Reklama

Walentynki zawsze wydawały mi się testem relacji, choć nigdy głośno się do tego nie przyznawałem. W tym roku szczególnie chciałem, żeby było „jak trzeba”. Byliśmy narzeczeństwem, planowaliśmy wspólną przyszłość, więc ten jeden wieczór miał być potwierdzeniem, że idziemy w tym samym kierunku. Nie wiedziałem jeszcze, że właśnie wtedy zrozumiem coś, przed czym długo zamykałem oczy.

Chciałem, żeby wszystko się udało

Planowanie zacząłem dużo wcześniej, niby mimochodem, ale w środku wszystko miałem dokładnie rozpisane. Ulubiona restauracja Pauliny w centrum, a po kolacji kino, Do tego kwiaty i prezent. Pamiętam, jak stałem przy kuchennym blacie, sprawdzając rezerwację w telefonie, i poczułem znajome napięcie. Nie to złe, raczej takie, które mówiło: „zależy ci”. Zawsze tak miałem przed ważnymi momentami z nami. Chciałem, żeby wszystko się udało, żeby ona była zadowolona, żebyśmy byli sobie bliżsi. Paulina w tym czasie przeglądała coś na ekranie laptopa.

– O której mamy tę kolację? – zapytała bez odrywania wzroku.

– Na dziewiętnastą – odpowiedziałem. – Zdążymy się spokojnie przygotować.

– Dobrze – rzuciła krótko. – To jeszcze mam czas.

Nie było w tym nic złego, przynajmniej wtedy tak to odebrałem. Przyzwyczaiłem się, że to ja pilnuję szczegółów. Daty, rezerwacje, bilety, opłaty. Ona mówiła, że to docenia, tylko rzadko kiedy to widziałem w czynach. Pakując prezent do torby, przypomniałem sobie inne okazje. Urodziny, rocznice, nawet wspólne wyjazdy. Zawsze zaczynało się od mojego: „To może zrobimy tak…”. A potem wszystko toczyło się z rozpędu, jakby było oczywiste, że ja się tym zajmę.

Wtedy jeszcze tłumaczyłem to sobie prosto. Że taką mam naturę. Że dbanie o związek to nie handel wymienny. Że robię to, bo kocham. Mimo to gdzieś głęboko pojawiała się cicha nadzieja, że tym razem będzie inaczej. Że ten wieczór coś między nami otworzy. Że zobaczę w jej oczach coś więcej niż zadowolenie z dobrze zorganizowanego planu. Wyszedłem z domu wcześniej, żeby odebrać kwiaty. Kiedy wróciłem, Paulina była już gotowa. Spojrzała na mnie w lustrze i uśmiechnęła się lekko.

– Możemy iść – powiedziała. – Nie chcę się spóźnić.

Skinąłem głową, ściskając w dłoni bukiet. Jeszcze wtedy wierzyłem, że to będzie naprawdę nasz wieczór.

Czułem w tym jakąś pustkę

Kolacja w eleganckiej restauracji, idealnie ustawione świeczki, delikatna muzyka w tle – wszystko tak, jak miało być. Czułem się trochę jak reżyser zadowolony ze swojej sztuki. Paulina siedziała naprzeciwko, uśmiechając się i od czasu do czasu poprawiając włosy, ale w jej oczach nie było tego błysku, który miały te chwile w moich wyobrażeniach. Była obecna, ale jakby nie do końca. Jakby czegoś brakowało.

Rozmawialiśmy o rzeczach codziennych, o pracy, znajomych, które filmy ostatnio oglądaliśmy, ale o niczym, co by nas naprawdę łączyło. Chciałem, żeby to była rozmowa, która zbliży nas do siebie, ale każde moje pytanie o jej uczucia, o to, jak się czuje w tym wszystkim, odbijało się od niej jak od ściany. Niby była uśmiechnięta, niby zainteresowana, ale ja czułem w tym jakąś pustkę. Zastanawiałem się, czy to moje oczekiwania były za duże. Denerwowało mnie, że skupiała się na tym, jak wygląda, a nie na tym, żeby rozmowa toczyła się łatwo i przyjemnie.

– Cieszę się, że możemy wreszcie pobyć tak naprawdę razem – mówiłem.

– Wiesz co, muszę poprawić makijaż i włosy, zaraz wrócę – zbywała mnie.

Nie widziałem w niej żadnej głębszej troski o to, żeby ten wspólny wieczór był dobry, naprawdę niezapomniany. Po kolacji przeszliśmy na spacer. Chciałem, żeby ta noc miała w sobie coś romantycznego, ale przy każdym kroku odczuwałem narastającą frustrację. Zamiast czuć się bliżej niej, coraz bardziej oddalałem się od niej. Owszem, była piękna, ale nie mogłem pozbyć się wrażenia, że ona nie dostrzega tego, co ja wkładałem w ten wieczór. Czułem się jak ktoś, kto stara się na siłę, ale nie dostaje nic w zamian. Jakby to, co robiłem, było tylko kolejnym punktem w jej harmonogramie. Kolejnym „oczekiwanym” elementem.

Zanim weszliśmy do kina, rzuciła tylko:

– Dzięki za kolację. Wszystko było pyszne.

Może to była jej forma docenienia, ale dla mnie brzmiało to tak, jakby powiedziała to z przyzwyczajenia. Ja już nic nie odpowiedziałem, tylko uśmiechnąłem się delikatnie. Miałem wrażenie, że ten uśmiech był bardziej z grzeczności niż z radości. Film był w porządku, ale to, co powinno nas zbliżyć, nie miało w sobie tej magii, którą miałem nadzieję poczuć. Czułem się jakbym był obok niej, ale nie razem z nią. Jej wzrok, zamiast szukać mojego, przeszukiwał ekran, nie zwracając uwagi na to, co dzieje się obok. Nawet gdy przez chwilę opierałem głowę na jej ramieniu, nie poczułem tego, co powinienem – ciepła, bliskości. Byłem tam, ale jakby obok niej, nie w jej świecie.

Cały ten wysiłek nie miał dla niej znaczenia

Po filmie ruszyliśmy w stronę samochodu. Zimny wiatr targał moimi włosami, ale czułem, jak ten chłód jest niczym w porównaniu do tego, co działo się we mnie. Starałem się nie myśleć o tym, co czułem, ale to było niemożliwe. Moje myśli były jak wir, który tylko przyspieszał. To miały być nasze walentynki, ale czułem się jakbyśmy byli na dwóch różnych planetach. Przy samochodzie zatrzymałem się na chwilę, nie wiedząc, jak wyjść z tego impasu. Paulina otworzyła drzwi, ale zanim wsiadła, spojrzała na mnie jakby w pytaniu.

– Coś się stało? – zapytała, jej głos nie zdradzał zbytnio zainteresowania, ale nie chciałem tego mówić wprost.

Byłem zmieszany, zbyt zraniony, żeby wyrazić to słowami. Mimo to, czułem, że muszę spróbować.

– Zastanawiam się… – zacząłem niepewnie, wciąż szukając odpowiednich słów. – Jak się przygotowałaś na dzisiejszy wieczór? Co chciałaś zrobić dla mnie?

Na chwilę zamilkła. Jej wzrok stał się nieco bardziej skupiony, ale nie na tyle, by poczuć, że rozumie głębię mojego pytania. Zamiast odpowiedzi, pojawiło się zaskoczenie, które na moment obróciło się w lekkie zdziwienie.

– Przygotowałam się? – powtórzyła, a w jej głosie zabrzmiała niepewność. – Chyba wystarczy, że tu jestem. To dla ciebie za mało?

Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Jej słowa uderzyły mnie mocniej niż się spodziewałem. „Wystarczy, że tu jestem”? Przez chwilę poczułem, jakby każdy trud, który włożyłem w organizowanie tego wieczoru, po prostu przestał istnieć. To było jakby cały ten wysiłek nie miał dla niej znaczenia. To, co ona widziała jako „wystarczające”, dla mnie było puste. Spojrzałem na nią przez chwilę, próbując odnaleźć w jej oczach coś, co wyjaśniłoby tę odpowiedź, ale niczego takiego nie znalazłem. Uśmiechnęła się lekko, jakby czekała na moją reakcję, ale ja byłem zbyt zaskoczony. Nie umiałem znaleźć słów. Wszystko, co miałem w sobie, to poczucie, że czegoś mi brakuje.

– A ty? – dodała nagle, jej głos nieco bardziej obojętny. – Chciałeś tego wieczoru czegoś szczególnego?

To pytanie było jak zimny prysznic. Tak, chciałem czegoś szczególnego, chciałem, żeby ten wieczór był wyjątkowy, żeby nie było tylko moich starań, ale też jej. Chciałem poczuć, że dla niej to także coś znaczy, że ten wieczór jest dla nas dwojga. Ale jak to powiedzieć, by nie brzmiało jak pretensja? Odpowiedziałem w końcu cicho, starając się ukryć wszystko, co czułem w środku.

– Tak, chciałem, żebyś to poczuła, żebyśmy oboje to poczuli.

Paulina zamyśliła się na chwilę, a potem wzruszyła ramionami, jakby to wszystko było zbyt trudne do zrozumienia. Właściwie to ja miałem wrażenie, że próbuję ją do czegoś przekonać, a nie rozmawiać. Znowu poczułem, jak coś między nami staje się coraz bardziej nieuchwytne.

– Wiesz, nie wszyscy muszą być tak… wymagający – powiedziała z lekkim śmiechem, jakby to była tylko moja przesada. – Po prostu spędzamy razem czas, to wystarczy.

I w tym momencie coś w moim wnętrzu pękło. Czułem, że nie mogę już udawać. Że tak naprawdę to nie było „wystarczające”. Że dla mnie to było za mało.

Już nie potrafię tego ignorować

W drodze do mieszkania nie rozmawialiśmy już prawie wcale. Cisza między nami była ciężka, jakby powietrze stwardniało, a każde słowo wymagało wysiłku. Ja czułem, jakby wszystkie emocje, które przez tyle czasu tłumiłem, teraz eksplodowały w mojej głowie. Starałem się nie patrzeć na nią, nie szukać jej wzroku, bo bałem się, że jeśli spojrzę jej w oczy, nie wytrzymam i wygarnę jej wszystko. A może po prostu nie chciałem, żeby zobaczyła, co się we mnie dzieje. Z każdym krokiem w stronę drzwi czułem, że oddalam się od niej. Nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie. Wcześniej próbowałem to ignorować – że to ja zawsze robię pierwszy krok, że to ja organizuję, planuję, angażuję się. Myślałem, że to normalne, że to moja rola w związku. Ale teraz, po tym wszystkim, po tych walentynkach, wszystko wydawało się zupełnie inne.

Dotarliśmy do jej mieszkania. Czułem tylko zmęczenie, pustkę i ogromną złość, która nie miała gdzie się podziać. Gdy weszliśmy do środka, Paulina zatrzymała się na chwilę w korytarzu i spojrzała na mnie.

– Dzięki za dzisiaj – powiedziała znowu tym samym tonem, co wcześniej. Nie było w tym ciepła ani zainteresowania. Tylko zdawkowe słowa, które miały zamknąć wieczór.

– Tak, dzięki – odpowiedziałem, choć nie brzmiało to jak podziękowanie. Raczej jak koniec jakiegoś rozdziału.

Mamy różne oczekiwania

Nie mogłem dłużej milczeć. Wszystko, co przez ten czas trzymałem w sobie, zaczęło przelewać się przez moje wargi, choć wiedziałem, że to nie będzie łatwe.

– Wiesz, Paulina, ja… – zacząłem, a moje słowa brzmiały jak coś, co nie do końca pasowało do sytuacji, jakby nie było w porządku wyciągać to z siebie. – Ja naprawdę starałem się, żeby ten wieczór był dla nas wyjątkowy. Żeby to było coś, co będzie dla nas ważne. Ale mam wrażenie, że ty po prostu… traktujesz to wszystko jak coś, co ci się należy. Że nie zauważasz tego, co wkładam w nasz związek. Czegoś mi w tym brakuje, Paulina. I chyba już nie potrafię tego ignorować.

Stała tam przez chwilę, wpatrując się we mnie z wyrazem twarzy, który na chwilę zmiękł. Widać było, że jej reakcja nie była natychmiastowa. Patrzyła na mnie, jakby starała się zrozumieć, co tak naprawdę mam na myśli. Zamiast odpowiedzi, pojawiła się cisza.

– Radek, nie wiem, o co ci chodzi – powiedziała w końcu, a jej głos był spokojny, ale pełen obojętności. – Robię to, co robię, bo chcę, żebyśmy byli szczęśliwi. Ale chyba mamy różne oczekiwania, prawda? Ty chcesz czegoś więcej, ja po prostu… nie potrzebuję aż tylu gestów.

To zdanie uderzyło mnie w twarz. Jakbym rozmawiał z kimś, kto nie miał pojęcia o tym, jak to jest starać się, by związek był czymś więcej niż rutyną, czymś głębszym. Jakby moje potrzeby były czymś, o czym można mówić w kategoriach „za dużo” albo „niepotrzebne”.

– Może rzeczywiście mamy różne oczekiwania – powiedziałem, w głosie czując gorycz. – Może ty potrzebujesz tylko tego, co masz. Ale ja nie potrafię żyć w związku, w którym tylko ja wkładam coś w naszą wspólną przyszłość.

Chciałem dodać coś więcej, ale słowa ugrzęzły mi w gardle. Czułem, jak to wszystko przestaje mieć sens, jakbym mówił do kogoś, kto nie rozumie. Paulina spojrzała na mnie jeszcze raz, jakby w końcu próbując dostrzec coś, czego wcześniej nie widziała.

– Dobrze, Radek. Może to rzeczywiście nie jest dla ciebie – jej głos był już obojętny, pozbawiony emocji.

Cisza, która zapadła po jej słowach, była głośniejsza niż jakakolwiek kłótnia, jakby wszystko, co miało nas połączyć, nagle się rozpadło. Nie wiedziałem, co zrobić. Nie wiedziałem, co powiedzieć. W głowie miałem jedno – ta noc, ten wieczór, wszystko, co się wydarzyło, pokazało mi, że ten związek przestał być miejscem, w którym czułem się wartościowy. I choć nie miałem jeszcze odwagi to wyrazić na głos, wiedziałem, że coś się skończyło.

Od dawna byłem sam w tym związku

Musiałem się przewietrzyć. Mimo zimna, czułem, jak wszystko w środku się gotuje. Nogi były zmęczone, ręce zimne, ale najbardziej bolała mnie ta pusta przestrzeń, która powstała między nami. Byłem samotny, mimo że przez cały wieczór byłem obok niej. Odwróciłem się jeszcze raz, jakby w nadziei, że drzwi się otworzą, że ona wyjdzie za mną i coś się zmieni. Może przeprosi, może przyjdzie z jakimś słowem, które przywróciłoby mi wiarę, że to ma sens. Ale nic się nie wydarzyło. Drzwi pozostały zamknięte, a w oddali tylko słychać było uliczny hałas, który stał się nagle przytłaczająco głośny.

I wtedy, w tej ciszy, zdałem sobie sprawę, że to wszystko miało więcej sensu niż myślałem. Nie chodziło o walentynki, nie chodziło o prezent, nie chodziło o kolację. Chodziło o to, że już od dawna byłem sam w tym związku. Odkładałem swoje potrzeby na bok, starałem się spełniać jej oczekiwania, ale nikt nie dostrzegał moich. Nawet nie miałem siły, by żałować. Czułem tylko ulgę – ulgę, że już nie muszę tego dłużej ignorować.

Zaczynałem rozumieć, że miłość, którą dostajemy, powinna być wzajemna. A jeśli nie ma tego odbicia, to wszystko zaczyna tracić sens. Paulina być może nigdy nie dostrzegała tego, co ja wkładałem w nasz związek. Może była przyzwyczajona do tego, że zawsze to ja się starałem. A może nie miała pojęcia, jak wiele rzeczy nigdy nie zostało powiedzianych, jak wiele rzeczy były ukryte w milczeniu.

To były walentynki, które miały umocnić naszą miłość, a okazały się momentem, który otworzył mi oczy na to, co od dawna nie było już miłością, tylko przyzwyczajeniem. I choć nie miałem jeszcze odwagi wyrazić tego głośno, w głębi serca wiedziałem, że to nie ja muszę zrobić pierwszy krok w stronę zmiany. Czułem, że mam przed sobą wolność, której nie znałem od dawna.

Radosław, 30 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama