Reklama

Poranki na wsi mają w sobie coś kojącego. Ten sam widok za oknem, te same dźwięki, ten sam rytm dnia, który od lat porządkuje mi życie. Dom, ogród, Paweł krzątający się po swojemu – wszystko działa jak dobrze naoliwiony mechanizm. A jednak coraz częściej mam wrażenie, że jestem tylko jego częścią zapasową. Funkcjonuję poprawnie, bez zgrzytów, ale jakby obok samej siebie, z myślami zawsze krok dalej, gdzieś poza tym spokojem.

Uśmiechnął się niepewnie

Wyszłam z domu bez konkretnego celu, jak zwykle tą samą drogą w stronę pól. Paweł został w środku, pochylony nad swoimi sprawami, a ja potrzebowałam powietrza, choć nawet przed sobą nie umiałam powiedzieć dlaczego. Szłam wolno, licząc kroki, mijając znajome ogrodzenia i domy, które niczym się już nie wyróżniały. Wieś była cicha, jakby wtapiała się we własny spokój. Zauważyłam go dopiero wtedy, gdy był już blisko. Sylwetka, sposób chodzenia, lekko opuszczone ramiona – wszystko uderzyło mnie naraz, jakby ktoś nagle uchylił drzwi do dawno zamkniętego pokoju. Zatrzymałam się odruchowo.

– Anka? – odezwał się pierwszy, z lekkim niedowierzaniem.

– Michał… – odpowiedziałam, a własny głos wydał mi się obcy.

Staliśmy naprzeciwko siebie, za blisko jak na dawną znajomość, za daleko jak na coś więcej. Uśmiechnął się niepewnie, tak samo jak kiedyś, tylko zmarszczki przy oczach zdradzały, że czas jednak zrobił swoje.

– Dawno się nie widzieliśmy – powiedział, jakby to była najbezpieczniejsza rzecz na świecie.

– Bardzo dawno – przytaknęłam. – Nie wiedziałam, że tu jesteś.

– Wpadam czasem. Sprawy rodzinne.

Zapadła cisza. Nie była niezręczna, raczej ciężka, pełna tego, co mogłoby zostać powiedziane, ale nigdy nie zostało. Zauważyłam, że wciąż ma ten sam nawyk pocierania dłoni, gdy się denerwuje. Sama nie wiedziałam, skąd pamiętam takie drobiazgi.

– Jak… jak ci się tu żyje? – zapytał w końcu.

– Spokojnie – odpowiedziałam zbyt szybko. – Bardzo spokojnie.

Skinął głową, jakby rozumiał więcej, niż mówiłam. Spojrzał gdzieś w bok, potem znowu na mnie.

– Miło było cię zobaczyć.

– Wzajemnie.

Rozstaliśmy się bez pośpiechu, każde idąc w swoją stronę. Dopiero po kilku krokach poczułam, że serce bije mi szybciej, a dłonie mam chłodne. Powtarzałam sobie, że to tylko przypadek, krótka rozmowa, nic więcej. A jednak droga powrotna dłużyła się bardziej niż zwykle, jakby każdy krok oddalał mnie nie tylko od niego, ale i od czegoś, co nagle obudziło się we mnie po latach.

Myśli błądziły wokół Michała

Dom przywitał mnie ciszą, która zwykle działała uspokajająco, a tym razem tylko ją pogłębiła. Zdjęłam buty, odłożyłam kurtkę na swoje miejsce, jakbym chciała udowodnić samej sobie, że wszystko jest w porządku. Paweł jeszcze nie wrócił do kuchni, więc miałam chwilę tylko dla siebie. Usiadłam przy stole i wpatrywałam się w blat, na którym od lat nie zmieniało się nic poza drobnymi rysami. Myśli same wróciły do Michała. Do tego, jak kiedyś potrafiliśmy rozmawiać godzinami, nie pilnując czasu. Do planów, które wtedy wydawały się oczywiste, choć dziś brzmią niemal naiwnie.

Pamiętam siebie młodszą, bardziej niecierpliwą, przekonaną, że życie musi być czymś więcej niż spokojnym trwaniem. Tamta Anna miała w sobie odwagę, której ja teraz nie potrafiłam w sobie znaleźć. Z Pawłem było inaczej od samego początku. Bez fajerwerków, bez zawrotów głowy. Za to z poczuciem, że obok niego nic złego nie może się wydarzyć. Kiedy pojawił się w moim życiu, byłam już zmęczona ciągłym wahaniem i rozczarowaniami. Wybrałam stabilność, mówiąc sobie, że miłość to coś, co dojrzewa z czasem, że nie musi być głośna ani porywająca.

– Wszystko w porządku? – zapytał Paweł, wchodząc do kuchni.

– Tak – odpowiedziałam odruchowo. – Po prostu się zamyśliłam.

Uśmiechnął się krótko i zajął swoimi sprawami, a ja poczułam ukłucie winy. Bo przecież nie kłamałam do końca. Byłam zamyślona. Tylko że te myśli nie miały nic wspólnego z obiadem ani planami na jutro. Wieczór zbliżał się powoli, a ja coraz wyraźniej czułam rozdźwięk między tym, co mam, a tym, co kiedyś chciałam mieć. Rozsądek podpowiadał mi, że przecież niczego mi nie brakuje. A jednak w środku narastało pytanie, którego nie umiałam już dłużej zagłuszać: czy to naprawdę wystarcza, by przeżyć całe życie?

Byłam obecna tylko ciałem

Kolację jedliśmy przy tym samym stole, co zawsze. Paweł opowiadał o drobnych sprawach, o tym, co trzeba będzie zrobić w weekend, o pogodzie, która znowu się zmieniała. Słuchałam, kiwając głową we właściwych momentach, ale każde jego słowo przechodziło przeze mnie jak przez cienką warstwę szkła. Byłam obecna tylko ciałem.

– Zrobimy jutro zakupy? – zapytał, nalewając herbaty do dwóch identycznych kubków.

– Jasne – odpowiedziałam. – Jak zwykle.

Usiadł naprzeciwko mnie i przez chwilę jedliśmy w ciszy. Nie była niezręczna. Taka, do jakiej przywykliśmy. Paweł zawsze czuł się w niej dobrze. Ja kiedyś też. Teraz jednak ta cisza zaczęła mnie przytłaczać, jakby zbyt wiele w niej było niewypowiedzianych rzeczy. Przyglądałam mu się ukradkiem. Jego spokojne ruchy, pewność, że jutro będzie bardzo podobne do dziś. Pomyślałam, że właśnie za to go wybrałam. Za brak niespodzianek, za stabilność, która miała mnie ochronić. Tylko że ochrona z czasem zamieniła się w klatkę, a ja nawet nie zauważyłam, kiedy przestałam próbować z niej wyjść.

– Jesteś jakaś inna dziś – zauważył w końcu. – Zmęczona?

Zawahałam się. To było jedno z tych pytań, na które łatwo odpowiedzieć bezpiecznie.

– Chyba tak – powiedziałam cicho.

Przyjął to bez dalszych dociekań. Zawsze szanował moje milczenie, nie dopytywał, nie naciskał. Kiedyś uważałam to za dowód zrozumienia. Teraz zaczęłam się zastanawiać, czy nie było w tym także wygody. Po kolacji Paweł zajął się swoimi sprawami, a ja usiadłam na kanapie, patrząc w okno. Na zewnątrz zapadał zmrok, a wraz z nim narastał we mnie lęk. Wiedziałam, że zbliża się moment, którego nie da się już odsunąć. Myśl o rozmowie ściskała mi gardło, ale jeszcze bardziej przerażała mnie wizja, że mogłabym jej nie odbyć nigdy.

Pomyliłam spokój z rezygnacją

Siedzieliśmy naprzeciwko siebie w salonie, choć nic tego nie zapowiadało. Paweł podniósł wzrok znad telefonu, gdy nagle wstałam i zaczęłam chodzić w tę i z powrotem.

Coś się stało? – zapytał spokojnie, odkładając go na stolik.

Zatrzymałam się przy oknie. Przez chwilę patrzyłam w ciemność, jakby mogła podsunąć mi gotowe słowa.

– Musimy porozmawiać – powiedziałam w końcu.

Nie zaprzeczył, nie westchnął. Skinął tylko głową i usiadł wygodniej, czekając. Ta jego gotowość prawie mnie złamała.

– Dziś spotkałam kogoś… z dawnych lat – zaczęłam ostrożnie.

– Kogo? – zapytał, bez cienia podejrzeń.

– Michała.

Imię zawisło między nami. Paweł zmrużył lekko oczy, ale milczał.

– To spotkanie… – zawahałam się. – Uświadomiło mi coś, co od dawna we mnie siedziało.

– Czyli? – zachęcił, nadal spokojnie.

Usiadłam naprzeciwko niego. Ręce drżały mi nieznacznie.

– Że nasze życie jest kompromisem. I że ja się w nim zgubiłam.

Paweł wciągnął powoli powietrze.

– Chcesz powiedzieć, że nie jesteś szczęśliwa?

– Chcę powiedzieć, że nie wiem, czy kiedykolwiek byłam – odpowiedziałam szczerze. – Jest nam dobrze. Jest bezpiecznie. Ale ja… nie czuję już nic więcej.

Cisza, która zapadła, była inna niż wszystkie wcześniejsze. Ciężka.

– A on ma z tym coś wspólnego? – zapytał po chwili.

– Nie. I jednocześnie tak – przyznałam. – On tylko przypomniał mi, kim byłam. Kim mogłam być.

Paweł odwrócił wzrok. Przez moment myślałam, że nic nie powie.

– Myślałem, że tego właśnie chcesz – powiedział w końcu. – Spokoju. Stałości.

– Też tak myślałam – wyszeptałam. – Ale chyba pomyliłam spokój z rezygnacją.

Nie było krzyków ani dramatycznych gestów. Tylko dwoje ludzi siedzących naprzeciwko siebie, nagle boleśnie świadomych, jak bardzo się od siebie oddalili. Poczułam ulgę, jakiej się nie spodziewałam, i strach, który natychmiast po niej przyszedł. Prawda wreszcie padła. I nic już nie było takie jak przedtem.

Nie wiedziałam, co dalej

Zostałam sama w salonie, gdy Paweł poszedł do sypialni. Nie zamknął za sobą drzwi, jakby nie chciał stawiać kropki, tylko przecinek. Usiadłam na kanapie i dopiero wtedy poczułam, jak bardzo jestem zmęczona. Nie rozmową, nie emocjami, ale latami milczenia, które właśnie przestało mieć sens. W domu było cicho, lecz ta cisza nie przypominała tej codziennej, oswojonej. Była nowa, niepewna, pełna pytań bez odpowiedzi. Nie wiedziałam, co stanie się jutro ani czy podjęłam dobrą decyzję. Wiedziałam tylko, że po raz pierwszy od dawna nie uciekłam przed tym, co naprawdę czuję.

Pomyślałam o Michale, ale bez romantycznego uniesienia. Bardziej jak o znaku, który pojawił się w odpowiednim momencie. O lustrze, w którym zobaczyłam siebie sprzed lat i zrozumiałam, jak bardzo się oddaliłam od własnych pragnień. To nie on był odpowiedzią. Odpowiedzią była szczerość, choć bolała. Spojrzałam na swoje dłonie. Drżały jeszcze lekko, ale nie ze strachu. Raczej z ulgi. Zrozumiałam, że nie muszę wiedzieć, dokąd zmierzam. Wystarczy, że przestałam iść w stronę, która już dawno przestała być moja. Nie było we mnie euforii ani rozpaczy. Tylko ciche poczucie, że odzyskałam coś ważnego. Siebie.

Anna, 38 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama