Reklama

Zaczęło się niewinnie – od rozmowy po spotkaniu ze znajomymi. Potem był przypadkowy dotyk, a potem już nic nie było przypadkowe. Z Bartkiem czułam się jak w filmie – żywa, piękna, pożądana. On mnie chciał. A ja... chciałam czuć się chciana.

Tłumaczyłam sobie, że przecież to chwilowe. Że wyciszę to wszystko, zanim się wymknie spod kontroli. Jeszcze tylko jeden weekend. Jeszcze jedno spotkanie. Jeszcze jedno zdjęcie...

Wtedy narzeczony zaproponował wspólny wyjazd w góry. „Zresetujemy się” – powiedział. Pensjonat w lesie, śnieg, kominek. Miałam wyrzuty sumienia. Chciałam spróbować jeszcze raz. Dać mu szansę. Uwierzyć, że między nami coś jeszcze jest. Spakowałam walizkę, wyłączyłam powiadomienia od Bartka.

A potem – w łazience – zrobiłam jedno zdjęcie. Intymne. Z dopiskiem „Tęsknię. Już niedługo”. Przez przypadek wysłałam je... do Dawida. Chwilę później usłyszałam dźwięk jego telefonu. I wiedziałam, że nic już nie będzie takie samo.

Zdjęcie wstydu

– Marta, co to ma być? – usłyszałam za plecami, jeszcze zanim zdążyłam wyjść z łazienki.

Zamarłam. W sercu eksplozja. Dawid siedział na łóżku z telefonem w ręku. Jego twarz... nie była wściekła. Była martwa. Pusta. To właśnie było najgorsze.

– Kochanie... – wydukałam, próbując wymusić uśmiech. – To miało być do ciebie. Taki… żart. Chciałam cię zaskoczyć.

– Naprawdę? – spytał, nie spuszczając wzroku z ekranu. – Zawsze wysyłasz takie zdjęcia, kiedy jesteśmy w jednym miejscu?

Próbowałam podejść, ale się odsunął.

– Dawid... To miało być takie śmieszne, że flirt i w ogóle. W sensie – to było do ciebie, tylko miałeś odczytać później i...

– Marta – przerwał mi lodowatym tonem. – Nie rób ze mnie idioty. Nie jesteśmy razem od wczoraj. Nie zachowujesz się tak. Nie piszesz do mnie „nie mogę przestać myśleć o tym, co było w aucie” – Odblokował telefon i pokazał mi wiadomość. – Czy ty mnie właśnie pomyliłaś z kimś innym?

Zatkało mnie.

– Dawid, to był głupi flirt, nic poważnego... Byliśmy kiedyś w aucie, więc…

– A może to nie moje auto? – zapytał cicho.

Milczałam. Wstał, odłożył telefon, ubrał się w milczeniu. Poszedł do kuchni. Stałam w korytarzu i próbowałam oddychać. Wszystko, co tak starannie ukrywałam, zaczynało się sypać. A on... on nie krzyczał. Nie płakał. Po prostu siedział w ciszy, jakby analizował, ile jeszcze razy go okłamałam. A ja nie miałam pojęcia, co teraz zrobić.

„Albo ja, albo on”

Bartek zadzwonił jeszcze tej samej nocy. Wyszłam na balkon, trzymając telefon w drżących dłoniach.

– Co się dzieje? – spytał od razu.

– Wysłałam zdjęcie do Dawida. Było do ciebie – powiedziałam. – Przez pomyłkę.

– Co?!

– Nie krzycz, proszę cię. Próbuję to ogarnąć. Powiedziałam mu, że to do niego... że to żart. Ale on już wie. Albo się domyśla.

– I co teraz? – Bartek milczał przez chwilę. – Słuchaj, może to i lepiej. Przestań udawać. Powiedz mu. Zakończ to i bądź ze mną.

– Bartek, nie teraz! – syknęłam. – Jesteśmy na feriach. Nie rozumiesz? On się domyśla, coś podejrzewa, ale... jeszcze nie wie wszystkiego. Nie mogę teraz wywalić mu prawdy prosto w twarz.

– To kiedy niby chcesz mu powiedzieć? Po ślubie? – prychnął.

– Bartek... błagam cię. Daj mi czas. Jeden weekend. Tylko tyle.

– Marta, ja mam dość. Albo ja, albo on. Nie będę twoim sekretem.

Rozłączył się. Wróciłam do środka, a Dawid już leżał w łóżku. Udawał, że śpi. Kiedy położyłam się obok, nawet nie drgnął. Nie odwrócił się. Nie objął mnie ramieniem, jak zawsze. Cisza między nami była cięższa niż jego milczenie.

Rano wyszedł na spacer sam. Bez słowa. Przez okno widziałam, jak znika między drzewami. Na jego twarzy nie było widać złości. Tylko... chłód. Obojętność. Złapałam za kurtkę i wybiegłam z pensjonatu. Nie mogłam już ufać ani Bartkowi, ani Dawidowi. Każdy z nich wymykał mi się z rąk. A ja... zaczęłam się zastanawiać, czy kogokolwiek jeszcze mam naprawdę.

Nie byłam jedyną winną!

Śnieg skrzypiał mi pod butami, kiedy szłam za nim z daleka, chowając się za drzewami. Dawid nie oglądał się. Sztywno, jakby z determinacją, szedł w kierunku centrum miasteczka. Przysięgam, nie miałam zamiaru go śledzić. Chciałam tylko się upewnić, czy rzeczywiście idzie na spacer. Czy to nie wymówka. Bo czułam w kościach, że coś jest nie tak.

I miałam rację. Zatrzymał się pod kawiarnią. Po chwili podeszła do niego jakaś kobieta. Uśmiechnęła się, rzuciła mu się na szyję. Dawid objął ją bez zawahania. Całowali się. Stałam kilka metrów dalej, ukryta za reklamą pensjonatu, i patrzyłam, jak rozmawiają, jak się śmieją.

Zrobiłam zdjęcie. Ręce mi się trzęsły, więc wyszło rozmazane. Ale widziałam wszystko, czego potrzebowałam. Dowód. Wróciłam do pensjonatu jak w amoku. Przechodziłam przez recepcję z takim impetem, że pani Halinka od razu podniosła wzrok znad książki. Nic nie powiedziała. Wbiegłam na górę, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam przekopywać telefon Dawida. Znałam jego kod. 1011 – dzień naszych zaręczyn.

Wiadomości z Julią. Tak się nazywała. Pełno ich. Zdjęcia. Serca. Pytania: „Kiedy jej powiesz?”, „Tęsknię”, „Śniłeś mi się znowu…”. Nie wiem, ile leżałam. Nad ranem usłyszałam, jak otwiera drzwi. Wstałam.

– Z kim się spotkałeś, Dawid? – zapytałam. – Nie sądzisz, że mamy sobie coś do powiedzenia?

Spojrzał mi w oczy. Ani trochę zaskoczony.

– Skoro już o tym mowa... może ty zaczniesz?

Poczułam, że opadłam z sił.

– Ty... mnie zdradzasz?

– A ty mnie nie?

Milczenie. A potem:

– Julia to nie tylko kochanka. To ktoś, kto rozumie mnie lepiej, niż ty kiedykolwiek potrafiłaś.

To był moment, w którym wszystko się rozpadło. Po prostu... przestałam wierzyć, że to da się jeszcze naprawić.

Zostałam sama

W pokoju było tak cicho, że słyszałam własne bicie serca. Nie krzyczałam. Nie zrobiłam żadnej sceny. Po prostu stałam i patrzyłam na Dawida, który z zupełnym spokojem pakował rzeczy do torby.

– Co robisz? – spytałam.

– Wychodzę. Nie ma sensu, żebyśmy dalej grali w coś, co się już skończyło.

– Z nią? – zapytałam, choć odpowiedź była oczywista.

– Tak. Zostaniemy jeszcze kilka dni w górach. W innym pensjonacie.

Czyli miałeś to wszystko zaplanowane?

– Nie do końca. Chciałem ci powiedzieć po powrocie. Ale, skoro wszystko już i tak na wierzchu...

Nie wiedziałam, czy chce mi się śmiać, czy płakać. Wyszłam. Musiałam gdzieś uciec, choćby na chwilę. Weszłam do baru przy głównej ulicy. Zanim zamówiłam coś do picia, napisałam do Bartka: „To koniec z Dawidem. Jeśli naprawdę chcesz być ze mną, przyjedź”.

Odpowiedział po dwóch minutach: „Wiedziałem. Zawsze wiedziałem, że nie jesteś szczęśliwa z nim”. Spotkaliśmy się tego samego wieczoru. Bartek był czuły, ale też… dziwnie spokojny. Spojrzałam na niego uważnie. Nagle poczułam się, jakby każdy z mężczyzn w moim życiu czegoś ode mnie chciał, ale nikt nie zapytał, czego ja chcę.

– Myślałam, że będę z tobą szczęśliwa – powiedziałam cicho.

– Może jeszcze będziesz – odpowiedział.

Ale w jego oczach zobaczyłam cień, którego wcześniej nie zauważałam. To nie była tylko namiętność. To była kontrola. Roszczenie. Dawid wyjechał następnego ranka. Z Julią. Nawet się nie pożegnał. A ja czułam, że zostałam sama.

Może kiedyś jej opowiem

Spacerowałam bez celu po miasteczku, w którym jeszcze wczoraj miałam być zakochaną narzeczoną. Teraz byłam... nikim. Dziewczyną, która straciła dwóch mężczyzn jednego dnia. Dziewczyną, która zdradziła i została zdradzona. W rękach ściskałam telefon. Bartka nie było. Zniknął tak samo szybko, jak się pojawił. Nie odpisał na moją ostatnią wiadomość.

Usiadłam na ławce przy stacji kolejki linowej. Mróz szczypał mnie w policzki, ale nie miałam siły wrócić do pensjonatu. Patrzyłam na turystów – uśmiechniętych, rozbawionych, z dziećmi na sankach – i miałam wrażenie, że jestem z innego świata. Z brudnego pokoju hotelowego, w którym zostawiłam wszystko, co było mną.

Zadzwoniłam do mamy.

– Hej, mamo...

– Córeczko? Wszystko w porządku?

Nie pytaj. Po prostu... nie wyszło. Może kiedyś ci opowiem.

– Chcesz, żebym przyjechała?

– Nie. Jutro wracam do Warszawy. Sama.

Zakończyłam połączenie. Nie miałam już w sobie nic – ani siły, ani złości, ani nawet rozczarowania. Tylko pustkę.

Wieczorem spakowałam walizkę. W recepcji zostawiłam klucz bez słowa. Na dworcu nie płakałam. Patrzyłam w okno pociągu i czułam, że to, co mnie najbardziej boli, to nie koniec z Dawidem czy Bartkiem. To, że przez ostatnie miesiące kłamałam... wszystkim. Sobie najbardziej.

Wysłałam Bartkowi wiadomość: „Nie wracam do ciebie. Nie chcę już nikogo widzieć”. Nie odpisał. I może dobrze. Może nareszcie nadszedł czas, żeby być tylko ze sobą.

Teraz nie chcę nikogo

Warszawa przywitała mnie zimnym wiatrem i hałasem. Taksówkarz pytał, czy mam daleko, ale nie potrafiłam odpowiedzieć. Czułam się, jakbym wróciła do innego życia, które wcale nie było już moje.

W mieszkaniu było cicho. Zdjęcia na ścianach – te same, co przed wyjazdem. Ja już nie. Zdjęłam pierścionek zaręczynowy i położyłam go na półce. Patrzyłam na niego chwilę, a potem zamknęłam w szufladzie. Może kiedyś go wyjmę. Może nie.

Nie wiem, czy wrócę do Bartka. Może tak. Może za tydzień znów zatęsknię za namiętnością, za jego dotykiem, za tą fałszywą iluzją, że ktoś mnie rozumie. Ale teraz... nie chcę nikogo. Nie tęsknię za Dawidem. Zbyt długo udawaliśmy, że jest dobrze. Tak się nie buduje przyszłości. Zbyt cicho między nami umierała miłość, żeby jeszcze próbować ją ożywić.

Siedzę na kanapie z herbatą w rękach i pierwszy raz od dawna nic nie muszę. Nie muszę się tłumaczyć. Nie muszę wybierać. Nie muszę grać. Nie wiem, czy ta samotność mnie przeraża czy uspokaja. Ale jest prawdziwa. Moja. I jeśli czegoś się nauczyłam, to tego, że kłamstwa mają krótkie nogi. Za to konsekwencje – długie cienie. Ciągną się za tobą, nawet gdy już nikogo nie ma obok. Zostałam sama. I może to właśnie jest najuczciwsze, co mogło mnie spotkać.

Marta, 28 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama