Reklama

Siedziałam w gabinecie na trzydziestym piętrze, patrząc na miasto jak na makietę. Wszystko było poukładane, przewidywalne, moje. Pieniądze przestały robić na mnie wrażenie – stały się tylko narzędziem, jak czas czy cisza, którą tak sobie ceniłam.

O rodzicach myślałam rzadko, raczej w kategoriach problemu do odłożenia na później niż relacji, które wymagają uwagi. Ich świat był ciasny, głośny i lepki od emocji. Mój wymagał kontroli, porządku. Zawsze powtarzałam sobie, że to naturalna różnica, koszt drogi w górę. W końcu to ja opuściłam ich dom, zostawiłam ich świat za sobą, by budować coś, co było tylko moje.

Ale czasami, bez ostrzeżenia, coś we mnie drgało. Może to było poczucie winy, może wspomnienie, może… zwyczajna świadomość, że mimo wszystko, te dwa światy są częścią mnie. Mimo wszystko, część mojej przeszłości nie zniknęła, jakby miała prawo zostać w tyle, czekając na jakiś moment, w którym się przypomni.

Rodzice byli dla mnie kłopotem

Ale nie wtedy, kiedy o nich myślałam. Tylko wtedy, gdy naprawdę musiałam zmierzyć się z tym, czego chcieli ode mnie.

– Cześć, Natalia, muszę ci coś powiedzieć. – Głos mamy był cichy, jakby tłumiony przez coś, co nie mogło być słuchawką.

– Co się stało? – zapytałam, starając się, by mój ton brzmiał neutralnie.

– Twój tata... – zaczęła, a potem wzięła głęboki oddech. – Jest bardzo chory. Musisz przyjechać.

Chciałam odpowiedzieć coś zimnego, coś, co oddaliłoby mnie od tej sytuacji, ale w głowie pojawiły się tylko obrazy z dzieciństwa: zapach wilgotnej ziemi, zamknięte okna w ciasnym, starym domu. To wszystko.

Zobaczę, co da się zrobić – powiedziałam w końcu, starając się brzmieć obojętnie.

Kilka godzin później stałam przed ich domem. Było jak zawsze. Zarośnięty ogród, stary płot. Dźwięk dzieci bawiących się na podwórku sąsiadów przypomniał mi, jak to było. Zatrzymałam się na chwilę, zaciągając się powietrzem, które pachniało kurzem. Drzwi otworzyła mama. Wyglądała na zmęczoną, jej twarz była blada, jakby coś jej zabrakło.

– Wchodź, dziecko. – Jej głos był cichy, ale pełen czegoś, co brzmiało jak ulga.

Weszłam do środka, ale już po kilku krokach poczułam się obca.

– Nie potrzebujemy twojej pomocy, jeśli ma być z wielką łaską – głos ojca był stanowczy, choć cichy.

Stał w drzwiach, a jego sylwetka wydawała się zbyt duża w tym małym korytarzu.

– Tato, wiem, że klepiecie biedę – odparłam, starając się zachować zimną obojętność, ale ton moich słów brzmiał bardziej jak wyzwanie niż propozycja pomocy. – I nie jestem pewna, czy widzisz, w jakiej sytuacji się znajdujecie.

Powiedziałam, co myślę

Ojciec zmarszczył brwi, nie odpowiadał. Czułam, jak chłód między nami narastał, jakby każde słowo, które wypowiadam, stawało się coraz bardziej obce. Zawsze tak było. Jego milczenie miało w sobie coś absolutnego, coś, co kazało mi poczuć, że jestem niewłaściwym gościem w tym domu.

– Maria, powiedz coś. – Spojrzałam na mamę, która stała za ojcem, skrępowana, niemal bezgłośna.

– Cóż, Natalia... – zaczęła, ale zaraz zamilkła.

Potrafiła mówić ciepło, ale teraz w jej słowach wyczuwałam niepewność, jakby starała się znaleźć sposób, by nie sprawić mi przykrości.

– Mamo... – Zatrzymałam się, nie wiedząc, jak kontynuować. – Ja właściwie wcale nie chcę wam pomagać. Jest mi obojętne, czy sobie poradzicie sami czy nie.

Znowu milczenie. Zamiast odpowiedzi poczułam ich obecność jak ciężar, jak niechciany obowiązek.

– Nie potrzebujemy niczego od ciebie. Jedź już – usłyszałam ostateczny głos ojca.

Miałam mętlik w głowie

Wróciłam do miasta późnym wieczorem, a w głowie ciągle brzmiały słowa ojca. „Nie potrzebujemy niczego.” Chciałam uwierzyć, że to tylko ich duma, ich sposób na obronę przed światem, który zawsze traktowali z dystansem. Ale czułam, jak te słowa łamały coś we mnie. Zmusiły mnie do myślenia o tym, czego naprawdę się boję.

Paweł czekał na mnie w apartamencie, siedział przy stole, przeglądając raporty. Widziałam, że miał zamiar powiedzieć coś, ale nie zrobił tego, jakby czekał, aż sama się odezwę.

– Jak było? – zapytał w końcu, nie podnosząc wzroku.

– Tak jak zawsze. – Odpowiedziałam zimno. – Nieznośnie.

Jego spojrzenie było pełne niepokoju, ale nie naciskał. W jego oczach dostrzegałam to, czego nie chciałam widzieć – troskę, której nie potrafiłam przyjąć.

Pochyliłam się nad biurkiem, próbując zająć się pracą, ale moje myśli nie mogły przestać wracać do rodziców. Jak długo jeszcze będę unikać tego, co mnie do nich przyciąga? Miałam wszystko, o czym marzyłam, a jednak coś mi ciążyło. Pamiętałam, jak się czułam, kiedy byłam dzieckiem. Pamiętałam te chwile, kiedy wiedziałam, że ich świat jest brudny, nieporadny, a ja… ja byłam z niego skazana na ucieczkę. Ale czy naprawdę się uwolniłam?

– Co się stało? – Paweł znów spojrzał na mnie. – Czujesz się winna?

Nie odpowiedziałam. Po prostu zamknęłam laptopa i oparłam głowę na dłoni. Nie, nie czułam się winna. Czułam lekkość, że mam z głowy kłopoty rodziców. Nie miałam ochoty im pomagać.

To nie moja sprawa

Następnego dnia dostaliśmy wiadomość. Tata zemdlał w sklepie. Zabrano go do szpitala. To wystarczyło, bym natychmiast zrezygnowała z pracy na kilka dni i wsiadła w samochód. Po drodze czułam się jak w transie, nie myślałam o niczym, a jednocześnie o wszystkim. Miałam wrażenie, że cały ten czas starałam się trzymać kontrolę, a teraz straciłam ją całkowicie.

Kiedy weszłam do szpitala, mama czekała w poczekalni. Jej twarz była blada, oczy zapłakane. Gdy mnie zobaczyła, zerwała się, jakby w oczach miała nadzieję, że może to jednak sen. Przez chwilę nic nie powiedziałyśmy. Czułam, jak jej obecność mnie przytłacza, ale jednocześnie nie potrafiłam jej zostawić samej.

– Jak on się czuje? – zapytałam, a głos zabrzmiał mi dziwnie obco.

– Nie wiem... – odpowiedziała cicho. – Lekarze nie chcą powiedzieć nic więcej.

Zrozumiałam, że już nigdy nie będę w stanie zrozumieć ich spokoju. Ich świat, ich sposób bycia, ten dystans, który zbudowali, teraz w konfrontacji z tym wszystkim, wydawał się zupełnie niepasujący do rzeczywistości. I w tym momencie poczułam, jak coś w środku we mnie pęka.

– Pojadę już – powiedziałam, nie czekając na nic.

– Nie chcesz go zobaczyć? – spytała mama.

– Nie. Poradzicie sobie. Ja mam swoje problemy.

– To po co tu przyjechałaś?

– No właśnie nie mam pojęcia.

– Jesteś egositką, nie chcę cię więcej widzieć.

Tak będzie lepiej

Kiedy wróciłam do domu, miałam wrażenie, że wszystko jest takie same, a jednocześnie zupełnie inne. Paweł próbował rozmawiać, ale nie potrafiłam znaleźć odpowiednich słów. Chciałam wyjaśnić, że to, co się stało, miało sens, że to nie jest tylko moja wina, ale nie potrafiłam. Każde słowo brzmiało jak puste zdanie, a ja nie miałam już żadnych odpowiedzi.

– Natalia, musisz coś zrobić – powiedział, po czym milczał przez chwilę. – Zadzwoń do nich, przeproś.

– Nie ma mowy.

Nie wiedziałam, co mam zrobić, ale na pewno nie zamierzałam przepraszać i cofać wypowiedzianych słów, bo były prawdą. Tyle lat unikałam ich świata, tyle lat zbudowałam coś, co miało mnie od niego chronić. A teraz musiałam stanąć twarzą w twarz z tym wszystkim. Nigdy w życiu.

Pieniądze, które miałam, nie mogły rozwiązać tej sytuacji. Oni nie chcieli mojej pomocy. A ja... nie chciałam wcale im pomagać. Sytuacja była jasna dla wszystkich. I nie zamierzałam jej już zmieniać.

Natalia, 40 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama