„2 dni przed walentynkami rozbolała mnie ósemka. Wróżka zębuszka zamiast 100 zł, przyniosła mi faceta ze snów”
„Chciałam zapaść się pod ziemię, zanim w ogóle zdążyłam rozsiąść się na fotelu. Serce tłukło mi się w piersi, a głowa bolała nie tylko z powodu zęba. Miałam nadzieję, że on mnie nie rozpozna, że to jednak inny facet o tym samym nazwisku”.

- Redakcja
Są takie chwile, które na zawsze zapadają w pamięć – i niekoniecznie dlatego, że wydarzyło się wtedy coś wyjątkowo romantycznego. Czasem życie potrafi podłożyć nam nogę w najmniej oczekiwanym momencie, zamieniając zwykłą codzienność w prawdziwą tragikomedię. Tak było ze mną pewnej zimy, kiedy wszystko wskazywało na to, że los wreszcie się do mnie uśmiechnął – dostałam propozycję randki w ciemno na walentynki.
Koleżanki przekonywały mnie, że powinnam spróbować, bo „co mi szkodzi”. Zgodziłam się – trochę z ciekawości, trochę z braku lepszych pomysłów. Nie wiedziałam jednak, że dwa dni przed wyczekiwanym spotkaniem w mojej szczęce rozpęta się istne piekło, a przez to wydarzy się ciąg nieoczekiwanych zdarzeń.
Bolący ząb na pierwszym planie
Miałam już kupioną nową sukienkę i nawet umówiłam się do fryzjera, żeby na walentynki wyglądać jak najlepiej. Chociaż na co dzień byłam raczej przeciętną dziewczyną – ani szczególnie śmiałą, ani przebojową – tym razem postanowiłam dać sobie szansę. Moja przyjaciółka Basia zaproponowała, że umówi mnie ze swoim kuzynem – podobno fajny facet, wysoki, po trzydziestce, no i, co najważniejsze, nie jest z tych, którzy szukają przygód na jedną noc. Nic więcej nie chciała mi zdradzać, żeby nie wpływać na moje wrażenia.
Wszystko układało się nieźle do czwartkowego wieczoru, kiedy zaczęłam czuć lekki ból zęba. Zignorowałam to – miałam nadzieję, że samo przejdzie, bo przecież nie mogłam iść na wizytę dwa dni przed randką! Niestety, tej nocy spałam może trzy godziny, bo ból stał się tak nieznośny, że miałam ochotę chodzić po ścianach. O szóstej rano zadzwoniłam do gabinetu i z płaczem wymusiłam wizytę na już. Nawet nie pomyślałam wtedy, że właśnie wtedy spotkam tajemniczego faceta, którego miałam poznać w sobotę.
Kiedy weszłam do poczekalni, wyglądałam jak cień człowieka – oczy podkrążone po nieprzespanej nocy, makijaż rozmazany od łez. Marzyłam tylko, by ktoś ulitował się nade mną i zrobił cokolwiek, żebym przestała czuć ten okropny ból. Recepcjonistka poprosiła mnie do specjalisty. W drzwiach pojawił się mężczyzna – wysoki, przystojny, z lekko rozczochranymi włosami. Przedstawił się spokojnym głosem:
– Dzień dobry, nazywam się Michał Z. Proszę usiąść.
Zamrugałam. Michał Z.? Ten sam, o którym wspominała Basia? Chciałam zapaść się pod ziemię, zanim w ogóle zdążyłam rozsiąść się na fotelu. Serce tłukło mi się w piersi, a głowa bolała nie tylko z powodu zęba. Miałam nadzieję, że on mnie nie rozpozna, że to jednak inny facet o tym samym nazwisku.
– Zaraz zajrzę, co tam pani dokucza – powiedział, wkładając rękawiczki.
Wiedziałam, że wyglądam fatalnie – nieumalowana, z czołem zroszonym potem, w rozciągniętym swetrze i z włosami w nieładzie. A on jeszcze zaglądał mi w usta, komentując stan moich plomb.
– O, tu mamy mały problem… Ale spokojnie, da się naprawić – rzucił, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię. – Podamy coś, żeby mniej bolało? – zapytał z uśmiechem.
Kiwnęłam głową, bo odpowiedź była dla mnie oczywista: chciałam, żeby wszystko stało się jak najszybciej i bezboleśnie.
Czy mam plany na weekend?
Kiedy tylko poczułam ukłucie, cała się spięłam. Michał zauważył to natychmiast.
– Proszę się nie bać, naprawdę nic pani nie poczuje.
Jego głos był uspokajający, ale ja już byłam na granicy wytrzymałości. Z jednej strony ból zęba, z drugiej świadomość, że właśnie siedzę przed moją przyszłą „walentynką”, z rozdziawioną buzią i strużką śliny cieknącą mi po brodzie.
W pewnym momencie Michał nachylił się i spojrzał mi prosto w oczy.
– Czy pani dobrze się czuje? Jest pani blada – zapytał cicho.
– Jestem tylko trochę zestresowana – wydusiłam z trudem, czując, że zaraz się rozpłaczę.
Chciałam mu wyjaśnić, że to nie on, tylko ta sytuacja, ta cała historia. Gdzie tu miejsce na romantyzm, kiedy człowiek czuje się jak własny cień? Wtedy zaczął do mnie mówić, chyba żeby rozładować atmosferę:
– Ma pani jakieś plany na weekend?
O mało się nie zakrztusiłam. Oczywiście, miałam plany – właśnie z nim! Tylko że wtedy to on nie miał o tym pojęcia.
– Mam spotkanie – mruknęłam przez zaciśnięte usta, nie chcąc wyjść na dziwaka.
– To proszę się nie martwić, zrobię wszystko, żeby ząb nie zepsuł pani wieczoru – uśmiechnął się, nie mając pojęcia, że ten wieczór może być równie niezręczny, jak ta cała wizyta.
Powiedziałam Basi, że odwołuję randkę
Po godzinie opuściłam gabinet z wrażeniem, że właśnie wydarzyło się coś kompletnie surrealistycznego. Czułam się tak, jakby ktoś zafundował mi przedwczesny prima aprilis – tylko to był luty, a ja nie miałam ochoty na żarty. Próbowałam sobie wmówić, że Michał nie domyślił się, kim jestem, choć z tyłu głowy miałam wrażenie, że patrzył na mnie z lekkim rozbawieniem.
Wieczorem Basia zadzwoniła, jakby wyczuła moje napięcie.
– No i jak, gotowa na sobotę? – zapytała z entuzjazmem.
Poczułam, że robi mi się gorąco.
– Basia… a ten Michał to nie zajmuje się przypadkiem uzębieniem?
– No przecież ci mówiłam! – roześmiała się. – Taki trochę sztywny na pierwszy rzut oka, ale wiesz… fajny facet.
Nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać. Miałam ochotę anulować spotkanie, schować się pod kołdrą i nie wychodzić do końca roku. Mój uśmiech – który miał być moją tajną bronią – właśnie został pozbawiony wszelkiego uroku przez plombę i wspomnienie tej kompromitującej wizyty.
– Basia, ja nie dam rady iść na tę randkę – wyjęczałam, ale ona tylko roześmiała się do słuchawki.
To była najdziwniejsza randka
Sobota nadeszła szybciej, niż bym chciała. Wymyśliłam sobie milion wymówek, byle nie musieć iść na spotkanie, ale Basia była nieubłagana.
– Idź, najwyżej się pośmiejecie z tej historii. Przecież to nie koniec świata! – powtarzała, a ja miałam ochotę wyrzucić telefon przez okno.
W końcu, z duszą na ramieniu, pojawiłam się w kawiarni. Michał już czekał – wcale nie wyglądał na skrępowanego, wręcz przeciwnie, uśmiechnął się szeroko, gdy tylko mnie zobaczył.
– Witaj. Mam nadzieję, że po ostatniej „randce” czujesz się lepiej – zagadnął, a ja poczułam, jak policzki mi płoną.
– Nie wiem, kto był bardziej zestresowany – ja wtedy, czy ja teraz – rzuciłam z lekkim zażenowaniem, próbując obrócić wszystko w żart.
Michał roześmiał się serdecznie.
– Przynajmniej już wiem, jak wyglądasz w ekstremalnych sytuacjach – mrugnął, a ja poczułam, że napięcie zaczyna powoli opadać.
Przez pierwsze minuty trochę się jąkałam, nie mogąc wyzbyć się wspomnienia jego fotela. Jednak Michał prowadził rozmowę lekko, nie wyciągał na światło dzienne szczegółów mojej wcześniejszego zachowania. Co więcej, okazało się, że mamy ze sobą więcej wspólnego, niż się spodziewałam. Po godzinie śmialiśmy się już z całego tego zamieszania, a ja zaczęłam wierzyć, że może z tej historii da się wyciągnąć coś dobrego.
Dziś jest moim mężem
Wychodząc ze spotkania, miałam wrażenie, że przeżyłam najdziwniejsze walentynki w swoim życiu – i chyba też najprawdziwsze. Przez całą drogę do domu uśmiechałam się pod nosem, choć wcale nie było tak, jak wymarzyłam. Zamiast romantycznej kolacji przy świecach miałam wstydliwą wizytę i randkę, która zaczęła się od wspomnień o moim uzębieniu. Jednak mimo wszystko czułam się lekka. Już nie przejmowałam się tym, czy Michał pamięta moją spoconą twarz, zaciśnięte dłonie czy wykrzywiony od uśmiech. W pewnym sensie to uwolniło mnie od tej presji, żeby zawsze wypadać idealnie.
Michał odprowadził mnie pod dom, a zanim się pożegnaliśmy, nagle zapytał:
– Może powtórzymy to kiedyś… bez bólu zęba? Chociaż, jeśli chcesz, mogę jeszcze kiedyś posłuchać twoich zmartwień na fotelu.
Zaśmiałam się, zaskoczona, jak naturalnie się przy nim czuję.
– Wiesz co… Może następnym razem bez żadnych niespodzianek – odpowiedziałam, pozwalając sobie na odrobinę nadziei.
Michał nie tylko powtórzył to kiedyś bez bólu zęba – powtarzaliśmy to dziesiątki razy. Rok później oświadczył mi się zupełnie nie w Alpach, nie w walentynki i nie w restauracji, tylko w niedzielny poranek, kiedy parzył kawę i zapytał, czy chcę już na zawsze pić ją właśnie z nim. Zgodziłam się bez wahania.
Dziś jest moim mężem. Tym samym mężczyzną, przed którym kiedyś siedziałam zapłakana, z rozmazanym makijażem i bólem zęba nie do zniesienia. I chyba właśnie dlatego wiem, że to miłość prawdziwa – bo poznał mnie w najgorszym możliwym momencie… i mimo to chciał więcej.
Joanna, 35 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W walentynki mąż wymienił zamki w drzwiach. Wyznałam mu prawdę o swojej przeszłości i teraz żałuję”
- „Na feriach w Alpach przestałam być tylko żoną i matką. Krzepki instruktor nauczył mnie nowych sztuczek na śniegu”
- „W Walentynki miałem oświadczyć się w Alpach. Niestety mój bajeczny scenariusz szybko zamienił się w przykry koszmar”