„Instruktor na stoku raz-dwa stopił pierwsze lody. Było mi bosko, dopóki nie wyszło, co cwaniak ma w planach”
„Mróz szczypał w policzki, a ja czułam się dziwnie lekka, jakby ktoś zdjął ze mnie ciężar bycia rozsądną. Kiedy instruktor kucnął przede mną, by dopiąć moje buty, nawet nie spojrzałam mu w twarz. Dopiero gdy jego palce przypadkiem dotknęły mojej dłoni, coś we mnie drgnęło i podniosłam wzrok”.

- Redakcja
Mam dwadzieścia dziewięć lat i teoretycznie wszystko powinno się zgadzać. Dobra praca w agencji reklamowej, wynajęte mieszkanie na Mokotowie, poranki z kawą na wynos i wieczne „zaraz oddzwonię”. Tylko że od kilku miesięcy oddzwaniam już głównie do ciszy. Siedem lat związku rozpadło się bez huku, bez zdrady, bez dramatu. Po prostu któregoś dnia zrozumiałam, że obok mnie od dawna nikogo nie ma. Wyjazd w góry nie był planem. Był ucieczką.
– Albo odpocznę, albo się rozsypię — powiedziałam Kasi przez telefon, pakując do walizki za dużo swetrów i za mało nadziei.
– Ty nie jedziesz odpoczywać, tylko sprawdzić, czy jeszcze czujesz – westchnęła.
– Chcę tylko ciszy – skłamałam.
Na stoku było biało aż do bólu. Zimno szczypało w policzki, a ja czułam się dziwnie lekka, jakby ktoś na chwilę zdjął ze mnie ciężar bycia rozsądną. Kiedy instruktor kucnął przede mną, by dopiąć moje buty, nawet nie spojrzałam mu w twarz. Dopiero gdy jego palce przypadkiem dotknęły mojej dłoni, coś we mnie drgnęło.
– Pierwszy raz na nartach? – zapytał spokojnym głosem.
Podniosłam wzrok. I wtedy pomyślałam, zupełnie nieproszona myśl, że to będą inne ferie.
Położył dłoń na moich plecach
Michał nie mówił dużo. Stał obok mnie na stoku, spokojny, opanowany, jakby miał czas, którego ja od lat nie miałam. Poprawił mi kask, nachylił się lekko.
– Spokojnie. Najpierw poczuj narty, nie walcz z nimi – powiedział.
Kiwnęłam głową, choć serce waliło mi szybciej, niż sytuacja tego wymagała. Kiedy ustawił mnie do pierwszego zjazdu, położył dłoń na moich plecach. Krótko. Profesjonalnie. A jednak zbyt świadomie.
– Oddychaj – dodał ciszej.
Zjechałam kilka metrów i prawie się przewróciłam. Złapał mnie w ostatniej chwili.
– Nic się nie stało – uśmiechnął się. – Każdy musi się raz zachwiać.
Pomyślałam, że mówi nie tylko o nartach. Po lekcji zaproponował herbatę. Bez nacisku, jakby dawał mi wybór, którego i tak chciałam dokonać. W schronisku było ciepło i głośno. Zdjęłam rękawiczki, a on patrzył na moje dłonie, jakby zapamiętywał szczegóły.
– Często tu bywasz? – zapytałam.
– Częściej niż w domu – odpowiedział po chwili. – Góry są prostsze niż ludzie.
– Ja chyba uciekłam przed ludźmi – przyznałam zbyt szczerze.
– Czasem trzeba się zatrzymać, żeby coś w ogóle poczuć.
– Ja próbuję sobie przypomnieć, jak to się robi.
Patrzył na mnie uważnie. Bez ocen. Bez pośpiechu. I pierwszy raz od dawna nie czułam potrzeby, żeby coś udowadniać. Kiedy wychodziliśmy, podał mi rękę, pomagając wstać. Tym razem nie puścił jej od razu.
Nie chciałam tego zepsuć
Drugiego dnia czekałam na niego wcześniej, niż powinnam. Stałam już w butach narciarskich, udając, że sprawdzam telefon, choć ekran dawno zgasł. Kiedy podszedł, uśmiechnął się lekko, jakby zauważył mój pośpiech i nie chciał go nazwać.
– Gotowa? – zapytał.
– Chyba bardziej niż wczoraj.
Jeździliśmy długo. Zjazd za zjazdem, coraz szybciej, coraz bliżej siebie. Michał poprawiał moją postawę, czasem zatrzymywał mnie dłonią na biodrze, czasem tylko spojrzeniem. Łapałam się na tym, że bardziej niż trasę obserwuję jego ruchy, spokój, sposób, w jaki wypowiadał moje imię. Wieczorem zaproponował kolację w karczmie. Kasia zadzwoniła dokładnie wtedy, gdy poprawiałam włosy w lustrze.
– I jak ta twoja cisza? – zapytała.
– Jest głośniej, niż planowałam – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
W karczmie pachniało grzanym winem i drewnem. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, za blisko jak na przypadkową znajomość.
– Można być obok kogoś latami i czuć się samotnie – powiedział nagle. – A z tobą… czuję coś po prostu.
Nie chciałam analizować. Bałam się, że jeśli zacznę myśleć, to ucieknę.
– Też coś czuję – odpowiedziałam cicho. – I nie chcę tego psuć rozumem.
Pocałunek był nieśpieszny, jakbyśmy oboje sprawdzali, czy to się dzieje naprawdę. Kiedy wróciłam do pensjonatu, położyłam się w ubraniu. Patrzyłam w sufit z głupim uśmiechem. Może jeszcze nie jestem martwa w środku.
Jego twarz zdradziła wszystko
Trzeciego dnia wszystko zaczęło być zbyt łatwe. Śmialiśmy się na stoku, jakbyśmy znali się dłużej niż kilka dni. Michał jechał obok mnie, czasem przyspieszał tylko po to, żebym musiała go dogonić. Czułam się lekkomyślna i wolna jednocześnie. Wróciłam do pensjonatu wcześniej. Bolały mnie nogi, głowa była przyjemnie pusta. Na korytarzu było cicho, tylko gdzieś z oddali dochodził czyjś głos. Zatrzymałam się, bo rozpoznałam ton Michała. Stał kilka metrów dalej, tyłem do mnie, z telefonem przy uchu.
– Nie teraz, Basia… – powiedział cicho. – Wrócę w poniedziałek. Tak, wszystko jest okej. Po prostu… potrzebuję przestrzeni.
Basia. Świat nie runął. Tylko po prostu zamarł. Stałam bez ruchu, jakby śnieg nagle przeniknął do środka. Michał odwrócił się i mnie zobaczył. Jego twarz zdradziła wszystko szybciej niż słowa.
– Natalia…
– Kto to był? – zapytałam, choć odpowiedź już we mnie krzyczała.
– To… moja żona.
Poczułam, jak coś we mnie pęka, cicho, bez huku.
– Kto?!
– To nie jest tak, jak myślisz. My już… właściwie nie jesteśmy razem.
– Ale dzwoni do ciebie – powiedziałam spokojnie. – Czeka. Istnieje.
Podszedł bliżej, wyciągnął rękę.
– Nie chciałem cię w to wciągać.
– Ale wciągnąłeś – cofnęłam się. – I ani razu nie dałeś mi wyboru.
Minęłam go, nie oglądając się za siebie. Na zewnątrz było zimno, ostre, prawdziwe. Dokładnie takie, jak uczucie, które właśnie we mnie zostało.
Po prostu łzy leciały same
Nie wiedziałam, dokąd idę. Szłam przed siebie, w dół Krupówek, potem w bok, w uliczkę, gdzie nie było ludzi ani świateł. Śnieg skrzypiał pod butami zbyt głośno, jakby zdradzał każdy mój krok. Dopiero po chwili zorientowałam się, że płaczę. Bez łkania, bez dramatów. Po prostu łzy leciały same. Usiadłam w kościele, w ostatniej ławce. Było ciepło, duszno, pachniało woskiem. Patrzyłam w ołtarz i czułam się absurdalnie obco, jak intruz w miejscu, które powinno dawać ukojenie. Nic nie przyszło. Żadna modlitwa. Tylko jedno pytanie krążyło jak natrętna mucha: jak mogłam tego nie przewidzieć? Napisałam do Kasi, że byłam tylko jego przystankiem. Nie miałam siły na więcej, ale odpisała niemal od razu. Wiedziała o co mi chodzi: „Albo lustrem. Może pokazałaś mu, kim nie jest”.
Zamknęłam oczy. To nie przyniosło ulgi. Poczułam złość. Nie na niego, na siebie. Na to, że tak bardzo chciałam uwierzyć w coś prostego, że zignorowałam wszystkie znaki ostrzegawcze. Dorosła kobieta, a zachowałam się jak dziewczynka, która czeka na bajkę. Wieczorem siedziałam w pokoju pensjonatu z kubkiem herbaty, której nie piłam. Telefon leżał ekranem do dołu. Bałam się, że zadzwoni i bałam się też, że nie zadzwoni wcale. Pomyślałam, że to nie pierwszy raz, kiedy ktoś udaje, że mnie kocha. Ale pierwszy, kiedy ja od razu w to uwierzyłam. Za oknem padał śnieg. Cicho. Bez litości.
Nie chciałam go widzieć
Zobaczyłam go ostatniego dnia. Stał przy dolnej stacji wyciągu, jakby czekał tam od zawsze. Przez chwilę chciałam zawrócić, udawać, że go nie widzę, ale było już za późno. Podszedł wolno, ostrożnie, jak do kogoś, kogo łatwo spłoszyć.
– Natalia… możemy porozmawiać? – zapytał.
Milczałam. Śnieg skrzypiał pod nartami ludzi obok, a ja czułam, że każda sekunda tej rozmowy zostawi po sobie ślad.
– Przepraszam – powiedział w końcu. – Nie wiedziałem, że to tak się potoczy.
– To dziwne – spojrzałam na niego. – Bo ja wiedziałam od pierwszego dnia, że to coś znaczy.
Spuścił wzrok.
– Nie chciałem cię skrzywdzić.
– Ale skrzywdziłeś – odpowiedziałam spokojnie. – Co z tego, że nie chciałeś. To chyba jeszcze gorzej.
Przez moment stał w milczeniu, jakby szukał słów, które mogłyby coś naprawić. Nie znalazł ich. Może i dobrze. Nie chciałam już kolejnych wyjaśnień.
– To nie była bajka – dodałam. – To moje życie.
– To było dla mnie coś prawdziwego – wyszeptał.
– Może.
Odpięłam narty, odwróciłam się i odeszłam, nie sprawdzając, czy za mną patrzy. Czułam, jak coś się we mnie domyka. Bez ulgi. Bez triumfu. Po prostu koniec.
Natalia, 29 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Tajemniczy Walenty rozpalił moje zmysły na czacie. Gdy zobaczyłam go na żywo, miałam ochotę wiać”
- „Na walentynki mąż podarował mi bilet do Brukseli. Cwaniak chciał się mnie pozbyć, ale przejrzałam jego brudną grę”
- „Na tłusty czwartek chciałam zrobić puszyste pączki teściowej. Gdy poprosiłam o przepis, jędza złośliwie mnie wyśmiała”