„Koleżanka chciała uwieść nowego pracownika. Tylko że on nie był zainteresowany taką podstarzałą pańcią”
„– Przecież ona nic takiego nie robi. Ciasteczka, rogalik, wczoraj powiedziała, że koszula pasuje mu do koloru oczu… Faceci lubią być adorowani, może mu nawet miło? – Na pewno – Renia postukała się w czoło. – Pewnie dlatego wraca coraz później, żeby swoje sprawy załatwiać, gdy u kierowniczki nie będzie już kolejki”.

- Gracja, 37 lat
Nie spodziewałam się, by coś mogło mnie w pracy zaskoczyć po powrocie z chorobowego. Poczta to poczta: kalendarze z papieżem Polakiem, znicze, książki z przepisami siostry Anastazji… Stojak z gazetami, kartony na paczki, a jako że święta za pasem, pewnie też poutykane w każdym miejscu haftowane ręczniki i poduszki z kotkami na prezenty.
– Nie można nam zarzucić, że idziemy z duchem czasu – szepnęłam do Renaty, przechodząc obok jej stanowiska. – Tu się nic nie zmienia!
– Nie mów „hop”– wstała i objęła mnie. – Nie widziałaś jeszcze pani Tereski. Fajnie, że wróciłaś.
Wyglądała naprawdę nieźle
Wzruszyłam ramionami: pani Tereska, co z nią? Na Boga, pasowała do tego przybytku jak diplodok do paproci drzewiastych. Jedyne, co mogła zrobić, to wyginąć! Przygotowywałam się do pracy, zdziwiona tym, jak tęskniłam za tą codzienną rutyną, gdy drzwi od gabinetu kierowniczki się otworzyły i wymaszerowała z nich postawna kobieta z elegancką popielatą fryzurą. Nie od razu rozpoznałam dyżurnego dinozaura, a kiedy już do tego doszło, byłam zszokowana, jak porządna fryzura, lekki makijaż i szykowna garsonka mogły ująć tej kobiecie lat.
– Zwariowałaś – oburzyła się Renia, gdy na przerwie podzieliłam się z nią tym odkryciem. – Babka nie ma jeszcze pięćdziesiątki, to zaniedbanie ją postarzało.
Jak to nie ma? To ona jest tylko z dychę starsza ode mnie? Bez jaj!
– Ty – szturchnęłam koleżankę. – A co ją tak natchnęło?
– Trzeba było się nie spóźniać. Teraz musisz czekać na koniec dniówki, jak listonosze zaczną zjeżdżać. Mamy nowego w firmie.
– Za pana Stacha? – upewniłam się.
– Ano – potwierdziła. – Staruszek już na emeryturze, wybiera się do syna do Australii.
Rozmarzyłam się. Australia… Czy tam teraz właśnie nie zaczyna się lato?
– Poda mi pani w końcu te długopisy? – łagodna twarz staruszki za okienkiem ewoluowała znienacka we wściekłą facjatę potwora. – Te z Mikołajem, czerwone. Czerwone, kobieto!
Nie wierzyłam własnym oczom
Przez resztę dnia miotałam się jak w transie. Paczki do wszystkich krajów Europy, tłumaczenie, na czym polega wypełnienie zgłoszenia do Urzędu Celnego, oglądanie ręczniczków, sprawdzanie, który kalendarz najładniejszy, które bombki na choinkę najbardziej podobne do tych, które produkowano kiedyś, kartki świąteczne… Wierzyć się nie chce, że ktoś w ogóle to jeszcze wysyła w erze internetu i prawie darmowych telefonów. Z potem zalewającym oczy i zazdrością spoglądałam ku pani Teresce, wyniośle królującej w okienku banku pocztowego – też chyba miała więcej klientów niż zwykle, ale jednak nie taki młyn!
Po piętnastej zaczęli zjeżdżać doręczyciele z terenu. Najpierw pani Małgosia, potem Ziutka z południowych wiosek, pan Tadeusz z najdalszych rubieży gminy, wreszcie – ten nowy. No nie wiem, kogo się spodziewałam, ale na pewno nie Piotrka z mojej dawnej klasy w podstawówce. Co on tu robi, skoro dziesięć lat temu wyjechał z żoną do Holandii i ponoć dobrze im się wiodło? Moja matka stawiała mi tego gościa za wzór kariery! Też mnie poznał.
– Cześć, Gracja – podszedł i przywitał się. – Znowu gramy w jednej drużynie, śmiesznie, co?
– No – uśmiechnęłam się.
Zagięła parol na Piotrka
– Panie Piotrusiu – nagle tuż obok nas pojawiła się pani Tereska. – Ja już zamknęłam, możemy podliczać. Co pan tam ma?
Spryciara, nie powiem. A Ziutka z Gośką czekają w kolejce do kierowniczki. Tuż przed wyjściem z roboty pojawiły się jeszcze magicznym sposobem ciasteczka kokosowe.
Po kilku dniach nie miałam wątpliwości, że pani Tereska faktycznie zagięła parol na Piotrka, nie mogłam tylko dojść, jakie czułe struny porusza w niej ten facet: macierzyńskie czy erotyczne?
– Nawet nie zamierzam w to wnikać – stwierdziła Renata. – Gdybym kiedykolwiek zaczęła odstawiać taki spektakl, to mam nadzieję, że ktoś mnie strzeli w łeb. To żenada!
– Przesadzasz – żachnęłam się. – Przecież ona nic takiego nie robi. Ciasteczka, rogalik, wczoraj powiedziała, że koszula pasuje mu do koloru oczu… Faceci lubią być adorowani, może mu nawet miło?
– Na pewno – Renia postukała się w czoło. – Pewnie dlatego wraca coraz później, żeby swoje sprawy załatwiać, gdy u kierowniczki nie będzie już kolejki. Unika Teresy.
– O, Piotrek ci się podoba? – zajarzyłam w końcu.
– Po prostu mi go żal – wzruszyła ramionami. – Jak jeszcze mieszkaliśmy z moim w jego mieście, miałam w robocie szefa w typie Tereski. Też był taki klejący.
– Nie przesadzaj, z facetem to zupełnie co innego – obruszyłam się.
Odrzucił amory
Nawet się zastanawiałam, czy nie podpytać Piotrka, jak on się z tym czuje, ale trudno było zostać sam na sam: Tereska wyskakiwała zawsze między nas. Musiała wszystkich stale obserwować. Raz mi nawet syknęła nad głową, żebym zajęła się pracą, zamiast romansami. Zdębiałam, słowo daję. Aż wczoraj wreszcie bomba wybuchła.
– Panie Piotrze – wypaliła znienacka. – Podobno zna się pan na elektryce, a ja mam taki kłopot… Gniazdko mi się w kuchni obluzowało, całe kabelki na wierzchu. Nie miałby pan wolnej chwili, żeby pomóc samotnej kobiecie?
Renia parsknęła śmiechem, ja wstrzymałam oddech.
– Proszę po prostu wezwać fachowca – odpowiedział Piotrek po chwili, czerwony jak burak. – Wolałbym, żebyśmy… – zacukał się. – Żebyśmy zostali w stosunkach służbowych, pani Tereso. Rozmawialiśmy już o tym, jak niekomfortowo czuję się w takich sytuacjach, prawda?
Teraz pani Tereska dostała wypieków. Drżącymi rękami złapała torebkę i pobiegła do ubikacji.
– Chyba faktycznie gniazdko jej się obluzowało! – prychnęłam.
– Naprawdę uważasz, że to zabawne, Gracja? – Piotrek spojrzał na mnie z zawodem. – Idę do szefowej załatwić to raz, a porządnie. Mam dość, naprawdę.
Jezu, nie dało się tego inaczej załatwić? Teraz mamy w robocie kwas na maksa, nikt się do siebie nie odzywa… Dobrze, że Tereska od jutra bierze urlop, bo już naprawdę zrobiło się nieznośnie.