Jednak po raz pierwszy od dawna poczułam, że to ja decyduję, co będzie dalej.

Anna, 42 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama