Reklama

Tamte walentynki miały być zwyczajne. Bez wielkich gestów, bez oczekiwań. A jednak jeden drobny prezent sprawił, że pękło coś, co od dawna wisiało w powietrzu. Zazdrość, niedopowiedzenia i emocje, które moja teściowa skrzętnie ukrywała, nagle wylały się z całą siłą. I wtedy zrozumiałam, że powodem były nie tylko perfumy.

Byłam wzruszona

Wszystko zaczęło się od drobiazgu. Wracałam z pracy zmęczona, z głową pełną spraw do załatwienia, kiedy Michał podał mi niewielkie pudełko przewiązane jasną wstążką. Uśmiechnął się niepewnie, jakby sam nie był pewien, czy to dobry pomysł.

Pomyślałem, że będzie ci miło – powiedział cicho. – W końcu walentynki.

W środku były perfumy. Subtelne, eleganckie, dokładnie takie, jakie zawsze lubiłam. Byłam wzruszona, bo Michał rzadko trafiał tak idealnie.

– Dziękuję – odpowiedziałam szczerze. – Są piękne.

Nie przypuszczałam wtedy, że ten zapach stanie się początkiem awantury. Wkrótce pojechaliśmy do jego rodziców na niedzielny obiad. Teściowa jak zwykle krzątała się po kuchni, komentując wszystko i wszystkich. Gdy zdjęłam płaszcz, zapytała z pozorną obojętnością:

Ładnie dziś pachniesz. Nowe coś?

– Tak, dostałam od Michała na walentynki – odpowiedziałam naturalnie.

Zapadła cisza. Teściowa spojrzała na syna.

– Perfumy? – powtórzyła wolno. – Tobie kupił perfumy?

– Mamo, to chyba nic dziwnego – odparł Michał, próbując się uśmiechnąć.

– Nic dziwnego? – jej głos nagle się zaostrzył. – A pamiętasz w ogóle o matce? Ile lat temu ja dostałam od ciebie cokolwiek na walentynki?

Poczułam, jak robi mi się gorąco. Nie chciałam być częścią tej rozmowy, ale już byłam w jej centrum.

– Mamo, to tylko prezent – wtrąciłam ostrożnie.

– Właśnie, „tylko” – prychnęła. – Dla żony zawsze czas, zawsze pieniądze. A matka? Matka to już nieważna.

– Mamo, proszę… – Michał westchnął. – To nie ma z tobą nic wspólnego.

– Ma wszystko wspólne – ucięła. – Od kiedy ona się pojawiła, wszystko się zmieniło.

Siedziałam przy stole jak sparaliżowana, trzymając dłonie na kolanach. Wtedy po raz pierwszy dotarło do mnie, że to nie był jednorazowy wybuch. To była zazdrość, która narastała latami, a perfumy stały się tylko iskrą.

Zrobiło mi się nieswojo

Po tamtej uwadze w domu zapadła ciężka atmosfera. Zupa nagle przestała smakować, a każdy dźwięk sztućców brzmiał zbyt głośno. Teść udawał, że nic nie słyszy, wpatrzony w talerz, jakby to była najbezpieczniejsza forma ucieczki. Michał siedział sztywno, z zaciśniętą szczęką, a ja miałam wrażenie, że każdy mój ruch jest obserwowany.

– Zjesz jeszcze? – zapytała teściowa po chwili z wymuszonym uśmiechem.

– Nie, dziękuję – odpowiedziałam spokojnie.

– Ach, rozumiem. Perfumy pewnie wystarczą – rzuciła niby żartem, ale w jej oczach nie było ani krzty humoru.

– Mamo, przestań – powiedział Michał ostrzej, niż zwykle. – Przesadzasz.

Krystyna odłożyła chochelkę i usiadła naprzeciwko mnie.

– Wiesz, ja nie mam nic przeciwko prezentom – zaczęła tonem osoby skrzywdzonej. – Tylko czasem matce jest po prostu przykro. Syn się żeni, a potem zapomina, kto był pierwszy.

– Nikt o tobie nie zapomniał – odpowiedziałam, starając się nie podnieść głosu. – To nie są zawody.

– Może dla ciebie nie – odparła. – Ale ja widzę, jak on na ciebie patrzy. Tak samo patrzył kiedyś na mnie, kiedy był mały.

Zrobiło mi się nieswojo.

– To normalne, że mąż patrzy tak na żonę – powiedziałam cicho.

– Normalne… – powtórzyła. – A ja zostałam sama.

Michał wstał gwałtownie od stołu.

– Dość – powiedział stanowczo. – To miał być zwykły obiad, a robisz z tego dramat.

Teściowa spuściła wzrok, ale po chwili dodała lodowato:

Obyś kiedyś nie żałował, że wybrałeś zapach zamiast rodziny.

W drodze do domu w samochodzie panowała cisza. Dopiero po kilku minutach Michał odezwał się cicho:

Przepraszam. Nie wiedziałem, że mama tak zareaguje.

Patrzyłam przez okno. Zrozumiałam, że ta sytuacja nie skończy się na jednym obiedzie.

Wiedziałam, że nie będzie tak samo

Myliłam się, sądząc, że emocje opadną. Przez kolejne dni teściowa dzwoniła do Michała częściej niż zwykle. Nie odbierał przy mnie, wychodził do drugiego pokoju, a ja udawałam, że nie słyszę urywków rozmów. Jednak napięcie rosło. Pewnego wieczoru nie wytrzymałam.

O co naprawdę chodzi twojej mamie? – zapytałam wprost.

Michał westchnął i usiadł ciężko na kanapie.

Czuje się odsunięta. Zawsze była bardzo… obecna w moim życiu.

– Obecna to jedno – odpowiedziałam spokojnie. – Ale robienie mi wyrzutów o prezent to coś innego.

Następnego dnia teściowa pojawiła się u nas bez zapowiedzi. Otworzyłam drzwi i od razu poczułam chłód.

– Jest Michał? – zapytała, nie patrząc na mnie.

– Jest, ale możemy też porozmawiać we dwie – odparłam.

Usiadła sztywno przy stole, rozglądając się po mieszkaniu.

– Ładnie tu macie. Widać, że ktoś o to dba – rzuciła znacząco, po czym dodała: – Chciałam tylko powiedzieć, że mnie zabolało to z tymi perfumami.

– Dlaczego? – zapytałam. – To był prezent od męża dla żony.

– Bo kiedyś to ja byłam dla niego najważniejsza – powiedziała bez wahania. – A teraz czuję się jak ktoś obcy.

Zapadła cisza. Michał spojrzał na nią uważnie.

Zawsze będziesz moją mamą, a Agnieszka jest moją żoną. To różne role.

Teściowa zacisnęła usta.

– Czyli mam się z tym pogodzić?

– Tak – odpowiedział spokojnie. – Bo inaczej będziemy się tylko ranić.

W jej oczach pojawiły się łzy, ale nie powiedziała już nic. Wstała, włożyła płaszcz i wyszła, trzaskając drzwiami. Stałam w miejscu, drżąc. Wiedziałam, że właśnie została postawiona granica. I że nie wszyscy będą umieli ją zaakceptować.

Te słowa mnie zabolały

Po tamtej rozmowie zapadła cisza. Teściowa nie dzwoniła, nie pisała, nie pojawiała się nagle pod byle pretekstem. Na początku odczułam ulgę, ale szybko ustąpiła miejsca niepokojowi. Michał udawał, że wszystko jest w porządku, choć widziałam, jak coraz częściej sprawdza telefon.

Nie odzywa się – powiedział pewnego wieczoru, bardziej do siebie niż do mnie.

– Może potrzebuje czasu – odpowiedziałam ostrożnie.

Kilka dni później dowiedzieliśmy się, że teściowa rozpowiada rodzinie swoją wersję wydarzeń. Podobno byłam chłodna, niewdzięczna i próbowałam odsunąć ją od syna. Te słowa dotarły do mnie okrężną drogą, ale zabolały bardziej, niż chciałam przyznać.

– Naprawdę tak myśli? – zapytałam Michała, kiedy w końcu to powiedział.

– Nie wiem, ale ludzie lubią słuchać takich historii – odparł cicho.

W końcu pojechaliśmy do niej razem. Drzwi otworzyła po długiej chwili.

Czego chcecie? – zapytała szorstko.

– Porozmawiać – odpowiedział Michał.

Usiedliśmy w salonie, który nagle wydał mi się mniejszy niż zwykle.

– Nie chcę być waszym wrogiem – zaczęła teściowa, patrząc w okno. – Tylko trudno mi zaakceptować, że już nie jestem w centrum.

– Nikt cię nie wyrzuca z życia Michała – powiedziałam spokojnie. – Ale musisz znaleźć dla siebie inne miejsce.

Spojrzała na mnie po raz pierwszy bez gniewu.

To nie jest łatwe – szepnęła.

Nie było przeprosin ani wielkich deklaracji. Było za to coś nowego – świadomość, że każda z nas coś straciła. A zapach perfum, który wtedy czułam, przestał kojarzyć mi się z konfliktem. Stał się przypomnieniem, że dorosłość często boli.

Nie miałam złudzeń

Po tej rozmowie nic nie zmieniło się od razu. Teściowa nadal była zdystansowana, ostrożna w słowach, jakby każde zdanie ważyła dwa razy. Jednak przestała atakować. To już było coś. Z czasem zaczęła znów dzwonić do Michała. Bez żalu, bez wyrzutów. Jakby powoli uczyła się nowej roli. Najtrudniejsze było dla mnie zaakceptowanie, że nie zostaniemy przyjaciółkami. Przez długi czas łudziłam się, że wystarczy dobra wola, cierpliwość i uprzejmość. Dopiero później zrozumiałam, że nie każda relacja musi być bliska, żeby była poprawna. Czasem największym sukcesem jest spokój. Michał też się zmienił. Stał się bardziej stanowczy, uważniejszy. Kiedyś wieczorem powiedział:

– Bałem się, że każąc jej odpuścić, stracę matkę. A teraz widzę, że inaczej straciłbym cię na zawsze.

Te słowa zamknęły we mnie coś, co długo było napięte. Perfumy nadal stały na półce w łazience, choć używam ich rzadziej. I dziś wiem jedno: to nie prezent wywołał aferę. On tylko obnażył emocje, które i tak musiały kiedyś wyjść na powierzchnię. A ja po raz pierwszy poczułam, że naprawdę jestem żoną, a nie dodatkiem do czyjegoś życia.

Agnieszka, 32 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama