Reklama

Dom po dziadkach pachniał wilgocią, starym drewnem i wspomnieniami, które do tej pory wydawały mi się bezpieczne. Wchodziłam tam z poczuciem, że robię coś ważnego – dla siebie i dla rodziny. Remont miał być nowym początkiem, ale szybko stał się próbą, której nie wszyscy chcieli sprostać.

Dom do remontu na kartce, bez umów

Remont domu po dziadkach zaczął się od stołu w kuchni mojej mamy. Starego, rozkładanego, przy którym przez lata jadło się świąteczne obiady. Siedzieliśmy tam teraz w zupełnie innym nastroju. Ja, mama, mój wujek Roman i jego córka Natalia. Dom formalnie należał do nas wszystkich, po równo, i właśnie to słowo – po równo – miało wkrótce nabrać nowego znaczenia.

– Trzeba to w końcu ogarnąć – powiedziałam, rozkładając kosztorys. – Dach przecieka, instalacja elektryczna jest do wymiany, a ogrzewanie… sami wiecie.

Roman westchnął ciężko i oparł się o krzesło.

– My się zgadzamy – rzucił szybko. – Tylko wszystko z głową. Bez szaleństw.

Natalia przytakiwała, stukając paznokciem w ekran telefonu, jakby rozmowa toczyła się obok niej.

Mama spojrzała na mnie z ulgą.

– Najważniejsze, że jesteśmy zgodni – powiedziała cicho. – Dziadkom zależało, żeby ten dom żył.

Te słowa uderzyły mnie bardziej, niż się spodziewałam. Pamiętałam babcię, która zawsze mówiła, że dom to nie mury, tylko ludzie. Wtedy jeszcze wierzyłam, że to prawda.

– Proponuję tak – zaczęłam. – Ja zajmę się organizacją remontu. Będę doglądać ekipy, zamawiać materiały. Koszty dzielimy po równo, wszystko dokumentuję.

– Jasne – Roman machnął ręką. – Ty masz teraz więcej czasu, to się nadajesz.

Coś w tym zdaniu mnie ukłuło, ale przemilczałam. Uznałam, że liczy się cel. Spisaliśmy ustalenia na kartce, bez notariusza, bez umów. Rodzina przecież nie oszukuje.

Pierwsze tygodnie były nawet budujące. Jeździłam do domu codziennie, odrywałam stare tapety, wynosiłam gruz. Płaciłam zaliczki fachowcom z własnych oszczędności, bo „rozliczymy się później”. Mama przywoziła kanapki, Roman wpadał raz na jakiś czas, rzucał krótkie:

– No, idzie do przodu.

Zaczęłam zauważać, że tylko ja traktuję to jak wspólną sprawę. Ale wciąż powtarzałam sobie, że to chwilowe. Że gdy przyjdzie moment płacenia, wszyscy zachowają się fair. Nie wiedziałam jeszcze, jak bardzo się myliłam.

Rozczarowanie to delikatnie powiedziane

Pierwszy rachunek położyłam na stole u mamy w niedzielę. Ten sam stół, przy którym wcześniej wszyscy byli tacy zgodni. Kartka nie była ani gruba, ani szczególnie imponująca, a jednak czułam, jak dłonie zaczynają mi się pocić.

To za dach i część instalacji – powiedziałam spokojnie. – Każdy powinien przelać swoją część do końca tygodnia, bo ja już zapłaciłam całość.

Roman zmrużył oczy i wziął rachunek do ręki, jakby próbował znaleźć na nim błąd.

Tyle? – zapytał przeciągle. – Nie dało się taniej?

– Dało się – odpowiedziałam. – Ale nie tak, żeby za rok nie wracać do tego samego problemu.

Natalia uniosła wzrok znad telefonu.

– Myślałam, że to będzie etapami – rzuciła. – A nie od razu takie kwoty.

Poczułam, jak coś we mnie zaczyna się napinać.

– Od początku mówiliśmy, że najpierw rzeczy pilne – przypomniałam. – Dach był pilny.

Mama próbowała rozładować atmosferę.

– Nie kłóćmy się – powiedziała. – To dla dobra domu.

Roman odłożył rachunek i skrzyżował ręce.

– Wiesz co – zaczął – my z Natalią musimy to jeszcze przemyśleć. Teraz różnie bywa z pieniędzmi.

Zamarłam.

– Ale ja już zapłaciłam – powiedziałam. – Umawialiśmy się inaczej.

– No tak, ale nikt ci nie kazał wykładać wszystkiego z góry – odpowiedział, patrząc na mnie z lekkim uśmiechem. – Mogłaś poczekać.

Wtedy pierwszy raz poczułam coś, czego wcześniej wobec rodziny nie znałam. Nie była to złość. Bardziej rozczarowanie, które ciężko było nazwać.

– Czekać? – powtórzyłam. – A co miałam powiedzieć ekipie? Że rodzina się zastanawia?

Zapadła cisza. Mama spuściła wzrok. Natalia znowu wbiła się w ekran telefonu, jakby ta rozmowa przestała jej dotyczyć.

– Daj nam trochę czasu – powiedział w końcu Roman. – Przelejemy, jak będziemy mogli.

Wyszłam wtedy z domu mamy szybciej, niż planowałam. Na zewnątrz było chłodno, a ja czułam, że ten remont przestaje być o ścianach i dachu. Zaczynał być o granicach, których wcześniej nikt nie musiał wyznaczać.

Mnóstwo pytań o remont i zero pieniędzy

Minęły trzy tygodnie. Trzy tygodnie telefonów do fachowców, pilnowania terminów i nerwowego sprawdzania konta. Przelewu od Romana i Natalii nie było. Za to były wiadomości z pytaniami, czy „na pewno trzeba było kupować takie materiały” i czy „nie dało się jeszcze czegoś odłożyć”.

Pojechałam do domu po dziadkach w sobotę rano. Ekipa właśnie kończyła kłaść nowe belki pod dachem. Stałam na podwórku, patrząc w górę, gdy usłyszałam za sobą głos Romana.

– No proszę, ale tempo – powiedział. – Tylko to wszystko kosztuje.

Odwróciłam się powoli.

– Właśnie o tym chciałam porozmawiać – odpowiedziałam. – Nadal nie dostaliście rachunku do opłacenia?

Roman wzruszył ramionami.

– Dostaliśmy. Tylko wiesz… im dłużej o tym myślę, tym bardziej mam wrażenie, że trochę nas postawiłaś przed faktem dokonanym.

Poczułam, jak krew uderza mi do głowy.

– Przed faktem? – zapytałam. – Wszystko było ustalone. Byłeś na spotkaniu.

– Ale to ty decydowałaś – wtrąciła Natalia, która zaraz pojawiła się obok niego. – Ty wybierałaś ekipę, ty podpisywałaś umowy.

– Bo ktoś musiał to zrobić – odpowiedziałam. – I zgłosiliście się do mnie po pomoc, a nie odwrotnie.

Natalia przewróciła oczami.

– Nie przesadzaj. Po prostu uważamy, że skoro tak ci zależało, to mogłaś wziąć na siebie większą część kosztów.

Te słowa zawisły w powietrzu. Przez chwilę słyszałam tylko stukanie młotka na dachu.

– Czyli co? – zapytałam cicho. – Mam zapłacić więcej, bo byłam odpowiedzialna?

Roman spojrzał na mnie chłodno.

– Mówię tylko, że każdy widzi to inaczej. My nie mamy teraz takich środków.

– A ja mam? – uniosłam głos. – Myślisz, że to są pieniądze, które znalazłam na ulicy?

– Nie podnoś tonu – odpowiedział. – Rodzina powinna się dogadywać.

Wtedy coś we mnie pękło. Nie krzyczałam. Po prostu poczułam, że nie mam już siły udawać, że to zwykłe nieporozumienie.

Rodzina powinna też dotrzymywać słowa – powiedziałam. – A ja czuję się, jakbym była tu tylko wygodnym rozwiązaniem.

Roman odwrócił się pierwszy.

– Przemyślimy to – rzucił przez ramię.

Zostałam sama na podwórku, z domem, który coraz mniej przypominał wspólne marzenie, a coraz bardziej mój osobisty ciężar.

Zostałam sama z domem

Kilka dni po tamtej rozmowie usiadłam sama w domu po dziadkach. Bez ekipy, bez hałasu. W nowym dachu było jeszcze czuć świeże drewno, a przez czyste okna wpadało światło, jakiego tu nie pamiętałam. Powinnam czuć satysfakcję, ale zamiast niej przyszła bolesna prawda.

Wyjęłam kartkę i zaczęłam liczyć. Dokładnie. Bez emocji. Wiedziałam już, że nie chodzi tylko o pieniądze, ale o to, że jeśli teraz nie postawię granicy, będę ją przesuwać całe życie.

Zadzwoniłam do Romana wieczorem.

– Podjęłam decyzję – powiedziałam spokojnie. – Albo rozliczamy się zgodnie z ustaleniami do końca miesiąca, albo chcę wasze udziały. Sprawa idzie do notariusza.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

– Szantażujesz nas? – zapytał w końcu.

– Nie – odpowiedziałam. – Porządkuję sytuację.

Natalia oddzwoniła następnego dnia. Jej głos był chłodny, oficjalny.

– Tata mówił, że chcesz nas wykupić – rzuciła. – Wiesz, że to definitywnie wszystko zmienia?

– Wiem – odpowiedziałam. – Dlatego to robię.

Nie było awantur. Nie było przeprosin. Były podpisy, liczby i krótkie rozmowy, które brzmiały bardziej jak między obcymi ludźmi niż rodziną. Z pomocą mamy udało mi się spiąć finanse. To bolało, ale było uczciwe.

Kilka tygodni później stałam sama w salonie. Dom był już tylko mój. Cichy, stabilny, prawdziwy. Zrozumiałam wtedy, że ta kłótnia nie zabrała mi rodziny – ona tylko pokazała, kto nią naprawdę był.

Dziś, gdy ktoś pyta, czy było warto, odpowiadam bez wahania: tak. Bo zapłaciłam nie tylko za remont, ale za spokój, którego wcześniej w tym domu nigdy nie było.

Alicja, 44 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama