Reklama

Nie potrafię powiedzieć, kiedy dokładnie to się zaczęło. W moim małżeństwie nigdy nie było wielkich dramatów ani burzliwych kłótni. Wszystko układało się spokojnie, czasem aż za spokojnie. Mój mąż był dobrym człowiekiem, choć z wiekiem jakby coraz bardziej zamykał się w sobie.

Teść był przeciwieństwem mojego męża

Każdy nasz wieczór wyglądał podobnie. On siadał na kanapie z telefonem, przeskakiwał między aplikacjami, nie odzywając się do mnie więcej niż trzy zdania. Ja krzątałam się po kuchni, myłam naczynia, czasem siedziałam obok z książką, której nie czytałam. Byłam fizycznie obecna, ale głową gdzie indziej. Cisza między nami nie była wymowna – była po prostu pusta.

– Co na kolację? – zapytał raz, nie odrywając wzroku od ekranu.

– Zupa z wczoraj i kanapki – odpowiedziałam, nie licząc na nic więcej.

Zaczęłam zauważać, że szukam towarzystwa innych. Nie emocjonalnie, raczej z potrzeby rozmowy, bycia widzianą. To właśnie wtedy, gdy odwiedzaliśmy jego rodziców, czułam się... inaczej. Teść był przeciwieństwem mojego męża – uważny, konkretny, potrafił słuchać. Jego żona – moja teściowa – była często zmęczona, więc to on przejmował inicjatywę, rozmawiał ze mną, zagadywał, nawet częstował winem, jakbyśmy byli równi sobie.

Któregoś wieczoru, gdy siedzieliśmy przy stole, a mąż z teściową poszli oglądać wiadomości, spojrzał na mnie inaczej. Nie przeciągle. Po prostu... inaczej. I ja to spojrzenie zapamiętałam.

Nie mogłam przestać o nim myśleć

Nie chodziło o to, co powiedział, ale jak mnie słuchał. Jego spojrzenie – jakby nie widział tylko synowej, ale kobietę. Zwyczajną, zmęczoną, może nawet samotną kobietę. I to było przerażające. Bo przecież wiedziałam, kim dla mnie jest. Wiedziałam, że to niewłaściwe. A jednak zaczęłam wypatrywać tych rodzinnych wizyt. Zbyt mocno dobierałam sukienki, zbyt długo układałam włosy, zanim wyszliśmy z domu.

– Coś ty się tak wystroiła? – zapytał mąż, zapiąwszy kurtkę przy drzwiach.

– No wiesz, niedziela – rzuciłam z uśmiechem, jakby to było całkiem naturalne.

Wiedziałam, że to niebezpieczne. Te rozmowy przy zlewie, kiedy teściowa szła odpocząć. Te jego gesty – dłoń na moim ramieniu, podanie talerza, który mógł podać z drugiego końca stołu, a jednak przyszedł, stanął blisko. Czułam jego ciepło. Widziałam, że nie jestem jedyną, która coś odczuwa.

Nie zrobiliśmy nic. Nie było żadnych słów, które przekraczałyby granicę. A jednak coś między nami już istniało. I wracało do mnie wieczorami, gdy leżałam obok męża, patrząc w sufit.

Pierwszy sen z teściem

Przyszedł nagle. Nie wyczekiwałam go, nie planowałam. Po prostu śnił mi się. Byliśmy sami w kuchni, siedzieliśmy przy stole. Rozmawialiśmy tak, jak zawsze – spokojnie, lekko, trochę z przekąsem. A potem się pochylił. Poczułam na szyi jego oddech, ciepły, znajomy. Przeszły mnie ciarki. I wtedy mnie pocałował. Nie gwałtownie, nie zachłannie – jakby całował kogoś, kogo zna od lat, ale dopiero teraz się odważył.

Obudziłam się gwałtownie, roztrzęsiona, z bijącym sercem. Obok mnie spał mój mąż. Oddychał głęboko, nieświadomy tego, co działo się w mojej głowie. Wbiłam wzrok w ciemność sypialni i przez długą chwilę nie mogłam się ruszyć. Czułam na ustach jego dotyk, choć nigdy go nie było naprawdę.

Przez cały dzień byłam rozkojarzona. Spaliłam obiad, zapomniałam odebrać przesyłkę. Wciąż wracałam do tamtego snu, analizując każdy szczegół. Czy to normalne? Czy inne kobiety też śnią o takich rzeczach? A może to już zdrada?

Nie mówiłam o tym nikomu. To była moja tajemnica. Wstydliwa i zarazem... przyjemna. Wiedziałam, że to się powtórzy. I w głębi duszy – tego chciałam.

Zagłuszałam pragnienie

Każdego dnia próbowałam odnaleźć w sobie normalność, ale myśli o nim wkradały się wszędzie. W pracy uśmiechałam się do klientów, przygotowywałam dokumenty, a w głowie powtarzałam obraz jego dłoni na mojej ręce, sposób, w jaki przechylał głowę, gdy mówił. W domu, obok męża, serce przyspieszało, gdy tylko przypominałam sobie jego spojrzenie.

Próbowałam zagłuszać pragnienie codziennymi czynnościami: praniem, gotowaniem, sprzątaniem. Ale to nie pomagało. Każdego wieczoru, gdy kładłam się spać, wyobrażałam sobie, że to on kładzie się obok mnie, a nie mój mąż. Jego oddech, jego ciepło, jego dotyk – wszystko było wyraźniejsze niż rzeczywistość.

Nie mogłam z nikim o tym rozmawiać. Tajemnica paliła mnie od środka, a jednocześnie przynosiła dziwne poczucie życia. Czułam, że balansuję na krawędzi – między wiernością a pożądaniem, między obowiązkiem a własnymi potrzebami. A gdy mąż mnie obejmował, ja zamykałam oczy, wyobrażając sobie jego.

To, co zaczęło się w snach, przenikało moje codzienne życie. Widok jego gestów, nawet przypadkowy uśmiech, wywoływał we mnie drżenie, którego nie potrafiłam wytłumaczyć. Wiedziałam, że nie mogę dać się temu porwać, a jednocześnie czułam, że już to się dzieje.

Zakazana granica

Przyszła chwila, w której nie mogłam już dłużej ignorować swoich myśli. Spotkaliśmy się u teściów, ja i on, sam na sam w kuchni, podczas gdy reszta rodziny oglądała telewizję w salonie. Serce waliło mi tak mocno, że bałam się, że usłyszy je ktoś z sąsiedniego pokoju. Stałam tam, czując zapach jego perfum, dotykając ręką blatu, który niedawno musiał dotykać on.

– Możesz nalać mi wina? – spytał cicho, uśmiechając się w sposób, który od razu przyprawił mnie o zawrót głowy.

– Jasne… – odpowiedziałam, a dłoń drżała mi tak bardzo, że prawie wylałam kieliszek.

Nasze spojrzenia spotkały się na ułamki sekund, a ja poczułam falę emocji, której nigdy wcześniej nie znałam. Było w tym coś zakazanego, niebezpiecznego, a jednocześnie fascynującego. Mogłam sięgnąć po jego rękę, mogłam pozwolić, by ten impuls mnie pochłonął.

Nie zrobiłam tego. Odsunęłam się i uśmiechnęłam się nerwowo. Sercem byłam przy nim, ciałem jednak przy rzeczywistości, która nie pozwalała na więcej. Wiedziałam, że jeśli spróbuję przekroczyć tę granicę, wszystko, co mam, może runąć – małżeństwo, rodzina, własne poczucie siebie.

Tamtego dnia nauczyłam się, że pożądanie może istnieć obok odpowiedzialności, że można czuć gorące emocje i wciąż podejmować decyzje, które nie ranią innych. Ten moment stał się dla mnie punktem zwrotnym – wiedziałam, dokąd zmierzają moje myśli, i że nie mogę pozwolić, by sny stały się rzeczywistością.

Pożądania skryte w snach

Przez kolejne tygodnie unikałam samotnych spotkań z teściem, ograniczałam nasze rozmowy do krótkich, neutralnych wymian. Z każdą próbą kontroli swoich myśli czułam jednak, że emocje nie znikają. Były jak zakurzony obraz – schowane w kącie, ale wciąż widoczne, gotowe, by znów się pojawić. Zaczęłam koncentrować się na małych detalach w małżeństwie, starałam się dostrzegać ciepło, które mój mąż mi dawał, nawet jeśli nie było spektakularne.

W sypialni nadal leżałam obok niego, a w myślach pojawiały się obrazy z innych snów. Czułam się rozdarta. Wiedziałam, że mogłabym ulec fascynacji, mogłabym pozwolić sobie na to, czego pragnęłam w snach, ale świadomość konsekwencji powstrzymywała mnie. Zrozumiałam, że moje pragnienia nie definiują mojej wartości ani lojalności.

Ostatecznie nauczyłam się, że pożądanie można przechowywać w sobie, nie raniąc innych, że uczucia nie zawsze wymagają działania. Snułam marzenia w ukryciu, ale wybierałam życie, które budowałam z mężem, życie, które choć czasem nudne, dawało stabilność i bezpieczeństwo. To, co naprawdę mnie kształtowało, to zdolność rozróżniania tego, co mogę poczuć, od tego, co mogę zrobić.

Wciąż pamiętam każdy szczegół snów, każdy jego gest, każde spojrzenie. Czasami pozwalałam sobie na uśmiech, wiedząc, że te pragnienia są częścią mnie, ale nie muszą kierować moim życiem.

Gabriela, 32 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama