Reklama

Zawsze byłem tym młodszym. Tym, który ma słuchać starszego brata. Rodzice powtarzali, że mam się od niego uczyć, bo przecież Michał jest odpowiedzialny, zdolny, ma smykałkę do interesów. A ja? Ja byłem ten „wrażliwszy”, „bardziej kreatywny”. Zamiast składać klocki z instrukcją, wolałem budować coś po swojemu. Zamiast analizować tabelki, wolałem rozmawiać z ludźmi. Może właśnie dlatego pokochałem tę firmę – nie za liczby, ale za ludzi. Ojciec założył ją sam. Zaczynał od jednego małego biura. Pamiętam, jak wieczorami, po kolacji, rozkładał papiery na stole w kuchni i robił pierwsze kosztorysy. Pamiętam, jak razem z Michałem roznosiliśmy ulotki, a potem – już jako nastolatkowie – pomagaliśmy w magazynie, składaliśmy dokumenty, uczyliśmy się, jak wygląda prawdziwa praca.

Wydawało mi się wtedy, że firma to coś więcej niż pieniądze. Myślałem, że kiedy tata przejdzie na emeryturę, my z Michałem przejmiemy ją razem. Że stworzymy coś wielkiego. Byłem naiwny. Gdy ojciec odszedł z pracy, Michał od razu objął ster. Twardą ręką, bez cienia ciepła. Początkowo myślałem, że to tylko etap przejściowy. Że musi „ustawić” rzeczy po swojemu. Ale potem wezwał mnie do gabinetu. I wszystko runęło.

Michał chodził jak po swoim królestwie

– Usiądź, Adam. – Michał nie spojrzał nawet znad monitora, tylko wskazał mi krzesło jak szef pracownikowi, nie brat bratu.

Usiadłem powoli. Coś czułem. Coś było nie tak. Jego ton był zbyt chłodny. Zbyt wyrachowany. Odkąd ojciec przekazał mu firmę, Michał chodził jak po swoim królestwie. Ale zawsze wierzyłem, że między nami jest coś więcej. Że to tylko fasada.

– Chciałem pogadać o twoim stanowisku – zaczął. – A właściwie... o wypowiedzeniu.

– Słucham? – w pierwszej chwili nie zrozumiałem.

– Muszę zredukować etaty. Przemyślałem wszystko. Nie wnosisz realnej wartości. Twoje zadania mogą przejąć inni.

– Michał, żartujesz? Przecież ja tu pracuję od... kilkunastu lat. Zajmuję się klientami, prowadzę sprawy, których nikt inny nawet nie ruszy. Robię wszystko, czego nikt nie chce robić. Po godzinach, za śmieszne pieniądze, bo... bo to NASZA firma!

– To była firma taty. Teraz jest moja. I muszę podejmować trudne decyzje. Firma to nie świetlica. Znajdź sobie coś, co naprawdę cię interesuje.

– Ty tak serio? – głos mi zadrżał. – Gdyby tata wiedział, co robisz, byłby przerażony.

Wtedy podniósł wzrok. Spokojnie, zimno.

– Tata wybrał mnie. Bo wiedział, kto da sobie radę.

Nie pamiętam, jak wyszedłem z jego gabinetu. W głowie dudniło mi tylko jedno: On to planował od dawna. Mój własny brat.

Wierzyłem, że jesteśmy rodziną

– Tato, musimy pogadać. – Wparowałem do salonu rodziców jak burza, nie czekając nawet, aż matka zdejmie fartuch po obiedzie. – Michał mnie zwolnił. Po prostu wyrzucił z firmy.

Ojciec, siedzący w fotelu z gazetą, powoli odłożył ją na bok. Westchnął ciężko, jakby spodziewał się tej rozmowy, ale miał nadzieję, że jeszcze trochę odwlecze nieuniknione.

– Wiem – powiedział cicho.

– Jak to „wiesz”? – zaniemówiłem. – I nic z tym nie zrobiłeś?

– Adam... – zaczął, jakby chciał dobrać właściwe słowa. – Michał ma teraz pełną decyzyjność. To była część umowy, gdy przekazywałem mu firmę. Wiedziałem, że będzie musiał poukładać wszystko po swojemu.

– Po swojemu?! Tato, ja tam pracowałem przez całe życie! Zrezygnowałem z innych opcji, bo wierzyłem, że jesteśmy rodziną. Że budujemy coś razem!

– Synu, ty zawsze byłeś... bardziej miękki. Lojalny, to prawda. Ale też niezdecydowany. Michał miał plan. Był konkretny. Firma potrzebuje kogoś takiego.

– Czyli uważasz, że nie zasłużyłem? – Poczułem, że robi mi się gorąco w karku. – Przepracowałem tyle lat, nie narzekałem, nie kombinowałem. A ty mówisz, że Michał był lepszy, bo miał „plan”? A ja? Ja to co? Tło?

Ojciec zamilkł. Patrzył gdzieś w bok, jakby nie mógł znieść mojego spojrzenia. Zrozumiałem wtedy, że on już dawno podjął tę decyzję. Michał był jego oczkiem w głowie, przyszłością. Ja – jedynie dodatkiem. Rezerwą. Wstałem. Krzesło zaskrzypiało. Czułem, jak coś we mnie pęka. Nie tylko praca. To było coś więcej. Jakby cały mój dotychczasowy obraz rodziny nagle przestał istnieć.

– Dzięki, tato – powiedziałem chłodno. – Wszystko jasne.

Życie nie jest sprawiedliwe

Była późna noc. Nie mogłem spać, więc zszedłem do kuchni napić się wody. Po drodze usłyszałem ciche głosy z salonu. Drzwi były uchylone. Przystanąłem. W środku siedzieli rodzice – matka z kubkiem herbaty, ojciec z opuszczoną głową. Nie zauważyli mnie.

– Złamało go to, Andrzej – mówiła matka. – Nie poznaję Adama. Chodzi jak cień, nie je, nie śpi. Wiesz, jak on się czuł, kiedy Michał go wyrzucił?

– Teresa... Nie było wyjścia – ojciec mówił cicho. – Michał ma wizję. Adam nigdy nie potrafił postawić na swoim.

– Ale wiedziałeś. Wiedziałeś, że Michał to zrobi. I pozwoliłeś. Nie ostrzegłeś go. Nie dałeś mu nawet szansy, żeby się przygotował.

– Co miałem zrobić? – westchnął ojciec. – Powiedzieć mu, że syn go zwolni? Może właśnie teraz Adam się czegoś nauczy. Życie nie jest sprawiedliwe. Musi sobie radzić.

– To nie jest lekcja, Andrzej – matka podniosła głos. – To odrzucenie. On nie stracił tylko pracy. On stracił miejsce w rodzinie.

Nie wytrzymałem. Wparowałem do salonu.

– Wiecie co? Nigdy nie chodziło o firmę. Chodziło o to, że Michał był „ten lepszy”. A ja? Ja miałem się dostosować. Cicho robić swoje. Dziękuję wam za wszystko.

Rodzice zamarli. Matka zerwała się z kanapy, ale ja już byłem u wyjścia. Trzasnąłem drzwiami. A może to ja właśnie usłyszałem trzask – tego, co się we mnie ostatecznie rozpadło.

Nie pomyślałem, że można inaczej

– Adam, ile jeszcze będziesz tak chodził w kółko? – Karolina stała w drzwiach sypialni, oparta o framugę, z ramionami skrzyżowanymi na piersi. – Możemy po prostu usiąść i porozmawiać?

A o czym mamy rozmawiać? – rzuciłem z irytacją, nie odwracając się. – O tym, że brat mnie wykopał z pracy, ojciec mnie zdradził, a matka tylko wzdycha i zaparza herbatki?

– O tym, co dalej. Bo Adam... tak nie da się żyć. Odkąd zamieszkałeś u mnie jesteś nieobecny. Próbuję z tobą rozmawiać, ale ty tylko patrzysz przez okno albo śpisz w ubraniu na kanapie.

Usiadłem ciężko przy stole. W końcu podniosłem wzrok na nią. Była zmęczona. Nie fizycznie. Emocjonalnie. Miała dość mojej frustracji, mojego milczenia, mojej... bezradności.

– Straciłem wszystko, Karolina. Pracę, rodzinę... sens. Nie wiem już, kim jestem bez tej firmy. Bez nich.

Usiadła naprzeciwko, spokojnie.

– Może czas przestać żyć ich życiem. Może pora zbudować coś swojego, Adam. Nie dla nich. Dla siebie. Dla nas.

Milczałem. Nigdy nie pomyślałem, że można inaczej. Bez Michała, bez ojca, bez firmowego szyldu na drzwiach.

– Nie musisz dziś mieć odpowiedzi – dodała cicho. – Ale przestań karać siebie za to, że nie byłeś taki jak oni. Bo ja pokochałam właśnie ciebie. Tego „miękkiego”, jak to nazywają. Bo ty jesteś prawdziwy.

Chciałem jej coś odpowiedzieć. Powiedzieć, że spróbuję. Ale w gardle miałem zbyt duży ciężar. Tylko skinąłem głową. To był pierwszy raz od dawna, gdy ktoś we mnie uwierzył.

Firma potrzebuje konkretnych decyzji

W sobotę podjechałem pod biuro. Parking był pusty. Tylko jego samochód stał na miejscu prezesa – idealnie równo, jakby samym ustawieniem chciał pokazać, kto tu rządzi. Wszedłem bez pukania. Zawsze miałem do tego klucz. Jeszcze.

– O, Adam. – Michał podniósł wzrok znad dokumentów. – Czego chcesz?

– Odpowiedzi. – Zamknąłem drzwi za sobą i usiadłem naprzeciw niego. – Powiedz mi, dlaczego? Jak mogłeś?

Już o tym rozmawialiśmy. – Westchnął, odchylając się w fotelu. – Firma potrzebuje konkretnych decyzji. Emocje są zbędne.

– To nie była decyzja biznesowa, Michał. To było osobiste. Po prostu chciałeś się mnie pozbyć.

– Bo nie jesteś liderem, Adam. I nigdy nie byłeś. Jesteś dobrym człowiekiem, ale nie do tej roboty. Przykro mi.

– Przykro ci? – prychnąłem. – A może po prostu od zawsze mnie nie znosiłeś? Może ja ci tylko przeszkadzałem?

– Nie przeszkadzałeś. Byłeś wygodny. Nikogo nie buntowałeś, robiłeś, co trzeba. Ale nie rozwijałeś się. A ja nie mogłem dłużej tego tolerować. Trzymałem cię tak długo, jak mogłem.

– Czy ja kiedykolwiek byłem dla ciebie bratem, Michał? Czy tylko przeszkodą w twojej idealnej wersji świata?

Przez chwilę milczał. A potem tylko wzruszył ramionami. Patrzyłem na niego i czułem, jak coś we mnie obumiera. Mój brat nie istniał. Został tylko człowiek w garniturze, który patrzył na mnie jak na nieopłacalną inwestycję. Wyszedłem bez słowa.

Adam, 35 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama