Reklama

Zawsze mówiłam, że mam dobrą mamę. Taką, która pomaga, pamięta, podsuwa rozwiązania, zanim jeszcze zdążę poprosić. Przez lata nauczyłam się przyjmować to bez pytań, bez sprzeciwu, z wdzięcznością, która bardziej przypominała odruch niż wybór. Tomasz czasem patrzył na mnie wtedy uważnie, jakby chciał coś powiedzieć, ale milczał. A ja wierzyłam, że tak właśnie wygląda spokój w rodzinie. Gdy mama zaproponowała nam ferie, poczułam ulgę i ten znajomy ucisk w środku — jakby ten prezent był po coś.

Nie mogliśmy odmówić...

– Zarezerwowałam wam wyjazd na ferie – powiedziała mama, jakby informowała mnie o pogodzie na jutro. – Góry, cicho, blisko lasu. Leon będzie zachwycony.

Stała w naszej kuchni, oparta o blat, pewna siebie. Leon siedział na podłodze i budował coś z klocków, a Tomasz właśnie zdejmował kurtkę. Spojrzał na mnie, potem na nią. Uśmiechnął się grzecznie, ale widziałam, że jego ramiona lekko się napinają.

Mamo, co za… niespodzianka – wydusiłam, zanim zdążyłam pomyśleć.

– No przecież – odpowiedziała szybko. – Ferie, dziecko, trzeba odpocząć. A wy ostatnio tacy zmęczeni.

Tomasz odchrząknął.

– Doceniamy gest, pani Ireno, ale mogliśmy to wcześniej omówić.

Zapadła cisza. Krótka, ale gęsta. Mama uniosła brwi, spojrzała na niego, potem na mnie.

– Kasia wiedziała, że coś planuję – powiedziała spokojnie. – Prawda?

Poczułam, jak serce przyspiesza. Nie wiedziałam. Wiedziałam tylko, że mama „coś wymyśli”. Skinęłam głową, zanim zdążyłam się zatrzymać.

– No właśnie – dodała. – Chciałam zrobić wam przyjemność. Chyba nie jest to problem?

Leon podbiegł do mnie, ciągnąc mnie za rękaw.

Mamo, pojedziemy? Będzie fajnie?

– Będzie – odpowiedziałam automatycznie, głaszcząc go po włosach.

Tomasz milczał. Znałam to milczenie. Oznaczało, że się cofa, ale zapamiętuje. Mama zaczęła opowiadać szczegóły: domek, terminy, plan. Każde jej zdanie było jak zamknięcie kolejnych drzwi. Im dłużej mówiła, tym bardziej czułam, że nie ma już miejsca na „nie”.

– Nie trzeba się martwić kosztami – rzuciła na koniec. – To ode mnie. Dla was. I dla wnuka.

Wdzięczność uderzyła mnie jak fala. Zaraz za nią przyszło poczucie winy, że w ogóle przyszło mi do głowy, by się wahać. Spojrzałam na Tomasza. Uśmiechnął się słabo.

– Skoro tak bardzo ci zależy – powiedział cicho.

Mama odwzajemniła uśmiech. Ja poczułam, że coś właśnie podpisałam, choć nikt nie podał mi długopisu.

Plan na dzisiaj bez naszego udziału

Pierwszego poranka obudził mnie zapach śniadania i dźwięk otwieranych szuflad. Przez chwilę leżałam nieruchomo, próbując przypomnieć sobie, gdzie jestem. Domek był ładniejszy, niż się spodziewałam. Drewniane ściany, duże okna, cisza za nimi. Idealnie. Przynajmniej w teorii.

Gdy zeszłam do kuchni, mama już krzątała się przy stole. Leon siedział na krześle, machając nogami.

– Wstałaś w samą porę – powiedziała. – Już ustaliłam plan na dziś.

Tomasz stał przy oknie, z kubkiem w dłoni. Odwrócił się powoli.

– Plan? – zapytał.

– No tak – mama uśmiechnęła się. – Najpierw spacer, potem obiad w miasteczku. Leon musi jeść o stałych porach, wiesz.

– My też mamy swoje przyzwyczajenia – odpowiedział Tomasz spokojnie.

Spojrzałam na niego ostrzegawczo, zanim zdążyłam się powstrzymać.

– Tomek, mama się stara – powiedziałam szybko. – To tylko propozycja.

Mama zerknęła na mnie z aprobatą.

– Właśnie. Propozycja. Ale skoro już tu jesteśmy, szkoda czasu na improwizację.

Podczas spaceru poprawiała Leonowi czapkę, zanim ja zdążyłam to zrobić. Zatrzymywała się co chwilę, pokazując mu drzewa, tłumacząc, co powinien zobaczyć, czym się zachwycić. Tomasz szedł kilka kroków za nami.

– Kasia, on się spoci – rzucił w pewnym momencie.

– Lepiej, żeby nie zmarzł – odpowiedziała mama, nawet na niego nie patrząc.

Milczałam. To było łatwiejsze. Zaczęłam się denerwować, gdy w restauracji mama zamówiła za wszystkich.

– Leon zje to – stwierdziła. – A wy powinniście spróbować tej zupy. Koniecznie! Znajomi polecali.

Tomasz westchnął, ale nic nie powiedział. Czułam, jak robi mi się gorąco. Zamiast reagować, uśmiechałam się nerwowo, przepraszająco. Do kogo? Sama nie wiedziałam.

Wieczorem, gdy Leon zasnął, mama nalała herbaty i usiadła naprzeciwko mnie.

– Widzisz, jaka to wygoda – powiedziała. – Gdy ktoś się wszystkim zajmie. Nie musicie się martwić. W końcu to ja ten wyjazd zorganizowałam.

To zdanie zawisło w powietrzu. Pierwszy raz zabrzmiało jak przypomnienie, nie jak troska. Spojrzałam na Tomasza. Patrzył w stół.

– Oczywiście, mamo – odpowiedziałam cicho. – Jesteśmy wdzięczni.

Poczułam wstyd. Nie dlatego, że powiedziałam nieprawdę. Dlatego, że powiedziałam ją automatycznie.

Między mężem a matką

Napięcie nie wybuchło nagle. Raczej sączyło się powoli, jak zimno spod drzwi, którego nikt nie chce zauważyć. Każdego dnia Tomasz mówił mniej, a mama więcej. Ja byłam gdzieś pomiędzy, stale czujna, gotowa łagodzić, tłumaczyć, uprzedzać.

– Kasia, możemy porozmawiać? – zapytał Tomasz wieczorem, gdy mama wyszła do drugiego pokoju.

Serce podeszło mi do gardła.

– Teraz? – zerknęłam w stronę drzwi. – Może później.

– Właśnie o to chodzi – odpowiedział cicho. – Zawsze „później”.

Usiedliśmy przy stole. Jego twarz była zmęczona, ale skupiona.

– Czuję się tu jak dodatek – powiedział. – Jakbym był gościem, nie ojcem Leona ani twoim mężem.

– Przesadzasz – wyrwało mi się. – Mama chce dobrze.

– Wiem – skinął głową. – Ale ty chcesz dobrze dla niej, nie dla nas.

Zabolało bardziej, niż chciałam przyznać. Otworzyłam usta, by zaprzeczyć, ale nie znalazłam słów. Zamiast tego wstałam i zaczęłam zbierać naczynia.

– Nie rób tego – powiedział. – Nie uciekaj.

Wtedy do kuchni weszła mama.

– Co się dzieje? – zapytała, rozglądając się czujnie.

– Nic – odpowiedziałam szybko. – Rozmawiamy.

– O czym? – Spojrzała na Tomasza. – Mam nadzieję, że nie psujecie sobie nastroju. To ferie.

– Właśnie – powiedział Tomasz. – Chcielibyśmy decydować, jak one wyglądają.

Mama uniosła głowę.

– Decydować? Przecież nikt wam niczego nie zabrania. Po prostu pomagam. Zawsze pomagałam – spojrzała na mnie. – Prawda, Kasiu?

To jedno pytanie było jak hak. Znałam je całe życie. Wystarczyło jedno potwierdzenie, by wszystko wróciło na znane tory.

– Mama ma rację – powiedziałam po chwili. – Nie musimy się kłócić.

Tomasz wstał gwałtownie.

– Nie kłócę się – rzucił. – Mówię, że mnie tu nie ma.

Wyszedł, trzaskając drzwiami. Mama westchnęła teatralnie.

– Widzisz? Taki jest. Trzeba umieć z nim postępować.

Zostałam sama z tym zdaniem. I z myślą, że właśnie wybrałam spokój kosztem bliskości. A może tylko odroczyłam coś, czego i tak nie da się uniknąć.

Prawdziwa cena prezentu

Następnego dnia mama była wyjątkowo spokojna. Zbyt spokojna. Mówiła ciszej, uśmiechała się częściej, jakby w powietrzu wisiało porozumienie, którego jeszcze nie nazwała. Tomasz spędził poranek z Leonem na dworze, a ja zostałam z nią w domku.

– Usiądź na chwilę – powiedziała, nalewając herbaty. – Musimy porozmawiać jak dorosłe kobiety.

Usiadłam. Już wtedy wiedziałam, że nie chodzi o pogodę ani plany na obiad.

– Cieszę się, że tu jesteśmy – zaczęła. – Zrobiłam to dla was. Żeby wam było lżej.

– Wiem, mamo – odpowiedziałam. – Doceniamy to.

Skinęła głową, jakby na to czekała.

– No właśnie. Skoro tak, to liczę na rozsądek z twojej strony. – Zawiesiła głos. – Nie wszystko, co mówi Tomasz, jest dobre dla waszej rodziny.

Poczułam ukłucie niepokoju.

– Co masz na myśli?

– Na przykład te jego pomysły o wyprowadzce dalej ode mnie. Albo o tym, że „musicie sami decydować” – uśmiechnęła się smutno. – Ja chcę wam pomóc. Ale pomoc działa tylko wtedy, gdy się jej słucha.

Milczałam. Wpatrywałam się w filiżankę, jakby mogła mi podpowiedzieć odpowiedź.

– Nie mówię, że masz wybierać – ciągnęła. – Ale po tym wszystkim… – rozejrzała się po domku – …chyba naturalne, że staniesz po właściwej stronie.

– Właściwej? – powtórzyłam cicho.

Mojej – odpowiedziała bez wahania. – Jestem twoją matką. Zawsze byłam.

W tej chwili coś we mnie pękło. Zrozumiałam, że ten wyjazd nie był prezentem. Był przypomnieniem o długu. Umową, o której nie pamiętałam.

– A jeśli nie stanę? – zapytałam, zanim zdążyłam się przestraszyć własnych słów.

Mama zmrużyła oczy.

– Nie dramatyzuj. Chcę tylko, żebyś była rozsądna. Żebyś nie zapomniała, komu zawdzięczasz wsparcie.

Drzwi skrzypnęły. Tomasz wrócił z Leonem. Spojrzał na mnie pytająco. W jego oczach było zmęczenie, ale też nadzieja. I nagle wiedziałam, że za chwilę nie będę mogła już udawać.

Zakończenie

Nie pamiętam, kto pierwszy zabrał głos. Pamiętam tylko ciszę, która zapadła, gdy Leon wybiegł do drugiego pokoju, a my zostaliśmy we troje. Mama siedziała wyprostowana, Tomasz stał przy drzwiach, ja między nimi, jak zawsze.

– Coś się stało? – zapytał Tomasz ostrożnie.

Spojrzałam na mamę. Jej twarz była spokojna, ale w oczach miała to spojrzenie, które znałam aż za dobrze. Oczekiwanie.

– Rozmawiałyśmy – powiedziała za mnie. – O przyszłości. O rozsądku.

Poczułam, że jeśli teraz zamilknę, już zawsze tak będzie. Że wrócę do domu słabsza.

– Mamo – zaczęłam, a głos mi zadrżał. – Ten wyjazd… on nie może być argumentem.

– Jakim argumentem? – uniosła brwi. – Przesadzasz.

– Nie. – Pokręciłam głową. – Nie mogę płacić za twoją pomoc posłuszeństwem.

Tomasz patrzył na mnie uważnie. Mama zamarła.

– Kasia, uważaj – powiedziała chłodno. – Robię dla ciebie więcej, niż ktokolwiek.

– Wiem – łzy napłynęły mi do oczu. – Ale to nie daje ci prawa decydować za mnie. Ani przeciwko mojemu mężowi.

Zapadła cisza. Ciężka, nieodwracalna. Mama wstała powoli.

– Widzę, że już wybrałaś – rzuciła.

Bałam się. Strasznie. Bałam się, że ją stracę, że już nigdy nie spojrzy na mnie tak jak kiedyś. Ale po raz pierwszy bałam się mniej niż tego, że stracę siebie.

Droga powrotna była cicha. Ferie skończyły się szybciej, niż się zaczęły. W domu długo uczyliśmy się z Tomaszem nowych rozmów, ostrożnych, niepewnych. Z mamą rozmawiam rzadziej. Inaczej. Czasem boli. Ale wiem jedno: prezent, który odbiera głos, nie jest darem. A dorosłość przyszła do mnie nie wtedy, gdy zostałam matką, lecz gdy odważyłam się rozczarować własną.

Katarzyna, 32 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama