Reklama

Od początku wiedziałam, że nie będę dla niej mamą. Nie chciałam nią być na siłę. Wystarczyłoby mi, gdybyśmy potrafiły usiąść przy jednym stole bez napięcia, które ściska gardło. Gotowałam jej ulubione potrawy, prasowałam koszule przed ważnymi egzaminami i udawałam, że nie słyszę, gdy mówiła do mnie po imieniu. Myślałam, że czas zrobi swoje. Nie przewidziałam tylko, że czas może zostać użyty przeciwko mnie.

Wykorzystała mnie

Kiedy wprowadziłam się do mieszkania Marka, jego córka miała siedemnaście lat i spojrzenie, które mówiło więcej niż słowa. Lena była drobna, zawsze starannie ubrana, z włosami związanymi w wysoki kucyk. Na pierwszy rzut oka – spokojna i uprzejma. W rzeczywistości – zdystansowana i czujna.

Nie musisz nic dla mnie robić – powiedziała pierwszego wieczoru, gdy zaproponowałam, że zrobię kolację.

– Chcę – odpowiedziałam najłagodniej, jak potrafiłam. – Lubię gotować.

Zrobiłam rosół według przepisu mojej mamy. Pachniał pietruszką i lubczykiem, dokładnie tak jak w moim rodzinnym domu. Postawiłam talerze na stole, a Marek uśmiechnął się szeroko.

Dawno nie jedliśmy czegoś takiego – stwierdził, próbując zupy.

Lena nabrała łyżkę, spróbowała i odłożyła sztućce.

– Jest w porządku – rzuciła beznamiętnie.

„W porządku” bolało bardziej niż krytyka. Mimo to uśmiechnęłam się i udawałam, że to wystarczy. Z czasem zaczęłam poznawać jej upodobania. Lubiła naleśniki z twarogiem i makaron z sosem pomidorowym, którego nie mogło być za dużo. Zapamiętywałam szczegóły, jakby były wskazówkami do rozwiązania trudnej zagadki. Gdy miała próbny egzamin, wstałam wcześniej i usmażyłam jej placuszki.

– Nie musiałaś – mruknęła, mijając mnie w przedpokoju.

– Wiem, ale chciałam, żebyś zjadła coś ciepłego.

Spojrzała na mnie przez chwilę tak, jakby chciała coś powiedzieć, ale tylko skinęła głową. W tamtym momencie uwierzyłam, że robię postępy. Marek często powtarzał:

Dziękuję, że się starasz. To dla mnie ważne.

To „dla mnie” brzmiało jak delikatne przypomnienie, że w tej układance to on jest najważniejszym elementem. Pewnego popołudnia wróciłam wcześniej z pracy. W mieszkaniu panowała cisza. Z kuchni dochodził cichy stukot. Zatrzymałam się w progu. Lena stała przy blacie i coś zapisywała w notesie.

Co tam tworzysz? – zapytałam lekko.

Zamknęła zeszyt szybciej, niż się spodziewałam.

– Przepis – odpowiedziała. – Taki… rodzinny.

– Mogę zobaczyć?

To nic specjalnego.

Uśmiechnęła się, ale w jej oczach pojawiło się coś, czego nie umiałam wtedy nazwać. Jakby satysfakcja. Kilka dni później Marek wrócił z pracy milczący. Nie przywitał mnie jak zwykle pocałunkiem w policzek, tylko od razu zdjął marynarkę i usiadł w salonie.

– Musimy porozmawiać – powiedział.

Serce zaczęło mi bić szybciej.

– Coś się stało?

Lena twierdzi, że czujesz do niej niechęć. Że udajesz troskę tylko przy mnie.

Patrzyłam na niego, nie wierząc w to, co słyszę.

– To absurd – wyszeptałam. – Staram się dla niej każdego dnia.

– Powiedziała, że słyszała, jak mówiłaś przez telefon, że masz dość jej humorów.

Próbowałam sobie przypomnieć każdą rozmowę, każde słowo.

– Rozmawiałam z siostrą o trudnych relacjach w pracy. O niej nie powiedziałam ani słowa.

Marek westchnął ciężko.

Nie wiem, komu mam wierzyć.

To zdanie zawisło między nami jak ciężka zasłona. Po raz pierwszy poczułam, że mój wysiłek może zostać wykorzystany jako dowód przeciwko mnie. Tego wieczoru Lena zeszła do kuchni, gdy stałam przy garnku z jej ulubionym sosem.

– Tata z tobą rozmawiał? – zapytała spokojnie.

– Rozmawiał – odpowiedziałam, patrząc jej w oczy.

– No to dobrze. W domu powinna być szczerość.

Uśmiechnęła się delikatnie i wyszła. A ja po raz pierwszy pomyślałam, że ta gra dopiero się zaczyna.

Obwiniała mnie o wszystko

Od tamtej rozmowy coś się zmieniło. Marek nie mówił tego wprost, ale czułam, że mnie obserwuje. Jakby każde moje słowo mogło zostać użyte jako dowód w sprawie, o której nie wiedziałam, że się toczy. Któregoś wieczoru Lena zaproponowała, że przygotuje kolację.

– Chcę zrobić coś z mojego przepisu – oznajmiła, stawiając torbę na blacie. – Tata lubi, kiedy gotuję.

W jej głosie nie było wyzwania, raczej pewność siebie. Odsunęłam się, robiąc jej miejsce.

– Świetnie. Pomóc ci?

– Nie trzeba.

Marek usiadł przy stole i patrzył na nią z dumą.

– Widzisz? – rzucił do mnie półgłosem. – Coraz częściej przejmuje inicjatywę.

Poczułam ukłucie. Czy wcześniej uważał, że ją przytłaczam? Kolacja była prosta: zapiekanka z warzywami i serem. Lena podała ją z teatralnym gestem.

– Smacznego – powiedziała, siadając naprzeciwko mnie.

Marek spróbował pierwszy.

– Rewelacja – pochwalił. – Skąd masz ten przepis?

– Od mamy – odpowiedziała spokojnie.

Zapadła cisza. Marek odchrząknął.

Twoja mama zawsze dobrze gotowała – przyznał.

Widziałam, jak Lena zerka na mnie kątem oka. Jakby sprawdzała, czy boli. Bolało. Po kolacji Marek wyszedł z psem na spacer. Zostałyśmy same przy zlewie.

Dlaczego to robisz? – zapytałam cicho.

– Co robię?

– Wiesz doskonale.

Odwróciła się do mnie twarzą w twarz.

Nie podoba mi się, że próbujesz zastąpić moją mamę.

– Nigdy nie próbowałam – odpowiedziałam, czując, jak drży mi głos. – Chciałam, żebyśmy mogły normalnie żyć pod jednym dachem.

– Normalnie? – uniosła brwi. – Normalnie to było wcześniej.

Te słowa zabolały bardziej niż wszystkie jej wcześniejsze uwagi. Kilka dni później Marek wrócił zdenerwowany do domu.

– Dlaczego nie powiedziałaś mi, że przeglądasz moje konto? – zapytał bez wstępu.

Zamarłam.

– Jakie konto? Mam dostęp tylko do swojego.

– Lena widziała cię przy moim biurku. Twierdzi, że przeglądałaś wyciągi.

Szukałam koperty z rachunkiem za prąd, o który mnie prosiłeś – tłumaczyłam szybko. – Leżała obok dokumentów, to wszystko.

– Wyglądało to inaczej – stwierdził chłodno.

Poczułam, jak grunt usuwa mi się spod nóg. Wieczorem, gdy Lena przechodziła przez salon, zatrzymałam ją.

– Powiedziałaś tacie, że grzebałam w jego dokumentach?

– Powiedziałam, co widziałam – odparła spokojnie. – Każdy może wyciągnąć własne wnioski.

– Wiesz, że to nie było tak.

Wzruszyła ramionami.

– Może po prostu powinnaś mniej się wtrącać.

Zrozumiałam wtedy, że jej „przepis” nie dotyczył jedzenia. Składał się z półsłówek, niedomówień i odpowiednio podanych faktów. Wystarczyło kilka drobnych składników, by w domu zrobiło się duszno. Najgorsze przyszło w niedzielę. Marek zaprosił swoich rodziców na obiad. Przygotowałam pieczeń, którą zawsze chwalili. Stół wyglądał odświętnie, świeczki paliły się równo. Podczas deseru teściowa uśmiechnęła się do Leny.

Dobrze, że masz oko na tatę – powiedziała. – W nowej sytuacji trzeba być czujnym.

Zamarłam z filiżanką w dłoni.

– Co masz na myśli? – zapytałam ostrożnie.

– Lena wspominała, że nie wszystko jest takie, jak powinno – odpowiedziała, unikając mojego spojrzenia.

Spojrzałam na Marka. Milczał.

– Czy możesz powiedzieć wprost, o co chodzi? – zwróciłam się do niego.

Westchnął.

– Czuję, że od jakiegoś czasu jesteś… inna. Zdystansowana. Może rzeczywiście za bardzo próbujesz kontrolować to, co się dzieje w domu.

– Kontrolować? – powtórzyłam, nie wierząc w to słowo.

Lena spuściła wzrok, jakby była skrępowana.

– Nie chciałam robić zamieszania – powiedziała cicho. – Po prostu czasem czuję, że nie ma tu dla mnie miejsca.

To było mistrzowskie zagranie. Zrobiła z siebie osobę zranioną, a ze mnie tę, która odbiera przestrzeń. Wstałam od stołu.

– Jeśli uważacie, że próbuję kogokolwiek wypchnąć z tego domu, to chyba mnie nie znacie – powiedziałam, czując, jak drży mi głos.

Marek nie zaprzeczył. A to bolało najbardziej. Tamtej nocy długo nie mogłam zasnąć. Wpatrywałam się w sufit i układałam w głowie wszystkie rozmowy, wszystkie spojrzenia. Zrozumiałam, że jeśli nic nie zrobię, jej przepis zadziała do końca. A ja zostanę sama przy stole, przy którym tak bardzo chciałam stworzyć rodzinę.

Nie chciałam tego tak zostawić

Następnego dnia nie ugotowałam śniadania. Nie zaparzyłam kawy, nie zostawiłam karteczki z miłym słowem. Usiadłam przy stole i czekałam, aż Marek i Lena zejdą do kuchni. Spojrzeli na mnie zaskoczeni.

– Nie idziesz do pracy? – zapytał Marek.

Wezmę dziś wolne. Musimy porozmawiać. W trójkę.

Lena usiadła powoli, jakby przeczuwała, że tym razem to nie ona będzie rozdawać karty.

– Chcę, żebyśmy powiedzieli wszystko wprost – zaczęłam. – Bez półsłówek i domysłów. Jeśli zrobiłam coś, co was zraniło, powiedzcie to teraz.

Marek splótł dłonie.

Chodzi o atmosferę – odparł. – O napięcie.

– Napięcie nie bierze się z powietrza – odpowiedziałam spokojnie. – Lena, powiedz, czego ode mnie oczekujesz.

Milczała chwilę, wpatrując się w blat.

– Żebyś przestała udawać idealną – wyrzuciła w końcu. – Tata patrzy na ciebie, jakbyś była rozwiązaniem wszystkich problemów. A ja mam wrażenie, że nagle wszystko, co było wcześniej, przestało się liczyć.

– Nigdy nie chciałam nikogo i niczego zastąpić – powiedziałam cicho. – Ani twojej mamy, ani waszych wspomnień. Gotowałam, bo tak potrafię okazywać troskę. Może robiłam to za bardzo.

Marek spojrzał na córkę.

– Dlaczego mówiłaś mi, że Agnieszka przegląda moje dokumenty? – zapytał.

Lena drgnęła.

– Bo… – zawahała się. – Bo chciałam, żebyś zobaczył, że nie wszystko jest takie perfekcyjne.

– Czyli wiedziałaś, że to nieprawda? – dopytałam.

Podniosła wzrok. W jej oczach nie było już pewności, tylko zmęczenie.

– Wiedziałam, że przesadzam – przyznała. – Bałam się, że jeśli będziecie tacy zgodni, to ja przestanę być ważna.

W kuchni zapadła cisza. Marek oparł się o oparcie krzesła, jakby nagle zabrakło mu sił.

– Lena, ważna jesteś zawsze – powiedział stanowczo. – Ale nie kosztem kogoś innego.

Spojrzał na mnie.

– Przepraszam, że nie zapytałem cię od razu wprost. Pozwoliłem, żeby wątpliwości rosły.

Poczułam ulgę, ale i zmęczenie, które odkładało się we mnie tygodniami.

– Ja też popełniłam błąd – przyznałam. – Chciałam być potrzebna za wszelką cenę. Może, zamiast budować relację z tobą, Lena, próbowałam zasłużyć na nią przez tatę.

Lena wstała i podeszła do okna.

Nie wiem, jak to naprawić – powiedziała cicho.

– Zacznij od prawdy – odpowiedziałam. – I od tego, że przestaniemy grać role.

Tego dnia nie było wzruszających gestów ani nagłego pojednania. Była szczera rozmowa i kilka trudnych zdań, które musiały wybrzmieć. Marek zaproponował, żebyśmy podzielili domowe obowiązki inaczej. Żebym nie brała na siebie całej odpowiedzialności za dom. Żeby Lena też miała przestrzeń. Wieczorem zapukała do mojego pokoju.

– Mogę wejść?

Skinęłam głową.

– Nie chciałam cię zniszczyć – powiedziała, siadając na brzegu łóżka. – Chciałam, żeby tata zobaczył, że wciąż mnie potrzebuje.

– On cię potrzebuje – odparłam. – To się nie zmieniło. A ja nie jestem twoim wrogiem.

Wzięła głęboki oddech.

– Może… mogłybyśmy kiedyś ugotować coś razem?

Uśmiechnęłam się lekko.

– Możemy spróbować.

Pierwszy raz zobaczyłam, jak naprawdę się uśmiecha. Nie stałyśmy się od razu bliskie. Nadal bywało trudno. Jednak od tamtej rozmowy nie było już szeptów za plecami ani półprawd. Zrozumiałam, że rodzina to nie konkurs na doskonałość, tylko codzienna praca nad zaufaniem. Dziś, gdy wspólnie kroimy warzywa w kuchni, wiem, że najtrudniejszym składnikiem była szczerość. I że bez niej każda potrawa prędzej czy później się przypali.

Agnieszka, 48 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama