„Natrętna kobiecina z górskiego schroniska chciała ukraść mi męża. Biedaczka nie wiedziała, w co się pakuje”
„Nie wiem, co było gorsze – to, że przysiadła się bez pytania, czy to, że mój mąż wcale nie wyglądał na zaskoczonego. Iza rozsiadła się jak u siebie, rzucając nonszalanckie komentarze o szlakach, które niby przypadkiem znała tak samo dobrze jak on. Coś mi tu śmierdziało. Nie zrobią ze mnie idiotki”.

- Redakcja
To miał być spokojny weekend we dwoje. Oderwanie się od pracy, miasta, obowiązków. Zima w górach potrafi być piękna, a my potrzebowaliśmy oddechu. Schronisko było urocze – drewniane wnętrza, zapach ogniska, miękkie koce na ławach. Wszystko zdawało się sprzyjać odpoczynkowi. Siedzieliśmy przy kominku, grzejąc dłonie przy kubkach z grzanym winem, gdy do środka weszła ona. Wysoka, pewna siebie kobieta z uśmiechem, który nie pasował do surowej aury za oknem. Zanim zdążyłam zareagować, podeszła do naszego stołu i bez słowa usiadła obok mojego męża. Jakby byli starymi znajomymi. Jakby miała do niego prawo. Przez sekundę nie byłam pewna, czy dobrze widzę. Ale nie – jej wzrok, jej gesty... wszystko było zbyt znajome, zbyt swobodne. Poczułam, że ten weekend nie skończy się spokojnie.
Nie spodobała mi się
– Przepraszam, ale czy my się znamy? – zapytałam, starając się brzmieć uprzejmie, choć w środku już zaczynało we mnie buzować coś niewidzialnego.
Kobieta spojrzała na mnie jak na uczennicę, która przerwała wykład. Uniosła brwi, potem zerknęła na mojego męża i odpowiedziała:
– Ojej, nie przeszkadzam? Pomyślałam, że może się dosiądę, tak pusto w schronisku.
– Całe pięć pustych stołów – rzuciłam, zerkając w stronę jadalni. – A pani wybrała nasz.
– No co ty – wtrącił mój mąż. – Daj spokój, przecież nic się nie dzieje.
Nic się nie dzieje? Serio? Może i nie znałam tej kobiety, ale jej spojrzenie było zbyt intensywne. Jakby szukała potwierdzenia czegoś w jego oczach. A on… nie odsunął się, nie speszył, nie zaprotestował. Siedział, jakby jej obecność była zupełnie naturalna.
– Mów mi Iza – rzuciła kobieta z uśmiechem i wyciągnęła rękę najpierw do niego, potem niechętnie w moją stronę. – A wy… jesteście tu razem?
Spojrzałam na nią twardo.
– Tak, razem. Mężowie i żony zwykle tak robią. Wyjeżdżają razem.
Nie odsunęłam ręki, choć mnie korciło. Uścisnęłam ją szybko, z grzeczności, ale serce już biło mi szybciej.
Zrobiło mi się niedobrze
Nie wiem, co było gorsze – to, że przysiadła się bez pytania, czy to, że mój mąż wcale nie wyglądał na zaskoczonego. Iza rozsiadła się jak u siebie, rzucając nonszalanckie komentarze o szlakach, które „przypadkiem” znała tak samo dobrze jak on. Nagle okazało się, że oboje kiedyś byli w tym samym miejscu, że pamiętają ten sam punkt widokowy. Czy ja śniłam? Mój mąż nie wspominał nigdy, że zna kogoś o takim imieniu.
– Skąd się znacie? – zapytałam w końcu, próbując zachować spokój, choć dłoń ściskała mi się na uchu kubka tak mocno, że aż mnie zabolało.
– Właściwie… chyba się nie znamy – rzucił szybko. – Może z jakiegoś forum górskiego?
– No pewnie – dodała Iza, uśmiechając się zbyt szeroko. – Te fora to takie dziwne miejsca, co? Czujesz, jakbyś znała kogoś od lat.
Znała go. Byłam tego pewna. On kłamał, albo przemilczał coś ważnego. Patrzyli sobie w oczy o kilka sekund za długo, uśmiechali się w ten sposób, który nie należał do obcych ludzi. Siedzieliśmy tak jeszcze chwilę. Potem wstałam i wyszłam do łazienki, udając, że coś mnie zemdliło. Naprawdę było mi niedobrze – od tej atmosfery, od spojrzeń, których nie rozumiałam, a które mówiły zbyt wiele.
Coś wisiało w powietrzu
W łazience oparłam się o zimne kafelki i próbowałam złapać oddech. O co tu chodziło? Iza nie była przypadkową kobietą. To było zbyt oczywiste. A mój mąż? Dlaczego nie przeciął tej sytuacji jednym zdaniem? Dlaczego pozwalał, żeby przy nas siadała, uśmiechała się i mówiła rzeczy, które śmierdziały wspólną przeszłością? Wróciłam po kilku minutach. Iza zniknęła. Mój mąż siedział sam, przeglądał telefon. Usiadłam naprzeciwko i przez chwilę tylko milczeliśmy.
– Kim ona jest? – zapytałam w końcu.
– Już ci mówiłem. Nie znam jej. Może faktycznie skądś z internetu, czasem ludzie kojarzą się z jakichś zdjęć, postów… – wzruszył ramionami, jakby to był błahy temat.
– I dlatego nie zaprotestowałeś, kiedy prawie się do ciebie przytuliła?
Spojrzał na mnie, jakby dopiero teraz zrozumiał, że jestem wściekła. Albo udawał.
– Przesadzasz. Nic takiego nie miało miejsca. Po prostu była uprzejma.
Prychnęłam. To nie była uprzejmość. To było coś więcej. Kobiety nie siadają tak blisko do przypadkowych mężczyzn. Nie patrzą im tak w oczy. Nie odpowiedziałam już nic. Wieczór się ciągnął, a ja nie potrafiłam się rozluźnić. Coś wisiało w powietrzu. Coś, co dopiero miało się wydarzyć.
To nie był przypadek
Rano postanowiłam nie dać się ponieść emocjom. Przy śniadaniu siedzieliśmy w milczeniu. On jadł jajecznicę, jakby nic się nie stało. Ja udawałam, że piję kawę, choć mieszałam ją tylko łyżeczką . Nagle drzwi jadalni się otworzyły – Iza. Znowu. Tym razem ubrana w ten sam zestaw, co dzień wcześniej, tylko z rozpiętym polarowym swetrem. Wyglądała, jakby dopiero co wstała. Jakby nocowała tu. W tym samym schronisku.
– O, znowu wy! – rzuciła wesoło, jakbyśmy byli starymi przyjaciółmi. – Śniadanie tu genialne, co?
Nie odpowiedziałam. Spojrzałam tylko na męża, który nagle się spiął. Niewiele, ale ja to zauważyłam. Uniknął mojego wzroku i zabrał się za pospieszne zbieranie talerza.
– Na długo tu zostajecie? – zapytała Iza, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
– Jeszcze jedną noc – odparłam, zanim on zdążył się odezwać. – Ale chyba rozważymy zmianę planów.
Uśmiechnęła się. I ten uśmiech był inny niż wcześniej. Jakby wygrała w jakąś grę. Kiedy wyszła po kawę, nachyliłam się do niego.
– Spała tu, prawda? – syknęłam.
Nie odpowiedział. Nie musiał. Po jego twarzy widziałam, że tak. I że to wcale nie był przypadek.
Nie mogłam tego znieść
Po śniadaniu wyszliśmy na szlak, ale nie było w tym już żadnej przyjemności. Śnieg skrzypiał pod butami, słońce odbijało się od zasp, ale między nami panowała cisza gęsta jak mgła. Próbowałam coś z siebie wydusić, ale każde zdanie brzmiało jak oskarżenie, a on odpowiadał półsłówkami. Iza oczywiście też wybrała się na spacer. Mijała nas kilkukrotnie, raz nawet rzuciła, że „świat jest mały”. Za każdym razem miałam ochotę odwrócić się i wrócić do schroniska sama.
– Dobrze się bawiłeś? – zapytałam w końcu.
– Przestań. Zachowujesz się, jakbyśmy byli w jakimś thrillerze. To tylko koleżanka. Przypadek.
– Przypadek nie zna twojego ulubionego szlaku i nie patrzy na ciebie, jakbyś był jej własnością.
Zatrzymał się. Spojrzał mi prosto w oczy, pierwszy raz tego dnia.
– Nie mam z nią nic wspólnego. Przysięgam.
– To dlaczego jej obecność tak cię paraliżuje?
Nie odpowiedział. Westchnął, po czym ruszył dalej. Ja zostałam. Wpatrzona w jego plecy. W jego milczenie. W to, jak łatwo potrafił coś ukrywać. Może i nie było zdrady, ale coś między nimi istniało. Historia, której mi nie opowiedział. I to bolało chyba najbardziej.
Nie wybaczyłam mu
Wróciliśmy do schroniska jeszcze przed zmrokiem. Ostatni wieczór. Czułam się rozdarta – między chęcią wyjaśnienia a potrzebą ucieczki. On był cichy, zbyt cichy. Jak ktoś, kto wie, że zawiódł, ale nie wie, jak się z tego wyplątać. Iza już się nie pojawiła. Może wyczuła, że gra skończona. Albo że osiągnęła, co chciała. Kiedy gaszono światła w jadalni, siedzieliśmy w kącie, wpatrzeni w tlące się jeszcze resztki ognia w kominku. Próbowałam zebrać myśli.
– Wiesz, nie musisz mi mówić wszystkiego – powiedziałam cicho. – Ale musisz zdecydować, czy dalej jesteśmy po tej samej stronie.
Spojrzał na mnie zaskoczony. Jakby dopiero teraz dotarło do niego, że naprawdę mogę odejść. Że to, co się wydarzyło, było kroplą, która może zburzyć wszystko.
– Chcę być – odpowiedział. – Naprawdę. Tylko… czasem przeszłość wraca, kiedy się jej najmniej spodziewasz.
Nie wybaczyłam mu tego wieczoru. Nie przytuliłam się do niego, nie powiedziałam, że wszystko będzie dobrze. Ale zostałam. Bo czasem warto jeszcze zobaczyć, co się stanie, zanim spadnie kolejny śnieg.
Joanna, 31 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Myślałam, że wyjazd w Alpy to prezent na naszą rocznicę. Pozbyłam się złudzeń, gdy zobaczyłam, kto też tam przyjechał”
- „Zafundowałam córce ferie marzeń w Alpach za dobre wyniki w nauce. Przywiozła niespodziankę, której nie oczekiwałam”
- „Zamieniłam wygodne życie w mieście na domek w górach. Dziś wiem, że kulig w śniegu po pachy nie jest dla mnie”