„Kiedy mąż mnie zdradził, czułam, że zawalił mi się świat. Nie sądziłam, że to teściowa wyciągnie do mnie pomocną dłoń”
„Byłam sama z przeczuciem, którego nie chciałam do siebie dopuścić. Ufałam Pawłowi, bo nie znałam innego życia. Ktoś patrząc z boku pewnie już dawno by zauważył, jak bardzo wszystko się zmienia. Ale ja miałam nadzieję, że nasza rodzina przetrwa każdą burzę. Tak bardzo chciałam wierzyć, że jestem dla niego ważna”.

- Redakcja
Gdy wracam do tamtych miesięcy, aż nie mogę uwierzyć, jak bardzo byłam naiwna. W ósmym miesiącu ciąży, z Zosią na rękach i wielkim brzuchem, wierzyłam, że nasz świat jest bezpieczny. Paweł był moją ostoją, choć ostatnio coraz bardziej zamknięty w sobie. Tłumaczyłam to stresem w pracy, nawet kiedy znikał na długie godziny i wracał wieczorami już niemal obcy. Próbowałam nie myśleć, dlaczego nie patrzy mi w oczy, dlaczego dotyk jego ręki stał się chłodny, automatyczny. Skupiałam się na wyprawce dla drugiej córki, układałam maleńkie body w szafce i marzyłam, że gdy tylko urodzę, wszystko wróci do normy.
Nie miałam z kim o tym pogadać. Mama mieszkała daleko, przyjaciółki miały swoje sprawy. Teresa, moja teściowa, trzymała się raczej z boku — nasza relacja była poprawna, ale chłodna. Byłam sama z przeczuciem, którego nie chciałam do siebie dopuścić. Ufałam Pawłowi, bo nie znałam innego życia. Ktoś patrząc z boku pewnie już dawno by zauważył, jak bardzo wszystko się zmienia. Ale ja miałam nadzieję, że nasza rodzina przetrwa każdą burzę. Tak bardzo chciałam wierzyć, że jestem dla niego ważna.
To nie miało się tak skończyć…
Nigdy nie lubiłam grzebać w cudzych rzeczach, ale tamtego wieczoru Paweł zostawił włączony telefon na kuchennym stole. Usłyszałam dźwięk wiadomości, a zanim zdążyłam się powstrzymać, spojrzałam na ekran. Imię „Karolina” pojawiło się na górze, a pod nim serduszko. Przez sekundę wstrzymałam oddech, ale potem zaczęłam czytać. „Tęsknię za tobą. Kiedy znów się zobaczymy?” — napisała ona. Poczułam, jak robi mi się słabo. Zosia bawiła się w salonie, więc starałam się nie krzyczeć. Kiedy Paweł wrócił do kuchni, cisnęłam mu telefon na blat.
– Kim jest Karolina? – zapytałam drżącym głosem, choć odpowiedź znałam już doskonale.
Paweł spojrzał na mnie, jakby nagle zrozumiał, że nie ma już odwrotu.
– Przepraszam – wydusił cicho, nie patrząc mi w oczy.
– Zdradzasz mnie? – zadałam to pytanie, czując, że wszystko we mnie pęka.
– Ja… nie wiem, co mam powiedzieć… Pogubiłem się. To nie miało się tak skończyć… – zaczął się tłumaczyć, ale w jego głosie nie było żalu, tylko pustka.
Nie płakałam. Patrzyłam na niego, jakby był obcym człowiekiem. W głowie kołatało mi jedno: co z dziećmi? Jak mam żyć dalej? Jeszcze wtedy, w tej jednej chwili, miałam nadzieję, że to zły sen. Ale już wiedziałam – nic nie będzie jak dawniej.
Nie wiedziałam, co robić
Paweł spakował torbę i wyszedł bez słowa. Przez całą noc nie zmrużyłam oka, wsłuchując się w oddech śpiącej Zosi i ruchy dziecka pod sercem. Nad ranem światło w kuchni zapaliło się samo, ręce drżały mi od zmęczenia i bezsilności. Nie wiedziałam, co robić. Czułam się, jakbym zapadła się pod ziemię. Zanim zdążyłam zebrać myśli, ktoś zapukał do drzwi. Przez wizjer zobaczyłam Teresę, moją teściową. Stała na wycieraczce, skulona, trzymając siatkę z zakupami. Przez chwilę wahałam się, czy w ogóle jej otwierać. Nie miałam siły na kolejne udawanie, nie chciałam tłumaczyć się przed nikim. Wpuściłam ją tylko dlatego, że wyglądała, jakby miała zaraz się rozpłakać. Teresa weszła i bez słowa objęła mnie mocno.
– Wiem o wszystkim – powiedziała cicho. – Paweł do mnie zadzwonił. Jest mi wstyd. Nie umiem ci nawet spojrzeć w oczy.
Zacisnęłam szczęki, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
– Chciałam tylko… mogę ci jakoś pomóc? Mogę gotować, zabierać Zosię z przedszkola, pojechać po zakupy… Naprawdę, możesz na mnie liczyć.
Przez chwilę stałyśmy w tej kuchni w milczeniu. Byłam rozdarta – wdzięczna, że nie muszę już udawać, i zła, że Teresa staje po mojej stronie, nie po stronie własnego syna.
– Dziękuję, ale nie wiem, czy… – zaczęłam niepewnie.
– Proszę, nie musisz nic mówić. Chciałam, żebyś wiedziała, że dla mnie jesteś rodziną. On zawalił. Ja nie chcę, żebyś czuła się z tym sama.
Nie ufałam jej do końca. Ale gdy zaproponowała, że dzisiaj odbierze Zosię z przedszkola i ugotuje rosół, nie odmówiłam. Byłam za słaba, żeby walczyć. Gniew, wdzięczność i wstyd ściskały mi gardło naraz.
Nie wiem, jak to naprawić
Paweł pojawił się dwa dni później, w środku popołudnia, kiedy Teresa czytała bajki Zosi, a ja udawałam, że czytam gazetę przy kuchennym stole. Stał w progu spięty, z podkrążonymi oczami.
– Możemy porozmawiać? – zaczął cicho, zerkając na drzwi do pokoju dziecięcego.
Skinęłam głową, ale nie zaprosiłam go dalej. Stał oparty o framugę, ściskając w dłoniach klucze.
– Przyszedłem, bo... Nie wiem, jak to naprawić. Nie chcę stracić dzieci, ciebie... Chciałbym dostać drugą szansę – wypowiedział te słowa niemal beznamiętnie, jakby odrabiał smutny obowiązek.
– Drugą szansę? – przerwałam mu, czując, jak narasta we mnie furia.
Nie odpowiedział. Patrzył gdzieś poza mnie, jakby czekał na wybawienie.
– Powiedz mi, Paweł, kochałeś mnie kiedyś naprawdę? Czy tylko było ci wygodnie? Zostawiłeś mnie, kiedy najbardziej cię potrzebowałam. W ósmym miesiącu ciąży. Naprawdę nie widzisz, jak bardzo mnie skrzywdziłeś?
Westchnął ciężko, wciąż bez kontaktu wzrokowego. Przez chwilę miałam wrażenie, że się rozpłacze, ale tylko ścisnął klucze mocniej. Wtedy w kuchni pojawiła się Teresa. Przez moment milczała, po czym stanęła między nami i spojrzała synowi prosto w oczy.
– Zachowałeś się jak tchórz, Pawle – powiedziała cicho, ale stanowczo. – Zawiodłeś rodzinę. Jest mi wstyd, że tak cię wychowałam.
Paweł pierwszy raz od wejścia spojrzał na mnie naprawdę. Nie było już w nim buty, tylko pustka i żal. Nie miał nic na swoją obronę.
Nie chcę, żebyś popełniła ten sam błąd
Wieczorem, gdy Zosia już spała, a dom ucichł, usiadłyśmy z Teresą przy kuchennym stole. Przez chwilę obie milczałyśmy, wpatrzone w parujące kubki herbaty. Czułam się wyprana z emocji, ale pierwszy raz od dawna nie chciałam być sama. Teresa w końcu przerwała ciszę.
– Wiesz, Natalia, ja też byłam kiedyś na twoim miejscu – zaczęła niespodziewanie. – Twój teść… miał romans. Dowiedziałam się przypadkiem, tak samo jak ty. Przez lata udawałam, że wszystko jest dobrze, bo bałam się zostać sama. Myślałam, że dla dzieci trzeba się poświęcać za wszelką cenę. I wiesz co? Zmarnowałam przez to wiele lat życia.
Słuchałam jej z niedowierzaniem. Teresa była zawsze twarda, chłodna, nigdy nie mówiła o sobie. Teraz patrzyła na mnie z łagodnością, jakiej nie znałam.
– Nie chcę, żebyś popełniła ten sam błąd co ja – mówiła dalej cicho. – Nie pozwól, żeby cię zniszczył strach przed samotnością. Lepiej być przez chwilę sama niż przez lata nieszczęśliwa. Masz w sobie dużo więcej siły, niż ci się wydaje.
Poczułam, że nie dam rady dłużej udawać. Łzy popłynęły mi po policzkach, zupełnie bez kontroli. Teresa objęła mnie, mocno, po matczynemu. Po raz pierwszy mogłam naprawdę się rozkleić.
– Już dobrze, płacz, ile chcesz – szepnęła. – Nie jesteś sama, Natalia.
Nie wiem, ile czasu tak siedziałyśmy. W końcu, kiedy łzy trochę opadły, poczułam w sobie coś nowego. To nie był jeszcze spokój, ale coś w rodzaju determinacji. Wtedy zrozumiałam, że cokolwiek się wydarzy, muszę chronić siebie i dziewczynki. Może nie wiem jeszcze, jak będzie wyglądało moje życie bez Pawła, ale wiem, że już nigdy nie pozwolę, żeby ktoś podeptał moje zaufanie.
Nie jestem tą samą kobietą, co kiedyś
Kilka dni później, kiedy wciąż nie mogłam spać, a przyszłość wydawała się zamglona, umówiłam się na spotkanie z prawniczką. Rozmawiałyśmy o rozwodzie, alimentach, podziale majątku. Te słowa brzmiały jak z obcego świata, ale wiedziałam, że muszę zadbać o siebie i dziewczynki. Teresa czekała na mnie pod kancelarią, a potem pojechałyśmy razem zakupy — jakby życie, mimo wszystko, miało się toczyć dalej. Wieczorem Teresa usiadła naprzeciwko mnie w salonie i powiedziała:
– Natalia, u mnie w domu jest więcej miejsca. Może na jakiś czas przeniesiecie się do mnie? Będzie wam raźniej, a ja naprawdę chcę pomóc.
Wahałam się. Przez lata trzymałam się z dala od Teresy, uważałam naszą relację za chłodną i formalną. Teraz jednak była przy mnie, kiedy wszyscy inni milczeli albo zniknęli.
– Pomyślę – powiedziałam tylko, a ona uśmiechnęła się lekko, jakby wiedziała, że już podjęłam decyzję.
Pakowanie było jak ostateczny cios. Zosia patrzyła na pudła z zabawkami i ubraniami.
– Mamo, a gdzie jest tata? – zapytała nagle, głosem cienkim i poważnym jak na swój wiek.
Klęknęłam przy niej, czując ucisk w gardle.
– Tata na razie nie będzie z nami mieszkał. Ale jesteśmy razem, ja, ty i Lena. I babcia Teresa też.
Tego wieczoru, już w nowym domu, Zosia długo nie mogła zasnąć, Lena płakała częściej niż zwykle, a ja siedziałam w kuchni z Teresą, sącząc herbatę. Na telefonie pojawiły się nieodebrane połączenia od Pawła, kilka wiadomości. Nie odpisałam. Po raz pierwszy nie czułam ani żalu, ani potrzeby tłumaczenia się. Spojrzałam przez okno na rozświetlone miasto i powiedziałam sobie w myślach:
– To jeszcze nie koniec. Ale ja już nie jestem tą samą kobietą, co kiedyś.
Natalia, 30 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mój teść zostawił swoim dzieciom pokaźny majątek. Szkoda, że zapomniał, kto gotował mu rosołki i o niego dbał”
- „W Dzień Babci teściowa odmówiła opieki nad wnukami. Powiedziała, że mają zły charakter po mamusi”
- „Przed ślubem myślałam, że teściowa to złota kobieta. Zrzuciła maskę, gdy tylko jej syn włożył mi obrączkę na palec”