Reklama

Zawsze myślałam, że moje życie to przykład stabilnego, dobrego małżeństwa. Michał był tym spokojnym, cichym mężczyzną, który nie robił scen, nie pił, nie znikał bez słowa. Mieliśmy swoje rytuały, wyjazdy na weekendy, wspólne zakupy. Może nie było fajerwerków, ale było bezpiecznie. Przynajmniej tak mi się wydawało. Od pewnego czasu jednak wyczuwałam chłód. Michał unikał dotyku, unikał rozmów. Zaczęłam się bać, że coś jest nie tak. A potem dowiedziałam się prawdy. Zdradził mnie. To było jak cios w serce. Wstrząs. Ból. Wtedy po raz pierwszy spojrzałam inaczej na jego ojca.

Reklama

Musiałam się odegrać

– Michał, powiedz mi wprost. Czy ty mnie zdradzasz? – zapytałam wieczorem, gdy wrócił z pracy i nawet nie spojrzał mi w oczy.

– Co ty wygadujesz… – mruknął, rzucając klucze na komodę. – Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?

Nie zachowuj się jak tchórz – rzuciłam ostro. – Od tygodni jesteś nieobecny. Unikasz mnie. Pachniesz perfumami, których ja nie używam.

Wzruszył ramionami, jakby próbował się otrzepać z moich słów. Wzrok miał zimny.

– Pracuję, jestem zmęczony. To wszystko.

– Michał. – Podeszłam bliżej. – Znalazłam zdjęcie. Na twoim telefonie. Wy. W samochodzie. Ona się do ciebie uśmiecha, a ty trzymasz jej rękę.

Zamilkł. Odwrócił się w stronę okna. Czekałam.

– To nic takiego – powiedział cicho. – Po prostu… trochę się pogubiłem. Nic się nie wydarzyło. Tylko rozmowy. I parę spotkań.

– Tylko?! – wrzasnęłam. – To nie są „tylko spotkania”, Michał! To zdrada. Kłamstwa. I pogarda dla mnie.

– Przesadzasz. Robisz z igły widły – rzucił spokojnie.

Ten jego chłód był jak benzyna wlana w ogień. Gdyby chociaż przeprosił. Gdyby cokolwiek poczuł. Ale nie. Stał obojętny jak mebel. Wtedy we mnie pękło coś już ostatecznie. W mojej głowie zaczął kiełkować plan. Skoro on nie poczuł nic, muszę sprawić, żeby jednak poczuł. Żeby zabolało go dokładnie tam, gdzie się tego nie spodziewa. Pomyślałam o Janie. Jego ojcu. Tym eleganckim, pewnym siebie mężczyźnie, który zawsze patrzył na mnie z dziwnym błyskiem w oku. I uśmiechnęłam się pod nosem.

Czułam lekkie obrzydzenie

Kolacja u teściów. Zwyczajna, niedzielna. Michał jak zwykle rozmawiał z matką o pracy, udając, że nic się nie wydarzyło. Jakby nie zdradził swojej żony. Jakby nie było między nami tej przepaści, która powstała od chwili, gdy zobaczyłam tamto zdjęcie. Jan siedział naprzeciwko mnie, w ciemnej koszuli, z rozpiętym guzikiem pod szyją. Pachniał intensywnie – intrygująco. Zawsze był zadbany, nieco zbyt pewny siebie, ale teraz zaczęłam dostrzegać coś jeszcze. Coś, czego wcześniej nie chciałam widzieć.

– Masz dzisiaj wyjątkowo piękny uśmiech – powiedział cicho, kiedy zostaliśmy sami w kuchni. – Michał ma szczęście.

Odwróciłam się do niego. Spojrzałam mu w oczy. Nie musiałam odpowiadać wprost.

– Napijesz się wina? – zapytałam, sięgając po kieliszki.

Uśmiechnął się tylko i skinął głową. To nie była jeszcze gra w otwarte karty. Raczej pierwszy ruch pionkiem. Niewinny, ale celowy. Gdy nasze dłonie przypadkiem się zetknęły, nie cofnęłam się. Przeciwnie – delikatnie musnęłam jego palce. Jakby przez roztargnienie. Jan nie cofnął ręki.

– Jesteś… inna niż wszystkie – mruknął, a ja zrobiłam krok w jego stronę. – Zawsze to wiedziałem.

Spojrzałam na niego z udawanym zawstydzeniem. W środku czułam lekkie obrzydzenie, ale i triumf. Wiedziałam już, że pójdzie za mną. Że się złapie na ten haczyk. Zaczęło się.

Chciałam poczuć kontrolę

Zadzwonił do mnie dwa dni po kolacji. Pretekstem była zgubiona ładowarka, którą rzekomo zostawiłam u nich w salonie. Zgodziłam się spotkać. Umówiliśmy się na kawę w małej, dyskretnej kawiarni poza centrum. Znam takie miejsca. Tam nikt nie zagląda.

– Cieszę się, że przyszłaś – powiedział, gdy tylko usiadłam naprzeciwko. – Nie wiedziałem, czy się zgodzisz.

– Przecież to tylko kawa – uśmiechnęłam się.

Ale oboje wiedzieliśmy, że to nie była „tylko kawa”. Rozmowa była lekka. O wszystkim i o niczym. O Michale – nie wspomnieliśmy ani słowa. Jan opowiadał o podróżach, ja słuchałam, przytakując z delikatnym uśmiechem. Przysunął dłoń do mojej. I nie cofnęłam jej.

– Chciałem… – zaczął, patrząc mi prosto w oczy. – Od dawna…

Nie dokończył. Pochylił się i pocałował mnie. Był w tym głód. Zachłanność. I coś jeszcze – coś w rodzaju uwielbienia, które przerażało, a jednocześnie łechtało moje zranione ego. Odpowiedziałam na ten pocałunek. Świadomie. Chciałam tego. Nie jego – tylko tej władzy. Chciałam poczuć, że to ja mam kontrolę. Że to ja mogę wodzić za nos. Że jestem tą, która może wszystko zburzyć. Potem byliśmy już u niego. W jego gabinecie. Na kanapie. Krótko. Szybko. Bez słów.

– Jesteś wyjątkowa – szepnął, kiedy zasłaniał mnie płaszczem.

A ja myślałam tylko jedno, że to tylko gra, to tylko zemsta.

Teść zakochał się we mnie

Spotykaliśmy się regularnie. Zawsze u niego. Jan był ostrożny, wybierał miejsca, w których nie mogliśmy zostać rozpoznani. Czułam się jak bohaterka taniego romansu – ukrywane spojrzenia, ukradkowe gesty, znikające wiadomości. Pewnego wieczoru, kiedy leżeliśmy obok siebie, jego dłoń błądziła po mojej ręce leniwie, niemal czułe, powiedział:

– Myślę o tym, żeby odejść od Krystyny.

Zamarłam.

– Słucham?

– Mówię poważnie. Ten związek od lat jest martwy. Ty dałaś mi coś, czego nie czułem od dawna. Nie mogę już dłużej tego ukrywać.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Patrzyłam w sufit, udając spokój, choć w środku krzyczałam. To miała być tylko gra. Tylko pyskata odpowiedź na zdradę. A on mówił o zostawieniu żony. O „czymś więcej”.

– Jan… – szepnęłam. – Nie wiem, czy to dobry pomysł. Przecież masz rodzinę. I wnuki…

– Ale to nie ma znaczenia – przerwał mi z pasją. – Ja chcę ciebie. Tylko ciebie. Wiem, że to szalone, ale…

Nie dokończył. Przygarnął mnie do siebie z takim oddaniem, że przez chwilę poczułam dławione wyrzuty sumienia. Przecież ja go nie chciałam. To miał być tylko środek. Narzędzie. Cios wymierzony w Michała. Tymczasem Jan się zakochał. I był gotów zostawić wszystko. A ja nie byłam gotowa na to, co miało teraz nadejść.

Już nie było odwrotu

To miał być spokojny obiad u teściów. Michał, jak zwykle, spóźnił się, wchodząc z obojętną miną, jakby wciąż żył w swoim świecie. Ja udawałam, że wszystko gra. Jan był spięty. Czułam to od momentu, gdy przekroczyliśmy próg. Zbyt nerwowo poprawiał mankiet, zbyt często zerkał na mnie. Siedzieliśmy przy stole, kiedy to się stało.

– Nie mogę tego dłużej ukrywać – powiedział Jan, wstając nagle. Głos mu drżał, ale brnął dalej. – Kocham ją. Kocham twoją żonę, Michał.

Zamarliśmy. Czułam, jak robi mi się zimno.

– Co ty… – Michał wstał. – Ojciec, co ty chrzanisz?

– Przepraszam – Jan spojrzał na Krystynę, która właśnie wypuściła talerz z rąk. – Ale to prawda. Nie potrafię dłużej udawać.

Czy to jakiś żart?! – wrzasnęła jego żona. – Jan?!

– To nie żart – powiedział cicho. – To uczucie. Prawdziwe.

– Ty… – Michał spojrzał na mnie. – Ty się z nim przespałaś?

Zamilkłam.

– Odpowiedz mi! – krzyknął. – Odpowiedz, do cholery!

– Tak – powiedziałam w końcu. – Zrobiłam to. Ty zrobiłeś to samo, pamiętasz?

Krystyna zasłoniła usta dłonią. Michał zbladł.

– Wynoś się – powiedział zimno. – Wynoś się z mojego życia.

Wtedy po raz pierwszy zrozumiałam, że z zemsty zrobiłam sobie narzędzie samozniszczenia. I już nie było odwrotu.

Wpadłam we własną pułapkę

Michał się wyprowadził tego samego wieczoru. Nie powiedział mi nawet, dokąd. Zostawił kilka rzeczy, które odebrała za niego matka – milcząca, blada, nie patrzyła mi w oczy. Jan próbował się ze mną kontaktować, dzwonił, pisał. Przez pierwsze dni odczytywałam jego wiadomości z obojętnością, potem już tylko je kasowałam. Wiedziałam, że nie mogę w to brnąć dalej. On naprawdę chciał zostawić wszystko. A ja… ja chciałam tylko zemsty. I dostałam ją. W najbardziej brutalnej formie. Krystyna mu wybaczyła. Tak przynajmniej słyszałam. Dla pozorów. Dla rodziny. Dla dzieci. Tylko ja zostałam sama. Bez męża, bez jego rodziny, bez jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Michał powiedział mi na odchodne jedno zdanie:

– Gratuluję ci. Wyszło ci lepiej niż mnie.

Teraz siedzę w pustym mieszkaniu, w którym echo odbija się od ścian. W miejscu, które kiedyś było domem, a teraz przypomina scenę z rozbitego spektaklu. Patrzę na zdjęcia, które jeszcze nie zniknęły z półek. Nasze uśmiechy – iluzje zamrożone w czasie. Zaczęłam grać w coś, czego nie rozumiałam. Myślałam, że trzymam ster, że kontroluję sytuację. A tak naprawdę sama wpadłam we własną pułapkę. Michał nie był bez winy, ale ja… ja przekroczyłam granicę, której nie da się już cofnąć. Zostałam z ciszą. I sobą. Tylko że siebie już nie poznaję.

Oliwia, 31 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:

Reklama

Reklama
Reklama
Reklama