Reklama

Związek z Olą był czymś pomiędzy wygodą a przyzwyczajeniem. Spotykaliśmy się, kiedy pasowało, bez większych deklaracji, bez przyszłości. Ona może oczekiwała więcej, ale nigdy głośno tego nie powiedziała. Ja miałem swoje życie, plany, ambicje. Nie przewidywałem w nich ani małżeństwa, ani dzieci. Informacja o ciąży była ostatnią, którą wtedy chciałbym usłyszeć.

Pierwsza myśl, że coś jest nie tak

To był wtorek. Zwyczajny dzień, jak każdy inny. Ola przyszła do mnie wieczorem, miała dziwnie poważną minę, ale zrzuciłem to na karb pracy. Pracowała w przedszkolu, ciągle mówiła, że dzieci ją męczą, ale z jakiegoś powodu nie przestawała ich lubić. Nie pytałem, nie wnikałem. Włączyłem mecz, usiadłem na kanapie, a ona stała w przedpokoju i patrzyła na mnie, jakby czegoś oczekiwała.

– Wszystko w porządku? – zapytałem w końcu.

– Tak, tylko… dziwnie się czuję ostatnio. – Usiadła obok mnie i zaczęła grzebać w telefonie. – Mam jakieś mdłości, jestem zmęczona, okres mi się spóźnia.

Nie zareagowałem. Albo raczej nie chciałem zareagować. Poczułem, że coś mnie ściska w środku, ale udawałem, że to nic. Pewnie stres, zmiana pogody, głupie rzeczy. Ola miała tendencję do przesady. Czasem coś ją zabolało i już się widziała na SOR-ze.

– Zrób test, jak się boisz – rzuciłem bez większego zainteresowania.

– Jutro rano zrobię – odpowiedziała cicho.

I wtedy poczułem, że to już nie jest tylko teoria. Że to może być prawda. Że coś, co miało być tylko przygodą, wygodnym układem bez zobowiązań, nagle może mieć poważne konsekwencje. I że ja wcale nie jestem na to gotowy. Ani trochę.

Dziecko? To była katastrofa

Następnego dnia obudziłem się wcześniej niż zwykle. Leżałem w łóżku i wpatrywałem się w sufit, udając przed sobą, że to po prostu kolejny dzień. Ola spała obok, a ja czułem, jak coraz bardziej narasta we mnie niepokój. Kiedy wstała i poszła do łazienki, serce zaczęło mi bić jak oszalałe. Słyszałem każdy szelest, każdy dźwięk wody, każdy krok. Cisza, która potem zapadła, była gorsza niż jakikolwiek krzyk.

Wróciła po kilku minutach, trzymając w ręku test. Spojrzała na mnie, jakby chciała coś powiedzieć, ale milczała. Usiadła na łóżku i podała mi plastikowy patyczek. Dwie czerwone kreski. Dwie. Tak wyraźne, jakby miały krzyczeć mi w twarz: „Masz problem”.

– Jestem w ciąży – powiedziała, chociaż przecież nie musiała.

Nie odpowiedziałem. Patrzyłem na test i czułem, jak cała krew odpływa mi z twarzy. To nie miało się wydarzyć. Nie teraz, nie z nią, nie w ogóle. Byłem zbyt młody, miałem plany, chciałem wyjechać za granicę, rozwijać się. Dziecko? To była katastrofa.

– I co teraz? – zapytała, patrząc mi prosto w oczy.

– Nie wiem – powiedziałem tylko, zbyt zszokowany, żeby kłamać.

Wstałem i wyszedłem do kuchni. Musiałem się napić wody, cokolwiek, by nie czuć tego ścisku w gardle. Wtedy już wiedziałem, że nie dam rady tego unieść. Że jeśli ona będzie chciała to dziecko zatrzymać, ja się wycofam. Bez żalu. Bez wstydu.

Nie chcę tego dziecka

Nie wracałem do tematu przez kilka dni. Ola próbowała, rzucała aluzje, zadawała pytania, które udawałem, że nie słyszę. Unikałem jej wzroku, unikałem rozmów. Wiedziałem, że liczy na jakieś wspólne planowanie, na reakcję, może nawet na czułość. Ale ja miałem tylko jedną myśl: uciec. Najlepiej tak, żeby nie było odwrotu.

– Musimy pogadać – powiedziała pewnego wieczoru, siadając naprzeciwko mnie z kubkiem herbaty, jakby próbowała nadać tej rozmowie pozory normalności.

– O czym? – mruknąłem, chociaż doskonale wiedziałem, o co chodzi.

– O dziecku. O nas. O tym, co dalej.

Nie patrzyłem na nią. Wpatrywałem się w ekran telefonu, chociaż niczego nie czytałem. Po prostu nie chciałem jej widzieć. Jej twarzy, która wciąż miała w sobie resztki nadziei.

– Ja nie chcę tego dziecka – powiedziałem w końcu, głośno i wyraźnie.

Zapadła cisza. Długa i ciężka. Ola spojrzała na mnie z niedowierzaniem, jakby nie słyszała dobrze.

– Co?

– Nie chcę być ojcem. To nie było w moich planach. Nie jestem gotowy. I nie chcę się zmuszać.

Zadrżała jej ręka. Widziałem, jak walczy ze sobą, żeby nie rozpłakać się od razu.

– To nie tak działa – wyszeptała. – To nie towar w sklepie, który można oddać, jeśli nie pasuje.

– Może i nie, ale ja nie będę sobie niszczył życia przez coś, czego nie chciałem.

Wstałem. Nie czekałem na odpowiedź. W tamtej chwili uznałem, że wszystko już zostało powiedziane.

Ucieczka od odpowiedzialności

Nie odbierałem telefonów od Oli przez kilka dni. Pisała do mnie wiadomości – najpierw spokojne, potem coraz bardziej zdesperowane. Prosiła o rozmowę, mówiła, że to nasze wspólne dziecko, że nie można tego załatwić jednym „nie chcę”. Czytałem te słowa z mieszaniną poczucia winy i złości. Czułem się osaczony. Każde zdanie, które zaczynała od „musimy”, wywoływało we mnie bunt. Nie chciałem tego „my”. Już nie.

W piątek po pracy pojechałem do rodziców. Powiedziałem im, że muszę na jakiś czas odpocząć od wszystkiego. Nawet nie pytali zbyt wiele. Mama zawsze była zbyt wyrozumiała, ojciec – obojętny. Nikt nie wnikał. I może właśnie dlatego tam pojechałem – wiedziałem, że nikt mnie nie będzie rozliczał.

– A Ola? – zapytała mama przy kolacji, niepewnie.

– Nie jesteśmy już razem – odpowiedziałem krótko.

– Aha – skinęła głową. – Szkoda. Wydawała się w porządku.

Tyle. Koniec tematu. Siedziałem potem wieczorem w swoim dawnym pokoju, patrząc przez okno i zastanawiając się, czy to naprawdę wszystko. Czy mogę tak po prostu wyjechać z jej życia, zostawić ją samą z tym, co się wydarzyło. I wiesz co? Uznałem, że tak. Że to nie mój problem, skoro ona zdecydowała się to dziecko urodzić. Ja nie chciałem. I nie zamierzałem brać odpowiedzialności za coś, co powstało wbrew mojej woli.

Byłem tchórzem

Minęły tygodnie. Ola przestała pisać. Przestała dzwonić. Wiedziałem, że to tylko kwestia czasu, aż się podda. Ludzie w końcu godzą się z tym, że ktoś ich zawiódł. Ja też wolałem myśleć, że to po prostu koniec związku, który i tak nie miał przyszłości. Wmawiałem sobie, że to lepiej dla niej – że nie będę toksycznym ojcem, który pojawia się i znika, że daję jej szansę na lepsze życie. Kłamstwo powtarzane dostatecznie długo zaczyna brzmieć jak prawda. Spotkałem wspólnego znajomego na mieście. Adrian. Zdziwił się, że się rozstaliśmy.

– Ola wygląda, jakby się posypała – rzucił od niechcenia. – Jest chuda jak patyk. Nie mówi o tobie, ale wszyscy wiedzą, że coś się wydarzyło.

Nie odpowiedziałem. Zrobiło mi się duszno. Poczułem, że nie chcę tego słuchać, ale nie miałem już siły udawać, że to mnie nie dotyczy. Przeszedłem się wieczorem obok jej bloku. Nie zadzwoniłem. Po prostu patrzyłem na oświetlone okna, próbując odgadnąć, w którym może siedzieć i myśleć, że ją zdradziłem. Bo tak właśnie było – nie chodziło o fizyczną zdradę, ale o to, że w najgorszym momencie życia ją porzuciłem.

Nie byłem bohaterem tej historii. Byłem tchórzem, który uciekł, gdy zrobiło się niewygodnie. A mimo to wróciłem do mieszkania, zjadłem kolację, włączyłem serial. Tak, jakby nic się nie stało. A przecież wszystko się stało.

Nie da się cofnąć czasu

Czas płynął. Zmieniłem pracę, przeprowadziłem się, zmieniłem nawet numer telefonu. Wszystko po to, by zacząć od zera. By nie nosić ze sobą tego ciężaru. Ale on i tak był. Cisza, w której żyłem, nie była spokojna. Była dusząca. Czasem budziłem się w środku nocy i przez kilka sekund miałem wrażenie, że słyszę płacz dziecka. Potem przypominałem sobie, że nie mam dziecka. Przynajmniej oficjalnie.

Wiem, że Ola urodziła. Ktoś z dawnych znajomych wrzucił zdjęcie z baby shower. Potem widziałem jej profil, jak przez mgłę – ona z wózkiem, z jakąś kobietą obok. Nigdy nie kliknąłem, nie zagłębiłem się. Nie miałem prawa, ale też nie miałem odwagi. Życie toczyło się dalej, a ja byłem w nim widzem, który kiedyś mógł grać główną rolę, ale sam z niej zrezygnował.

Nie wiem, czy mnie nienawidzi. Pewnie tak. I może ma rację. Jednak nie umiem żałować na głos. W głębi serca wiem, że bycie ojcem w tamtym momencie życia zniszczyłoby mnie. A może – uratowało. Nie dowiem się już nigdy.

Kacper, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:

Reklama
Reklama
Reklama