„Gdy zorientowałam się, że wysłałam złe w CV, myślałam, że zapadnę się pod ziemię. Ale los się do mnie uśmiechnął”
„Mój nowy szef powierzył mi zadanie, które wymagało zaawansowanej wiedzy. Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy, ale nie dałam tego po sobie poznać”.

- Redakcja
Od miesięcy trwałam w tym samym koszmarze. Wysyłałam CV, uczestniczyłam w rozmowach kwalifikacyjnych, a potem znów wracałam do domu z poczuciem porażki. Frustracja narastała z każdym dniem, a ja zaczynałam wątpić w swoje umiejętności. Moja najlepsza przyjaciółka próbowała mnie pocieszyć. Twierdziła też, że powinnam lekko „podrasować” swoje CV. Odmawiałam, bo nie chciałam zaniżać swojej wartości poprzez kłamstwa. Jednak pewnego dnia, zmęczona i zrezygnowana, wysłałam kolejne zgłoszenie w ciemno. Nie miałam już siły sprawdzać, czy aplikuję na odpowiednie stanowisko.
Serce mi waliło z przejęcia
Pewnego ranka, podczas przeglądania skrzynki mailowej, serce zabiło mi mocniej. Zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną. To była prestiżowa firma, o której nigdy nawet nie marzyłam. Zaskoczona i podekscytowana, zaczęłam przygotowania. Jednak przeglądając ogłoszenie, na które aplikowałam, uświadomiłam sobie, że nie spełniam wszystkich wymagań. Spanikowana zadzwoniłam do przyjaciółki.
– Co ja narobiłam?! Mam iść na rozmowę, a będą mnie wypytywać, o rzeczy, o których nie mam bladego pojęcia – krzyknęłam do telefonu, trzęsąc się z nerwów.
– Spokojnie – próbowała mnie uspokoić Marta. – Może uda ci się jakoś to ograć?
– Mam kłamać? – odparłam zrozpaczona.
– Udawaj, że potrafisz – poradziła przyjaciółka. – Może nie będą się tak wnikliwie przyglądać.
Serce mi waliło, a w głowie miałam totalny chaos. Wiedziałam, że muszę spróbować. To była moja szansa.
Byłam roztrzęsiona
Siedziałam na korytarzu, usiłując powstrzymać drżenie rąk. Nagle z sali wyszła rekruterka i zaprosiła mnie do środka. Próbowałam wyglądać na pewną siebie, chociaż byłam roztrzęsiona. Rozmowa zaczęła się od standardowych pytań o moje doświadczenie. Kiedy jednak przyszło do umiejętności językowych, rekruterka spojrzała na mnie z zainteresowaniem.
– Widzę, że zna pani hiszpański. Jakie ma pani doświadczenie w tym języku? – zapytała z uśmiechem.
– Och, tak, tak... – zaczęłam niepewnie, starając się przypomnieć sobie cokolwiek, co znałam. – Używałam go trochę podczas wycieczki do... Madrytu.
Rekruterka wydawała się zadowolona moją odpowiedzią, ale w mojej głowie rozlegał się alarm. Przyszła kolej na Excela. Starałam się mówić ogólnikami i podkreślać, jak szybko się uczę. Ku mojemu zdziwieniu, kobieta kiwnęła głową z aprobatą. Wyszłam z rozmowy z przekonaniem, że zaraz zadzwonią i powiedzą, że odkryli moją mistyfikację. A jednak… dostałam tę pracę!
Musiałam dać z siebie wszystko
Pierwszego dnia w nowej pracy starałam się ukryć denerwowanie, chociaż serce waliło mi jak oszalałe. Mój nowy szef powierzył mi zadanie, które wymagało zaawansowanej wiedzy. Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy, ale nie dałam tego po sobie poznać. Po pracy zaczęłam gorączkowo szukać tutoriali online, usiłując przyswoić jak najwięcej w jak najkrótszym czasie.
– Jak tam ci idzie? – zapytał Kuba, kolega z biura, zaglądając mi przez ramię.
– W porządku – odparłam z wymuszonym uśmiechem, próbując brzmieć przekonująco.
– Na pewno? Wyglądasz na trochę zestresowaną – zauważył Kuba.
– Wszystko w porządku – skłamałam, niepewna, czy kupił moje wytłumaczenie.
Kuba spojrzał na mnie podejrzliwie, ale nie naciskał. Czułam, że muszę dać z siebie wszystko, by nauczyć się tego, czego wymagała nowa praca.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć
Z czasem zaczęłam nabierać pewności siebie. Coraz lepiej radziłam sobie z powierzonymi zadaniami, a moje projekty zaczęły zbierać pochwały. Nawet szef powiedział, że imponuje mu moja kreatywność i umiejętność szybkiego rozwiązywania problemów. Byłam zaskoczona, jak szybko zaczęłam rozumieć te wszystkie zawiłości w branży.
Jednak jedno wydarzenie niemal zburzyło mój spokój. Podczas jednego ze spotkań w biurze, ktoś zwrócił się do mnie po hiszpańsku. Zamarłam, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Przez chwilę czułam się, jakbym znów była na rozmowie kwalifikacyjnej, gdzie improwizacja była moim jedynym ratunkiem. To był przełom. Po pracy zaczęłam intensywnie uczyć się hiszpańskiego. Byłam zdeterminowana, by nadrobić braki. Zamiast oglądać seriale, zaczęłam spędzać wieczory z aplikacjami do nauki języków. Z dnia na dzień czułam się coraz pewniej, a satysfakcja z nauki motywowała mnie do dalszej pracy nad sobą.
Powiedziałam prawdę
Pewnego dnia stałam z Kubą przy automacie z kawę. Widać ciekawość nie dawała mu spokoju, bo w najmniej oczekiwanym momencie powiedział:
– Zastanawia mnie jedna rzecz... – zaczął ostrożnie, gdy znaleźliśmy się sami.
– O co chodzi? – zapytałam, próbując ukryć swoje zaniepokojenie.
– Naprawdę umiałaś to wszystko, gdy przyszłaś tutaj do pracy?
Poczułam, jak serce znowu zaczyna mi walić. Wiedziałam, że nie mogę już dłużej unikać prawdy. Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam mu prosto w oczy.
– Nie, nie umiałam – przyznałam, czując ulgę i strach jednocześnie. – Myślę, że zaprosili mnie na rozmowę kwalifikacyjną przez pomyłkę.
Kuba uniósł brwi, ale zamiast złości, w jego oczach zobaczyłam coś innego.
– Podziwiam cię – powiedział niespodziewanie. – Nie każdy miałby odwagę się przyznać i jednocześnie tak szybko nadrabiać zaległości.
Nie mogłam uwierzyć w jego reakcję. Zamiast donieść na mnie, okazał mi wsparcie. To była lekcja, której nie zapomnę. Czasami najtrudniejsze wyzwania przynoszą największe nagrody.
Mogłam być z siebie dumna
Ostatecznie, choć zaczęłam tę pracę przypadkiem, zrozumiałam, że jedyne, co blokowało mnie przed osiągnięciem sukcesu, to moje własne lęki i wątpliwości. Błąd rekruterki zmusił mnie do przekroczenia własnych granic. Odkryłam też, że jestem zdolniejsza, niż sądziłam. Z pomocą Kuby, wsparciem przyjaciółki i trochę nieoczekiwaną łaską opatrzności, znalazłam się w miejscu, które wydawało się być poza moim zasięgiem.
Realizowane projekty nie tylko pozwoliły mi na zdobycie nowych umiejętności, ale także nauczyły mnie, że warto inwestować w siebie i swoją edukację. Nie zawsze musiałam być perfekcyjna, by osiągnąć sukces. Najważniejsze było to, że nauczyłam się, jak ważne jest być uczciwą wobec siebie i innych. To doświadczenie nie tylko zmieniło moje podejście do kariery, ale także do życia. Wiem teraz, że czasami mały błąd może stać się impulsem do wielkich zmian, jeśli tylko zdecydujemy się stawić czoła wyzwaniom. Choć początki były trudne, zakończenie tej historii okazało się być pozytywną lekcją, która przypomniała mi, że czasem nasze lęki są przeszkodą, którą musimy pokonać, by dotrzeć do celu.
Jak mawiają, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Teraz wiem, że czasem warto zaryzykować, by odkryć, kim naprawdę jesteśmy.
Wiktoria, 26 lat