„Dzień Babci to dla mnie istna męka. Muszę znosić wnuki, które przychodzą jak za karę i wręczają mi jakąś chińską tandetę”
„Było za dziesięć dwunasta. Pewnie wpadną chwilę po, jak zwykle. Wzięłam oddech i usiadłam, żeby nie pomyśleli, że stoję w oknie i czekam. Choć właśnie to robiłam od rana. Udawałam przed samą sobą, że aż tak mi nie zależy”.

- Redakcja
W tym roku Dzień Babci był dla mnie inny niż zwykle. Niby wiedziałam, że dzieci i wnuki przyjdą, jak co roku, że będą życzenia, może kawa i jakieś ciasto. A jednak coś się we mnie kurczyło na samą myśl o tym dniu. Nie chciałam się przyznawać, nawet przed samą sobą, ale z każdą kolejną minutą miałam coraz większą ochotę zaszyć się pod kołdrą i przeczekać to wszystko. Może i jestem stara, ale nie ślepa. Widziałam, jak mijają mnie w biegu, jak odklepują obecność, jak wręczają coś z kiosku pod blokiem i znikają. Nie oczekuję cudów, wystarczyłaby rozmowa. Tylko że na to już nikomu nie starcza czasu.
Wyjęłam ostatni czysty obrus
Wstałam wcześnie rano, chociaż wcale nie spałam dobrze. Przewracałam się z boku na bok, słuchając tykania zegara. W końcu zerwałam się z łóżka i zaczęłam krzątać się po kuchni. Wyjęłam ostatni czysty obrus, ten w maki, co go żal używać na co dzień. Rozłożyłam go na stole, wygładziłam dłonią zagniecenia, choć i tak było ich za dużo. Otworzyłam szafkę z filiżankami, policzyłam — sześć. Powinno wystarczyć. Na stole postawiłam sernik, który upiekłam dzień wcześniej. Nie wyszedł jak dawniej, trochę opadł, ale pachniał dobrze. Obok postawiłam drożdżowe z kruszonką, bo wnuczka kiedyś powiedziała, że lubi. To było dwa lata temu, więc może już nie lubi.
Parzyłam herbatę w dzbanku, takim z wyszczerbionym dzióbkiem, ale trzymałam go, bo był prezentem od męża. Nie żyje od siedmiu lat, a ja wciąż go nie oddałam. Poprawiłam poduszki na krzesłach i spojrzałam na zegar. Było za dziesięć dwunasta. Pewnie wpadną chwilę po, jak zwykle. Wzięłam oddech i usiadłam, żeby nie pomyśleli, że stoję w oknie i czekam. Choć właśnie to robiłam od rana. Udawałam przed samą sobą, że aż tak mi nie zależy.
Uśmiechnęłam się, bo wypadało
Odwiedzili mnie, jak przewidziałam – o dwunastej dziesięć. Weszli szybko, w biegu, głośno, z tą udawaną energią, jaką się ma na świątecznych spotkaniach, gdy trzeba być miłym. Syn pocałował mnie w policzek, nawet nie zdjął kurtki. Synowa rzuciła krótkie „Wszystkiego najlepszego, mamo!” i podała mi foliową reklamówkę.
– To tak na Dzień Babci, wiesz… – powiedziała i już zerkała w telefon.
W środku był kubek z napisem „Najlepsza Babcia na świecie” i tanie perfumy, które śmierdziały jak łazienka w tanim hotelu. Uśmiechnęłam się, bo tak wypadało. Nie przyszli przecież z pustymi rękami. Wnuczka, teraz już nastolatka z nosem w ekranie, podeszła i pocałowała mnie w policzek.
– Cześć babciu – rzuciła i zaraz wróciła na kanapę, siadając z telefonem.
Wnuk podbiegł, rzucił mi się na szyję i zaraz pobiegł do kuchni po sok. Przez chwilę stali w przedpokoju, jakby nie bardzo wiedzieli, co dalej.
– Usiądźcie, upiekłam ciasto – zaprosiłam ich i wskazałam stół.
Usiedli. Słuchałam, jak jedzą i stukają palcami w ekrany. Tylko mój głos wciąż próbował trzymać to wszystko w kupie. Nikt nawet nie zauważył obrusu w maki.
Nie miałam żalu, ale bolało
Zapytałam, co u nich. Co u dzieci, w pracy, w szkole. Takie zwykłe rzeczy, które kiedyś mówiło się przy herbacie, zanim wszystko przyspieszyło. Syn odpowiedział coś zdawkowo, że „dużo się dzieje”. Synowa wtrąciła, że mają teraz ciężki czas, bo praca, korki, zajęcia dodatkowe, wszystko się nawarstwia.
– Nie mam czasu, mamo, naprawdę. Gdybyś wiedziała, jak to teraz wygląda… – mówiła, mieszając herbatę, ale nie patrzyła mi w oczy.
Nie dokończyłam pytania o szkołę wnuków, bo już zaczęli się zbierać. Sernik został nietknięty. Drożdżowe rozkrojone, jeden kawałek leżał na talerzu z odciśniętym śladem widelca. Syn spojrzał na zegarek, powiedział, że muszą jeszcze jechać do jego teściowej.
– Wpadliśmy tylko na chwilę, żeby cię uściskać – dodał z uśmiechem, który wyglądał bardziej jak przeprosiny.
Wyszli szybko. W drzwiach jeszcze raz mnie pocałowali, jakby na odczepnego. Wnuczka rzuciła „Pa babciu”, nie odrywając wzroku od telefonu. Wnuk pomachał z przedpokoju. A potem trzasnęły drzwi i znów zostałam sama. Pomyślałam, że nie mam do nich żalu. Przecież każdy ma swoje życie. Tylko dlaczego to tak bardzo bolało?
Zostawili po sobie ciszę
Usiadłam przy stole i patrzyłam na niedojedzone ciasto. Krople herbaty na obrusie rozmazały jeden z maków. Przesunęłam palcem po plamie, jakby to miało coś zmienić. W całym mieszkaniu zapanowała cisza. Taka inna niż zwykle. Nie ta domowa, spokojna, tylko ciężka, jakby ktoś nagle wyłączył dźwięk w moim świecie. Kubek z napisem „Najlepsza Babcia na świecie” stał na środku stołu i jakoś mnie śmieszył. Może nie powinnam tak myśleć. Przecież mogli w ogóle nie przyjść. A jednak przyszli. Tylko że to było jak odhaczenie obowiązku – jak wizyta u dentysty. Krótka, bez emocji, byle szybko.
Podeszłam do kredensu, żeby schować filiżanki. Jedna miała odpryśnięty rant. Przez chwilę zastanawiałam się, czy to było wcześniej, czy może stało się coś podczas tej krótkiej wizyty. Włożyłam ją mimo wszystko na miejsce. Nie miałam siły się tym zajmować. Zajrzałam do pokoju, w którym kiedyś bawili się jako dzieci. Pluszaki wciąż tam były, choć już ich nie dotykali od lat. Usiadłam w fotelu i wzięłam do ręki pilot. W telewizji leciała jakaś komedia, ale nie potrafiłam się uśmiechnąć. Zostawili po sobie tylko ciszę i pusty pokój.
Nie było miejsca na rozmowę
Wieczorem rozpakowałam reklamówkę, którą zostawili na komodzie. Ten sam kubek, który już miałam. Tylko tamten dostałam pięć lat temu od sąsiadki. Perfumy powędrowały od razu do łazienki – może zużyję je jako odświeżacz powietrza. Pudełko po nich wyrzuciłam od razu, jakby sam karton miał w sobie coś upokarzającego. Chciałam być wdzięczna. Naprawdę. Bo przecież to nie o prezenty chodzi. Tylko że właśnie – chodziło. Nie o wartość, ale o to, że były przypadkowe. Jakby ktoś na ostatnią chwilę zajrzał do drogerii i chwycił cokolwiek z półki. I zostawił to mnie, jak, nie wiem, jakąś jałmużnę.
Najgorszym prezentem był brak rozmowy. Brak prawdziwego zainteresowania. Kiedyś wnuczka siadała mi na kolanach, opowiadała o koleżankach, o szkole, o tym, że się pokłóciła z Martyną, bo ta jej nie dała lizaka. A dziś? Siedziała obok i klikała w ekran, jakby moje mieszkanie było poczekalnią. Nawet nie zdążyłam ich zapytać, co u nich naprawdę. Co przeżywają. Może coś się dzieje, może potrzebują wsparcia. Nie wiem. Bo nie było miejsca na rozmowę. Zostawili po sobie słodki zapach perfum i uczucie, którego nie umiałam nazwać. Smutek? Rozczarowanie? Chyba wszystkiego po trochu.
Nie chcę więcej Dnia Babci
Kiedy zaszło słońce, zwinęłam obrus i wstawiłam talerze do zlewu. Zostawiłam tylko jeden kawałek drożdżowego – może jutro sobie zjem, jak będzie mi smutno. Resztę zapakowałam do pudełka i zaniosłam sąsiadce z parteru. Ona też była sama tego dnia. Powiedziała, że nikt nie przyszedł, bo dzieci chorują. Uśmiechnęłyśmy się do siebie – z tego, co wiemy, a może z tego, co obie udajemy. Wieczorem usiadłam przy oknie i patrzyłam na ciemniejące niebo. Pomyślałam, że już nie chcę więcej Dnia Babci. Nie takiego. Nie tej sztucznej uprzejmości, która boli bardziej niż samotność. Nie kubków i perfum kupionych w pośpiechu, nie całusów bez spojrzenia w oczy. Wolałabym, żeby napisali, że nie mogą, niż przychodzili z poczucia obowiązku.
Nie wiem, może jestem już za stara na złudzenia. Może zbyt długo pamiętam inne Dni Babci – te z laurkami z przedszkola, z nieudolnymi wierszykami, które mówiły z przejęciem, ze śmiechem, z radością. Teraz zostały tylko wspomnienia i cisza. Zgasiłam światło i położyłam się spać. Bez łez. Tylko z tą pustką, która coraz częściej siada mi przy stole. Wcisnęłam poduszkę pod głowę i pomyślałam, że jutro będzie zwykły dzień. I to może dobrze.
Janina, 74 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Ferie w Alpach to nie dla mnie, wolę tani weekend w Radomiu. W tym kraju można tyrać na etacie i nie mieć na życie”
- „Córka śpi w kurtce, bo nie wystarcza mi na ogrzewanie. Nigdy nie daruję jej ojcu, że zniknął i zostawił nas bez grosza”
- „Od świtu do nocy biegam z mopem w rękach, a mąż tylko siedzi na kanapie. Nie widzi, że cały dom jest na mojej głowie”