Reklama

Niektórzy mówią, że ojca nie da się zastąpić. Inni twierdzą, że lepiej nie mieć go wcale, niż mieć złego. Ja przez trzydzieści lat życia nie miałam żadnego – tylko matkę, która zawsze, gdy pytałam o niego, spuszczała wzrok i udawała, że temat nie istnieje. W końcu przestałam pytać. Zbudowałam swoje życie sama. Prowadziłam dobrze prosperującą firmę w branży marketingowej, miałam własne mieszkanie w centrum Warszawy, kilku bliskich znajomych i zero złudzeń, jeśli chodzi o rodzinne ciepło. Pewnego dnia zaczęłam współpracę z dużym klientem i kilkaset tysięcy złotych pojawiło się z dnia na dzień na moim koncie. A później... dostałam wiadomość od kogoś, kto podpisał się imieniem Marek.

Reklama

„Przepraszam, że tak późno, ale jestem twoim ojcem. Chciałbym się z tobą spotkać, jeśli pozwolisz”.

Usiadłam na kanapie i gapiłam się w ekran, nie wierząc własnym oczom.

Dostałam wiadomość od jakiegoś Marka – rzuciłam wieczorem, patrząc mamie prosto w oczy – Podobno jest moim ojcem.

Mama zbladła.

– Nie odpisuj. Nie wiesz, co to za człowiek.

– Ale to mój ojciec, prawda? – naciskałam.

– Tak, może... Ale… nie znasz go.

– A może chciałabym go poznać. Chociaż raz.

– Błagam... on może nie być tym, kim myślisz. Lepiej zostaw to w spokoju – mówiła, uciekając wzrokiem.

Wiedziałam, że tak tego nie zostawię.

Nie wiedziałam, co powiedzieć

Umówiliśmy w kawiarni przy Marszałkowskiej. Rozpoznałam go od razu. Siedział w kącie, z lekko siwiejącymi włosami, uśmiechnięty. Miał w sobie coś znajomego. Moje oczy?

– Dziękuję, że przyszłaś – zapytał cicho, wstając.

Skinęłam głową i usiadłam naprzeciwko.

– Nie wiem, jak zacząć – powiedział. – Trzydzieści lat ciszy to sporo.

– Mogłeś odezwać się wcześniej.

– Mogłem. Ale nie miałem odwagi. Bałem się, że mnie znienawidzisz. Że nie będziesz chciała mnie znać.

Spuścił wzrok. Wziął łyk kawy i spojrzał na mnie z czymś, co przypominało skruchę.

– Byłem młody, głupi, wystraszony. Twoja mama zaszła w ciążę, a ja po prostu… zwiałem. Żałuję tego każdego dnia.

– To wygodna wymówka – powiedziałam zimno. – Ale chyba nie po to się odezwałeś, żeby przepraszać?

Uśmiechnął się blado.

– Po prostu... chciałem cię poznać. Zobaczyć, kim jesteś. Może nie wszystko stracone?

Nie wiedziałam, co powiedzieć.

Zawsze brakowało mi ojca – powiedziałam.

– Daj mi szansę. Jedną kolację. Może zbudujemy jakieś wspomnienie?

Spojrzałam na niego długo.

– Jedną kolację – powiedziałam. – Nie obiecuję nic więcej.

A w głowie kołatało mi jedno: czy to możliwe, że całe życie się myliłam? Że mama się myliła?

W sercu pojawił się niepokój

Zaczęło się niewinnie. Tata dzwonił i pytał, czy może wpaść na obiad, zapraszał do kina, przynosił mi kwiaty.

– To ciasto drożdżowe jest jak u babci – mruknęłam, pałaszując kolejny kawałek. – Nie wiedziałam, że umiesz piec.

– Nauczyłem się w Holandii. Pracowałem tam przez lata – zaśmiał się.

Ojciec bywał u mnie coraz częściej. Przynosił zakupy, pomagał z przeprowadzką, poznawał moich znajomych. Jednak Karol patrzył na to wszystko sceptycznie.

– I ty mu w to wszystko wierzysz? – rzucił pewnego dnia.

On się naprawdę stara.

Karol parsknął.

– Jesteś mądra, a zachowujesz się jak mała dziewczynka, która potrzebuje bajki o tatusiu.

Nie chciałam tego słuchać. Chciałam wierzyć, że można nadrobić stracony czas. Któregoś dnia ojciec przyszedł do mnie z pomysłem:

– Mam coś. Projekt. Naprawdę dobry.

Co to za projekt? – zapytałam ostrożnie.

– Nieruchomość. W Mielnie. Znam ludzi, którzy potrzebują wspólnika z kapitałem. Możemy to zrobić razem. Ty masz głowę do biznesu, ja doświadczenie.

W sercu pojawił się niepokój… ale też dziwne ciepło.

– Pomyślę – powiedziałam.

Objął mnie wtedy i wyszeptał:

– Nie zawiodę. Obiecuję.

Patrzyłam w pustkę

Zainwestowałam ponad dwieście tysięcy złotych w projekt ojca. Umowa była, notariusz był, wspólników znałam tylko z jego opowieści. Tata mówił, że wszystko idzie dobrze, ale coś było nie tak. Coraz częściej nie odbierał telefonów, nie odczytywał wiadomości. Nikt nie wiedział, gdzie jest. Wspólników – jak się okazało – nie było. Pewnego dnia wróciłam do mieszkania, a na wycieraczce leżała koperta. W środku był list. Z każdym zdaniem ręce mi się trzęsły mocniej.

„Zawsze chciałem, żebyś wiedziała, jak to boli, gdy ktoś się tobą nie interesuje. Gdy jesteś niczym. Przez trzydzieści lat nie dałaś znaku życia. A ja czekałem. Myślałaś, że mnie nie było, ale ja patrzyłem. Teraz ty poczekasz. Na zaufanie, którego nie będzie. Na pieniądze, których już nie masz. To nie była inwestycja. To była nauczka. Nie wszyscy zasługują na szczęśliwe zakończenie”.

Dodał jeszcze jedno zdanie na końcu:

„Dzięki za wszystko, córeczko. Zasłużyłaś”.

Rzuciłam list na stół, jakby mnie poparzył.

– Co to ma być?! – wysyczałam, a po chwili zadzwoniłam do Karola.

Godzinę później siedzieliśmy na podłodze mojego salonu. Pokazałam mu list.

– Jak można coś takiego... zaplanować? – szepnęłam.

Wiedziałem, że coś z nim nie gra – odpowiedział Karol. – Ale nie sądziłem, że aż tak.

Nie odpowiedziałam. Patrzyłam w pustkę. Czy naprawdę byłam aż tak głupia?

Zostałam podwójnie oszukana

Następnego dnia zadzwoniłam do mamy. Nie chciałam rozmawiać przez telefon. Umówiłyśmy się u niej w mieszkaniu.

– On mnie oszukał – powiedziałam, zanim jeszcze zdjęłam płaszcz. – Zabrał moje pieniądze i zostawił list, w którym napisał, że to była zemsta. Zemsta za to, że nigdy się z nim nie kontaktowałam. Ja miałam się kontaktować?!

Mama spojrzała na mnie jak w osłupieniu. Potem usiadła powoli przy stole.

– Nie wiedziałam… O Boże… Ja...

– Dlaczego mi o nim nie mówiłaś? Dlaczego całe życie milczałaś?

– Bo wiedziałam, że tak to się skończy – powiedziała cicho. – On... porzucił mnie w dniu, w którym się urodziłaś. Zostawił kartkę. Że nie jest gotowy, że to nie jego życie. I zniknął.

– Ale wrócił. I potrafił udawać. Przez rok. Że mnie kocha, że chce naprawić przeszłość.

Mama podeszła do mnie i złapała za rękę, ale ja ją cofnęłam.

Ty też mnie oszukałaś. Milczeniem. Przez to byłam naiwna i łatwowierna. Myślałam, że się zmieniał. Ale on mnie nienawidził. Od zawsze.

Mama zaczęła płakać.

Chciałam ci oszczędzić bólu… A może też... może chciałam ukarać jego. Nie wiem. Nie jestem idealna. Bałam się, że jeśli go poznasz, on cię znów zrani. I miałam rację.

– Wiesz, co bolało najbardziej? Że uwierzyłam. Że przez chwilę myślałam, że mam ojca. A miałam tylko jego plan. Zemstę. I wiesz, co jest najgorsze? Że teraz już nie wiem, czy chcę ci współczuć... czy też się na ciebie obrazić.

Zostawiłam ją przy stole, nadal płaczącą. Wyszłam bez słowa.

Ogarnęła mnie wściekłość

Zabrałam torbę z rzeczami ojca, które zostawił u mnie w mieszkaniu. Schowałam je w pudełku – zdjęcia, dokumenty, notatnik z planami tej „inwestycji”. Nie wiedziałam, po co to robię. Może szukałam jakiegoś sensu. Na dnie znalazłam złożoną kartkę. To było pismo ojca. Rozpoznałam je od razu.

„Może to nie była zemsta, tylko ostatnia szansa, żebyś coś do mnie poczuła?”.

Zamarłam. Przeczytałam to zdanie jeszcze raz. I jeszcze. Nie było podpisu. Nic więcej. Tylko jedno zdanie, które nie pasowało do tego pełnego jadu listu, który zostawił wcześniej. Usiadłam na łóżku. Kartka drżała mi w rękach.

– Okłamał, żeby poczuć, że coś znaczę? – wyrzuciłam w powietrze. – Że mnie okradł, żeby było „prawdziwe”? Co za manipulant!

Poczułam, jak ogarnia mnie wściekłość. Wzięłam kartkę i rzuciłam ją na podłogę. Chciałam ją spalić, podrzeć, ale… nie mogłam. Bo w tym jednym zdaniu było coś więcej. Jakaś rozpacz. Jakiś żal? Albo gra. Jedna wielka gra, w której byłam tylko pionkiem. Śmiałam się przez łzy.

Nienawidzę cię. I tęsknię. I nie wiem, jak to możliwe, że te dwa uczucia mogą istnieć obok siebie.

Płakałam długo. Ale inaczej. Jakbym wreszcie zobaczyła rzeczy takimi, jakie są.

Chciałam odzyskać spokój

Minęły trzy miesiące. Nie odzyskałam pieniędzy, ale też nie straciłam wszystkiego. Nie dałam mu całego majątku, chociaż taki był plan. Moja firma działa. Ludzie wiedzieli, że przeszłam przez coś ciężkiego, ale nikt nie dopytywał. I dobrze. Nie chciałam litości. Chciałam odzyskać równowagę. Z mamą rozmawiam rzadziej. Na razie o pogodzie i serialach. Jeszcze nie jestem gotowa na „przepraszam” i nie wiem, czy kiedykolwiek będę. Ale to już coś. Czasem myślę o moim ojcu. O jego spojrzeniu. Uśmiechu. Tym cholernym „córciu”, które mówił z takim ciepłem. Być może sztucznym. Może prawdziwym. Już nigdy się nie dowiem.

List trzymam w pudełku. I tę kartkę też. Nie po to, by go wspominać, ale by przypominać sobie, że zaufanie to luksus. I że czasem potrzebujemy więcej niż jednej szansy. Ale też, że nie każdą trzeba dawać. Zaczęłam też pisać pamiętnik. Na początku dla siebie. Potem dla innych kobiet, które szukają miłości ojca. Nie wiedziałam, czy kiedykolwiek go wydam. Ale zrozumiałam, że to ja teraz piszę tę historię. I już nikt mi jej nie ukradnie.

Reklama

Paulina, 31 lat

Reklama
Reklama
Reklama