„Ferie w Szczyrku miały nas z mężem zbliżyć. Gdy ja prosiłam o odrobinę ciepła, ten zimny drań perfidnie mnie oszukiwał”
„Otworzyłam paczkę, spodziewając się może jakiegoś swetra albo nowych perfum. W środku znalazłam kopertę z wydrukowaną rezerwacją na pięć nocy w górskim hotelu ze strefą spa, śniadaniami i kolacjami. Do tego bilety na przejazd i mapka szlaków. Byłam w lekkim szoku. Ucieszyłam się jak dziecko”.

- Redakcja
Wyjazd w góry na ferie miał być spełnieniem naszych małżeńskich marzeń – chwilą wytchnienia od codziennych obowiązków, romantyczną ucieczką od rutyny. Mąż zaplanował wszystko: luksusowy hotel, kolacje przy świecach, spacery po ośnieżonych szlakach. Czułam się kochana i doceniona, jakbyśmy znowu byli zakochani jak na początku związku. Nie podejrzewałam, że ten wyjazd okaże się czymś zupełnie innym – początkiem końca mojego zaufania. W ciągu kilku dni przeżyłam emocjonalny rollercoaster, który skończył się bolesnym odkryciem. I choć śnieg topniał za oknem, ja zamarzłam w środku. Już nigdy nie będę taka sama.
Ucieszyłam się jak dziecko
Na stoliku nocnym leżało tylko jedno pudełko owinięte w srebrny papier. Wiedziałam, że to od niego, bo nikt inny nie kładł prezentów z taką starannością. Otworzyłam paczkę z uśmiechem, spodziewając się może jakiegoś swetra albo nowych perfum. W środku znalazłam kopertę z wydrukowaną rezerwacją: pięć nocy w górskim hotelu w Szczyrku ze strefą spa, śniadaniami i kolacjami. Do tego bilety na przejazd i... mapka szlaków. Byłam w szoku.
– Serio? Jedziemy w góry? – zapytałam niepewnie, zaskoczona, ale i rozczulona.
– No przecież mówiłaś, że marzysz o zimowym wypadzie, bez dzieci, bez pracy, tylko my. Chciałem ci to dać, zanim zima się skończy – powiedział, obejmując mnie mocno.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio coś dla mnie zaplanował. Ostatnie miesiące były dla nas trudne, przegadane, przepłakane, z milczeniem w tle. A teraz taki gest? Może naprawdę chciał ratować nasz związek? Tego dnia wierzyłam, że to początek czegoś nowego. Wierzyłam mu tak, jak kiedyś. Ucieszyłam się jak dziecko. Nawet nie przeszło mi przez myśl, że to nie była niespodzianka dla mnie. To była zasłona dymna.
Rozglądał się ukradkiem
Do hotelu dotarliśmy późnym popołudniem. Śnieg prószył lekko, drzewa wyglądały jak z bajki, a w recepcji pachniało cynamonem i drewnem. Wszystko wydawało się idealne. Pokój był przestronny, z balkonem wychodzącym na góry. Zostawiłam walizkę i od razu rzuciłam się na łóżko.
– Tutaj naprawdę da się odpocząć – mruknęłam, przeciągając się leniwie.
Mąż tylko się uśmiechnął, ale jakiś był... zdystansowany? Może zmęczony podróżą? Wmawiałam sobie, że wszystko gra. Wieczorem poszliśmy do hotelowej restauracji. On rozglądał się ukradkiem po sali. Zauważyłam to, ale nie komentowałam. Dopiero później, gdy poszłam do łazienki i wróciłam po kilku minutach, był zamyślony, z telefonem w dłoni, który natychmiast schował, gdy mnie zobaczył.
– Wszystko okej? – zapytałam.
– Jasne, szef coś tam wypisuje, zignoruję go.
Chciałam mu wierzyć, naprawdę. Wróciliśmy do pokoju. On zaproponował, że pójdzie jeszcze do sauny.
– Idź, ja zostanę i poczytam – zgodziłam się, chcąc mu dać przestrzeń.
Leżałam z książką, ale nie czytałam. Czułam straszliwy chłód, choć w pokoju nie było zimno. Zakutałam się w śpiwór i pod kołdrę. W głowie cicho pulsowało mi już coś niepokojącego. Coś nie pasowało. Choć jeszcze nie wiedziałam co.
Serce waliło mi jak młotem
Leżałam w szlafroku, wpatrzona w sufit, kiedy zadzwonił jego telefon. Leżał na nocnym stoliku, ekran rozświetlił się w półmroku. Spojrzałam odruchowo. Na wyświetlaczu pojawiło się imię, którego nie znałam: „Nina”. Dzwoniła dwa razy, a potem przysłała wiadomość: „Zamówiłam już stolik. Tylko się nie spóźnij”. Serce waliło mi jak młotem. Przez chwilę siedziałam w bezruchu, patrząc na ekran, jakby sam miał mi wyjaśnić, o co chodzi. Nie zrobiłam zdjęcia, nie odpisałam, nie zadzwoniłam. Po prostu odłożyłam telefon na miejsce. Do pokoju wszedł po pół godzinie, z rumieńcami na twarzy i ręcznikiem przewieszonym przez ramię.
– Sauna była pusta, wreszcie można się wygrzać – powiedział z uśmiechem.
– Ktoś dzwonił – rzuciłam spokojnie, chociaż krew dudniła mi w uszach.
– Szef, znowu on. Nie wiem, po co teraz mi zawraca gitarę – machnął ręką i poszedł pod prysznic.
A ja siedziałam w tym samym miejscu, drżąc i udając, że wierzę. Przypominałam sobie wszystkie sytuacje z ostatnich miesięcy, które wcześniej ignorowałam. Wszystko zaczynało się układać w zaskakująco spójną całość. Nie wiem, dlaczego wtedy nic nie powiedziałam. Chyba się bałam.
Kłamstwa i czerwona koronka
Potem była zamieć. W nocy sypnęło tak mocno, że rano drzwi wejściowe do hotelu były przysypane śniegiem. Turyści zrezygnowali z wypraw, panował dziwny bezruch, jakby wszystko zamarło. Tylko on był wyjątkowo ożywiony. Nagle zaczął się krzątać, mówić, że idzie po kawę, potem że zajrzy do strefy wellness. Nie umiał usiedzieć w miejscu.
– Wrócę za chwilę – rzucił. – Może umów się na masaż? Będzie ci lepiej.
Zostałam sama i nie wiedzieć czemu, zaczęłam sprzątać pokój. Otworzyłam jego torbę, żeby odłożyć porozrzucane rzeczy. W jednej z bocznych kieszeni znalazłam bieliznę. Czerwona koronka. Majtki. Nie moje. Stałam nad tą torbą, patrząc na dowód zdrady, i czułam, jak robi mi się zimno, jakby cała ta zamieć nagle przeszła przez moje wnętrze. Wszystko zaczęło się we mnie kotłować – niedopowiedziane rozmowy, późne powroty z pracy, chłód w łóżku. To nie była przygodna zdrada. To był starannie pielęgnowany romans. Zamknęłam torbę. Wzięłam do ręki te majtki, usiadłam na łóżku i czekałam, aż wróci.
– Wiesz może, do kogo należą? – zapytałam bez emocji, kiedy wszedł do pokoju. Spojrzał na mnie i zbladł.
Była tylko lodowata cisza
– To nie tak, jak myślisz – powiedział natychmiast, odruchowo, jakby miał ten tekst wyćwiczony wcześniej.
– A jak? – uniosłam brew, pokazując mu bieliznę, którą trzymałam w dłoni. – Kupiłeś je dla siebie?
Milczał. Widziałam, jak w jego głowie kłębią się myśli. Szukał wyjaśnienia, które nie zabrzmi zbyt głupio. Ale nie znajdował. Zbliżył się o krok, może dwa. Chciał coś powiedzieć, ale nic nie wydobyło się z jego ust.
– Powiedz mi tylko jedno, czy ona też jest w tym hotelu? – spytałam chłodno.
Nie zaprzeczył. Po prostu spuścił głowę. I wtedy coś we mnie pękło. Cały ten wyjazd – niby prezent, niby nowy początek – był tylko przykrywką. Idealną okazją, by spotkać się z kimś innym. Z tą, która nosiła czerwoną koronkę, która rezerwowała stoliki na romantyczne kolacje.
– Zabawne, prawda? Ty myślałeś, że jesteś sprytny, a ja myślałam, że jesteś uczciwy – syknęłam, rzucając bieliznę na łóżko.
– To nie miało tak wyglądać... – zaczął, ale już go nie słuchałam. Zaczęłam się pakować.
Nie było we mnie krzyku. Była tylko lodowata cisza.
Czułam się zupełnie pusta
Wyszłam z hotelu bez pożegnania. Śnieg zacinał w twarz, walizka ciągnęła się za mną topornie, ale nie zatrzymywałam się ani na chwilę. Wsiadłam w pierwszy autobus, który zjeżdżał z gór. Siedziałam przy oknie, patrząc, jak krajobraz staje się coraz bardziej znajomy, ale obcy zarazem. Czułam się pusta, jakby ktoś wyciął ze mnie wszystko, co jeszcze rano było ciepłe i ufne. Nie zadzwonił. Nie napisał. Może wiedział, że nie ma już czego ratować. A może był zbyt zajęty, żeby zauważyć, że właśnie stracił kogoś, kto naprawdę go kochał. Dwa dni później przysłał SMS-a: „Może porozmawiamy, kiedy emocje opadną?”
Nie odpisałam. Wiem, że rozmowa nie cofnie niczego, a jego emocje… pewnie opadły już po kolacji z nią. Ze mną zostało coś innego – zimna, bezlitosna świadomość, że byłam okłamywana długo, że pod osłoną świątecznych świateł i pięknych gestów krył się człowiek, którego już nie znam. Nie płakałam. Już nie. Spakowałam jego rzeczy, wyniosłam je do piwnicy. Niech sobie je odbierze. Jeśli będzie miał odwagę. Nie wiem, co będzie dalej, ale wiem, że to koniec.
Weronika, 39 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Ferie w Szczyrku źle mi się będą kojarzyć. Jednego dnia straciłam tutaj 2 najważniejszych dla mnie mężczyzn”
- „Nie sądziłem, że w Dzień Dziadka poznam nową babcię. Gdy stanęła w drzwiach, wszyscy przecierali oczy ze zdumienia”
- „Obiad na Dzień Babci do dziś odbija mi się czkawką. To wtedy przejrzałam na oczy, że rodzina ma mnie w nosie”