Reklama

Dzień przed ślubem spędziłam w hotelowym apartamencie, przygotowując się na uroczystość. Czułam, jak stres powoli wdzierał się we mnie, ale zarazem pojawiała się też ulga. W końcu nadchodził ten wielki dzień, na który czekałam od lat. Przyjaciółki były ze mną, śmiałyśmy się i popijałyśmy szampana.

Reklama

Telefon zadzwonił, a w słuchawce usłyszałam czuły głos Mateusza. Powiedział, że nie może się doczekać, aż staniemy razem przed ołtarzem. Po chwili mój telefon zawibrował ponownie. Odczytałam wiadomość, która dosłownie mnie zmroziła. Była od Tomka, mojego byłego, którego nie widziałam od trzech lat.

"Nie kochasz go. Nie wychodź za niego".

Nagle przeszłość wróciła jak bumerang, przypominając mi o wszystkim, o czym próbowałam zapomnieć.

Dawne uczucia odżyły

Co za absurd – wykrzyknęła Anka, moja przyjaciółka i świadkowa, siedząc naprzeciw mnie na hotelowej kanapie. – To tylko manipulacja, on chce namieszać ci w głowie.

Chciałam się z nią zgodzić, ale myśli o Tomku nie dawały mi spokoju. Był moją wielką miłością. Nasz związek przypominał ogień – gorący, namiętny, ale i niebezpieczny.

– A jeśli ma rację? Może popełniam błąd? – Zapytałam, patrząc na nią bezradnie.

– Natalia, to było dawno. Mateusz jest dobrym człowiekiem. Będziesz z nim szczęśliwa – próbowała mnie uspokoić Anka.

W głowie pojawiły się wspomnienia. Pierwsze spotkanie z Tomkiem na jednym z letnich festiwali, spontaniczne wyjazdy w nieznane, długie noce pełne śmiechu i miłości... ale i kłótnie, rozstania i łzy. Każde nasze ponowne zejście się kończyło równie gwałtownie jak się zaczynało. Mateusz był moim spokojem. Tomek był moim chaosem.

Tomek to przeszłość – próbowała podsumować Anka. – Mateusz to przyszłość.

Skinęłam głową, ale w moim sercu zaczęła kiełkować tęsknota. Tą jedną wiadomością Tomek przypomniał mi wszystko, co było ekscytujące i spontaniczne w moim życiu. W tamtych chwilach byłam naprawdę szczęśliwa. Ale na końcu zawsze pojawiał się ból. Z kolei Mateusz zapewniał mi stabilność, której tak bardzo potrzebowałam. Czy to jednak wystarczało?

– Może masz rację – westchnęłam, próbując przekonać samą siebie. Ale czy naprawdę w to wierzyłam?

W głowie miałam chaos

Nie mogąc zasnąć, usiadłam na łóżku i wpatrywałam się w ekran telefonu. Ostatecznie zdecydowałam się odpisać: „Po co to napisałeś?” Odpowiedź przyszła niemal natychmiast. Tomek chciał się ze mną zobaczyć. Choć wiedziałam, że to głupi pomysł, coś we mnie kazało się zgodzić.

Spotkaliśmy się w kawiarni obok hotelu. Gdy tylko go zobaczyłam, serce zabiło mi szybciej. Tomek wyglądał inaczej – dojrzalej, z lekką siwizną we włosach, ale jego oczy były te same, pełne energii i determinacji.

– Nie powinnaś tego robić – powiedział, patrząc mi prosto w oczy.

– Jest już za późno – odparłam, próbując brzmieć pewnie.

– Wiesz, że go nie kochasz. Nie tak jak mnie – jego głos był pełen przekonania, a ja czułam, jak ziemia osuwa mi się spod nóg.

– To, co było między nami… to nie mogło trwać – odpowiedziałam, walcząc z własnymi emocjami.

– Bo się bałaś – powiedział, pochylając się bliżej. – Stchórzyłaś, mała.

Jego bliskość była dla mnie oszałamiająca. Próbował mnie pocałować, ale odsunęłam się, choć moje serce podpowiadało co innego. Czułam się rozdarta między miłością, którą kiedyś czułam, a teraźniejszością, którą stworzyłam z Mateuszem. W głowie miałam chaos. Nie wiedziałam, co zrobić.

Niczego nie byłam pewna

Zaraz po spotkaniu postanowiłam ponownie porozmawiać z Anką. Siedziałyśmy na łóżku, a ja zwierzyłam się jej ze wszystkiego.

– Anka, nie wiem, co mam robić – powiedziałam.

Spojrzała na mnie z troską, po czym westchnęła.

– Mówiłam ci już, to tylko manipulacja, Nati. On wie, że to cię ruszy.

Zamilkłam, choć jej słowa nie dawały mi spokoju.

– A jeśli naprawdę wciąż go kocham? – zaczęłam wątpić.

Anka spojrzała na mnie surowo, próbując przemówić do rozsądku.

– Nie brnij w to. On po prostu nie może znieść myśli, że jesteś szczęśliwa bez niego.

Chciałam wziąć jej słowa do serca, ale w głowie wciąż miałam mętlik. Zbliżał się dzień ślubu, a ja już niczego nie byłam pewna.

Nie wiedziałam, kogo wybrać

Czułam się, jakbym znajdowała się na rozdrożu własnych uczuć. Wzięłam do ręki zdjęcie Mateusza. Patrzyłam na jego uśmiechniętą twarz, na oczy pełne miłości i troski. Tak, kochałam go. Ale czy była to ta miłość, która wywołuje drżenie serca i ścisk w żołądku?

Sięgnęłam po telefon i zobaczyłam nową wiadomość od Tomka: „Jeśli jutro powiesz 'tak', zrozumiem. Zniknę z twojego życia”. Te słowa przenikały mnie na wskroś. Byłam emocjonalnym wrakiem, potrzebowałam chwili, żeby złapać oddech. Wybiegłam na balkon, chcąc oczyścić myśli.

W głowie toczyła się bitwa. Jeden głos mówił, że Mateusz to bezpieczeństwo, stabilność, rodzina – wszystko, co było logicznym wyborem. Drugi głos przypominał mi, że Tomek to prawdziwa pasja, emocje i ryzyko, które niosło ze sobą rozkosz, ale i niepewność. Czy naprawdę wybrałam właściwie? Czy byłam gotowa na życie, które mogło być pozbawione tych intensywnych uczuć?

Każda myśl rodziła więcej pytań niż odpowiedzi. Czas uciekał, a ja nie wiedziałam, którą drogę wybrać. Wiedziałam tylko, że jedna decyzja zmieni wszystko na zawsze.

Nadszedł czas decyzji

Poranek dnia ślubu nadszedł szybciej, niż się tego spodziewałam. Wpatrywałam się w białą suknię wiszącą na drzwiach, czując, jak narasta we mnie napięcie. Anka była przy mnie, czujna jak zawsze.

– Nie wyglądasz na szczęśliwą – zauważyła, spoglądając na mnie z niepokojem.

Przez chwilę zastanawiałam się, czy powinnam powiedzieć jej prawdę. W końcu wyznałam:

Mam wątpliwości.

Anka zareagowała gwałtownie. Jej oczy płonęły gniewem i troską.

– Chcesz wszystko zniszczyć przez jakąś romantyczną bzdurę?!

– Ale jeśli on ma rację? – przerwałam jej. – Jeśli wybieram coś, co jest łatwe, a nie to, czego naprawdę chcę?

W pokoju zapadła cisza. Anka nie wiedziała, co powiedzieć, a ja czułam, jak wewnętrzny chaos przejmuje nade mną kontrolę. Godzina ślubu zbliżała się nieubłaganie. Mateusz czekał przy ołtarzu, pewny naszej wspólnej przyszłości.

Wszystko, co miało nadejść, zdawało się nieuchronne. Wiedziałam, że muszę podjąć decyzję, choć serce i rozum ciągnęły mnie w dwóch różnych kierunkach. Czułam się, jakbym stała na krawędzi przepaści, niepewna, co dalej.

Musiałam posłuchać serca

Stałam przed lustrem, czując się jak postać z dramatu, której własne życie stało się teatrem niepewności. Przypomniałam sobie wszystkie chwile, które doprowadziły mnie do tego momentu. Dziewczyna, którą widziałam w odbiciu, przez lata bała się ryzyka, zawsze wybierała bezpieczne opcje.

Na stole leżał telefon. Wiedziałam, że to moja ostatnia szansa, aby odpisać Tomkowi. Miałam na końcu języka dwa proste słowa. Mogłam napisać: „Spotkajmy się” i wybrać życie pełne niepewności i pasji. Albo „Przepraszam, to koniec”, co oznaczałoby bezpieczną przyszłość z Mateuszem, ale być może bez tego intensywnego drżenia serca.

Czas płynął nieubłaganie. Wszyscy czekali, a ja czułam presję wyboru, który miał zdefiniować całe moje życie. Wyobraziłam sobie twarze obu mężczyzn – Mateusza, który oferował mi pewną przyszłość, i Tomka, który obiecywał mi przygodę.

Decyzja była trudna, ale wiedziałam, że muszę posłuchać serca. Bez względu na to, co wybiorę, tego dnia coś w moim życiu zmieni się na zawsze. Wiedziałam, że nie ma powrotu. Ostatecznie podjęłam decyzję, a moje palce zaczęły stukać w ekran telefonu...

Poczułam się wolna

Zdecydowałam się. Wzięłam głęboki oddech i napisałam wiadomość. Moje serce biło mocno, kiedy wysyłałam te kilka słów, które miały zmienić moje życie. Postanowiłam nie unikać tego, co podpowiadało mi serce, bez względu na konsekwencje.

Stojąc w drzwiach hotelowego pokoju, poczułam, że muszę przejąć kontrolę nad swoim życiem. Wybrałam kierunek, który, choć niepewny, wydawał się bardziej autentyczny, prawdziwy. Zbiegłam po schodach, czując powiew świeżego powietrza na twarzy. Z oddali słyszałam dźwięki weselnej orkiestry, ale mój umysł był już gdzie indziej.

Wybiegłam z hotelu, wpatrując się w miasto, które teraz stało się sceną mojego nowego początku. Moje kroki były szybkie i zdecydowane. Czułam, że zostawiam za sobą wszystko i wkraczam w nieznane. Moje serce podpowiadało mi, że to jest w porządku, że teraz naprawdę żyję.

Zatrzymałam się, chwytając powietrze i spoglądając na horyzont. Wiedziałam, że nie mogę przewidzieć przyszłości, ale to właśnie w tym momencie czułam, że robię to, co jest dla mnie najważniejsze. Bez względu na to, co się stanie, poczułam wolność, jakiej dawno nie znałam.

Ostatecznie życie to także umiejętność słuchania samego siebie. Tego dnia podjęłam decyzję, która zmieniła wszystko. Może była ryzykowna, ale nie umiałam postąpić inaczej. Byłam gotowa na to, co miało nadejść. Czułam się wolna.

Reklama

Natalia, 30 lat

Reklama
Reklama
Reklama