atoms.adSlot.adLabel

Nie wiem, kiedy przestałam czuć smak życia. Półtora roku od rozwodu nadal zbierałam się z podłogi. Choć niby wstałam. Pracuję, ogarniam dom, robię zakupy, odpowiadam na maile. Nawet się czasem uśmiecham, żeby sąsiadka spod czwórki nie zadawała pytań. Jednak w środku... jest pusto jak w lodówce na koniec miesiąca.

Mój syn, Kuba, jest już dorosły. Ma własne sprawy, gra w piłkę, zarywa noce i nawet nie zauważa, kiedy wracam z pracy. A ja? Trwam. Trwanie to nie życie. Paweł odszedł z tą jego Klaudią i z tą nową fryzurą, co wyglądała, jakby miał kryzys wieku średniego. Miałam być tą silną. I byłam. Tylko że siła czasem też boli.

– Anita, błagam cię, ile można gnić w dresach?! – wpadła Magda, moja najwierniejsza przyjaciółka, z impetem do mojego salonu, jakby przeprowadzała interwencję ratunkową.

– Nie gniję. W tych dresach jest mi wygodnie – burknęłam z kanapy, nie odrywając wzroku od telewizora, w którym leciał kolejny nudny program o remontach.

Jest bal. Karnawałowy. Dla rozwodników. W klubie niedaleko. Idziemy.

Popukałam się w czoło.

– Ja?! Na bal?! Magda, ja nie mam nawet butów na obcasie. A już na pewno nie mam ochoty tańczyć z jakimiś rozwiedzionymi panami po pięćdziesiątce, którzy szukają pocieszenia.

– To dla ciebie. Żebyś sobie przypomniała, że jesteś kobietą.

Spojrzałam na nią i... może przez chwilę się zawahałam. Bo coś we mnie chciało. Coś bardzo cichego i słabego, ale jednak. Pomyślałam: a co, jeśli naprawdę się jeszcze da?

Chciałam, ale się bałam

– Przysięgam ci, że jeśli nie pójdziesz, to osobiście wyciągnę cię z domu za te twoje rozciągnięte dresy – Magda uniosła brew i wsparła się rękami o biodra, jak generał przed bitwą.

– Magda, ja nie umiem już flirtować. Nie mam ochoty na żadne gierki. I nie mam się w co ubrać. – Brzmiałam jak podręcznikowy przypadek kobiety po przejściach. I dokładnie tym byłam.

– To nie casting na narzeczoną. To wieczór. Dla ludzi, którzy mają za sobą piekło i chcą sobie przypomnieć, jak się oddycha. Anita, do cholery, całe życie przed tobą.

– I niby co mam tam robić?

– Tańczyć. Śmiać się. A przede wszystkim: poczuć się znowu jak człowiek.

Chciałam jej powiedzieć, że nie dam rady. Że nie potrafię. Ale prawda była taka, że trochę już nie miałam siły się opierać. I że bardzo chciałam. Tylko się bałam.

Sala była pełna. Ludzie rozmawiali, śmiali się, muzyka grała, światła migały, ktoś właśnie tańczył salsę, ktoś inny pił drinka z parasolką.

Stałam przy wejściu i miałam ochotę się cofnąć. Zobaczyłam kobietę w czerwonej sukience – uśmiechniętą, pewną siebie, błyszczącą. I pomyślałam: kiedy ostatni raz ja tak wyglądałam?

No, do przodu, nie udawaj, że cię tu nie ma – Magda pociągnęła mnie za rękę. – Czas otworzyć nowy rozdział.

Uśmiechnęłam się niepewnie. I zrobiłam pierwszy krok.

Tego się nie spodziewałam

Zamówiłam kieliszek białego wina, ale ręka lekko mi drżała. Magda zniknęła gdzieś w tłumie, oczywiście w sekundę znalazła znajomych, jak zawsze. A ja zostałam sama. Obserwowałam ludzi: kobiety śmiejące się przy barze, mężczyzn kiwających się niezdarnie na parkiecie. I właśnie wtedy to się stało.

Zobaczyłam sylwetkę, która przypomniała mi o wszystkim, co starałam się zakopać. Paweł. Stał przy drugim końcu sali, w ciemnej marynarce. Wyglądał jak wtedy – gdy jeszcze byliśmy szczęśliwi. Albo raczej: kiedy ja myślałam, że jesteśmy.

Zanim zdążyłam się odwrócić, jego wzrok spotkał mój. I już nie było odwrotu. Ruszył w moją stronę. Kroki jak kiedyś. Pewne, miękkie, spokojne. W głowie miałam chaos. Może zaraz się obudzę?

– Cześć… – powiedział. Głos ten sam. Moje serce wbiło się w żebra.

– Cześć. Nie sądziłam, że tu będziesz – wydusiłam.

– Magda cię namówiła? – zapytał z półuśmiechem.

– Mhm. A ciebie?

– Kolega. Rozwód działa jak tajne zaproszenie.

Milczeliśmy chwilę. W tle leciała muzyka, której nie słyszałam. Zaczęłam się zastanawiać, czy to przypadek, czy los sobie ze mnie drwi. Nie powinnam tego czuć. Nie po tym, co mi zrobił. Ale czułam. A wspomnienia wracały jedno po drugim, jak fale. Nasz ślub. Nasze rozmowy. Nasze wyjazdy. Nasz koniec.

– Dobrze wyglądasz – rzucił.

Skinęłam głową. Bo co miałam powiedzieć? „Ty też. Jak na kogoś, kto mnie zostawił”? Cisza między nami była cięższa niż niejedna kłótnia.

Chciałam tylko wiedzieć, dlaczego to zrobił

Wróciłam do baru. Usiadłam na stołku i patrzyłam w szklankę. Miałam nadzieję, że on zniknie. Że nie podejdzie więcej. Jednak Paweł podszedł znowu. Usiadł obok mnie. Przez chwilę milczeliśmy. Potem on odetchnął głęboko.

– Nie chciałem cię skrzywdzić, Anita.

– To dlaczego to zrobiłeś?

– Bo się bałem.

Prychnęłam. Jasne, bał się. Taki był z niego bohater.

– Czego? Że ci przestanę prasować koszule?

– Ciebie. Nas. Że utknęliśmy. A potem... pojawiła się ona i wszystko było łatwe, nowe, lekkie. Byłem idiotą. Jak wielu.

Spojrzałam na niego. W oczach miał zmęczenie. Nie to, które się bierze z niewyspania. To, które nosi się miesiącami.

Byłeś tchórzem, Paweł. Ja też się bałam. Ale nie uciekłam.

– Wiem. I nienawidzę się za to.

Zacisnęłam dłonie. Czułam, że zaraz eksploduję.

– Powiedz mi jedno – patrzyłam mu prosto w oczy. – Byłeś z nią szczęśliwy?

Zamilkł. Nie spojrzał na mnie. Wpatrywał się w szklankę. Milczenie zawisło między nami jak miecz. To milczenie powiedziało mi wszystko. Odwróciłam się i odeszłam.

„Zrozumiałem, co straciłem”

Stałam na zewnątrz klubu. Zimny wiatr owiewał mi twarz, ale nie chciało mi się wracać do środka. Serce waliło mi jak szalone. Przeszłość dopadła mnie z impetem, który ścinał z nóg. Po chwili usłyszałam znajome kroki.

– Anita – jego głos był cichy, nieśmiały. Jakby się bał, że zaraz go odprawię z kwitkiem.

Nie odwróciłam się, tylko rzuciłam przez ramię:

– Czego chcesz?

– Pogadać. Bez ludzi. Bez muzyki. Bez gry pozorów.

Westchnęłam i odwróciłam się powoli. Patrzył na mnie z tym spojrzeniem, które znałam na pamięć. Tym razem bez buty. Bez tej pewności siebie, która zawsze mnie w nim irytowała i... pociągała.

– Klaudia mnie zostawiła – powiedział nagle.

Zmroziło mnie. Chciałam zapytać: „I co? Przyszedłeś po zapasowy model?”. Nic nie powiedziałam.

– Nie mówiłem nikomu. Bo głupio. Bo każdy by pomyślał: karma wraca. A mnie to nie śmieszy. Bo dopiero teraz zrozumiałem, co straciłem.

Spojrzałam mu w oczy. I poczułam, że w moim sercu dzieje się coś, czego nie potrafię zatrzymać. Wahanie. Tęsknota. Głos, który mówił: „A może...”

– Dlaczego mi to mówisz?

– Bo tylko ciebie kochałem naprawdę. Nawet jeśli byłem zbyt głupi, żeby to zrozumieć na czas.

– Nie wiem, czy to skrucha, czy manipulacja, Paweł – szepnęłam.

Nie odpowiedział. Patrzył tylko na mnie tak, jak kiedyś. Jak wtedy, gdy jeszcze wierzyłam, że nigdy mnie nie zrani.

Druga szansa?

Weszliśmy z powrotem do sali. Powietrze było duszne, było głośno od śmiechu, rozmów i dźwięków muzyki, ale ja słyszałam tylko własne myśli. Paweł szedł obok mnie, bez słowa. Jakby każde wypowiedziane zdanie mogło coś zepsuć.

W tle zaczęła się spokojna, stara piosenka – jedna z tych, które grano na naszym weselu. Serce mi zamarło.

– Chodź – powiedział cicho i wyciągnął rękę.

Spojrzałam na nią. Na tę dłoń, którą kiedyś trzymałam codziennie. Długo. Zbyt długo. Potem spojrzałam mu w oczy. I zamiast słów – kiwnęłam głową.

Wyszliśmy na środek parkietu. Przytulił mnie delikatnie, jakby pytał, czy może. Pachniał znajomo – nie tym samym zapachem, co kiedyś, ale czymś równie ciepłym. Bezpiecznym. A ja... zamiast się odsunąć, położyłam głowę na jego ramieniu.

– Gdybyś mi dała drugą szansę... – wyszeptał.

Zamknęłam oczy. Przez chwilę chciałam to usłyszeć. Przez chwilę chciałam udawać, że wszystko da się posklejać.

– To nie takie proste, Paweł. Nie jestem już tą samą kobietą.

– Wiem. I może właśnie dlatego... – urwał.

Taniec dobiegł końca. Odsunęłam się powoli. Spojrzał na mnie jeszcze raz – z nadzieją, której nie mogłam mu teraz dać. I odszedł w stronę baru. A ja zostałam pośrodku parkietu. Sama. Ale spokojna.

Anita, 43 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel