Reklama

Budowałem dla nas dom, dosłownie i w przenośni, wypruwając sobie żyły, by mojej żonie i córce niczego nie brakowało. Byłem przekonany, że moje poświęcenie jest najwyższą formą miłości.

Harowałem za dwóch

Wszystko zaczęło się od marzenia o domu z ogrodem. To miał być nasz azyl, miejsce, gdzie nasza córeczka Zosia będzie biegać boso po trawie, a my z Anetą zestarzejemy się, popijając herbatę na tarasie. Aby to marzenie zrealizować, musiałem podjąć trudne decyzje. Zmieniłem stanowisko w firmie na bardziej wymagające, ale znacznie lepiej płatne. Wiązało się to z nadgodzinami, częstymi wyjazdami i stresem, który momentami ściskał żołądek tak mocno, że nie byłem w stanie przełknąć śniadania.

– Kochanie, to tylko przejściowe – powtarzałem, gdy wracałem do domu po dwudziestej, brudny od pyłu budowlanego, bo w weekendy sam doglądałem ekipy wykończeniowej. – Jeszcze rok, spłacimy ten najgorszy kredyt, wprowadzimy się i zwolnię tempo. Obiecuję.

Aneta kiwała głową, ale jej uśmiech stawał się coraz bledszy. Patrzyłem na nią, ale nie dostrzegałem jej prawdziwych emocji. Widziałem w niej partnerkę, która rozumie cel. Ona widziała we mnie męża, który staje się gościem we własnym życiu.

Wierzyłem we wszystko

Każda zarobiona złotówka szła w mury. Nowe okna, lepsza izolacja, dębowe podłogi. Chciałem, żeby miała to, co najlepsze. Moje ręce stały się szorstkie od pracy, a oczy podkrążone od braku snu. Byłem dumny z tego, jak dbam o rodzinę. Zmiana w zachowaniu Anety była subtelna. Zaczęła bardziej o siebie dbać. Nowa fryzura, sukienki, których wcześniej nie nosiła do pracy w urzędzie. Cieszyłem się. Myślałem, że to poprawia jej samopoczucie.

– Wyglądasz pięknie – rzuciłem pewnego ranka, dopijając kawę w biegu.

– Dzięki – odpowiedziała, nie odrywając wzroku od ekranu smartfona.

To był kolejny sygnał. Telefon stał się jej nieodłącznym atrybutem. Zabierała go do łazienki, a każda wibracja wywoływała u niej nerwowe spojrzenie. Tłumaczyła to nawałem pracy, nowym projektem, koleżankami z działu, które mają problemy. Dlaczego miałbym nie wierzyć? Byliśmy małżeństwem z dziesięcioletnim stażem. Ufaliśmy sobie. A przynajmniej ja ufałem jej bezgranicznie.

Nic nie podejrzewałem

Wieczory, które kiedyś spędzaliśmy na oglądaniu seriali, teraz wyglądały inaczej. Ja siedziałem z laptopem, odpisując na maile, ona siedziała na drugim końcu kanapy, pisząc z kimś z zawziętością nastolatki. Czasem widziałem, jak się uśmiecha do ekranu.

– Z kim tak piszesz? – zapytałem raz.

– A, z Krzyśkiem z pracy – rzuciła lekko. – Przesyła mi głupie memy. Muszę się jakoś odstresować.

Prawda wyszła na jaw w najgorszy możliwy sposób – banalnie i boleśnie. Był piątek. Miałem wrócić późno, ale spotkanie z klientem zostało odwołane. Kupiłem po drodze wino i ulubione sushi Anety. Wszedłem do domu cicho, chcąc ją zaskoczyć. Zastałem ją w kuchni. Rozmawiała przez telefon, stojąc tyłem do wejścia.

– Nie mogę się doczekać poniedziałku… Też o tobie myślę.

Zamarłem w korytarzu. Torba z jedzeniem prawie wypadła mi z rąk. W jednej sekundzie zrozumiałem, że cała moja harówka, te wszystkie nieprzespane noce, nadgodziny, stres – to wszystko stało się powodem do drwiny.

Nie słyszała mnie

Chrząknąłem głośno. Aneta podskoczyła i gwałtownie się odwróciła. W jej oczach zobaczyłem przerażenie, które po chwili ustąpiło miejsca czemuś gorszemu – zimnej rezygnacji.

– Słyszałeś? – zapytała.

– Wystarczająco – mój głos był chrypliwy. – To ten Krzysiek od memów?

Nie zaprzeczyła. Nie próbowała kłamać.

– To nie tak… Albo wiesz co? Właśnie tak. Mam dość bycia samą. Mam dość bycia wdową przy żywym mężu. Ty masz swoją pracę i dom, a ja potrzebuję kogoś, kto mnie zauważa.

– Haruję na ten dom dla ciebie! – krzyknąłem, czując, jak wzbiera we mnie gniew. – Dla nas! Żebyś miała lżej!

– Ale ja nie chciałam lżej, chciałam ciebie! – odkrzyknęła.

Wyprowadziłem się dwa dni później. Zostawiłem jej mieszkanie, w którym mieszkaliśmy tymczasowo. Dom był w stanie surowym zamkniętym, więc nie nadawał się do zamieszkania. Wynająłem małą kawalerkę na drugim końcu miasta.

Rozstanie było koszmarem logistycznym i emocjonalnym, zwłaszcza ze względu na Zosię. Córka miała osiem lat i nie rozumiała, dlaczego tata nagle znika. Tłumaczenie jej, że rodzice muszą od siebie odpocząć, było najtrudniejszą rzeczą, jaką zrobiłem w życiu.

Rozstaliśmy się

Aneta szybko przestała kryć się z Krzyśkiem. Znajomi donosili mi, że wyglądają na zakochanych nastolatków. Krzysiek był typem luzaka – nie przejmował się karierą, żył chwilą, jeździł starym motocyklem i zabierał Anetę na spontaniczne wycieczki. Robił to wszystko, na co ja rzekomo nie miałem czasu.

Moja męska duma leżała w gruzach. Zastanawiałem się, gdzie popełniłem błąd. Czy naprawdę byłem takim złym mężem? Czy chęć zapewnienia bezpieczeństwa rodzinie była zbrodnią? Przez pierwsze pół roku żyłem jak automat. Praca, puste mieszkanie, weekendy z Zosią. Budowę domu wstrzymałem. Nie miałem serca tam jeździć. Patrzenie na te mury bolało fizycznie.

Z czasem jednak ból zaczął tępieć. W mojej małej kawalerce odkryłem coś, czego nie zaznałem od lat – spokój. Nikt ode mnie niczego nie wymagał po powrocie z pracy. Nie musiałem pędzić na budowę. Zacząłem gotować dla siebie, wróciłem do biegania, które porzuciłem po ślubie.

Odnalazłem siebie

Zacząłem też inaczej spędzać czas z Zosią. Zamiast kupować jej drogie zabawki jako rekompensatę za moją nieobecność, zabierałem ją do parku, na rowery, do lasu. Okazało się, że bycie ojcem weekendowym paradoksalnie zbliżyło nas do siebie, bo ten czas był w stu procentach dla niej. Bez telefonów, bez myślenia o kredycie.

W pracy też nieco zwolniłem. Skoro nie musiałem już gonić za wykończeniem domu w ekspresowym tempie, mogłem odpuścić część nadgodzin. Mój szef był zdziwiony, ale zadowolony, że jestem bardziej wypoczęty i efektywny.

Powoli, cegła po cegle, odbudowywałem poczucie własnej wartości. Zrozumiałem, że to nie moja pracowitość była problemem, ale brak równowagi. Jednak zrozumiałem też coś ważniejszego – lojalność to fundament. Jeśli Aneta nie potrafiła poczekać, porozmawiać, potrząsnąć mną, tylko wybrała łatwiejszą drogę zdrady, to znaczyło, że nasz związek i tak był kruchy.

Żaliła mi się

Minęły dwa lata. Formalnie byliśmy już po rozwodzie. Kwestia domu wciąż wisiała w powietrzu – stał pusty i niszczał. Spotkaliśmy się raz, żeby ustalić, co z nim robimy – sprzedajemy czy jedno z nas spłaca drugie.

Gdy zobaczyłem Anetę, ledwo ją poznałem. Zniknął blask, który widziałem na początku jej romansu. Wyglądała na zmęczoną, przygaszoną. Miała odrosty, a jej płaszcz pamiętał lepsze czasy. Usiedliśmy przy stoliku w kawiarni. Rozmowa o finansach szła opornie. W pewnym momencie Aneta odłożyła menu i spojrzała mi prosto w oczy.

– Krzysiek się wyprowadził miesiąc temu – powiedziała nagle.

– Przykro mi – odpowiedziałem szczerze, choć w środku nie poczułem nic.

– Okazało się, że życie chwilą jest fajne, dopóki nie trzeba zapłacić rachunków – zaśmiała się gorzko. – On nie lubi problemów. Kiedy zepsuła się pralka, tydzień czekałam, aż coś z tym zrobi, w końcu sama wezwałam fachowca. Kiedy Zosia zachorowała, on wychodził z domu, bo nie lubi marudzenia. On jest dużym dzieckiem.

Chciała wrócić

Milczałem, popijając kawę. Wiedziałem, do czego to zmierza.

– Wiesz, czego mi brakuje? – kontynuowała. – Poczucia bezpieczeństwa. Tego, że jak coś się działo, to ty zawsze to ogarniałeś. Może nie było cię wieczorami, ale wiedziałam, że robisz to dla nas. Że jesteś skałą. Zrozumiałam to dopiero teraz, kiedy zostałam sama z problemami, których Krzysiek nawet nie zauważał.

– Aneta…

– Nie, daj mi skończyć – przerwała mi, łapiąc mnie za rękę. – Zrobiłam błąd. Dałam się omamić tanim komplementom i wizji beztroskiego życia, ale życie nie jest beztroskie. Tęsknię za tobą. Tęsknię za naszą rodziną. Możemy spróbować dokończyć ten dom razem?

Patrzyła na mnie z nadzieją, która kiedyś pewnie by mnie złamała. Ale teraz widziałem przed sobą obcą kobietę, która zniszczyła naszą rodzinę dla chwili uniesienia, a teraz, gdy rzeczywistość ją przygniotła, szukała ratunku u sprawdzonego „inwestora”. Cofnąłem rękę. Delikatnie, ale stanowczo.

– Nie – powiedziałem spokojnie.

– Ale dlaczego? Przecież widzę, że nikogo nie masz. Możemy to naprawić dla Zosi.

– Zosia ma szczęśliwego ojca. To jej wystarczy – odparłem. – Nie jestem już tym samym facetem, który wypruwał sobie żyły, żebyś była zadowolona. Tamten zniknął w dniu, w którym usłyszał, jak romansujesz przez telefon.

Wiem, że żałowała

– Przepraszam… – zaczęła płakać.

– Wierzę ci. I wybaczam, ale nie zapomniałem. Zaufanie to nie jest włącznik, który można pstryknąć z powrotem. Szukałaś emocji, znalazłaś je. Teraz szukasz stabilizacji i przypomniałaś sobie o mnie. Nie jestem twoim planem awaryjnym.

– Więc to koniec? Tak po prostu? Po dwóch latach samotności wolisz być sam niż ze mną?

– Nie jestem sam. Jestem ze sobą. I w końcu się lubię. Nie muszę nikomu udowadniać swojej wartości ilością zarobionych pieniędzy czy wybudowanych metrów kwadratowych.

Ustaliliśmy, że sprzedamy dom i podzielimy się pieniędzmi po połowie. To było jedyne sprawiedliwe rozwiązanie. Gdy wychodziłem z kawiarni, czułem na sobie jej wzrok. Był pełen żalu i niedowierzania. Zrozumiała, że straciła nie tylko męża i sponsora jej wygodnego życia, ale przede wszystkim przyjaciela, który był w stanie dla niej góry przenosić. Dom, który miał być twierdzą, stał się lekcją. Drogą lekcją, ale wartą swojej ceny. Miłości nie buduje się z cegieł, a szacunku nie kupuje się za nadgodziny.

Tomasz, 42 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama