Reklama

Przez całe liceum byłam tą dziewczyną, którą nauczyciele chwalą na wywiadówkach, a koledzy… właściwie nie zauważają. Albo zauważają, ale w ten sposób, jak się zauważa kogoś, kto nigdy nie zwraca na siebie uwagi, nie robi hałasu. Cicha Natalia, ambitna Natalia. Ta, która zawsze ma notatki, zawsze oddaje wszystko na czas i nigdy nie ma problemów.

Mój świat był prosty jak plan dnia zapisany w kalendarzu. Szkoła, dom. nauka, powtórki. Egzaminy próbne, kurs maturalny. Zasypianie z podręcznikiem w dłoni. I znowu od początku.

Moi rodzice lubili porządek. W domu, w moich ocenach, w mojej przyszłości. Nie krzyczeli często — to nie byli rodzice, którzy trzaskają drzwiami i robią awantury. Oni byli gorsi, bo chłodni i wymagający. Tacy, którzy potrafili powiedzieć: „Bardzo dobrze” bez uśmiechu. Albo: „To twoja praca” i wrócić do swoich spraw, jakby moja radość była czymś niepoważnym.

Czułam presję, żeby być „tą dobrą dziewczyną”. Taką, która nie pakuje się w kłopoty. Taką, która nie robi „głupot”, bo przecież ma przed sobą przyszłość. A ja… ja nawet nie wiedziałam, jak wyglądają te głupoty.

Nie miałam chłopaka. Nigdy się nie całowałam. Nikt nigdy nie trzymał mnie za rękę w sposób, po którym serce robi się miękkie. Nie oglądałam romantycznych filmów z tęsknotą, raczej z lekkim politowaniem dla bohaterek, które „tracą głowę”. Myślałam, że mnie to nie dotyczy. Że ja jestem ponad to. Że wystarczy zdać maturę i iść na studia.

Tylko czasem — bardzo rzadko — kiedy leżałam w ciemności i słyszałam, jak cały dom oddycha spokojnie, a ja jedna nie mogę zasnąć… miałam wrażenie, że moje życie jest jak ładnie posprzątany pokój. Wszystko na miejscu. Tylko nikt w nim nie mieszka. I wtedy nadeszła studniówka.

Kasia namawiała mnie od miesięcy, mówiła, że to jedyna taka noc. Że kiedyś będę żałować. Że nawet ja zasługuję na coś więcej niż tylko matura i studia. Wzruszałam ramionami, udawałam, że to mnie nie rusza, że mi nie zależy. Ale prawda była taka, że bałam się. Bo jeśli pójdę… może coś we mnie pęknie. Może zrobię coś, czego nie cofnę.

I nie miałam pojęcia, jak bardzo ta obawa była słuszna.

Przestałam myśleć

Nie chciałam tam iść. Studniówka wydawała mi się niepotrzebna i sztuzna jak teatr, ale Kasia nie odpuszczała i w końcu uległam. Sukienkę kupiłyśmy w pośpiechu, buty pożyczyłam od kuzynki. W dniu balu matka spojrzała na mnie krytycznym wzrokiem, poprawiła włosy i rzuciła: „Nie przesadź z niczym”. Ojciec nawet się nie odezwał.

W hotelu wszystko było inne niż moje życie: głośne, kolorowe, pewne siebie. Patrzyłam na parkiet, jakbym oglądała film. Kasia podała mi kieliszek.

– Wypij. Choć raz zaszalej – powiedziała z uśmiechem.

Spróbowałam. I wtedy go zobaczyłam. Bartek, chłopak z równoległej klasy. Wszyscy go znali, był pewny siebie, zawsze otoczony ludźmi. Nagle spojrzał na mnie. Uśmiechnął się, jakbyśmy się znali.

– Natalia, prawda? – zapytał, podchodząc. – Zatańczysz ze mną?

Skinęłam głową. Na parkiecie trzymał mnie pewnie, mówił coś ściszonym głosem. Nie słuchałam. Patrzyłam tylko na jego twarz, blisko, za blisko. Kiedy piosenka się skończyła, nie puścił mojej dłoni.

– Chodź – powiedział. – Pójdziemy gdzieś, gdzie jest ciszej.

Zgodziłam się, nie myślałam. W korytarzu było półmrok. Bartek stanął przy ścianie i patrzył na mnie. Milczeliśmy. Potem mnie pocałował. Nie powiedziałam nic, nie cofnęłam się. Nie planowałam tego, ale stało się.

Czułam się samotna

W poniedziałek poszłam do szkoły, jakby nic się nie wydarzyło. Siedziałam na lekcjach, notowałam, odpowiadałam na pytania. Nikt niczego nie zauważył. Nikt nie zapytał, a ja nie powiedziałam. Bartek pisał jeszcze przez dwa, może trzy dni. Krótkie wiadomości, uśmiechy na korytarzu. Potem zamilkł. Przechodził obok mnie tak, jak przechodzi się obok drzewa – obojętnie.

Udawałam, że też jestem obojętna. Że nic mnie nie rusza. Ale kiedy tydzień później usiadłam sama w szkolnej łazience z testem ciążowym w dłoni, cała ta maska rozsypała się w jednej chwili. Dwie kreski. Dwie czerwone kreski na kawałku plastiku, które sprawiły, że zapomniałam, jak się oddycha. Wróciłam do klasy z twarzą bladą jak ściana. Kasia zauważyła od razu.

– Co się dzieje? – zapytała cicho. – Jesteś chora?

– Chyba… coś jest nie tak – powiedziałam i spuściłam wzrok.

– To pewnie stres – odpowiedziała szybko. – Każdemu się zdarza.

Kiwnęłam głową, ale wiedziałam, że to nie stres. To było coś, czego nie da się wymazać. Wieczorem powiedziałam mamie. W kuchni. Stała przy zlewie, myła warzywa. Nie spojrzała na mnie, kiedy mówiłam.

Jestem w ciąży – powiedziałam prosto, bez zawijania.

Zamarła na chwilę, ale nie odwróciła się.

Musisz to dźwignąć – odpowiedziała chłodno.

Ojciec siedział w salonie. Usłyszał, ale nie odezwał się ani słowem. Poszłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i patrzyłam w ścianę. Czułam się brudna, samotna. Jakby coś mnie wymazało z życia, które znałam. Jakby nie było mnie w tym domu, w tej rodzinie, w tej rzeczywistości.

Nikt nie zapytał, co się stało. Nikt nie zapytał, kto to zrobił. W ich oczach byłam problemem do rozwiązania.

Zamknęłam się w sobie

Było zimno, mokry śnieg oblepiał chodniki, gdy spotkałam go przypadkiem na przystanku. Stał z rękami w kieszeniach, słuchawki w uszach, zapatrzony w telefon. Serce zaczęło mi bić szybciej. Nie planowałam tego spotkania. Ale skoro los już go postawił przede mną, nie mogłam uciec.

– Bartek – powiedziałam cicho, ale stanowczo.

Podniósł wzrok, spojrzał na mnie bez wyrazu. Jakby mnie pierwszy raz widział.

– O, cześć – rzucił niedbale. – Co tam?

– Musimy porozmawiać – zaczęłam. – To ważne.

– Natalia, nie rób scen – westchnął. – To nie było nic poważnego. Dobrze się bawiliśmy, nie?

Poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg, ale jeszcze znalazłam w sobie resztki siły.

Jestem w ciąży – powiedziałam wprost, tak jak wtedy w kuchni.

Zamilkł na chwilę. Zmrużył oczy, a potem się skrzywił.

– Nie wiem, z kim jeszcze byłaś – powiedział zimno. – To nie mój problem.

Zaniemówiłam. Nie miałam gotowej odpowiedzi na coś takiego. Patrzyłam na niego, jakby w jednej chwili zmienił twarz.

– Ty naprawdę to mówisz? – zapytałam szeptem.

– Nie udawaj, że jesteś święta. Każdy wie, jaka jesteś, kiedy przestajesz się kontrolować – rzucił i odwrócił się do mnie plecami.

Nie poszłam za nim. Stałam tylko w tym śniegu, z palcami zaciśniętymi na pasku torby, i czułam, jak świat przestaje mnie trzymać. Już nie tylko byłam sama. Teraz byłam też odrzucona. Jakby ktoś wyciął mnie z kadru, w którym chwilę temu istniałam.

W kolejnych dniach przestałam wychodzić na przerwy. Przemykałam do klasy i z powrotem, unikałam spojrzeń. Czułam, że wszyscy wiedzą. Nawet jeśli nikt nic nie mówił, spojrzenia były inne. Milczenie gęstniało. Przestałam odbierać telefony od Kasi, choć pisała codziennie. Zamknęłam się w sobie, bo jedyne, czego pragnęłam, to zniknąć. Zniknąć z tej szkoły, z tego miasta, z tego ciała, które nagle przestało być moje.

Potrzebowałam wsparcia

Nie poszłam do szkoły. Najpierw jeden dzień, potem drugi. Leżałam w łóżku i słuchałam odgłosów domu, jakby to był dom obcych ludzi. Mama krzątała się w kuchni, ojciec wychodził do pracy, drzwi zamykały się za nim twardo, ale nikt nie zapukał do mojego pokoju. Nikt nie zapytał, czy żyję. To milczenie było gorsze niż krzyk.

W głowie wciąż słyszałam zdanie mamy: musisz to dźwignąć. Przewijało się jak rozkaz. Próbowałam myśleć logicznie, jak zawsze, ale wszystko rozjeżdżało mi się w rękach. Strach mieszał się ze wstydem, a potem przychodziła złość na siebie, że w ogóle doprowadziłam do takiej sytuacji.

W końcu wyszłam z domu bez słowa. Miasto było szare i obojętne. Ludzie szli szybko, mijali mnie, nie patrząc, a ja miałam wrażenie, że wszyscy wiedzą, co się ze mną dzieje. Szłam przed siebie bez planu, wchodziłam do sklepów tylko po to, żeby się ogrzać, stałam na przystankach, choć nie wsiadałam do żadnego autobusu. Usiadłam w parku i poczułam, że dłonie trzęsą mi się tak, że nie potrafię tego zatrzymać.

Kasia znalazła mnie po południu. Podeszła szybko, zdyszana, z oczami pełnymi niepokoju.

– Natalia, co ty wyprawiasz? – zapytała ostro. – Zniknęłaś, nie odbierasz.

Nie umiałam już udawać. Popatrzyłam na nią i spuściłam wzrok.

Jestem w ciąży – powiedziałam cicho.

Kasia usiadła obok mnie i przez chwilę milczała, jakby nie mogła złapać oddechu. Potem ścisnęła moją dłoń.

– Dlaczego byłaś z tym sama? – szepnęła.

Łzy poleciały mi od razu, bez kontroli. Kasia przytuliła mnie mocno.

Nie jesteś sama – powiedziała. – Zrobimy coś z tym. Nie pozwolę ci zniknąć.

Zostałam z tym sama

Wróciłam do domu wieczorem. Przez chwilę stałam pod drzwiami, zanim weszłam, bo czułam, że jeśli przekroczę próg, nie będę już mogła udawać, że to wszystko da się przemilczeć. W salonie paliła się lampka. Mama siedziała przy stole, ojciec na kanapie. Spojrzeli na mnie krótko, bez niepokoju, jakby mój brak przez kilka dni był drobiazgiem.

Gdzie byłaś? – zapytała mama spokojnie.

To spokój mnie rozpalił.

– Nie było mnie w szkole. Nie było mnie w domu. A wy nawet nie sprawdziliście, czy wrócę – powiedziałam i poczułam, że serce mam w gardle.

Mama zacisnęła usta.

– Każdy ma swoje obowiązki. Nie przesadzaj.

Ojciec nie odezwał się ani słowem. Patrzył gdzieś w dół, jakby czekał, aż temat sam zniknie.

– Wy się zachowujecie, jakbym była problemem do rozwiązania, a nie waszą córką – wyrzuciłam z siebie. – Powiedziałam ci, co się dzieje i usłyszałam tylko, że mam to „dźwignąć”. Ja się boję. Ja nie wiem, co robić.

Mama wstała, jakby chciała uciąć rozmowę samą swoją postawą.

– Nie komplikuj tego bardziej. Jesteś dorosła – powiedziała.

Zadrżałam ze złości.

Ale jestem waszą córką – odpowiedziałam ostro. – Mam osiemnaście lat i zostałam z tym sama. Przez was. Przez wasze milczenie.

W końcu powiedziałam to, co od dawna paliło mnie od środka.

– Czy wy mnie w ogóle kochacie? Czy dla was liczą się tylko wyniki?

Mama odwróciła wzrok, jakby to pytanie było nie na miejscu.

– Skup się na tym, co trzeba zrobić – rzuciła cicho.

Ojciec nadal milczał. Łzy spłynęły mi po policzkach, ale nie cofnęłam się ani kroku.

– Urodzę to dziecko – powiedziałam. – I nie pozwolę, żeby żyło w ciszy i wstydzie. Nie pozwolę, żeby było traktowane jak błąd. Jeśli mam dorosnąć, to nie tak, jak wy chcecie.

W domu znów zrobiło się cicho, ale tym razem nie uciekłam. Stałam, płakałam i mówiłam, bo pierwszy raz wiedziałam, że mój głos też ma znaczenie.

Natalia, 18 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama