„Gdy rosło we mnie nasionko, mąż uprawiał 2 ogródek. Ponoć zrobił to z miłości i troski”
„Stałam przy oknie, wpatrując się w ciemność. Lampy na osiedlu rzucały mdłe światło na parking. Wypatrywałam świateł jego samochodu, ale wcale nie chciałam, żeby wracał. Nie wiedziałam, co zrobię, gdy przekroczy próg. Krzyczeć? Płakać? Uderzyć go?”.

- Redakcja
Jeszcze kilka miesięcy temu myślałam, że mam wszystko. Kochającego męża, ciepły dom i dziecko, które rosło we mnie z każdym dniem. Czekałam na synka jak na największy cud świata. Byłam zmęczona, czasem obolała, ale szczęśliwa. A potem Adam zaczął się zmieniać.
Najpierw były drobiazgi – późniejsze powroty do domu, roztargnione spojrzenie, cichy telefon w środku nocy. Wmawiałam sobie, że przesadzam. Że to stres, że boi się bycia ojcem. Ale któregoś wieczoru, kiedy stałam w łazience, gładząc dłonią napiętą skórę brzucha, coś mnie uderzyło – od tygodni nie widziałam w jego oczach tej iskry, którą miał zawsze, gdy mówił o naszym dziecku. A potem stało się najgorsze.
Znalazłam wiadomości. Krótkie, urywane, pełne niedopowiedzeń, ale wystarczająco jasne. „Tęsknię.” „Nie mogę się doczekać”. „Kiedy się zobaczymy?”. Serce mi zamarło. Kiedy Adam wrócił tamtego wieczoru, czekałam na niego w salonie. Już nie miałam wątpliwości. Wiedziałam, że mnie zdradził.
Zdradzał mnie, kiedy nosiłam jego dziecko
Stałam przy oknie, wpatrując się w ciemność. Lampy na osiedlu rzucały mdłe światło na parking. Wypatrywałam świateł jego samochodu, ale wcale nie chciałam, żeby wracał. Nie wiedziałam, co zrobię, gdy przekroczy próg. Krzyczeć? Płakać? Uderzyć go? Drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem.
— Jeszcze nie śpisz? — Jego głos był zmęczony, ale zbyt spokojny. Nie przypominał człowieka, który wraca do żony i dziecka, którego się spodziewa. Raczej kogoś, kto miał właśnie zakończyć podwójne życie i przejść do normalności.
Wstałam powoli, czując ciężar brzucha. Palce zaciskały mi się na telefonie, na dowodach jego zdrady.
— Adam… — powiedziałam cicho.
Spojrzał na mnie, a potem na telefon w mojej dłoni. I już wiedział. W sekundzie cały jego spokój wyparował, zastąpiony czymś, co wyglądało jak… panika? Wstyd?
— Słuchaj… — przesunął dłonią po twarzy, jakby chciał zetrzeć to wszystko, co miało teraz nastąpić.
— Nie! — przerwałam mu ostro. — Nie masz prawa teraz się tłumaczyć. Chcę tylko jedno usłyszeć… Jak długo?
Nie odpowiedział od razu. Widziałam, jak jego klatka piersiowa unosi się w ciężkim oddechu, jak zaciska dłonie.
— Kilka miesięcy.
Coś we mnie pękło.
— Kilka miesięcy? — powtórzyłam z niedowierzaniem. — Czyli zdradzałeś mnie, kiedy nosiłam twoje dziecko? Kiedy martwiłam się, czy wszystko jest w porządku, kiedy czułam się samotna, bo ty… bo ciebie nie było?
— To nie tak…
— To nie tak?! — wybuchnęłam, podchodząc do niego bliżej. — Więc jak? Po prostu się potknąłeś i przypadkiem wpadłeś do jej łóżka?
Przez chwilę milczał, a ja widziałam, jak zaciska szczękę. Wreszcie wypuścił powietrze i spojrzał mi prosto w oczy.
— Bałem się.
Parsknęłam śmiechem. Śmiechem, który nie miał w sobie nic z radości.
— Bałeś się czego? Że będziesz ojcem? Że będziesz musiał dorosnąć? Więc, zamiast tego postanowiłeś się zabawić na boku?
— Nie chodziło o to. Po prostu… miałem wrażenie, że już mnie nie potrzebujesz.
Nie potrzebuję? Czułam, jak łzy zbierają mi się pod powiekami, ale zmusiłam się, żeby nie płakać.
— Wynoś się.
— Lenka, proszę…
— Wynoś się, Adam!
Ostatnie, co zobaczyłam, zanim wyszedł, to jego twarz – pełna żalu i strachu. Ale już mnie to nie obchodziło. Zostałam sama. Sama, z naszym dzieckiem, z rozdartym sercem i jednym pytaniem w głowie: co teraz?
Mój poród był długi i bolesny
Poród był długi i bolesny. Byłam wykończona, ale kiedy położna położyła mi na piersi ciepłe, drobne ciałko, poczułam coś, czego nigdy wcześniej nie znałam. Kacperek. Mój synek. Mój cały świat. Chciałam być silna. Chciałam, żeby jego pierwsze dni były pełne miłości, a nie smutku po mężczyźnie, który mnie zawiódł. Ale wtedy Adam pojawił się w szpitalu.
— Nie chcę go widzieć — powiedziałam pielęgniarce, a ona pokiwała głową i zniknęła.
Ale on nie odpuszczał. Wysłał wiadomość: „Proszę, pozwól mi go zobaczyć”. Nie odpowiedziałam. Wróciłam do domu sama. Kinga, moja przyjaciółka, pomogła mi wszystko ogarnąć – od kąpieli po pierwsze nieprzespane noce. Kacperek płakał, ja płakałam, a Adam… Adam dzwonił. Przynosił prezenty dla dziecka pod dom, zostawiał wiadomości. Aż w końcu stanął w moich drzwiach.
— Lena, błagam. Nie proszę o zapomnienie. Chcę tylko drugą szansę.
Stał tam, trzymając pluszowego misia. Głupiego, niepotrzebnego misia, jakby można było naprawić wszystko zabawką.
— Dla ciebie to było nic. Dla mnie to było wszystko.
— Kocham cię. Kocham Kacpra. Nie poddam się.
Zamknęłam drzwi. Ale jeszcze długo po tym słyszałam jego głos w głowie. I nienawidziłam tego, że jakaś część mnie wciąż chciała mu uwierzyć.
Jeśli raz to zrobił, zrobi i znowu
Siedziałyśmy z Kingą w mojej kuchni. Kacperek spał w kołysce obok, oddychając miarowo. Wpatrywałam się w kubek herbaty, nie mogąc zebrać myśli.
— I co teraz? — zapytała Kinga, patrząc na mnie uważnie.
— Nie wiem. — Wzruszyłam ramionami. — On nie odpuszcza. Wciąż wraca, przynosi rzeczy dla Kacperka, mówi, że mnie kocha…
— A ty? — przerwała mi ostro. — Kochasz go jeszcze?
Zacisnęłam palce na kubku.
— Chciałabym powiedzieć, że nie. Ale… — Westchnęłam ciężko. — To nie jest takie proste.
Kinga przewróciła oczami i oparła się o blat.
— Jeśli mu wybaczysz, zawsze będziesz się zastanawiać, czy zrobi to znowu.
— Ale to ojciec mojego dziecka — wyszeptałam. — Nie chcę, żeby Kacperek dorastał bez niego.
— Chcesz męża, który ucieka, kiedy robi się trudno? — Jej głos był twardy.
— Bo jeśli raz to zrobił, to może zrobić znowu.
Nie miałam na to odpowiedzi.
Kinga nachyliła się nade mną i ścisnęła moją dłoń.
— Pytanie nie brzmi, czy możesz mu wybaczyć. Pytanie brzmi: czy potrafisz mu znowu zaufać?
Zamilkłam. Bo właśnie to było najtrudniejsze.
Bał się, że już nie jesteśmy blisko
Adam zjawił się następnego wieczoru. Nie zdążyłam zamknąć drzwi, zanim je zablokował stopą.
— Proszę cię. Wpuść mnie.
Westchnęłam ciężko i w końcu odsunęłam się, wpuszczając go do środka.
— Masz pięć minut — powiedziałam chłodno.
Stanął w salonie, rozglądając się niepewnie, jakby nie był już u siebie. I dobrze.
— Czemu mi to zrobiłeś? — zapytałam wprost.
Podniósł na mnie wzrok, pełen winy.
— Nie wiem, Lena. Bałem się, że już nie jesteśmy tacy jak dawniej, że wszystko się zmienia…
— Więc, zamiast spróbować to naprawić, poszedłeś do niej? — Próbowałam brzmieć spokojnie, ale głos mi drżał.
— Byłem idiotą. Nie myślałem. Ale kocham cię. Kocham Kacpra. Chcę wrócić.
Parsknęłam cicho, kręcąc głową.
— A jeśli za pięć lat znowu się przestraszysz?
Zamilkł. Patrzyłam na niego długo, szukając w nim tej samej osoby, którą kiedyś kochałam bezgranicznie. Ale widziałam tylko kogoś, kto mnie zawiódł.
— Nie wiem, czy potrafię ci jeszcze zaufać — powiedziałam w końcu.
A on tylko skinął głową, jakby wiedział, że ta decyzja należy już tylko do mnie.
Nie wiem, czy mogę być dalej żoną
Nad ranem usiadłam na kanapie, wpatrując się w pustą szklankę po herbacie. Kacperek spał spokojnie, nieświadomy tego, jak bardzo jego matka była rozdarta. Czy mogłam to naprawić? Czy powinnam? Telefon zawibrował. Adam. „Nie poddam się. Spotkajmy się”.
Odpisałam jednym słowem. „Dobrze.” Pojawił się godzinę później. Wszedł do mieszkania ostrożnie, jakby bał się, że go wyrzucę.
— Co postanowiłaś? — zapytał cicho.
Zacisnęłam palce, aż zabolało.
— Adam… Kacper zawsze będzie twoim synem. I chcę, żebyś był dla niego ojcem. Ale ja… Nie wiem, czy mogę być jeszcze twoją żoną.
Patrzył na mnie długo. Spodziewałam się, że skinie głową i odejdzie. Ale on zrobił coś innego.
— Nie poddam się — powiedział stanowczo.
Zaskoczona uniosłam wzrok.
— Co?
— Nie pozwolę ci odejść. — Jego głos był pewny, bez wahania. — Wiem, że zawaliłem. Wiem, że cię skrzywdziłem. Ale jeśli jest choć cień szansy, że kiedyś mi wybaczysz… będę na to czekał.
Zacisnęłam usta, ale czułam, że łzy napływają mi do oczu.
— Zostawię ci czas — dodał. — Ale nigdy nie przestanę walczyć o nas.
Patrzyłam, jak bierze Kacpra na ręce i tuli go delikatnie. Może to jeszcze nie koniec.
Nie mogłam mu nic obiecać
Dni mijały, a Adam nie zniknął. Nie naciskał, nie próbował się wpraszać, ale był. Pojawiał się regularnie, żeby zobaczyć Kacpra, przynosił zakupy, gotował obiad, zostawał wieczorem, gdy byłam zmęczona. Nie mówił wiele, ale jego czyny mówiły za niego. Minął miesiąc, zanim pierwszy raz zgodziłam się pójść z nim na spacer. To miała być tylko zwykła przechadzka po parku z wózkiem, ale czułam, jak napięcie między nami się zmienia.
— Jak się czujesz? — zapytał cicho.
— Nadal nie wiem — przyznałam szczerze.
Pokiwał głową.
— W porządku. Poczekam.
Zaufanie odbudowywało się powoli, kawałek po kawałku. To nie była kwestia kilku tygodni ani nawet miesięcy. Ale Adam się nie poddawał. Nie uciekał. Nie szukał drogi na skróty. W końcu zaczęłam dostrzegać w nim mężczyznę, którego kiedyś kochałam. Może już nie takiego samego, ale kogoś, kto naprawdę walczył o nas. Pewnego wieczoru, gdy Kacperek już spał, spojrzałam na Adama i powiedziałam jedno zdanie, które zmieniło wszystko:
— Możemy spróbować.
Nie obiecywałam mu miłości. Nie obiecywałam, że zapomnę. Ale dawałam mu szansę.
Lena, 30 lat