Reklama

Nigdy nie sądziłam, że jedyną rzeczą, jaką po dziadku dostanę, będzie gorycz. Przez całe życie byłam przekonana, że dziadek mnie kocha. Ba, nieraz to powtarzał. Mama twierdziła, że niepotrzebnie się do niego tak przywiązuję, bo kiedyś mnie tylko rozczaruje. Nie miała pojęcia jak bardzo. A kiedy w końcu się dowiedziała, to… uznała, że „tak musiało być”. Wiem jedno – to, co się wydarzyło, nie było żadnym przypadkiem. I nie wynikło z tego, że dziadek był stary i niedołężny. Miał umysł ostry jak brzytwa. Jeśli kogoś wykreślił z testamentu, to zrobił to świadomie. I miał ku temu powód.

Nie miała dla mnie litości

– Co się tak skradasz, jakbyś ducha zobaczyła? – zapytała mama, kiedy weszłam do kuchni.

Dziadek mnie wykreślił z testamentu – rzuciłam prosto z mostu, siadając przy stole.

Mama zawiesiła rękę z łyżką nad garnkiem, spojrzała na mnie podejrzliwie, jakby zastanawiała się, czy to prowokacja, czy zwykły melodramat.

A skąd ty to niby wiesz?

– Od ciotki Haliny. Była z dziadkiem u notariusza. Mówi, że dostała działkę w Wiśniowej, a ja... nic.

– I co? Wpadłaś, żeby się wyżalić, że stary człowiek nie zostawił ci hektara pola?

– Mamo, to nie o pole chodzi. Tylko o to, że... myślałam, że dziadek mnie kocha.

No to się pomyliłaś – westchnęła, mieszając zupę z nadgorliwością, jakby próbowała utopić w niej temat.

– Tylko tyle masz do powiedzenia? – Zaczęło mnie nosić. – Przecież sama mi mówiłaś, że byłam jego oczkiem w głowie!

– Byłaś. Dopóki nie zaczęłaś się zachowywać... pyskata małolata – zawahała się. –I może czasem warto ugryźć się w język, zanim się powie za dużo.

– To chodzi o tę rozmowę, prawda? Tamtą sprzed roku?

Mama odwróciła się, zdjęła garnek z gazu i spojrzała na mnie z miną, która mówiła wszystko.

– Wystarczyło. I dziadek podjął decyzję. To nie ja cię wykreśliłam, tylko ty sama się załatwiłaś.

– Przez jedno zdanie?

– Jedno wystarczy, jeśli trafisz w czuły punkt.

Zamarłam

– Przecież nie skłamałam! – oburzyłam się. – Powiedziałam tylko, że dziadek czasem był... no, trudny. Że traktował cię z góry i nigdy cię nie doceniał.

– I musiałaś mi to powiedzieć akurat wtedy?

– Byłyśmy same w kuchni, mówiłaś, że masz dość. Myślałam, że mogę być szczera. Przecież ty też na niego narzekałaś!

Mama zamilkła na chwilę, po czym wzięła głęboki wdech i usiadła naprzeciwko mnie.

– Można sobie ponarzekać, ale trzeba też wiedzieć, gdzie postawić granicę.

– Przecież ty wtedy przytaknęłaś.

– Tak, ale ty nie miałaś prawa mówić, że dziadek był okropnym ojcem. A już na pewno nie miałaś prawa mówić tego, gdy stał za drzwiami.

Zamarłam.

– Co?! On to słyszał?

– Słyszał. Stał na korytarzu. Usłyszał każde twoje słowo.

– I przez to...? Przecież ja mówiłam to z troski o ciebie!

– On tego tak nie odebrał. Poczuł się zdradzony. Przez osobę, którą ponoć kochał najbardziej.

– I nie mogłaś mu wyjaśnić?

Nie chciał słuchać.

– A ty? Nic nie zrobiłaś?

– Nie jestem twoją adwokatką.

Nie tego się spodziewałam

– Więc po prostu pozwoliłaś mu mnie wykreślić? – zapytałam cicho, choć w środku wrzałam. – Tak po prostu?

Mama spojrzała na mnie uważnie. Nie było w niej złości, raczej coś w rodzaju zmęczenia. Jakby to wszystko już dawno przeżyła i tylko czekała, aż ja też do tego dojrzeję.

A co miałam zrobić? Przywiązać go do łóżka i zmusić, żeby ci zapisał kawałek działki?

– Mogłaś chociaż spróbować. Mogłaś się za mną wstawić.

– Po tym, jak przez całe życie traktował mnie jak powietrze? – rzuciła. – A ty biegałaś do niego z każdym problemem. Mnie traktowałaś jak urząd do prania i gotowania.

– Nieprawda! Po prostu on... potrafił słuchać. Nie zrzucał wszystkiego na „fochy” albo „okres”.

– No właśnie. A ja byłam tą od obiadów i zakazów.

– Nie przyszło ci do głowy, że może właśnie dlatego szukałam zrozumienia gdzie indziej?

– Przyszło. I boli do dziś. A teraz masz nauczkę. Zobaczyłaś, że dziadek też miał granice.

– Nie wierzę, że jesteś z tego zadowolona.

– Nie jestem. Jednak nie udawaj, że nie wiedziałaś, jaki on był. Honor był dla niego ważniejszy niż cokolwiek. Nawet niż ty.

– A ja co? Mam teraz udawać, że nic się nie stało? Że nie zabolało?

– Możesz przestać się nad sobą użalać. Testament to nie wyznanie miłości. Tylko dokument. Jeśli myślałaś, że dostaniesz ziemię na dowód uczuć, to znaczy, że naprawdę nic z niego nie zrozumiałaś.

– A ty? Ty go rozumiałaś?

– Może nie, ale przynajmniej nie krytykowałam go za plecami.

Miałam do niego żal

Wyszłam od mamy wściekła, choć próbowałam udawać, że jestem ponadto wszystko. Że nie potrzebuję żadnych działek, domów, pieniędzy. Że nie obchodzi mnie, co ktoś zapisał na papierze. Jednak nie oszukujmy się – nie mogłam przestać o tym myśleć. Nie mogłam się powstrzymać. Zadzwoniłam do ciotki Haliny.

– Powiedz mi prosto z mostu – zaczęłam bez przywitania – naprawdę dziadek nic mi nie zostawił? Nawet jakiejś głupiej szkatułki?

– Nic – odpowiedziała krótko. – Testament jest jednoznaczny. Wymienił każdego po kolei. Ciebie nie. Ani słowa.

– A był jakiś dopisek? Cokolwiek?

– Nie było. Tylko sucho: „Moją ostatnią wolę wypełniam według załączonego podziału”. I podpis. Bez emocji.

– A notariusz? Nic nie mówił?

– Powiedział, że dziadek wiedział, co robi.

– Czyli to nie mama coś zaaranżowała?

– Z tego, co wiem, twoja mama nawet nie wiedziała, że sporządził testament. A przynajmniej tak twierdziła.

– A mówił coś o mnie?

Ciotka zawahała się.

– Byłaś. Miałeś dostać dom.

Zatkało mnie.

– I co, wykreślił mnie całkowicie?

Całkowicie. Nawet nie zamienił na coś mniejszego.

– Czyli jedno zdanie i pyk – jakbym nie istniała.

– Testament nie kłamie, kochanie. Ludzie tak.

To boli.

– No, to witaj w rodzinie.

Serce mi waliło

Pół roku później wszyscy spotkaliśmy się na pogrzebie dziadka. O dziwo, nikt nie rzucał na mnie spojrzeń z politowaniem. Albo dobrze grali, albo naprawdę nikt nie wiedział, że zostałam wykreślona z testamentu. Tylko mama unikała mojego wzroku. Po ceremonii Halina złapała mnie za ramię.

– Chodź ze mną na chwilę do samochodu.

Usiadłyśmy w jej starym sedanie.

– Co jest?

– Mam coś, czego nie powinnam mieć. Dziadek zostawił to u mnie. Powiedział, że „na wszelki wypadek”.

Wyciągnęła z torebki małą, metalową puszkę po landrynkach.

To nie wygląda jak testament.

– Bo to nie testament. To... coś bardziej osobistego. List. Ręcznie pisany.

Czyli jednak miał wątpliwości?

– Albo sumienie. Zajrzyj do środka.

Drżącymi palcami otworzyłam puszkę. W środku była kartka, złożona czterokrotnie. Pismo dziadka. Rozpoznałabym je wszędzie.

– Nie wiem, czy mam to czytać. On chyba nie chciał...

– Skoro to zostawił, to chciał. Przeczytaj. Na spokojnie, w domu.

Wróciłam do domu i usiadłam przy stole. Wokół cisza. Serce waliło mi jak szalone. Rozłożyłam kartkę. Pierwsze słowa:

„Jeśli to czytasz, to znaczy, że uznałem, że jednak zasługujesz, żeby wiedzieć, czemu cię wykreśliłem...”.

Zamilkłam. Poczułam, jak coś ściska mnie za gardło.

– Nie prosiłam o spadek, dziadku... – szepnęłam. – Tylko o sprawiedliwość.

Pogodziłam się z jego wolą

Następnego dnia zadzwoniłam do mamy.

– Spotkajmy się. Nie chcę tego załatwiać przez telefon.

– Co znowu? – jęknęła.

– Nie złość się. Tylko... chodzi o list od dziadka.

– Jaki list?

– Zostawił go u ciotki Haliny. Napisał, dlaczego mnie wykreślił.

Po drugiej stronie zapadła cisza. W końcu usłyszałam westchnienie.

– No dobrze. Przyjdź wieczorem. Tylko nie rób scen.

Kilka godzin później siedziałyśmy naprzeciwko siebie. Kiedy skończyłam czytać go na głos, spojrzałam na nią pytająco.

– A więc... to nie była tylko ta jedna rozmowa – powiedziałam cicho.

– Nie była. To był tylko punkt zapalny. Od lat się wahał.

– Napisał, że uważał mnie za mądrą, ale zimną. Że martwiło go, jak szybko oceniam ludzi. Jak łatwo przyszło mi powiedzieć o nim, że był złym ojcem, choć znałam tylko jedną stronę historii.

– Cóż... – odłożyła kieliszek – może nie był aniołem, ale i nie diabłem.

– A teraz?

– Teraz widzisz, że nic nie jest takie proste.

– Czyli on nie chciał mnie ukarać, tylko... dać mi lekcję?

Mama pokiwała głową.

– Testament to jedno. Jednak prawdziwy spadek to to, co po nim zostaje w głowie. Albo sercu.

– Czyli co? Mam mu dziękować?

– Nie. Masz zrozumieć. A co zrobisz z tym zrozumieniem – to już twoja decyzja.

Spojrzałam na kartkę po raz ostatni. Potem ją złożyłam i schowałam do portfela.

– Dobra. To ja już podjęłam decyzję.

– Jaką?

– Że to był mój dziadek. Nie idealny. Nie zawsze sprawiedliwy. Jednak mój.

Żaneta, 31 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama