Reklama

Nigdy nie sądziłam, że będę się aż tak wzruszać z powodu jakiejś sukienki. Ale kiedy Marta po raz pierwszy przymierzyła tę uszytą na miarę granatową kreację, ze łzami w oczach pomyślałam: „To już naprawdę dorosła kobieta”. Moja córka. Moje dziecko. Mój powód do dumy i niepokoju w jednym.

Ostatnie tygodnie przed studniówką były trudne, przynajmniej dla mnie. Sukienka, buty, wizyta u kosmetyczki, fryzjer, paznokcie, jeszcze raz buty, bo pierwsze jednak obcierały... Wszystko musiało być perfekcyjne. Bo to przecież nie tylko bal. To symbol. Przepustka w dorosłość. I ja, jako matka, chciałam, żeby Marta zapamiętała ten wieczór jako piękny początek nowego etapu w życiu.

Działo się z nią coś złego

Nie przypominam sobie, żebym się z nią aż tak ścierała przy organizacji czegokolwiek. Ale też nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek wcześniej była aż tak… nieobecna. Patrzyła gdzieś w dal, odpowiadała półsłówkami. Tłumaczyłam sobie, że to stres. Matura, przyszłość, dorosłość – kto by się nie denerwował?

Ale z tyłu głowy coś zgrzytało. W ostatnich miesiącach Marta milczała więcej, niż mówiła. Przestała opowiadać o szkole. Jej telefon był zawsze obrócony ekranem do dołu. Nie pozwalała sobie robić zdjęć, chociaż wcześniej lubiła pozować. Ale ja… udawałam, że nie widzę. Bo przecież najważniejsze było, żeby ten bal się udał. Żeby miała wspomnienia. Żeby wszystko było „tak jak trzeba”.

– Dobrze, że się zgodziłaś na tę fryzurę. Będziesz wyglądała przepięknie – powiedziałam do niej dzień przed studniówką, układając na stole kolejne kosmetyki, jakby to miało ją rozweselić.

– Mhm – mruknęła tylko, nie odrywając wzroku od telefonu.

Zerknęłam na męża, który siedział przy stole z gazetą.

– Czemu ona się tak zamknęła w sobie? – zapytałam szeptem, jakby miała nas usłyszeć z drugiego końca pokoju.

Jan wzruszył ramionami, nawet nie podnosząc wzroku.

– Może taki wiek – odburknął.

Zacisnęłam usta. Nie pierwszy raz nie dostałam odpowiedzi. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że cała ta perfekcyjna oprawa, cała ta moja duma, nie mają najmniejszego znaczenia. Że następnego dnia wszystko się zawali. Że Marta nie pójdzie na bal. Że nie będzie żadnych zdjęć, żadnych wspomnień – przynajmniej nie takich, jak planowałam.

Bo tamtej nocy zaczęło się coś zupełnie innego.

Nigdzie nie mogłam jej znaleźć

Była osiemnasta, kiedy wyszłam z kuchni i zajrzałam do Marty. Pokój był pusty. Na łóżku leżała torba, wciąż rozpięta. Sukienka wisiała na wieszaku, nienaruszona, a na biurku stał kubek z niedopitą herbatą. Marta miała wrócić z próby o siedemnastej. Czekałam na dźwięk kluczy w drzwiach, na stuk obcasów na panelach. Była tylko cisza.

Zadzwoniłam raz, drugi, trzeci. Telefon był włączony, ale nikt nie odbierał. Najpierw poczułam irytację. Pomyślałam, że znowu coś wymyśliła, że może z koleżankami przedłużyły spotkanie, że pewnie siedzi gdzieś i plotkuje, nie patrząc na zegarek. Ale kiedy minęła dziewiętnasta, a potem dwudziesta, zrobiło mi się chłodno mimo grzejącego kaloryfera. Weszłam do salonu. Jan siedział w fotelu, jak zwykle z gazetą, chociaż pewnie nawet nie widział, co czyta.

– Nadal jej nie ma – powiedziałam, stając przed nim.

– Może została dłużej – mruknął, nie odrywając wzroku od tekstu.

– Nie odbiera telefonu.

– Pewnie bateria padła.

– Próbuję od dwóch godzin – powiedziałam ostrzej. – To nie jest normalne.

Nie odpowiedział. Po prostu przewrócił stronę, jakby nie było tematu. O dwudziestej drugiej zaczęłam dzwonić do jej koleżanek. Najpierw do Karoliny. Odebrała po trzecim sygnale.

– Cześć, Karolinko. Czy Marta jest u ciebie?

– Nie… Nie, nie przyszła. Mieliśmy się jeszcze spotkać na przymiarkę butów, ale napisała, że coś jej wypadło.

– Kiedy napisała?

– Jakoś po piętnastej.

– I od tamtej pory się nie kontaktowała?

– Nie, nie odpowiadała już. Pani Tereso… coś się stało?

– Nie wiem. Jeśli się odezwie, daj mi znać.

Rozłączyłam się i natychmiast wybrałam numer Julki. Ta odebrała zaspanym głosem.

– Marta? Nie, nie wiem, gdzie jest… Myślałam, że z wami. Wszystko w porządku?

Nie odpowiadałam na te pytania. Co miałam powiedzieć? Że moja córka, dzień przed studniówką, zniknęła i nikt nie wie, gdzie jest? Po dwudziestej trzeciej zaczęłam chodzić po mieszkaniu tam i z powrotem. Jan nadal siedział w tym samym miejscu. Nie wytrzymałam.

Gdzie ona jest, do cholery?! – podniosłam głos.

Jan podniósł wzrok, wreszcie. Spojrzał na mnie zmęczonymi oczami.

– Może nie chciała iść na ten bal.

To czemu nam nie powiedziała?! – wrzasnęłam.

– A czy my ją pytaliśmy, czy chce?

Poczułam, jakby ktoś mnie spoliczkował. Przez chwilę nie potrafiłam się odezwać. Stałam na środku pokoju, drżąc z gniewu i strachu. Po północy wsiadłam do samochodu. Jeździłam po osiedlu, potem dalej – sprawdzałam park, przystanek, miejsce za szkołą, gdzie czasem siadała z koleżankami. Nie znalazłam jej.

Gdy wróciłam do domu, było po drugiej. Telefon wciąż milczał. Weszłam do jej pokoju i usiadłam na łóżku. Trzymałam w dłoniach sukienkę, gładziłam materiał, jakby to był dowód, że naprawdę miała zamiar tam iść.

Wszystko się rozpadło

W końcu zadzwonił telefon. Na ekranie pojawiło się imię: Agnieszka. Mama Karoliny. Odebrałam tak szybko, że aż zakłuło mnie w gardle.

– Teresa… – usłyszałam jej szept. – Znalazlam Martę.

W jednej sekundzie straciłam oddech.

– Gdzie? – to nie było pytanie, tylko błaganie.

– Spokojnie, jest cała. Siedzi ze mną w samochodzie. Była w parku, koło altanki. Wracałam od siostry, przejeżdżałam obok i… zobaczyłam ją. Nie była sama.

Zacisnęłam palce na telefonie.

– A z kim?

Agnieszka zawahała się na chwilę.

– Z chłopakiem, starszym. Marta nie chciała, żebym dzwoniła, ale… nie mogłam tego tak zostawić. Powiedziałam jej, że pojedziemy do mnie, żeby się ogrzała. Teraz jesteśmy pod moim blokiem. Przyjedź.

Nie pytałam o nic więcej. Wbiegłam do sypialni i krzyknęłam do Jana, że jadę. Nie zdążył odpowiedzieć. Włożyłam kurtkę na piżamę i wyszłam, jak stałam. Pod klatką Agnieszki zobaczyłam jej auto od razu. Silnik chodził. W środku Marta siedziała na przednim siedzeniu, skulona, z ramionami skrzyżowanymi na piersi. Obok, na miejscu pasażera, Agnieszka. Z tyłu chłopak. Zarośnięty, w szarej bluzie z kapturem. Nie znałam go. Kiedy podeszłam, spuścił wzrok. Marta spojrzała prosto na mnie. Bez skruchy, bez lęku. Otworzyłam drzwi.

– Możemy porozmawiać? – zapytałam, starając się brzmieć normalnie.

Marta wysiadła powoli, jakbym jej przeszkadzała.

Co to ma być? – zaczęłam cicho, ale głos natychmiast mi się załamał. – Nie mogłaś po prostu powiedzieć, gdzie jesteś?

– A po co? – odpowiedziała spokojnie.

– Bo ja myślałam, że zwariuję. Bo jutro jest studniówka. Bo… – urwałam, bo czułam, że jeśli powiem jeszcze jedno słowo, to się rozpłaczę. – Myślałam, że ci zależy na tej nocy. Na tej sukience. Na wszystkim, co przygotowałam.

– To wasza noc, nie moja.

Słowa uderzyły mnie mocniej niż jakikolwiek krzyk. Nie miałam odpowiedzi. Spojrzałam na chłopaka.

To z nim byłaś cały czas?

W samochodzie nie padło ani jedno słowo

Marta milczała. Wpatrywała się w chodnik, jakby rozmowa właśnie się skończyła. Agnieszka wysiadła i pożegnała się skinieniem głowy. Podziękowałam jej bezgłośnie.

– Marta, wsiadaj do auta – powiedziałam w końcu.

Poszła do mojego samochodu bez sprzeciwu. Chłopak zrobił krok za nią.

Ty zostajesz – rzuciłam, nawet na niego nie patrząc.

Zatrzymał się. Marta odwróciła głowę.

– On ma na imię Kamil – powiedziała spokojnie, jakby to miało wszystko wyjaśniać.

W samochodzie nie padło ani jedno słowo. Marta siedziała z tyłu, oparta o szybę, jak obca. W domu Jan czekał w przedpokoju. Nie miał już gazety. Stał, jakby od dawna nie wiedział, co zrobić z rękami. Marta minęła nas i weszła do swojego pokoju, nie oglądając się. Zostawiła otwarte drzwi, ale nie weszłam. Nie potrafiłam. Zostałam w kuchni, trzymając się blatu. Jan nalał sobie wody i usiadł, jakby właśnie wrócił z pracy, a nie czekał na córkę całą noc.

– Była z chłopakiem... Ty go znasz? – zapytałam cicho.

Jan zawahał się ułamek sekundy. Tylko tyle, ale ja to zobaczyłam.

– Kamil? – powiedział w końcu. – Myślałem, że już przestała się z nim spotykać.

I nic mi nie powiedziałeś?

Wzruszył ramionami. Jak zwykle. Jakbym to ja miała obowiązek wszystko wiedzieć, widzieć, czuć. Wtedy zrozumiałam, że tej nocy nie tylko studniówka się rozpadła. Rozpadło się wszystko, co wydawało mi się pewne.

Wydawała mi się obca

Rano spadł śnieg. Patrzyłam przez okno, jak białe smugi zasypują nasz ogródek. Świat wyglądał na spokojny, chociaż w środku miałam zamęt, jakiego nie pamiętałam od lat. Zapukałam do pokoju Marty. Cisza. W końcu nacisnęłam klamkę i weszłam. Leżała na łóżku, z telefonem w dłoni. Spojrzała na mnie bez emocji.

– Musimy porozmawiać.

Nie odpowiedziała. Usiadłam na brzegu łóżka.

Kim on jest? Ten chłopak? Z czego żyje? Czym się zajmuje?

Marta przewróciła oczami. Powoli odłożyła telefon.

– Dlaczego to zrobiłaś? Dlaczego nam nie powiedziałaś?

– A co by to zmieniło?

– Wszystko. Zamiast się martwić całą noc, mogliśmy porozmawiać.

– A ty naprawdę myślisz, że chciałam rozmawiać? Ty chcesz, żebym pasowała do twojego obrazka. Sukienka, fryzjer, dobre oceny, grzeczna córka.

Nie jestem potworem, Marta. Nie robiłam tego dla siebie.

– Właśnie że robiłaś. Wszystko robisz dla siebie, tylko że mówisz, że to dla mnie.

Zamknęłam oczy. Czułam, jak się rozpadam od środka.

– Co ci zrobiłam, że tak nas potraktowałaś?

Marta wstała. Stanęła naprzeciwko mnie, bardzo spokojna.

– Nic. I właśnie to jest problem. Niczego nie zrobiliście, nigdy. Nie obchodziło was moje zdanie, to, co czuję. Tak wam było wygodniej. I wtedy pojawił się ktoś, kto po prostu mnie słuchał.

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Chciałam ją objąć, ale nie zrobiłam tego. Nie umiałam. Nigdy się nie przytulałyśmy bez okazji. Wyszłam z pokoju, nie mówiąc już ani słowa. Przeszłam do kuchni. Jan siedział znowu przy stole.

To twoja wina – powiedziałam cicho. – Gdybyś choć raz z nią porozmawiał, może nie musiałabym robić wszystkiego sama.

– Robiłaś wszystko tak, jak uważałaś za słuszne – odpowiedział spokojnie. – Ja ci w tym nie przeszkadzałem.

– No właśnie. Nic nie mówiłeś, nigdy.

– Bo nie zawsze trzeba mówić.

– Ale czasem trzeba. Zwłaszcza kiedy twoja córka znika na całą noc i wraca z obcym chłopakiem. A ty tylko patrzysz i milczysz.

Wstałam. Nie miałam siły dalej z nim rozmawiać. Nie wiedziałam już, czy mam w domu córkę, czy obcą dziewczynę, która nie chce żyć tak jak my. A może to ja byłam tą obcą? Może nigdy jej nie znałam?

Chciałam z nim porozmawiać

Wiedziałam, że nie przestanę się miotać, dopóki nie porozmawiam z nim osobiście. Z tym chłopakiem, który tak nagle pojawił się w naszym życiu i wywrócił wszystko do góry nogami. Marta wychodziła do niego popołudniami, udając, że idzie do koleżanki. Tym razem poszłam za nią.

Zobaczyłam ich na przystanku. On – w szarej bluzie z kapturem, nonszalancki, z rękami w kieszeniach. Ona wtulona w niego, jakby nic innego się nie liczyło. Podjechałam samochodem i wysiadłam zanim zdążyli odejść.

– Marta, wracaj do domu – powiedziałam chłodno. – Teraz chcę porozmawiać z nim.

Kamil spojrzał na mnie bez strachu, jakby się tego spodziewał. Marta nie protestowała, tylko odsunęła się o krok.

– Chodźmy – powiedziałam i ruszyłam w stronę ławki przy drodze.

Usiadł i obserwował mnie, jakby to on oceniał, nie ja.

Wiesz, że ją niszczysz?

– To zależy, co pani rozumie przez „niszczyć”.

– Odciągasz ją od szkoły, od rodziny, od wszystkiego, co mogłoby jej dać przyszłość.

– A przyszłość to według pani co? Studia, etat, kredyt, dziecko przed trzydziestką?

– Przynajmniej jakieś zabezpieczenie. A ty co jej dajesz?

– Wolność.

Zacisnęłam usta. Nie pierwszy raz ktoś próbował mi wmówić, że kontrola to nie troska. Ale on był inny. Nie był cyniczny, był przekonany o tym, co mówił. I właśnie to było najgorsze.

– Ona ma osiemnaście lat.

– I lepiej wie, czego chce, niż większość dorosłych.

– A ty? Masz jakąś pracę?

– Szukam, próbuję. Nie wszyscy mamy start z dyplomem i wsparciem rodziny.

– Zabrzmi to jak stereotyp, ale nie wyglądasz mi na kogoś, kto potrafi o nią zadbać.

– A pani wygląda na kogoś, kto ją przez lata tłamsił i udawał, że wszystko jest dobrze.

Zabolało mnie. Miał w tym rację. I właśnie to wytrąciło mi wszystkie argumenty. Wróciłam do domu wcześniej niż Marta. Siedziałam przy stole i nie mogłam przestać myśleć o tej rozmowie. On był specyficzny, ale był też szczery. A to, co mówił o niej, niestety nie było wyssane z palca.

Wiedziałam już, dlaczego Marta wybrała jego. On słuchał, a ja przez lata mówiłam. I teraz wszystko się odwróciło.

Było już za późno

Wieczorem weszła do kuchni. Zmęczona, bez makijażu, z rozwianymi włosami. Usiadła naprzeciwko mnie bez słowa. Nie patrzyła mi w oczy.

– Nie przyszłaś na obiad – rzuciłam cicho.

– Nie byłam głodna.

– Marta… porozmawiajmy normalnie.

Milczała chwilę, potem powiedziała spokojnie:

Nie chcę iść na studia. Nie chcę być tobą.

– A kim chcesz być? Dziewczyną bez przyszłości?

– Chcę być wolna.

Oddychałam głęboko, żeby nie krzyczeć. Każde jej słowo trafiało we mnie celnie.

– Chcesz zamieszkać z Kamilem?

– Tak.

– Rzucisz szkołę?

Nie wracam tam.

Czułam, jak coś we mnie opada. Już nie miałam siły walczyć. Wymknęła mi się z rąk, zanim to zauważyłam. Może dawno temu.

– W takim razie pakuj się, jeśli jesteś pewna.

Spojrzała na mnie po raz pierwszy. Bez złości. Po prostu ze smutkiem.

– Jestem pewna.

Było już za późno. To przyszło do mnie dopiero wtedy, kiedy zamknęła za sobą drzwi pokoju i w mieszkaniu zrobiło się zbyt cicho. Nagle zobaczyłam, że ja nie przegrywam tej jednej rozmowy. Ja przegapiłam cały czas przed nią. Przegapiłam moment, kiedy jeszcze mogłam pytać bez strachu, słuchać bez oceniania, przytulić bez okazji. Kiedy jeszcze dało się coś naprawić zwykłym „chodź, pogadamy”, a nie wielkimi słowami wypowiadanymi w nocy, po awanturze, po zniknięciu.

Siedziałam przy kuchennym stole i patrzyłam na swoje dłonie. Te same, które tyle razy zapinały jej kurtkę, wiązały sznurówki, poprawiały kołnierzyk przed szkołą. A teraz nie miały już czego poprawiać. Nie było już sukienki do wygładzenia, fryzury do dopilnowania, listy spraw do odhaczenia. Zostało mi tylko to, co zawsze odkładałam na potem. I pierwszy raz naprawdę dotarło do mnie, że to „potem” już minęło.

Teresa, 49 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama