„Kupiłam Babci perfumy z nutą fiołka na 21.01. Jej reakcja sprawiła, że poczułam się jak podła wnuczka”
„Tak chciałam, żeby babcia w swoim Dniu poczuła się pięknie, wyjątkowo, kochana. Kiedy wracałam autobusem do rodzinnego miasta, trzymałam torbę z perfumerii na kolanach jak skarb. – Tym razem się uda – pomyślałam. – Zobaczy, jak bardzo mi zależy. Tyle że wszystko poszło nie tak, a babcia zareagowała, jakby dostała kaktusa”.

- Redakcja
Kiedyś byłyśmy nierozłączne. Babcia i ja. Pamiętam, jak układała mi włosy w dwa koczki, zanim poszłam do zerówki. Jak piekła swoje słynne racuchy z jabłkami i pozwalała mi zjadać je jeszcze gorące, popijając mlekiem prosto z kartonu. Mama zawsze krzyczała, że się rozchoruję, ale babcia wtedy tylko mrugała do mnie porozumiewawczo.
Mówiłam na nią Babula. Nawet teraz, kiedy mam już 22 lata, zdarza mi się tak ją nazywać. A przynajmniej myśleć o niej w ten sposób – z czułością, sentymentem, trochę jak o kimś z innego świata. Bo odkąd wyprowadziłam się na studia do Warszawy, nasza relacja zaczęła się zmieniać. Babcia coraz rzadziej odbierała telefon. Kiedy przyjeżdżałam na weekendy, mówiła, że nie ma siły pogadać. Że za dużo hałasu w tym domu. Przestała się śmiać z moich głupich żartów.
Nie wiedziałam, co się dzieje. Czy to starość? Czy może ja za bardzo się oddaliłam? W tym roku postanowiłam, że coś z tym zrobię. Zbliżał się Dzień Babci, a ja odłożyłam trochę pieniędzy z korepetycji. Wymyśliłam, że kupię jej coś wyjątkowego – coś, co pokaże jej, że nie zapomniałam, że nadal mi zależy.
Stałam w perfumerii przez pół godziny. Wąchałam flakony, testowałam na nadgarstkach. W końcu wybrałam zapach, który wydał mi się elegancki, ciepły, z nutą pudrowego fiołka. Luksusowy. W mojej wyobraźni Babula siedziała w fotelu, otulona szalem, a zapach unosił się wokół niej jak mgiełka z dawnych lat. Tak chciałam, żeby się poczuła – pięknie, wyjątkowo, kochana.
Kiedy wracałam autobusem do rodzinnego miasta, trzymałam torbę z perfumerii na kolanach jak skarb.
– Tym razem się uda – pomyślałam. – Zobaczy, jak bardzo mi zależy.
Tyle że nie wszystko poszło tak, jak to sobie wyobrażałam.
Patrzyła na prezent z rozczarowaniem
– Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Babci, moja Babulo – powiedziałam z uśmiechem, wyciągając z torby eleganckie, kremowe pudełko przewiązane złotą wstążką. Usiadła wtedy na kanapie w swoim grubym, granatowym swetrze, z kocem na kolanach i kubkiem herbaty w ręku. Przez chwilę patrzyła na prezent z rozczarowaniem.
– Co to jest? – spytała cicho, jakby bała się odpowiedzi.
– Perfumy. Wyjątkowe. Długo wybierałam – podsunęłam jej pudełko, serce biło mi szybciej. Byłam przekonana, że zaraz się uśmiechnie. Może wzruszy. Może nawet przytuli.
Ale nie. Babcia ostrożnie zdjęła wstążkę, otworzyła wieczko i spojrzała na flakon z chłodną ciekawością. Uniosła go pod światło, przekręciła, przyjrzała się etykiecie. I wtedy wypowiedziała zdanie, które na długo wryło mi się w pamięć:
– Dziękuję, ale to chyba nie dla mnie.
Zamarłam.
– Jak to…? – wykrztusiłam. – Nie podoba ci się?
– Ładne… ale takie… nowoczesne. Ja już się nie perfumuję, Julka. Po co mi to? – odłożyła flakon z powrotem do pudełka, a potem na stolik obok. Wzrok miała nieobecny. – Szkoda pieniędzy.
Poczułam, jak żal ściska mnie za gardło.
– Babciu, ja naprawdę chciałam… chciałam ci zrobić przyjemność – powiedziałam szeptem. – Myślałam, że ci się spodoba.
Babcia milczała. Nie spojrzała na mnie. Patrzyła gdzieś w okno. I wtedy poczułam się jak dziecko, które narysowało laurkę i usłyszało, że krzywo. Jakby moje uczucie nie wystarczyło. Jakbym jej nie znała. Jakbym się nie liczyła.
„Nigdy nie była takim typem”
– Mamo… – powiedziałam, jeszcze nie ściągając kurtki. – Możemy pogadać?
Było późne popołudnie, mama kończyła zmywać naczynia. Spojrzała na mnie z niepokojem, jakby od razu wiedziała, że coś się stało.
– Coś z babcią?
Skinęłam głową. Usiadłam przy stole, oparłam głowę na rękach i powiedziałam:
– Kupiłam jej prezent. Perfumy. Ładne, drogie, takie… babcine. Myślałam, że się ucieszy. A ona tylko powiedziała, że „to nie dla niej”.
Mama przetarła ręce ścierką i usiadła naprzeciwko mnie.
– Julka… babcia nigdy nie była typem, co się maluje i perfumuje. Wiesz o tym.
– Ale kiedyś przecież miała ulubione perfumy! Takie z różą. Zawsze nimi pachniała, jak przytulała mnie na dobranoc. – Poczułam, jak gardło mi się zaciska. – Myślałam, że jak dam jej coś wyjątkowego, to… nie wiem… że znowu będziemy blisko.
Mama westchnęła, podpierając się na łokciu.
– Ona po prostu już jest inna, kochanie. Zamknięta w swoim świecie. Odkąd dziadek umarł… a ty wyjechałaś… coraz rzadziej z kimkolwiek rozmawia. Nie dlatego, że nie kocha. Tylko chyba nie bardzo wie już, jak się z ludźmi rozmawia.
Pokręciłam głową.
– No to może powinna się trochę postarać?
– Julia… ona ma osiemdziesiąt dwa lata. Już nie musi się starać. To my mamy się starać.
Zamilkłam. Poczułam się jeszcze gorzej.
– A ja myślałam, że zrobię coś miłego, a wyszło, jakby… jakby ona w ogóle nie chciała ode mnie nic.
Mama spojrzała na mnie ciepło, ale z tym swoim spojrzeniem, które zawsze oznaczało „musisz dorosnąć”.
– Bo czasem to, co my uważamy za gest miłości, nie jest tym, czego ktoś potrzebuje.
Tego się nie spodziewałam
Wyszłam z pokoju mamy, ale nie mogłam usiedzieć na miejscu. Serce biło mi zbyt szybko, myśli kotłowały się w głowie jak oszalałe. Poszłam do kuchni po wodę, ale skręciłam w stronę korytarza. Babcia siedziała u siebie, drzwi były uchylone. Już miałam zapukać, gdy usłyszałam jej głos.
– Nie wiem, Halina… dostałam dziś perfumy. Takie wiesz, nowoczesne, drogie pewnie. Ale to… to nie dla mnie.
Zamarłam. Rozmawiała przez telefon. Z ciotką Haliną, swoją starszą siostrą. Starałam się nie oddychać.
– Nie rozumiem tych młodych. Myślą, że jak kupią coś ładnego, to wystarczy. Jakby mnie znali… Jakby ona mnie znała – westchnęła babcia.
Poczułam ukłucie. Jakby wbito mi cienką igłę między żebra. „Jakby mnie znała”. Tak powiedziała?
– Ja już nie chcę zapachów. Ja chcę… żeby ktoś usiadł, zapytał, jak się czuję. Żeby nie mówił wciąż, że się spieszy, że musi jechać, że nie ma czasu. – Głos babci drżał. – A ona wpada jak na wyścigi. I jeszcze się dziwi, że ja się nie cieszę z perfum.
Zrobiło mi się niedobrze. Stałam w korytarzu, z dłonią zaciśniętą na framudze. Nie chciałam tego słyszeć, a jednocześnie… potrzebowałam tego. Bo w tej jednej chwili zrozumiałam, że to nie chodziło o prezent. I że wcale nie chodziło o perfumy.
Babcia westchnęła raz jeszcze.
– Dobrze, Halinka, nie będę się już żalić. Może to ja jestem dziwna. Może za dużo oczekuję.
Wtedy weszłam do pokoju.
– Naprawdę tak myślisz o mnie? – spytałam. Głos mi się załamał. Babcia spojrzała na mnie zaskoczona, ze słuchawką przy uchu.
– Julka… ja…
– Że cię nie znam? Że jestem tylko „młoda i zabiegana”?
Zrobiła wielkie oczy, a ja wiedziałam już, że usłyszała wszystko.
Zepsuło się już dawno temu
– Nie chciałam, żebyś to usłyszała – powiedziała babcia cicho, odkładając telefon na stół. Wydawała się zmniejszona, skulona, jakby te kilka słów przez telefon kosztowało ją zbyt wiele.
– Ale usłyszałam – odparłam twardo. Serce waliło mi jak młot. – I co? To tak teraz się mówi o wnuczce, która przyjeżdża z prezentem?
– Julka… – spojrzała na mnie, a w jej oczach nie było złości, tylko zmęczenie. – To nie chodzi o prezent.
– Właśnie, że chodzi. Przecież ja się starałam. Chciałam zrobić coś dla ciebie. I znowu źle. Zawsze coś nie tak – powiedziałam z żalem, który zbierał się we mnie od lat.
Babcia westchnęła. Długo milczała. A potem powiedziała coś, czego się nie spodziewałam:
– Ty zawsze wszystko robisz „żeby było dobrze”. Żeby było ładnie, żeby było miło. Tylko nigdy nie jesteś naprawdę. Nie usiądziesz tak po prostu, bez telefonu w ręku. Nie zapytasz, jak się czuję, tylko pytasz „co kupić”.
– Ale przecież pytam, dzwonię, przyjeżdżam! – prawie krzyknęłam. – Czego jeszcze chcesz?
Babcia uniosła wzrok i wbiła go we mnie. Nie uciekała.
– Ciebie, Julka. Nie twoich gestów, nie twoich zakupów. Ciebie. Chciałabym, żebyś czasem po prostu przyszła i posiedziała ze mną. Bez planu, bez zadania do wykonania.
Zamilkłam. Bo zrozumiałam. Że perfumy miały być łatwym biletem do bliskości, a ja nie chciałam zauważyć, że już dawno się odsunęłyśmy.
– A ja… myślałam, że pokazuję ci, że cię kocham. Tylko w swój sposób – wyszeptałam.
Babcia się uśmiechnęła, blado.
– Wiem, dziecko. I ja cię kocham. Ale nie wszystko, co ładne, znaczy bliskie.
Przyszłam posiedzieć. To wystarczyło
Następnego dnia wróciłam do babci. Tym razem bez torebki z prezentem. Miałam tylko termos z kawą i dwa kawałki drożdżówki z cukierni, w której pracowałam dorywczo w weekendy. Zaparzyłam ją specjalnie – taką, jaką lubiła: zbożową, z odrobiną mleka i cukrem.
– Przyszłam posiedzieć – powiedziałam, siadając obok niej na kanapie. Nie patrzyła na mnie od razu. Milczała chwilę, a potem skinęła głową i westchnęła cicho.
– To dobrze. Bo dziś coś mnie łupie w krzyżu. I wiesz, tej ciszy też czasem za dużo.
Siedziałyśmy w milczeniu. Piłyśmy kawę. Patrzyłyśmy przez okno, jak na osiedlowym skwerze dzieci lepią bałwana. W końcu babcia odezwała się pierwsza:
– Zostawiłam te perfumy na komodzie. Pachną jak kiedyś... twoja mama, jak miała dwadzieścia lat. Miała podobne. Tylko że potem przestała ich używać, jak urodziła ciebie. Bo mówiła, że dzieci nie lubią intensywnych zapachów.
– Pamiętasz to wszystko? – spytałam cicho.
– A jak mam nie pamiętać? – spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem. – To jedyne, co mi jeszcze zostało. Wspomnienia.
Zawahałam się, ale po chwili chwyciłam ją za rękę. Suchą, zimną, pomarszczoną. Ścisnęła moją mocniej, niż się spodziewałam.
– Mogę przychodzić częściej. Bez okazji. Tak po prostu – powiedziałam. – Może nie zawsze na długo, ale… będę.
Babcia pokiwała głową.
– To najlepsze, co mogłabym dostać. Nawet jeśli nie pachnie fiołkami.
Uśmiechnęłam się. I wtedy pierwszy raz od dawna poczułam, że może jeszcze uda nam się odnaleźć siebie na nowo.
Julia, 22 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na nasz zimowy wyjazd do Pragi mąż zabrał pasażera na gapę. Kto by pomyślał, że zaprzyjaźnię się z jego kochanką”
- „Laurka od wnuków na Dzień Babci pokazała mi, kim dla nich jestem. Liczą tylko na koperty i robią ze mnie bankomat”
- „Latami harowałam w pocie czoła na gospodarstwie rodziców. Na co mi to było, skoro dziś chcą mnie zostawić z niczym?”