„Dziadek szukał pomsty nawet po śmierci. Żeby dostać spadek, miałem przyjąć wyzwanie niczym z escape roomu”
„Kiedy dziadek umarł, poczułem ulgę – nie dlatego, że odszedł, ale dlatego, że już nie muszę znosić jego wiecznego niezadowolenia. Niestety, szybko okazało się, że dziadek wcale nie skończył ze mną spraw. Zostawił po sobie spadek, ale z jednym warunkiem. Żeby go dostać, musiałem wykonać jego ostatnie życzenie”.

- Redakcja
Zawsze miałem wrażenie, że dziadek mnie nie lubił. Nie potrafiłem tego udowodnić, ale było w jego spojrzeniu coś lodowatego, kiedy tylko na mnie patrzył. Z rodzeństwem nigdy nie rozmawiał tak chłodno, nigdy nie ignorował ich obecności tak demonstracyjnie, jak robił to ze mną.
Testament ze złośliwym haczykiem
W kancelarii notarialnej panowała cisza, jakby dziadek nadal krążył gdzieś w powietrzu. Siedzieliśmy wszyscy w półokręgu – ja, moja siostra Sylwia, brat Filip, ciotka Halina i wujek Edward. Każdy z nas wyglądał inaczej, ale wszyscy mieliśmy jeden wspólny wyraz twarzy: oczekiwanie.
Notariusz chrząknął, rozłożył dokumenty na biurku i spojrzał ponad okularami.
– Zmarły pozostawił testament. Zawiera on zapis szczególny dla pana Michała – powiedział, patrząc wprost na mnie.
Od razu zrobiło mi się gorąco.
– Dla pozostałych członków rodziny spadek jest symboliczny. Większość majątku, czyli dom, ziemia i środki finansowe, przypada panu Michałowi, o ile spełni warunek zawarty w ostatnim życzeniu zmarłego.
– Jaki warunek? – zapytałem nieufnie.
Notariusz sięgnął po osobny dokument i przeczytał:
– „Spadkobierca otrzyma majątek tylko wtedy, gdy przez tydzień zamieszka w moim domu na wsi, sam, bez kontaktu z bliskimi, i wykona moje ostatnie polecenie, którego treść znajdzie w zamkniętej kopercie na stole kuchennym”.
Sylwia parsknęła śmiechem. Filip pokręcił głową. Ja milczałem. Czułem, że to dopiero początek gry, którą dziadek zaplanował dla mnie zza grobu. Notariusz podniósł wzrok znad papierów, jakby chciał się upewnić, że dobrze rozumiemy wagę tego, co właśnie przeczytał.
– Dla jasności – dodał spokojnym, urzędowym tonem – warunek oznacza, że pan Michał musi faktycznie przebywać w domu przez siedem kolejnych dni i nocy, bez opuszczania posesji poza niezbędnymi sprawami. Nie może w tym czasie kontaktować się z rodziną ani osobami trzecimi, a wykonanie polecenia zawartego w kopercie będzie podlegało weryfikacji. W przypadku niespełnienia któregokolwiek z tych punktów testament traci moc, a majątek zostaje przekazany zgodnie z dalszymi zapisami.
Zapadła cisza. Już wtedy poczułem, że dziadek zadbał o to, by nie było drogi na skróty. To nie był symboliczny warunek ani niewinna próba charakteru. To było zamknięcie mnie sam na sam z jego światem — dokładnie tak, jakby chciał mieć pewność, że nikt mnie od tego nie odciągnie.
Powrót do miejsca, którego nienawidziłem
Dom dziadka stał na końcu wsi, otoczony polami, z jednym chorym drzewem, które zawsze skrzypiało przy wietrze. Już sam widok budynku wzbudzał we mnie niepokój. Tynk odpadał, okna były zakurzone, a furtka trzeszczała tak samo, jak dwanaście lat temu, gdy ostatni raz tu byłem.
– No to jesteśmy z powrotem – mruknąłem do siebie, choć przecież miałem być tu sam.
Wszedłem do środka i od razu uderzył mnie znajomy zapach starości, kurzu i czegoś jeszcze... jakby wilgoci zmieszanej z rdzą. W kuchni, na drewnianym stole, rzeczywiście leżała koperta z moim imieniem. Ręka mi drgnęła, gdy po nią sięgałem.
– Skoro już tu jesteś, Michaśku, to chyba nie odpuszczasz – powiedziałem na głos głosem dziadka, żeby się ośmielić.
Otworzyłem kopertę. W środku była kartka: „Zacznij od piwnicy. Znajdziesz tam coś, co powinno cię zainteresować”. Zamarłem. Wiedziałem, że dziadek nigdy nie pozwalał nikomu tam wchodzić. Mówił, że to jego przestrzeń. „Zakazana ziemia” – tak to nazywał z przekąsem. Otworzyłem drzwi do piwnicy. Drewniane schody zaskrzypiały pod moimi stopami, a chłód uderzył mnie jak policzek. Jeszcze mogłem się wycofać, ale już byłem za daleko.
Sąsiad, który wiedział za dużo
W piwnicy panował półmrok. Z latarką w telefonie przesuwałem się ostrożnie między kartonami, starymi narzędziami i pajęczynami, które oplatały wszystko jak gęsta sieć. Nic szczególnego. Już miałem wychodzić, kiedy kątem oka dostrzegłem metalową skrzynkę za regałem ze słoikami. Zardzewiałą, ale zamkniętą na kłódkę.
Zabrałem ją ze sobą na górę. Nie miałem klucza, więc uderzyłem w zamek młotkiem. Puściło. W środku – stare zdjęcia, listy, jakiś notatnik... i kartka z napisem: „Zapytaj Leona”.
Leon. Sąsiad z naprzeciwka. Pamiętałem go, choć był stary już wtedy, kiedy ja byłem dzieckiem. Zawsze patrzył spod byka, jakby znał więcej historii, niż powinien. Po chwili wahania założyłem kurtkę i ruszyłem do niego. Leon otworzył drzwi bez zaskoczenia, jakby się mnie spodziewał.
– W końcu przyszedłeś – powiedział cicho.
– Znał pan dziadka lepiej, niż myślałem – rzuciłem.
– Lepiej niż chciałem. Twój dziadek nie był tym, za kogo wszyscy go mieli.
– Co to znaczy?
Leon spojrzał na mnie ciężko i powiedział:
– To, co znajdziesz w tamtym notatniku, nie jest dla każdego. Uważaj, bo nie wszystko, co martwe, przestaje żyć.
Rodzinne sekrety pod warstwą kurzu
Usiadłem w kuchni i otworzyłem notatnik. Dziadek prowadził go od lat — odręczne zapiski, krótkie zdania, czasem tylko daty i nazwiska. Wszystko zapisane jego charakterystycznym pismem, które zawsze trudno było rozszyfrować. Strona po stronie odsłaniała się przede mną zupełnie inna twarz człowieka, którego uważałem za zgorzkniałego, milczącego starca.
„1978 – sprawa z Marianem. Milczeć”.
„1982 – Halina nic nie wie. I nie może się dowiedzieć”.
„1986 – Gdyby ktoś pytał – nic nie widziałem”.
Zaczęło mi się kręcić w głowie. To nie były zwykłe wspomnienia. To był zbiór tajemnic, które dziadek trzymał w ukryciu jak broń. Kolejne strony przypominały spis grzechów. Nazwiska sąsiadów, członków rodziny, daty, miejsca… Przy niektórych notatkach — znaki zapytania, przy innych – dopiski: „załatwione”.
Zrozumiałem jedno – dziadek miał na każdego coś. Przez dekady był jak lokalny archiwista grzechów i win. Na samym końcu była kartka, której nie potrafiłem od razu zrozumieć: „Zostawiłem mu wszystko, żeby wreszcie zrozumiał, co to znaczy odpowiedzialność. Albo to uniesie, albo się w tym pogrąży”. Mnie. Zostawił to mnie.
To, co dziadek naprawdę po sobie zostawił
Przez kolejne dni nie spałem prawie wcale. Czytałem notatnik po kilka razy dziennie, szukając sensu między wierszami. Dziadek nie był tylko starcem z zasadami. On był cieniem w tle wielu wydarzeń w naszej rodzinie, wpływał, obserwował, a czasem – jak wynikało z zapisków – decydował za innych.
Zacząłem łączyć fakty. Marian, o którym pisał dziadek, to dawny sąsiad, który zniknął nagle bez śladu. Halina, ciotka, podobno przez lata miała „ciche układy” z kimś z gminy. Czy dziadek trzymał ich w garści?
W piwnicy znalazłem kolejne pudełko. W środku – stare zdjęcia. Jedno mnie szczególnie zatrzymało. Dziadek na tle domu. Obok niego – mały chłopak. Ja. A za mną mężczyzna, którego nigdy nie widziałem. Na odwrocie zdjęcia napisano: „Twój prawdziwy ojciec. Nie szukaj go. Nie warto”.
Wtedy zrozumiałem, że test, który mi zostawił, to nie była tylko gra. To była spuścizna, pełna ciężaru, którego nikt inny nie chciał dźwigać. Dziadek mścił się na mnie, bo byłem przypomnieniem błędu, który go prześladował. A jednocześnie chciał, żebym został jego strażnikiem. Pytanie brzmiało: co teraz zrobię?
Czy chcę to dźwigać?
Ostatniego dnia pobytu w domu dziadka spaliłem notatnik. Siedziałem na podwórku i patrzyłem, jak kartki zwijają się w ogniu, czernieją, znikają. Nie chciałem tej wiedzy. I nie chciałem być do niego podobny.
Jeszcze przed wyjazdem zadzwoniłem do notariusza. Powiedziałem mu, że nie spełnię warunku. Nie chcę domu, pieniędzy ani ziemi. Nie chcę niczego, co miało pachnieć jego chorym poczuciem sprawiedliwości.
– Jest pan tego pewien? – zapytał notariusz zdziwiony. – To znaczna suma.
– Jestem – odpowiedziałem krótko.
Po powrocie do miasta Sylwia i Filip nie mogli uwierzyć, że zrezygnowałem. Próbowali mnie przekonać, że dziadek to tylko stary zgryźliwy człowiek, a ja powinienem skorzystać z okazji. Ale dla mnie to nie była okazja. To była pułapka. Zemsta rozciągnięta poza grób.
Dziadek chciał, żebym wszedł w jego buty. Żebym przejął jego tajemnice, kontrolę, jego milczące rządy nad ludźmi. Nie zrobiłem tego. I to była moja zemsta na nim. Taka, która boli najbardziej: wymazanie go ze mnie. Od tamtej pory śpię spokojnie. Bo wiem, że jestem wolny. A dziadek... on już nie ma nade mną żadnej władzy.
Michał, 33 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W Dzień Babci i Dziadka płakałam z wycieńczenia. Córka zrobiła sobie ze mnie pomoc domową, ale koniec z tym”
- „Synowa podrzuciła wnuki na ferie i zniknęła. Teraz przez 2 tygodnie w kółko mam tylko placki, klocki i pieluchy”
- „Kolejny Dzień Babci znów spędzam sama w kapciach przed telewizorem. Niedługo całkiem zapomnę, jak wygląda mój wnuk”